DAC Audio Surgery The Protagonist
24.02.2011 23:27 | audiostereo.pl w Artykuły
Pierwsze zetknięcie z tym przetwornikiem przeżyłem (podobnie jak wielu polskich audiofili) podczas zeszłorocznego Audio Show w hotelu Sobieski. Przetwornik można było obejrzeć i posłuchać w pokoju DIY Audiostereo, gdzie o ile pamiętam wzbudzał spore zainteresowanie nie tylko brzmieniem, ale również eleganckim wyglądem. Niedługo później w rozmowie z konstruktorem i właścicielem firmy obiecałem, że jeśli sprzęt zostanie udostępniony Audiostereo, postaramy się go zrecenzować. I tak jakiś czas temu urządzenie trafiło w moje ręce, a co zobaczyłem i usłyszałem, opisuję.
Na pierwszy rzut oka spore wrażenie robi jakość wykonania obudowy i płyty czołowej. Niby nie jest to stopień złożoności Apollo 11, tylko prosta schludna skrzynia z porządnych blach solidnie skręconych, z grubą płytą czołową z profesjonalnymi nadrukami. Jednak wielu polskich wytwórców do dziś ma problemy już na tym poziomie wykonawstwa, więc warto wspomnieć, że Audio Surgery z wykonaniem obudów radzi sobie dobrze.

Na froncie oprócz diody sygnalizującej pracę urządzenia (na szczęście nie niebieskiej) znajdują się dwa pokrętła: jedno to selektor wyjść cyfrowych, których jest aż trzy (RCA), drugi natomiast to tylko włącznik. Przyznam, że nie lubię zachowywania na siłę symetrii a la wzmacniacz stereo i na miejscu drugiego pokrętła chętnie widziałbym prosty przełącznik hebelkowy. Ale to oczywiście drobiazg. Ściana przednia, anodyzowana na czarno, pokryta jest porządnymi nadrukami, a w centrum widnieje bardzo ładne logo sugerujące lampową proweniencję urządzenia, zaopatrzone dodatkowo w skrzydła a la Mini Morris albo nawet Bentley. Co tu mówić, ładnie to wygląda.
Tylna ścianka nie ma za to ozdób wcale, nawet jeśli za ozdoby potraktować opisy gniazd. Nie ma ich, i cześć. Nie powiem, żeby mnie to zachwycało, uważam że opisy w jakiejś formie powinny się tam w przyszłości znaleźć. Oczywiście, nie ma bardzo dużo do wyboru, jednak obecność kilku gniazd wejściowych komplikuje rachunek. Poza nimi jest tylko IEC oraz oczywiście para wyjść analogowych, tylko w standardzie RCA.
Wewnątrz znajduje się zasilacz z dwoma transformatorami, z których jeden obsługuje tor cyfrowy, drugi natomiast stopień analogowy. Jest to eleganckie, purystyczne rozwiązanie, niewątpliwie podyktowane troską o jakość dźwięku. Elektronika zasilacza znalazła się na oddzielnej płycie. W przetworniku wykorzystano kości Burr Brown PCM1796 (będący w stanie dekodować sygnały do poziomu 24 bit/192kHz), wybrany na podstawie porównania brzmieniowego kilkunastu przetworników. Nie zastosowano upsamplingu.
Stopień wyjściowy nie zawiera półprzewodników, wzmocnienie oparto na lampach ECC88 (lub odpowiednikach, jak w testowanym egzemplarzu). Zdaniem producenta jest lampa brzmiąca neutralnie i dynamicznie, ponadto pozwala na uzyskanie niskiej oporności wyjściowej (na poziomie około 80 omów), co z kolei zapewnia bezproblemową współpracę przetwornika z praktycznie każdym wzmacniaczem lampowym lub tranzystorowym. Stopień wyjściowy jest bardzo prosty, właściwie nie ma tam nic poza parą lamp i parą kondensatorów. Kondensatory też nie pochodzą z pierwszej z brzegu półki, tylko według producenta zostały dobrane w wyniku testów odsłuchowych. Jestem w stanie w to uwierzyć, sam kiedyś brałem udział w odsłuchach różnych kondensatorów w stopniu wyjściowym pewnego ambitnego odtwarzacza.

