Ancient Audio Generator First
30.06.2011 09:59 | audiostereo.pl w ArtykułyJak widać na fotografiach, Generator to ładna bryła, z przodu ozdobiona typową dla AA płytką z logo. Z tyłu umieszczono rząd bardzo dobrej jakości japońskich gniazd schuko, typowo dla kondycjonerów podzielonych na grupy. Jest ich pięć, co uważam za liczbę minimalną dla systemu audio. Piątkę jestem w stanie zagospodarować w całości, czasem przydałaby się szóstka. Gramofon, phono, przetwornik, napęd, monobloki i przedwzmacniacz. Ups. Siedem, tyle to nawet w Erze nie dają. Na szczęście używam wzmacniacza zintegrowanego.
Gniazda z tyłu są pogrupowane, jednak te grupy nie są takie zupełnie typowe. Standardowo znajdują się tam dwa gniazda na urządzenia o większym poborze (np. monobloki), jednak są one filtrowane (o ile można tak powiedzieć) tylko za pomocą kawałka przewodu, co wydaje mi się ekstrawagancją. W tej sytuacji chyba lepiej powinno sprawdzić się wydzielone gniazdo w ścianie dla wzmacniaczy mocy. Trzy pozostałe gniazda służą do podłączania urządzeń o niższej mocy (przedwzmacniacze i źródła) i główna funkcja Generatora (czyli generowanie) skupia się właśnie na nich. Wśród nich jedno dodatkowo pełni nietypową rolę „włącznika” o regulowanej czułości. Funkcja ta służy do przywracania zasilania całego systemu po włączeniu urządzenia wpiętego w gniazdo „włączające”. Pozwala to obudzić cały system za pomocą na przykład odtwarzacza CD sterowanego pilotem. Generator reaguje na wzrost poboru mocy w tym gniazdku i załącza pozostałe. W celu łatwiejszego dostosowania do różnych urządzeń, „próg pobudzenia” tego gniazda jest regulowany pokrętłem na tylnej ścianie. Ogólnie wydaje mi się to rozwiązaniem egzotycznym i dostosowanym raczej do konkretnego systemu, na przykład urządzenia po włączeniu przechodzące automatycznie w stand-by mniej na tym skorzystają, jednak jest to niewątpliwie ciekawa funkcja.
Urządzenie AA nie jest typowym filtrem, ani też typowym kondycjonerem z separacją transformatorową od sieci. Jak wskazuje nazwa, jest to generator prądu zasilającego. Innymi słowy, trzy gniazda niskoprądowe zasilane są w prąd o odtworzonej sinusoidzie, całkowicie odseparowany od sieci. Ty, co różni Generatora od innych tego typu urządzeń (ostatnio jest na rynku trochę domowych zasilaczy generujących czysty prąd, również z Chin), jest nietypowa częstotliwość. Jest to 80 Hz, co według producenta ma istotne znaczenia dla komfortu działania sprzętu i dla jakości dźwięku. Według informacji producenta, w porównaniu z 50 Hz kondensatory ładowane są mniejszym prądem, transformatory sieciowe pracują w lepszych warunkach i mniejsze są zakłócenia, generowane przez zasilacze. Efektem ma być lepszy dźwięk, chociaż z drugiej strony można spodziewać się, że niektóre urządzenia, zwłaszcza zza Oceanu, nie będą chciały pracować w takich warunkach, za względu na obecność „zabezpieczeń geograficznych”.
Wnętrze Generatora wygląda ciekawie, ze względu na szereg dużych toroidów, co do których w pierwszej chwili trudno zgadnąć, do czego służą. Po chwili da się zauważyć, że jeden z nich jest większy od pozostałych i zapewne zasila sekcję generatora, natomiast rola pozostałych nie jest dla mnie jasna. Mogą służyć do separacji gniazd niskoprądowych od sieci i od siebie nawzajem (choć w urządzeniu regenerującym sinusoidę chyba nie jest to potrzebne?). Ale być może celem ich obecności jest zwiększanie napięcia na wyjściach regenerowanych. Wskutek obecności takiej ilości drutu nawojowego, Generator mimo niezbyt wielkich rozmiarów jest zdecydowanie ciężki.
