Skocz do zawartości

Audiostereo.pl: Audiostereo Forum - Audiostereo.pl


Logo
Witamy ponownie, Gość


Przystępując do Klubu zyskujesz:

  • Dostęp do dodatkowych artykułów i testów sprzętu
  • Zniżki na zakupy w sklepach partnerskich
  • Kartę członkowską Klubu
  • Możliwość udziału w cyklicznych spotkaniach klubowiczów:
    • spotkania ze specjalistami z branży audio
    • spotkania z innymi audiofilami
    • darmowy catering
  • Przypisanie do grupy "Klubowicz" na forum, a co za tym idzie:
    • większą skrzynkę na wiadomości PW
    • możliwość edycji własnych postów przez 30 minut od publikacji
    • większe limity na umieszczane załączniki
    • większe limity w zakładce Galeria
    • większe limity w zakładce Blogi
    • możliwość tworzenia blogów prywatnych i tylko dla przyjaciół


Kalendarz imprez

maj 2012

P W Ś C P S N
1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31

Majowe propozycje testów

    Brak propozycji na ten miesiąc - bądź pierwszy!
zobacz więcej »

Wyszukaj Artykuł


Najnowsze komentarze


Audiofil na wyjeździe

25.07.2008 14:42 | audiostereo.pl w Artykuły -----
  • Nie możesz edytować tego wpisu
Dziś będzie o podłych przypadkach latem. Jak wiadomo, latem wszyscy wykańczają się pod hasłem odpoczynku. Zasada jest taka, że rodzaj umęczenia musi być na tyle różny od męczarni w pracy, aby dwa stresy się zniosły i ofiara per saldo wyszła na swoje. Są na to różne sposoby. Najmniej ambitni (do których siebie zaliczam) wałęsają się bez planu i reżimu po ładnych miejscach i chłoną sobie wedle potrzeby, przez osmozę, przetaczając przed oczyma duszy luźne obrazy. Inni stosują osmozę wymuszoną sztucznie (z udziałem przewodnika, wycieczki itp.), inni zaś fundują sobie cały obóz pracy, z rygorami w postaci pobudek, wycieczek, a czasem nawet wykładów. Odmieną tego ostatniego systemu jest obóz pracy objazdowy, straszny młyn, którego uczestnicy są tak skołowani, że przeważnie nie wiedzą nawet, w jakim mieście Europy danego dnia się znaleźli. Wszystkie te systemy tortur letnich łączy jedno: jakoś trzeba dojechać na miejsce kaźni.

Ja na żadne wakacje się nie wybierałem, bowiem w rytmie pracy zoologa leśnego lato jest porą pracy, nie zaś byczenia się. Jednak na miejsce swoich robót również musiałem dojechać, dokładnie tak samo, jak rzesze nieprzytomnych rodaków poszukujących odskoku od codziennego kieratu. Dojechać zaś musiałem po drogach, które przez ostatnie 60 lat nie były priorytetem ani rządu, ani samorządu, ani RWPG czy też innego Układu Warszawskiego. Ot, tyle, żeby w razie wojny o pokój czołg mógł przejechać. Ideałem była droga, po której mógłby przejechać tylko czołg tzw. nasz, zaś wydelikacone czołgi gnuśnych odwetowców już niekoniecznie.

Czy to było źle? Jak było, tak było, ale trochę się do tego stanu przyzwyczaiłem, ja i mój samochód. Kiedy wiadomo, czego można się spodziewać, jakoś tam człowiek jest ustawiony. Jednak czasy przewidywalności niedawno się skończyły i zaczęła się nowa era masowej produkcji dróg. Wprawdzie nie jest ta produkcja szczególnie szybka ani tania, ale mimo to dają się zauważyć pewne analogie z masową produkcją sprzętu audio.

Wszyscy znamy wytanione produkty, które pod ładnymi obudowami kryją prawie nic: transformatorek wielkości paznokcia, dwa scalaki i pęczek drutu wystarczą za wzmacniacz. Właśnie o takich wyrobach myślałem, podróżując swoim batmobilem przez pomorskie miasteczka i zapoznając się (po raz kolejny) z ulubionym wyrobem masowym oszalałych inżynierów drogownictwa. Tym wyrobem, odpowiednikiem transformatora widocznego tylko pod lupą, jest rondko o jednym pasie ruchu, najlepiej zaaplikowane na uczęszczanej drodze. Zjawisko to widywałem już wcześniej i miałem za pomysł podrzucony przez wroga klasowego, bowiem zmusza ono wozy przybyłe z czterech stron świata, i jadące potencjalnie w czeterech kierunkach, do duszenia się na jednym ciasnym pasie. Teraz jednak miałem możliwość podziwiania tego wynalazku w w całej okazałości i na pełnych obrotach.