Pierwszym wrażeniem z odsłuchu tego interesującego przetwornika jest dużo oddechu. W porównaniu z nieco tańszym Atollem Protagonist brzmi na pierwszy rzut ucha łagodniej i zarazem „rzetelniej”. Pojawia się wrażenie kompletności przekazu, pewna za przeproszeniem analogowość – określenie w przypadku przetwornika dość nietypowe. Jest więcej masy, płynności, jest cieplej, ale nie ciemniej. Spodobało mi się solidne niskie zejście w basie, który był swobodny i zróżnicowany. Przyznaję, że korzystając z przeprowadzania testu, słuchałem na tym przetworniku ile się dało. Każdy dzień był bezwstydnie wykorzystany. Krótki test podsumować łatwo: słuchano tego, tamtego i owego. Na tym było tak, na tamtym owak, a na owym jeszcze jakoś. Natomiast parę tygodni słuchania (na przemian z uwagą i w tle) streścić jest znacznie trudniej…
Znane mi są poglądy projektanta tego urządzenia na temat niepotrzebnego komplikowania stopni wyjściowych. Nie mogę się oprzeć wrażeniu, że w tym przetworniku słyszę, jak gra prostota. Swoboda i czystość dźwięku kojarzy mi się z Audio Note. Ciekawe, ze podobne skojarzenia miałem, gdy zajrzałem do wnętrza obudowy..
Podczas odsłuchu testowego porównywałem również ten DAC z podobnie wycenianym Advance Acoustic – również lampowym, tylko o zupełnie odmiennej konstrukcji, zwłaszcza stopnia wyjściowego. Po zmianie lamp na EAT, Advance służy u mnie za zasadnicze źródło cyfrowe, bo wychodzę z założenia, że cyfra to cyfra (jak mawiają ludzie niekumaci w technice). W końcu DAC wprawdzie niedrogi, ale zrobiony bardzo solidnie. Otóż Protagonist mojego Advansa z lekka kopnął. Niestety muszę przyznać, że dźwięk z Protagonista podobał mi się bardziej. Było nieco pełniej, gładziej, a jednocześnie zdecydowanie czysto i nawet detalicznie. Jakby też scena stereo nieco szersza? Co prawda Turbodymoman zawstydziłby Protagonista, bo kopnąłby z pewnością dwa razy i to mocniej, ale i tak byłem pod wrażeniem.
Jakoś trudno mi się przyczepić do tego przetwornika. Jestem w stanie sobie wyobrazić lepszy dźwięk, na przykład jeszcze bardziej dźwięczny, jeszcze bardziej trójwymiarowy i tak dalej. Kłopot w tym, że jakoś nie przypominam sobie, żebym w ostatnim czasie gościł u siebie takiego super-daka. W związku z tym na razie Protagonist robi u mnie za najlepiej brzmiące źródło cyfrowe, które słyszałem w ciągu ostatnich, bo ja wiem? Dwóch lat? W każdym razie chyba od czasu, kiedy miałem u siebie najwyższy model Accuphase. Fakt, nie twierdzę, że ten przetwornik gra jak odtwarzacz japoński za pół małej bańki. Twierdzę natomiast, że od czasu słuchania tej połówki małej bańki nie trafiło mi się źródło cyfrowe, którego dźwięk podobałby mi się tak, jak dźwięk wydawany przez skromną metalową skrzynkę z logo ze skrzydełkami.
Alek Rachwald
Dystrybucja Audio Surgery
Cena 3500 zł
System wykorzystany w teście:
Kolumny: Avcon ARM
Napęd CD: Avance MCD-403
Wzmacniacz: SoundArt Jazz
Kabel cyfrowy: Stereovox HDXV 75 ohm
Kable zasilające: Ansae Muluc Supreme
Filtr sieciowy: Ansae Power Tower Supreme
Na pierwszy rzut oka spore wrażenie robi jakość wykonania obudowy i płyty czołowej. Niby nie jest to stopień złożoności Apollo 11, tylko prosta schludna skrzynia z porządnych blach solidnie skręconych, z grubą płytą czołową z profesjonalnymi nadrukami. Jednak wielu polskich wytwórców do dziś ma problemy już na tym poziomie wykonawstwa, więc warto wspomnieć, że Audio Surgery z wykonaniem obudów radzi sobie dobrze.