Urządzenie pracowało u mnie dosyć długo, między innymi podczas kilku testów, jednak głównie pracowało z moim prywatnym systemem i z systemem Audio Note, który w tym czasie testowałem dla Magazynu Hi-Fi. Warto wspomnieć, że AN pod względem wzorniczym dopasował się idealnie do AA. Ogólnie, we wszystkich konfiguracjach wpływ na brzmienie był pozytywny. Jazzowi nie brakowało filtracji (której Generator nie zapewnia), sądzę, że wzmacniacz o tak potężnym zasilaniu radzi sobie z każdym prądem, byle tylko nie miał 350 V.
Być może, gdybym trzymał to urządzenie przez rok, znalazłbym system, w którym wpływ Generatora byłby niekorzystny, chociaż nie jestem pewien, jak miałoby się to objawiać. Sądzę, że nietypowa częstotliwość prądu zasilającego mogłaby ewentualnie nie odpowiadać zasilaczom niektórych maszyn, mam tu na myśli takie, które zabezpieczono przeciwko sprzedaży poza siecią dealerską na innym kontynencie, o innych parametrach prądu. Jednak zarówno moje źródła, jak i dzielony odtwarzacz Audio Note (oraz przedwzmacniacz tej firmy) nie protestowały przeciw takim warunkom pracy.
Dźwięk systemu zasilanego przez Generator (a może Regenerator?) odbierałem jako ożywiony w stosunku do „podstawowego”. W systemie sprzęt AA pracował na przemian z GigaWattem PC-2, opartym na zasadzie pasywnej filtracji, i Generator w mojej opinii kierował dźwięk trochę w stronę zwiększonej rozdzielczości. Nie posunę się do stwierdzenia, że z Generatorem system grał bardziej dynamicznie, ale wrażenia były raczej pozytywne, chociaż nie wiem, jaki dźwięk bym wybrał. To nie była wielka różnica. W przypadku Audio Note ogólna zmiana powodowana przez Generatora była pożądana, bowiem system ten sam z siebie brzmiał u mnie leniwie, z Generatorem uwaga słuchacza była bardziej skupiona na szczegółach. W przypadku mojego własnego systemu różnica na plus łatwa była do uchwycenia głównie podczas przełączania między Generatorem a „ścianą”. Warto zwrócić uwagę, że Generator poświęcając wszystkie siły źródłom i przedwzmacniaczom, nie chroni wzmacniaczy (a tym samym kolumn) przed efektem nagłych pików w sieci. Przyzwyczaiłem się, że filtry i kondycjonery oddaję mi tę usługę pomimo, że w uczciwym audiofilskim domu system jest zasilany przez oddzielną linię. Sądzę, że jeśli Generator ma służyć do zasilania również wzmacniaczy, to obecność w odpowiedniej sekcji pasywnej filtracji i zabezpieczeń byłaby mile widziana.
Testowane urządzenie oceniam jako dobry sprzęt „z duszą” do zasilania odbiorników o niskim prądzie, z dodatkowym interesującym i potencjalnie użytecznym gadżetem, jakim jest zdalne włączanie systemu. Jest to też najtańsza karta członkowska do klubu użytkowników sprzętu Ancient Audio, klubu dosyć ekskluzywnego, którego macki rozpościerają się od krakowskich Plant aż do Kalifornii. Jak na Ancient Audio, Generator First jest niemal sensacyjnie tani. Jak na urządzenie w ogóle, jest zdecydowanie drogi. Wybór, jak zwykle, należy do kupującego. Tak czy owak, spodobała mi się ta maszyna i jej wpływ na dźwięk. Ordynarne śrubki w pokrywie wybaczam pod warunkiem, że znikną. Ewentualnie za szkody moralne mogę przyjąć dobry sernik krakowski.