Na początek bierze się niewielkie miasteczko bez trasy obwodowej (coś jak Warszawa), przez które przelatuje uczęszczana droga lokalna. Idealnie nadają się miasteczka w rejonach turystycznych, gdzie latem można spodziewać się tysięcy wozów dziennie, plus normalna porcja tirów (są wszędzie!) i ruch lokalny. Oczywiście jest strasznie: kurz, hałas, przejechane kury, wściekli autochtoni. Ale oto przychodzi nowe w osobie inżyniera-drogowca i na obu końcach miasteczka zakłada zaworki w postaci jednopasmowych rondek. Efekt można podziwiać nawet z satelity: powstaje korek zaczynający się na dwa kilometry przed i ciągnący się tyle samo za wioską, zaś w środku miasta (między rondkami) mamy tzw. standing ovation. Wierzcie mi: wrażenie jest niebywałe, aktywni uczestnicy leją łzy wzruszenia, zaś miejscowi wyrywają włosy z głów. Ja tam byłem, miód i wino piłem, a przejazd tych pięciu w sumie kilometrów zajął mi godzinę. Potem dwadzieścia kilometrów w w szale, drzewa zlewające się w jedno, i znów hamulec do dechy. Następne miasteczko.. .

Oglądając te curiosa już od paru lat doszedłem do wniosku, że podobnie jak w przypadku budżetowych wzmacniaczy, mamy tu do czynienia z pobudkami ekonomicznymi: pojedyncze rondko wybudować taniej, niż podwójne, i zajmuje mniej miejsca. Owszem, kiedy już buduje się rondo z góry katalogu, można tam wpakować lepsze podzespoły, obszerniejszą obudowę, i dać mu nazwę „Reference”. Zaś budżetówka dostaje to, na co zasługuje, czyli co najwyżej kwietnik na środku, lub w przypadku wzmacniacza barwny wyświetlacz.

Kiedy już wyrwałem się z pułapki prowincjonalnych dróg, ruszyłem do Warszawy, pewny siebie, bo tydzień wcześniej jechałem tą trasą w przeciwnym kierunku i nic złego się nie działo: wyboje, na których czołg wroga może połamać sobie kulasy, ale żadnych niespodzianek. Niestety, nie uwzględniłam słabości własnego charakteru, a mówiąc ściśle podatności na reklamę. Wiadomo, że lepsze jest wrogiem dobrego, co należy tłumaczyć na własny użytek tak, że jeśli masz dobry wzmacniacz albo dobrą drogę, nie daj w tym grzebać i raczej trzymaj się sprawdzonych wzorców, bo nowe jest zwykle gorsze, a już na pewno nieprzewidywalne. Teraz jestem mądry.. .

Jeszcze przed Toruniem na kierowców lecących na południe starą, wyboistą Jedynką czyhają zielone reklamy zachwalające drogę na Warszawę. Jedynka jest w nich przedstawiana jako droga prowadząca na Łódź, a nawet na Cieszyn, jednak w żadnym razie nie do stolicy, zaś za jedyną słuszną drogę na Warszawę lansuje się niejaką S10. Od razu wyjaśniam, że było to złośliwe łgarstwo, bowiem w rzeczywistości do Warszawy jedzie się wygodnie Jedynką przez Włocławek. Z jak potężnym szwindlem miałem do czynienia, przekonałem się niebawem. Na razie jechałem, zdecydowany trzymać się sprawdzonej trasy, była druga w nocy, puste drogi i święty spokój. Jednak kampania reklamowa konkurencyjnej szosy nie chciała dać mi spokoju, co kilka kilometrów nachalnie żądano ode mnie skręcenia na Warszawę (dokąd przecież jechałem!), co najwidoczniej strasznie zorało mi podświadomość, bo kiedy, już za Toruniem, zobaczyłem wielką tablicę, brutalnie nakazującą mi natychmiast porzucić Jedynkę i zagłębić się w drogę szybkiego ruchu S10, pomyślałem sobie: „a niechta, może faktycznie wiedzą lepiej, kupuję!”. I zrobiłem to.

Początkowo było fajnie: droga wciągała ofiarę.. . Zanim zorientowałem się, w co wdepnąłem, byłem już kilkadziesiąt kilometrów w głębi koszmaru. To nie była żadna droga, to nawet nie była wersja beta drogi! Razem z całą kupą podobnych idiotów, skołowanych przez nieetyczną reklamę najwidoczniej udającą drogowskazy, wylądowałem na jednopasmówce z ruchem wahadłowym, miejscami przechodzącej w wyboistą intergminną, przecinającej przysiółki z pijakami, kurami i wałęsającymi się psami. Wszędzie widać było ślady rycia. Klnąc w żywy kamień parłem do przodu 30 na godzinę w ogonku tirów, nie wiedząc, co czeka za zakrętem. Za mną i przede mną ciągnął się łańcuch samochodów pełen równie wściekłych kierowców, zwabionych zachwalanymi urokami S10, którzy w tym czasie mogli sobie jak paniska jechać pustą Jedynką do Warszawy, Łodzi, czy innego Pacanowa.