Na froncie oprócz diody sygnalizującej pracę urządzenia (na szczęście nie niebieskiej) znajdują się dwa pokrętła: jedno to selektor wyjść cyfrowych, których jest aż trzy (RCA), drugi natomiast to tylko włącznik. Przyznam, że nie lubię zachowywania na siłę symetrii a la wzmacniacz stereo i na miejscu drugiego pokrętła chętnie widziałbym prosty przełącznik hebelkowy. Ale to oczywiście drobiazg. Ściana przednia, anodyzowana na czarno, pokryta jest porządnymi nadrukami, a w centrum widnieje bardzo ładne logo sugerujące lampową proweniencję urządzenia, zaopatrzone dodatkowo w skrzydła a la Mini Morris albo nawet Bentley. Co tu mówić, ładnie to wygląda.
Tylna ścianka nie ma za to ozdób wcale, nawet jeśli za ozdoby potraktować opisy gniazd. Nie ma ich, i cześć. Nie powiem, żeby mnie to zachwycało, uważam że opisy w jakiejś formie powinny się tam w przyszłości znaleźć. Oczywiście, nie ma bardzo dużo do wyboru, jednak obecność kilku gniazd wejściowych komplikuje rachunek. Poza nimi jest tylko IEC oraz oczywiście para wyjść analogowych, tylko w standardzie RCA.
Wewnątrz znajduje się zasilacz z dwoma transformatorami, z których jeden obsługuje tor cyfrowy, drugi natomiast stopień analogowy. Jest to eleganckie, purystyczne rozwiązanie, niewątpliwie podyktowane troską o jakość dźwięku. Elektronika zasilacza znalazła się na oddzielnej płycie. W przetworniku wykorzystano kości Burr Brown PCM1796 (będący w stanie dekodować sygnały do poziomu 24 bit/192kHz), wybrany na podstawie porównania brzmieniowego kilkunastu przetworników. Nie zastosowano upsamplingu.
Stopień wyjściowy nie zawiera półprzewodników, wzmocnienie oparto na lampach ECC88 (lub odpowiednikach, jak w testowanym egzemplarzu). Zdaniem producenta jest lampa brzmiąca neutralnie i dynamicznie, ponadto pozwala na uzyskanie niskiej oporności wyjściowej (na poziomie około 80 omów), co z kolei zapewnia bezproblemową współpracę przetwornika z praktycznie każdym wzmacniaczem lampowym lub tranzystorowym. Stopień wyjściowy jest bardzo prosty, właściwie nie ma tam nic poza parą lamp i parą kondensatorów. Kondensatory też nie pochodzą z pierwszej z brzegu półki, tylko według producenta zostały dobrane w wyniku testów odsłuchowych. Jestem w stanie w to uwierzyć, sam kiedyś brałem udział w odsłuchach różnych kondensatorów w stopniu wyjściowym pewnego ambitnego odtwarzacza.
Pierwszym wrażeniem z odsłuchu tego interesującego przetwornika jest dużo oddechu. W porównaniu z nieco tańszym Atollem Protagonist brzmi na pierwszy rzut ucha łagodniej i zarazem „rzetelniej”. Pojawia się wrażenie kompletności przekazu, pewna za przeproszeniem analogowość – określenie w przypadku przetwornika dość nietypowe. Jest więcej masy, płynności, jest cieplej, ale nie ciemniej. Spodobało mi się solidne niskie zejście w basie, który był swobodny i zróżnicowany. Przyznaję, że korzystając z przeprowadzania testu, słuchałem na tym przetworniku ile się dało. Każdy dzień był bezwstydnie wykorzystany. Krótki test podsumować łatwo: słuchano tego, tamtego i owego. Na tym było tak, na tamtym owak, a na owym jeszcze jakoś. Natomiast parę tygodni słuchania (na przemian z uwagą i w tle) streścić jest znacznie trudniej…
Znane mi są poglądy projektanta tego urządzenia na temat niepotrzebnego komplikowania stopni wyjściowych. Nie mogę się oprzeć wrażeniu, że w tym przetworniku słyszę, jak gra prostota. Swoboda i czystość dźwięku kojarzy mi się z Audio Note. Ciekawe, ze podobne skojarzenia miałem, gdy zajrzałem do wnętrza obudowy..