Tekst i zdjęcia: Alek Rachwald
Podstawowe dane:
Dystrybucja: Ancient Audio
Cena: 12 000 PLN
Zasilanie : 200 - 250 V lub 100 -125 V ( opcja )
Napięcie wyjściowe : 230 V ( 110 V opcja)
Częstotliwość wyjściowa: 80 Hz
Stabilizacja od zmian zasilania sieciowego : 0.01 %
Stabilizacja od zmian obciążenia : 1 %
Stabilizacja od zmian obciążenia pomiędzy sąsiednimi gniazdami: 0,1 %
Moc sumaryczna gniazd stabilizownych: 70 VA
Moc sumaryczna gniazd wysokoprądowych : 3200 VA
Zabezpieczenie przed przeciążeniem i przegrzaniem
Próg załączania gniazd mocy : regulowany, 4 - 70 VA
Wymiary (S/WG): 43/70/28 cm
Masa : 12 kg
System wykorzystany w teście:
Wzmacniacz: SoundArt Jazz, Audio Note Vindicator Silver Signature
Przedwzmacniacz: Audio Note M3 phono
Kolumny: Avcon ARM, Audio Note AN/J
Odtwarzacz CD: Advance MCD 403/MDA-503, Audio Note CDT1/DAC3.1x
Kabel cyfrowy: Stereovox HDXV 75 ohm, Transparent Audio AES/EBU
Przewody głośnikowe: Velum LS-V
Przewody sygnałowe: Zu Wylie RCA
Kable zasilające: Vovox Initio
Filtr sieciowy: Gigawatt PC-2
52 komentarzy
- Strona 1 z 2
- 1
- 2
- Następna
12 kzł za hajendowy produkt "precyzyjnie" zmontowany za pomocą glutaxu i glutów z cyny i jakieś poprzepalane śrubki mocujące kable w gniazdach. Obudowa urządzenia elektrycznego sklecona z MDF-u, to faktycznie dość nowatorskie podejście, zwłaszcza że MDF doskonale ekranuje przed zakłóceniami ;-).
A wszystko to wygląda jak DIY złożone przez pierwszoklasistę na zajęciach praktycznych - po godzinach. Nic dodać, nic ująć.
Użytkownik Fr@ntz dnia 01.07.2011 - 13:42 napisał
Tylko że wykonanie i jakość w Trafomatic'u w porównaniu do metaloplastyki i rzeźbiarstwa Ancient Audio, to jak porównywać wiejską dorożkę konną do samochodu ;-)
Użytkownik stachu7312 dnia 01.07.2011 - 12:42 napisał
12 kzł za hajendowy produkt "precyzyjnie" zmontowany za pomocą glutaxu i glutów z cyny i jakieś poprzepalane śrubki mocujące kable w gniazdach. Obudowa urządzenia elektrycznego sklecona z MDF-u, to faktycznie dość nowatorskie podejście, zwłaszcza że MDF doskonale ekranuje przed zakłóceniami ;-).
A wszystko to wygląda jak DIY złożone przez pierwszoklasistę na zajęciach praktycznych - po godzinach. Nic dodać, nic ująć.
..zadne nowatorskie sa firmy i konstruktorzy ktorzy twierdza ze obudowy powinny byc z materialow niemagnetycznych a sruby powinny wyeliminowane a jesli juz to uzyte wlasnie w taki sposob ..izolowane drewnem, MDF...
EC = Empire of China?
Oferty na priva proszę.
Użytkownik romekxxx dnia 04.07.2011 - 15:32 napisał
"Gniazda wysokoprądowe nie posiadają żadnej filtracji, ale mimo to, wg zapewnień Pana Waszczyszna - 'wzmacniacze do nich podłączone grają wyraźnie lepiej niż prosto ze ściany'. Na moje pytanie jak to jest możliwe, Pan Waszczyszyn odparł, że 'dzieje się tak, ze względu na 20cm kabla zastosowanego wewnątrz obudowy. 20cm WŁAŚCIWEGO kabla, który robi dobrą robotę'."
czyli reszta "kondycjoner" :)
Użytkownik bi2000 dnia 04.07.2011 - 13:15 napisał
Oferty na priva proszę.
PS. Sam sobie złóż.
Użytkownik Elvis dnia 01.07.2011 - 20:33 napisał
Patrzenie na produkt pod katem uzytych czesci jest lekko rzecz ujmujac niepowazne. Ludzie obeznani w audio powinni wiedziec ze tu sie placi za "know how", za produkt a nie za czesci. Czesto proste konstrukcje poparte sa tysiacami godzin odsluchow i analiz a to jest 100 razy wiecej warte niz te czesci wewnatrz...