Żeby nie przeciągać, powiem tylko, że w końcu dojechałem gdzie trzeba i zajęło mi to tylko godzinę wiecej, niż powinno. Co się na tej niby-drodze wyprawia w dzień, w godzinach szczytu, nie jestem nawet w stanie sobie wyobrazić. Rozumiem, że trzeba zachwalać swoją robotę. Ale czy nie można przy tych drogowskazach, kierujących wszystkich na Warszawę dać tabliczki, że na razie jest to wersja eksperymentalna drogi, testowana na klientach, nie zaś pełnowartościowy produkt?? Jeśli człowiek nabędzie wzmacniacz, w którym pracuje tylko jeden kanał a i to niedobrze, ma pełne prawo oddać go sprzedawcy, załączając wiązankę specjalnych życzeń. Użytkownikowi drogi pozostają tylko życzenia, które niniejszym przekazuję państwu palantom i palantkom z Zarządu Dróg Publicznych, czy jak tam się ich szemrana instytucja nazywa, z podziękowaniem za zepsutą noc i niepotrzebnie spalone 10 litrów paliwa.
Alek Rachwald


7 komentarzy

Takie życie :)
Ja będę wracał pojutrze. Na razie mam słońce, szerokie plaże, wiatr i świetne fale. Pozdrowienia z krainy Speciala.
Papamek
  • Zgłoś
do wysokich obcasow probowales sprzedawac te artykuly Zią?
  • Zgłoś
Właśnie aspiruję. To dlatego napisałem "palanci i palantki" - żeby było politycznie poprawnie.
  • Zgłoś
S10 to jest chyba obwodnica Torunia, piszesz o okrążeniu Torunia czy jechaniu 10'tką do Warszawy?

Powiem tak - w tym roku popełniłem ten sam błąd wracając znad morza i również zamiast jechać spokojnie obwodnicą Torunia wpakowałem się na 10'tkę - po drodze zaliczyłem z pięć "wahadłówek" i nieodremontowane odcinki, co więcej w pewnym miejscu albo zjeżdżając z wyremontowanego odcinka na stary asfalt albo odwrotnie (już nie pamiętam) wpadłem przy pełnej prędkości na piękny garb pozostawiony przez drogowców (nie było znaku ograniczenia prędkości) i myślałem, że moje zawieszenie tego nie przeżyje... jakoś się udało, chociaż coś mi z przodu wydaje dziwne dźwięku (chyba wahacz).

Natomiast na odcinkach już wyremontowanych jechało mi się gładko w okolicach 150 km/h, mimo to i tak co pewien czas wyprzedzały mnie trochę nowsze i szybsze auta z dawcami narządów na pokładzie.

Co do czasu - nie wiem o ile dłużej mi zajął ten przejazd, ale myślę, że jakieś 30-40 minut. Gwoli wyjaśnienia nie jechałem prosto do Warszawy, ale do Żyrardowa (bardziej w stronę Łodzi).
  • Zgłoś
Panowie - widzę tu pewne analogie!
Ja jechałem w Rumunii drogą nr 1 (na szczęście tylko z Seicai do Sibiu (czy jak kto woli Sybinu - tak, myślę że pomysł nazwania po swojemu wszystkich nazw miast, wsi, szczytów jest godny Polaków).
A więc około 30 nowych mostków-przepustów w budowie (co ciekawe, często nieco wyższych niż dotychczasowe - to pewnie żeby droga była bardziej płaska). No i przejazd bokiem (takie półrondko), czasem ze światełkami, oczywiście prawie zawsze czerwonymi dla mnie. Coś świetnego.
Swoją drogą co za ekonomiczność, budować mostek dwa razy (te pierwsze trochę nie trafiły w oś drogi, ale widać też nimi jeżdżą).

Ktoś zna jeszcze jakąś krainę autostrad??

Na wszelki wypadek wracałem przez Sighisguare

pozdrawiam
  • Zgłoś
Panowie - widzę tu pewne analogie!
Ja jechałem w Rumunii drogą nr 1 (na szczęście tylko z Seicai do Sibiu (czy jak kto woli Sybinu - tak, myślę że pomysł nazwania po swojemu wszystkich nazw miast, wsi, szczytów jest godny Polaków).
A więc około 30 nowych mostków-przepustów w budowie (co ciekawe, często nieco wyższych niż dotychczasowe - to pewnie żeby droga była bardziej płaska). No i przejazd bokiem (takie półrondko), czasem ze światełkami, oczywiście prawie zawsze czerwonymi dla mnie. Coś świetnego.
Swoją drogą co za ekonomiczność, budować mostek dwa razy (te pierwsze trochę nie trafiły w oś drogi, ale widać też nimi jeżdżą).

Ktoś zna jeszcze jakąś krainę autostrad??

Na wszelki wypadek wracałem przez Sighisguare

pozdrawiam
  • Zgłoś
Echh dawno nic mi nie poprawiło tak humorku jak ten tekst:-))
  • Zgłoś
Nie masz uprawnień do pisania komentarzy do tego wpisu



Zobacz też

Test gramofonu Kuzma Stabi S

Test przetwornika A/C Stello DAC

Stolik i platforma Rogoz Audio

Ayon Spark Delta

Albedo Geo XLR



Klub.AudioStereo.pl - Artykuły, porady, felietony, konkursy, recenzje audio, testy sprzętu i wiele innych ciekawych informacji.