Podczas odsłuchu testowego porównywałem również ten DAC z podobnie wycenianym Advance Acoustic – również lampowym, tylko o zupełnie odmiennej konstrukcji, zwłaszcza stopnia wyjściowego. Po zmianie lamp na EAT, Advance służy u mnie za zasadnicze źródło cyfrowe, bo wychodzę z założenia, że cyfra to cyfra (jak mawiają ludzie niekumaci w technice). W końcu DAC wprawdzie niedrogi, ale zrobiony bardzo solidnie. Otóż Protagonist mojego Advansa z lekka kopnął. Niestety muszę przyznać, że dźwięk z Protagonista podobał mi się bardziej. Było nieco pełniej, gładziej, a jednocześnie zdecydowanie czysto i nawet detalicznie. Jakby też scena stereo nieco szersza? Co prawda Turbodymoman zawstydziłby Protagonista, bo kopnąłby z pewnością dwa razy i to mocniej, ale i tak byłem pod wrażeniem.
Jakoś trudno mi się przyczepić do tego przetwornika. Jestem w stanie sobie wyobrazić lepszy dźwięk, na przykład jeszcze bardziej dźwięczny, jeszcze bardziej trójwymiarowy i tak dalej. Kłopot w tym, że jakoś nie przypominam sobie, żebym w ostatnim czasie gościł u siebie takiego super-daka. W związku z tym na razie Protagonist robi u mnie za najlepiej brzmiące źródło cyfrowe, które słyszałem w ciągu ostatnich, bo ja wiem? Dwóch lat? W każdym razie chyba od czasu, kiedy miałem u siebie najwyższy model Accuphase. Fakt, nie twierdzę, że ten przetwornik gra jak odtwarzacz japoński za pół małej bańki. Twierdzę natomiast, że od czasu słuchania tej połówki małej bańki nie trafiło mi się źródło cyfrowe, którego dźwięk podobałby mi się tak, jak dźwięk wydawany przez skromną metalową skrzynkę z logo ze skrzydełkami.
Alek Rachwald
Dystrybucja Audio Surgery
Cena 3500 zł
System wykorzystany w teście:
Kolumny: Avcon ARM
Napęd CD: Avance MCD-403
Wzmacniacz: SoundArt Jazz
Kabel cyfrowy: Stereovox HDXV 75 ohm
Kable zasilające: Ansae Muluc Supreme
Filtr sieciowy: Ansae Power Tower Supreme
39 komentarzy
- Strona 1 z 2
- 1
- 2
- Następna
Dzięki Alek za recenzję i gratuluję Adamowi.
Miałem okazję słuchać ten DAC, w naszym pokoju na AS i wiem że jest sporo wart. Zdeklasował mojego Audionemesisa od pierwszej chwili. Mam nadzieję, że będzie mi dane przetestować go dokładniej.
Robert
Miałem okazję słuchać ten DAC, w naszym pokoju na AS i wiem że jest sporo wart. Zdeklasował mojego Audionemesisa od pierwszej chwili. Mam nadzieję, że będzie mi dane przetestować go dokładniej.
Robert
Użytkownik jozwa maryn dnia 25.02.2011 - 00:27 napisał
Nie mogę się oprzeć wrażeniu, że w tym przetworniku słyszę, jak gra prostota. Swoboda i czystość dźwięku kojarzy mi się z Audio Note. Ciekawe, ze podobne skojarzenia miałem, gdy zajrzałem do wnętrza obudowy..