Użytkownik rafko dnia 04.07.2011 - 17:27 napisał
Użytkownik bi2000 dnia 04.07.2011 - 13:15 napisał
Oferty na priva proszę.
>bi2000
Nie rozumiesz, że rzecz w tym, iż nikt nie chce tego urządzenia ;-), a tym bardziej w takim prymitywnym wykonaniu i za taką cenę.
Nikt też nie ma ochoty kopiować takiej chały... To ten sam gniot co stał u Elba:
http://www.audiostereo.pl/elberoths-audio-nirvana_32698.html/page__st__3800
Użytkownik rafko dnia 04.07.2011 - 17:27 napisał
Dokładnie, ale tu nie chodzi o cześci ani materiałowy wsad. Tu chodzi o jakość wykonania której... brak, oraz jakość działania, która ...pozostawia wiele do życzenia
Użytkownik romekxxx dnia 03.07.2011 - 11:26 napisał
Po co ci schemat? Naprawdę nie widzisz, że 12kzł za to coś to jest PRZEGIĘCIE? Rozumiem, że nie chodzi tylko o to, co jest w środku i że nawet te 20 cm WŁAŚCIWEGO kabla może mieć znaczenie. I wierzę w działanie kabli sieciowych, kondycjonerów itp. bo je słyszę (tzn. działanie). Ale 12 000 zł?! Niewiele droższy jest topowy kondycjoner Gigawatta, ale przynajmniej nie wygląda jak piece of shit. Jakość wykonania tych dwóch urządzeń dzieli co najmniej Wielki Kanion.
Użytkownik stachu7312 dnia 04.07.2011 - 20:54 napisał
Ja nie bronie wcale Waszczyszyna, tym bardziej ze akurat tego klocka nie sluchalem. Moja wypowiedz byla raczej natury ogolnej :)
I tylko ta kajla na uberlaufie mnie niepokoi. Bo gdyby nie ona, trychter nie byłby robiony na szoner, co skutkowałoby zapewne lepszymi efektami brzmieniowymi. Ale oni w Krakowie jak nie założą czegóś na uberlauf, to czują się jak bez ręki...
Użytkownik jozwa maryn dnia 05.07.2011 - 17:51 napisał
I tylko ta kajla na uberlaufie mnie niepokoi. Bo gdyby nie ona, trychter nie byłby robiony na szoner, co skutkowałoby zapewne lepszymi efektami brzmieniowymi. Ale oni w Krakowie jak nie założą czegóś na uberlauf, to czują się jak bez ręki...
[
Nawiasem mówiąc, mam od dawna ochotę zlecić do zaprojektowania i wykonania wzmacniacz typu anglik wczesne lata 90. Stalowa blacha lakierowana na czarno, na froncie też. W środku możliwie prosty układ na J-FETach z jednym sporym trafem. Stoi na gumowych korkach, nie ma pilota. Pokrętła strzelają jak w Audio Note :-) Ma grać świetnie, kosztować dajmy na to 5-6 tysięcy. Wygląd jak czarna blaszana skrzynka. Nazwa? Last Chance Amplifiers Company. I pomimo, że na rynku jest mnóstwo aluminium frezowanego i wycinanego we wzroki, sądzę że taki wzmacniacz zyskałby spore zainteresowanie.
Użytkownik jozwa maryn dnia 06.07.2011 - 13:36 napisał
Nawiasem mówiąc, mam od dawna ochotę zlecić do zaprojektowania i wykonania wzmacniacz typu anglik wczesne lata 90. Stalowa blacha lakierowana na czarno, na froncie też. W środku możliwie prosty układ na J-FETach z jednym sporym trafem. Stoi na gumowych korkach, nie ma pilota. Pokrętła strzelają jak w Audio Note :-) Ma grać świetnie, kosztować dajmy na to 5-6 tysięcy. Wygląd jak czarna blaszana skrzynka. Nazwa? Last Chance Amplifiers Company. I pomimo, że na rynku jest mnóstwo aluminium frezowanego i wycinanego we wzroki, sądzę że taki wzmacniacz zyskałby spore zainteresowanie.
Użytkownik romekxxx dnia 06.07.2011 - 20:44 napisał
Strach pomyśleć co się dzieje w innych klockach Waszczyszyna, bo śmiem przypuszczać w takim razie, że to standard i nie jest lepiej. Wszystko mocowane glutaxem na gorąco, na cynę, na silikon, jedna śrubka taka, druga już inna.