Sądzę, że to jest jak najbardziej właściwe porównanie w odniesieniu do charakteru dźwięku tego DAC-a.
I mówię to dlatego, że posiadam zarówno DAC Audio Note jak i właśnie Protagonista.
Na marginesie. Warto spróbować lamp E288CC zamiast standardowych ECC88.
Tylko trzeba pamiętać że lampy E288CC nie są zamiennikami ECC88, ciągną więcej prądu z żarzenia. Egzemplarz Rocha na jego życzenie został przystosowany do tych lamp. Natomiast lampy E188CC można zawsze wkładać zamiast ECC88.
Przypominam że sowieckie lampy 6N1P w żadnym razie nie mogą być traktowane jako zamienniki ECC88, to zupełnie inne lampy które tylko rozkład nóżek mają taki jak ECC88. W niektórych wypadkach wstawienie 6N1P zamiast ECC88 może nawet doprowadzić do uszkodzenia sprzętu.
Przypominam że sowieckie lampy 6N1P w żadnym razie nie mogą być traktowane jako zamienniki ECC88, to zupełnie inne lampy które tylko rozkład nóżek mają taki jak ECC88. W niektórych wypadkach wstawienie 6N1P zamiast ECC88 może nawet doprowadzić do uszkodzenia sprzętu.
Są jeszcze 6N23, całkiem przyjemne : )
6N23P można bezpiecznie wstawiać, ale za skutki soniczne nie biorę odpowiedzialności ;-)
Podpisuje się obiema rekami
Bardzo zacny dac
Bardzo zacny dac
wykonałem ten dac sam dzięki uprzejmości Adama już jakiś czas temu
do dziś nie poległ w żadnym bezpośrednim porównaniu, bywało inaczej lecz nigdy gorzej
moim zdaniem nie istnieje taka klasa dźwięku w podobnej cenie
do dziś nie poległ w żadnym bezpośrednim porównaniu, bywało inaczej lecz nigdy gorzej
moim zdaniem nie istnieje taka klasa dźwięku w podobnej cenie
To i ja się przyłączę do szanownego grona. Gratuluję panie Adamie. Do dziś Protagonist to najwybitniejsze urządzenie w moim zestawie. Dac wart swojej ceny w 100%.
Jeśli Protagonist jest tak dobry jak piszecie, to tylko żal, że jestem za biedny, żeby stać się jego posiadaczem ;-(
McGyver, czy istnialaby opcja wyposazenia tego DAC'a w dwa wejscia coaxialne i dwa optyczne?
kilka razy słuchałem u Adama tego daca I POWIEM SZCZERZE ŻE JEST WART tych pieniędzy bez mrugnięcia okiem ,naprawdę klasa ,wątpię że jest coś w zbliżonej cenie i nawet sporo droższego co tak brzmi
Patrząc we wnętrze tego DAC-a pytam się za co się płaci te 3500zł? Rozumiem taką cenę urządzeń wychodzących z dużych firm gdzie musi się opłacać seryjna produkcja. Ale cena za takiego DAC-a od Mcgayvera jest moim zdaniem chorym wytworem.
Użytkownik michaello dnia 27.02.2011 - 19:02 napisał
McGyver, czy istnialaby opcja wyposazenia tego DAC'a w dwa wejscia coaxialne i dwa optyczne?
W zasadzie tak, ale nie będę zmieniał poligrafii na frontpanelu bo to wyjątkowo upierdliwe, czasochłonne i kosztowne dla jednostkowego przypadku (zawracanie rzyci grafikowi komputerowemu, drukarnia i jej procedury itp). Pokrętło przełącznika musiałoby wtedy mieć czwartą, dodatkową, nieopisaną pozycję. Tak da się zrobić bez większych ceregieli.
Użytkownik kooniuszy dnia 27.02.2011 - 20:31 napisał
Patrząc we wnętrze tego DAC-a pytam się za co się płaci te 3500zł? Rozumiem taką cenę urządzeń wychodzących z dużych firm gdzie musi się opłacać seryjna produkcja. Ale cena za takiego DAC-a od Mcgayvera jest moim zdaniem chorym wytworem.
Jak już wcześniej ktoś napisał ten Dac jest wart więcej i z tym się mogę zgodzić. Chore jest kupowanie kabelka sieciowego za 3500 zł z "seryjnej produkcji"
za 3500 - brak USB i obudowa, a zwłaszcza jej tylna część nie wróży niczego solidnego. będzie problem z odsprzedażą jak się znudzi. Można by się jeszcze trochę postarać. Bo tak jakoś niezależnie od walorów sonicznych ciężko widzieć to w kategoriach większych niż 1500 zł. W tych pieniądzach solidne grube alumioniowe płyty po bokach i z tyłu by nie zaszkodziły. Ale przyjmijmy tą konstrukcję za dobrą monetę i przyczynek do rozwoju. Moja sugestia- sugerowana cena detaliczna 1999 zł. po drastycznej zmianie wyglądu i dodaniu USB - 3500 bedzie OK.
Brak USB jest świadomą decyzją. Na obecnym etapie rozwoju technologii transmisja via USB powoduje drastyczne pogorszenie jakości dźwięku. A co do konstrukcji obudowy, to to jest pancerne. Brak napisów na zadku to akurat z solidnością obudowy nie ma nic wspólnego. Proszę wykonać taki DAC (i to jednostkowo, a nie wielkoseryjnie), sprzedawać go za 1999zł i zarobić. Skrzecząca rzeczywistość bardzo szybko weryfikuje takie pochopne osądy.
Napisy na zadku wkrótce będą. Tylko że to nijak nie wpłynie na jakość dźwięku jaką zapewnia ten DAC.
Napisy na zadku wkrótce będą. Tylko że to nijak nie wpłynie na jakość dźwięku jaką zapewnia ten DAC.
Nie emocjonowałbym się USB bo to jest jeszcze w powijakach.
I kto wie czy tak nie pozostanie już na zawsze.
Komputerowe audio raczej zdominują odtwarzacze strumieniowe a tutaj wyjścia coax i toslink raczej wystarczą.
I kto wie czy tak nie pozostanie już na zawsze.
Komputerowe audio raczej zdominują odtwarzacze strumieniowe a tutaj wyjścia coax i toslink raczej wystarczą.
Cytat
"Patrząc we wnętrze tego DAC-a pytam się za co się płaci te 3500zł? Rozumiem taką cenę urządzeń wychodzących z dużych firm gdzie musi się opłacać seryjna produkcja."
Chyba odwrotnie? Seryjna produkcja jest znacznie tańsza. Oj, ekonomiści nasi sprytni, dobrze ze to nie minister gospodarki. A co do ceny urządzenia, to bynajmniej nie płaci się za "wnętrze" (co by to nie znaczyło), i to dotyczy nie tylko urządzeń audio, ale wszystkiego. Osobiście nie widzę powodu, dla którego wyroby firm z Japonii, USA lub Niemiec miały mieć przypisaną jedną cenę, a wyroby firm z Polski musiały być wyceniane zupełnie inaczej. Bo co do tzw. wnętrza czy obudowy, to różnic w zasadzie nie ma. Ewentualne różnice są raczej w dźwięku, a jeśli tak, to sądzę, że lepiej grające powinno być droższe, niż grające gorzej. Czyba że nie kupuje się dźwięku, tylko 10 kilo pierwiastków z przewagą metali. Wówczas co innego, idę na plażę i mam krzem, grzebię w ziemi i mam rudę aluminium. Tylko co ja zrobię z wiadrem gliny? Wolę od razu mieć gotową obudowę, a najlepiej, zeby w niej coś było, i żeby to coś grało. Za to się płaci, a nie za piasek, z którego teoretycznie mogę sobie lampy wydmuchać sam i za darmo.