To wszystko jakieś nie technologiczne jest, na pałę, na szybko, aby klient kupił i nie zdążył się rozmyślić. Bo najlepiej wmówić mu, że to już HajEnd... Ale to chore...
jego zestawy graja bardzo dobrze, klient siada słucha jest zauroczony wiec kupuje
ulubione wzmacniacze jozwy czyli angliki z lat 90tych jako pierwsze padły cenowo w konkurencji z chinolami ktore weszły wtedy do marketów w anglii- szkoda a widac to najlepiej po latach kiedy prawie nic juz nie zostało
może chcecie aby Waszczyszyn konkurował z chinolami :) duskusje te sa jałowe jak smak oleju rzepakowego
Użytkownik jozwa maryn dnia 07.07.2011 - 19:40 napisał
Porównanie tego badziewia AA first generator, do konstrukcji Evans'a jest - delikatnie mówiąc - dużą niezręcznością.
Tom Evans Audio Design to wysublimowane konstrukcje wzmacniaczy, skonstruowane zgodnie ze sztuką, pieknie, dokładnie wykonane i zmontowane, polakierowane wysokiej jakości lakierem proszkowym.
http://www.6moons.com/audioreviews/tomevans/lineara.html
I co jeszcze? Halooo! To coś kosztuje 12 tys ! O czym w ogóle mówimy. Panowie testerzy, czy naprawdę nie widzicie jaki poziom wykonania i estetyki prezentuje to urządzenie? Że jego cena jest po prostu od rzeczy? Jozwa maryn, jak musi wyglądać jakieś urządzenie, które dostajesz do testów, co musi być w środku, żeby ci się nie spodobało i żebyś nie relatywizował i nie zagadywał rzeczywistości?
Know-how? Wolne żarty. O know-how to można mówić, jak ktoś by takie filtry czy kondycjonery robił od 10 lat. A nie zrobił coś, co przypomina prototyp.
Jakaś groteska to zaczyna być.
ps. Dopiero co kupiłem szczytowego monstera HTS 5100 signature, który kosztuje ok. 1/3 ceny tego cudaka. Jakość wykonania, funkcjonalność - nie ma czego porównywać. Know-how - nie ma czego porównywać. Wawrzyszyn krzyczałby pewnie za niego ze 3 dychy.
Użytkownik mczaj dnia 11.07.2011 - 23:54 napisał
I co jeszcze? Halooo! To coś kosztuje 12 tys ! O czym w ogóle mówimy. Panowie testerzy, czy naprawdę nie widzicie jaki poziom wykonania i estetyki prezentuje to urządzenie? Że jego cena jest po prostu od rzeczy? Jozwa maryn, jak musi wyglądać jakieś urządzenie, które dostajesz do testów, co musi być w środku, żeby ci się nie spodobało i żebyś nie relatywizował i nie zagadywał rzeczywistości?
Know-how? Wolne żarty. O know-how to można mówić, jak ktoś by takie filtry czy kondycjonery robił od 10 lat. A nie zrobił coś, co przypomina prototyp.[...]
Nie mówi się "testerzy" tylko recenzenci, tester to taka próbka perfum. A co do tego, co musi być w środku... Ależ kolego, ja w ogóle nie muszę zaglądać do środka, żeby mi się coś podobało lub nie. To mi się dość podoba (zwłaszcza z wyglądu i zewnętrznego wykonania, minus śrubki), ale raczej nie kupię, bo nie mam 12 tysięcy na zbyciu. Gdybym miał, może i bym kupił, bo nie przywiązuję się zbytnio do pieniędzy. Ty zaś, zamiast cieszyć się z zakupu tego Monstera (chociaż mogłeś kupić jeszcze taniej urządzenie jakiejś chińskiej marki) krzyczysz, jakby ci te 12 tysięcy wyrywali z gardła. Wyluzuj, jabłko zjedz. AA produkuje to nie dla ciebie, rozumiesz, to nie jest produkt przeznaczony dla ciebie i nikt nie zażąda od ciebie tych 12 patoli. Nie wiem doprawdy czemu niektórzy się tak podniecają. Nie twoja forsa, nie twój problem. A co do robienia od 10 lat... Wiem, ze to co piszę nie ma znaczenia, bo to jest argument konkretny, a więc nieistotny. Otóż p. Waszczyszyn produkuje urządzenia audio przynajmniej od 15 lat (a sądzę, że dłużej), a ten Monster, którego tak lubisz, robi zasadniczo to kable. Zresztą nawet ten cały 5100 to listwa wielogniazdkowa z filtracją, oprawiona w chińską obudowę typu choinka pod pałacem kultury, więc niby ile ma kosztować? Ale to tak na marginesie, sam się wyrwałeś z tym Monsterem to odpowiadam... Bo głównie chciałem powiedzieć to, co już powiedziałem: to NIE JEST DLA CIEBIE, więc nie musisz się tak emocjonować. Mam nadzieję, że pomogłem...