A, co do USB to dalece nie każde urządzenie, które ma te wejścia, nadaje się do odtwarzania muzyki. Większość pracuje w trybie z bardzo dużym jitterem, a nieliczne, w których ten problem właściwie rozwiązano, kosztują więcej niż Protagonist. Nie pamiętam, ile kosztuje lampowy Wavelength, który mógłby być tutaj konkurentem, ale chyba coś około 10 tysięcy? A jest malutki, S/PDIF nie ma, lampka jedna i prawie nic w środku. Pisałem kiedyś w felietonie, że życie w Ameryce widocznie drożej kosztuje, bo co u polskich audiofili uchodzi producentowi zza oceanu, nie przejdzie u naszego wytwórcy. Jak widać, jest to wciąż aktualne.
Ja tu widzę inspirację dacem Yamamoto. Inspirację w pozytywnym sensie, bo mnie też Yamamoto zainspirował i właśnie robię coś podobnego.
Co do ceny, to uważam, że każdy może żądać za swój wyrób ile chce. Moim zdaniem w tym przypadku cena skalkulowana jest uczciwie. Płaci się nie tylko za cenę elementów, ale też za pracę i przede wszystkim wiedzę.
Prawdą jest, ze można zrobić dobrze grające urządzenia za STOSUNKOWO niewielkie pieniądze, ale trzeba wiedzieć jak i umieć to zrobić. Piszę stosunkowo, bo DIY na poziomie też kosztuje. Electro zrobił niedawno DAC ENDa wg. Andrea Ciuffoli z Audiodesignguide i suma wszystkich komponentów przekracza cenę Protagonista.
Jak nie, to pozostają produkty uznanych firm za odpowiednie kwoty, lub konstrukcje pasjonatów jak ww. dac lub np. Lampizator, Diyhifisupply, Sacthailand (piszę o tych, które znam) oferujące dużo lepszy stosunek jakości do ceny.
Co do ceny, to uważam, że każdy może żądać za swój wyrób ile chce. Moim zdaniem w tym przypadku cena skalkulowana jest uczciwie. Płaci się nie tylko za cenę elementów, ale też za pracę i przede wszystkim wiedzę.
Prawdą jest, ze można zrobić dobrze grające urządzenia za STOSUNKOWO niewielkie pieniądze, ale trzeba wiedzieć jak i umieć to zrobić. Piszę stosunkowo, bo DIY na poziomie też kosztuje. Electro zrobił niedawno DAC ENDa wg. Andrea Ciuffoli z Audiodesignguide i suma wszystkich komponentów przekracza cenę Protagonista.
Jak nie, to pozostają produkty uznanych firm za odpowiednie kwoty, lub konstrukcje pasjonatów jak ww. dac lub np. Lampizator, Diyhifisupply, Sacthailand (piszę o tych, które znam) oferujące dużo lepszy stosunek jakości do ceny.
Adamowi gratuluję.
DAC-a słuchałem, widziałem, z zewnatrz, w środku. I zapewniam, wart jest swojej ceny.
pozdrawiam
DAC-a słuchałem, widziałem, z zewnatrz, w środku. I zapewniam, wart jest swojej ceny.
pozdrawiam
Użytkownik kooniuszy dnia 27.02.2011 - 20:31 napisał
Patrząc we wnętrze tego DAC-a pytam się za co się płaci te 3500zł? Rozumiem taką cenę urządzeń wychodzących z dużych firm gdzie musi się opłacać seryjna produkcja. Ale cena za takiego DAC-a od Mcgayvera jest moim zdaniem chorym wytworem.
Koniuszy
Zrób se sam ...tylko wpierw podkul swoje uszy.
To jest taki obrót sprawy,jeśli wypowiada się laik w dziedzinie audio.
Jako jeden z pierwszych miałem okazję wpiąć go do systemu,i porównać z dakiem Fikusa-dak McGyvera z tego porównania wyszedl obronną ręką-po prostu
jest to jego udany wyrób.....nie chcę mu czadzić i schlebiać,bo to bez sensu jest.Najlepiej wepnijcie go w swój system,wtedy docenicie jego walory.
A ja się zapytam, do czego służą wycięte dwa okna w PCB made in........ ?
Użytkownik a_men dnia 28.02.2011 - 16:55 napisał
Z którym dacem Fikusa porównywałeś?