A jak już kreujesz się na takiego znawcę, co jest dla kogo, to powinienneś wiedzieć, że jak ktoś ma do wydania 12 koła, to bedzie omijał z daleka taką amatorkę, poszuka produktu wykonanego bez zarzutu, może nawet z lekkim przepychem, raczej od renomowanego producenta, co zagwarantuje mu mozliwość jakiejkowliek odsprzedaży.
Co do wyszydzanego przez ciebie monstera, wykazujesz się niestety cynizmem, a przede wszystkiem ignoranctwem, że nie wspomnę o złośliwości. Wiedz więc, kolego recenzencie (nie testerze), że producenci kondycjonerów, jak np. Isotek czy Gigawatt odchodzą od budowy opartej na trafach separujących na rzecz ukladów beztransformatorowych. Takim układem jest właśnie rzeczony Monster. Takim układem jest też wspomniany "nowy" gigawatt, który jak tylko dostaniesz do recenzji, wywyoła u ciebie zapewne zachwyt a przynajmniej wielką sympatię.
Jak już coś piszesz, to się chociaż przygotuj.
ps. a gdybyś dostał do testów tego monstera, też zapewne byś był wniebowzięty, "zaskoczony" wysoką jakością itd. Inaczej byś pisał ....
Użytkownik jozwa maryn dnia 14.07.2011 - 00:32 napisał
No fakt, ale trzeba przyznać, że za taką cenę klocki Pana Waszczyszyna, przynajmniej ten, jest tragicznie wykonany. O działaniu się nie wypowiadam, bo nie testowałem, słyszałem jedynie, że wpływ na brzmienie jest po prostu bardzo mały i dyskuzyjny, a jakichkolwiek zabezpieczeń brak. Natomiast nie ma się co emocjonować, bo i tak tego nikt nie kupuje.
A ten wspomniany Monster, chociaż i tak do mnie nie przemawia, bo nie wiele daje, to przynajmniej w środku jest MEGA bardziej zaawansowany od AA. Ma co najmniej kilka filtrów, których w ogóle brak w omawianym wynalazku:
http://images.amazon.com/images/G/01/electronics/brands/monster/hts5100_internal.jpg
Tu jest niezwykle ostrożny w osądach, uprawia karkołomną retorykę, byle tylko „dawca” przedmiotu recenzji był zadowolony.
Na szczerość i odwagę zbiera mu się dopiero, gdy może ocenić czyjś sprzęt, oczywiście pod warunkiem, że nie pochodzi od dystrybutora, któremu nie można się narazić.
Stąd teksty o chińskiej choince itd., można w końcu dać upust drzemiącym gdzieś pokładom złośliwości i fantazji.
Czy to choinka czy nie, każdy może ocenić sam, zdjęcie w linku.
http://www.audiocostruzioni.com/r_s/accessori/mostercable-hts5100/monstercable-hts5100.htm
Moje osobiste zdanie – wzornictwo nie jest może bardzo subtelne, jednak pewien umiar i ogólne proporcje zostały zachowane, a o choince nie może być mowy, jest wiele innych bardziej „choinkowych” sprzętów. Wyświetlacz można prawie całkowicie przygasić, a info o bieżącym napięciu i poborze prądu jest całkiem fajne i pouczające (np. o ile wzrasta pobór, gdy włączam plazmę).
