żart?
Użytkownik kooniuszy dnia 27.02.2011 - 20:31 napisał
Patrząc we wnętrze tego DAC-a pytam się za co się płaci te 3500zł? Rozumiem taką cenę urządzeń wychodzących z dużych firm gdzie musi się opłacać seryjna produkcja. Ale cena za takiego DAC-a od Mcgayvera jest moim zdaniem chorym wytworem.
- widać nie jesteś audiofilem
>stary audiofil
Z którym dacem Fikusa porównywałeś?
[/quote]
Tym za 6000-nie było szału z tego daca-natomiast mcgyvera grał z większą swobodą i całą resztę miał po prostu lepszą-bardziej ułożony przekaz.
Gdydyś zobaczył co siedzi z kolei w dac-u Fikusa......to dopiero jest magik)-a oszołomodrut chce za nowego 9000..pytam za co?...pewnie marka FIKUS))
Z którym dacem Fikusa porównywałeś?
[/quote]
Tym za 6000-nie było szału z tego daca-natomiast mcgyvera grał z większą swobodą i całą resztę miał po prostu lepszą-bardziej ułożony przekaz.
Gdydyś zobaczył co siedzi z kolei w dac-u Fikusa......to dopiero jest magik)-a oszołomodrut chce za nowego 9000..pytam za co?...pewnie marka FIKUS))
Ja napiszę tak,miałem olbrzymią chrapkę na tego daca...kiedy był jeszcze w powijakach,ot,taka niepozorna,niezbyt urodziwa czarna skrzyneczka z tworzywa,wewnątrz elementy mocowane blutackiem-jeszcze w fazie prób,a może już tylko ostatnich szlifów...
Tak się złożyło że przetwornik ów trafił do mnie na kilka dni w momencie kiedy poszukiwałem daca,przyznam iż nie byłem specjalnie chętny do zwrotu daca Adamowi,bynajmniej nie z powodu wrażeń estetycznych...
Ze swej strony wypada mi pogratulować doprowadzenia projektu do całkiem niebrzydkiej wersji finalnej i pozostaje tylko mieć nadzieję że brzmieniowo nie odbiega ona zbytnio od prototypu.
Ta cyfra ma duszę...mówię Wam;)
Tak się złożyło że przetwornik ów trafił do mnie na kilka dni w momencie kiedy poszukiwałem daca,przyznam iż nie byłem specjalnie chętny do zwrotu daca Adamowi,bynajmniej nie z powodu wrażeń estetycznych...
Ze swej strony wypada mi pogratulować doprowadzenia projektu do całkiem niebrzydkiej wersji finalnej i pozostaje tylko mieć nadzieję że brzmieniowo nie odbiega ona zbytnio od prototypu.
Ta cyfra ma duszę...mówię Wam;)
Użytkownik octavarium dnia 28.02.2011 - 18:50 napisał
Ja napiszę tak,miałem olbrzymią chrapkę na tego daca...kiedy był jeszcze w powijakach,ot,taka niepozorna,niezbyt urodziwa czarna skrzyneczka z tworzywa,wewnątrz elementy mocowane blutackiem-jeszcze w fazie prób,a może już tylko ostatnich szlifów...
Tak się złożyło że przetwornik ów trafił do mnie na kilka dni w momencie kiedy poszukiwałem daca,przyznam iż nie byłem specjalnie chętny do zwrotu daca Adamowi,bynajmniej nie z powodu wrażeń estetycznych...
Ze swej strony wypada mi pogratulować doprowadzenia projektu do całkiem niebrzydkiej wersji finalnej i pozostaje tylko mieć nadzieję że brzmieniowo nie odbiega ona zbytnio od prototypu.
Ta cyfra ma duszę...mówię Wam;)
Tak się złożyło że przetwornik ów trafił do mnie na kilka dni w momencie kiedy poszukiwałem daca,przyznam iż nie byłem specjalnie chętny do zwrotu daca Adamowi,bynajmniej nie z powodu wrażeń estetycznych...
Ze swej strony wypada mi pogratulować doprowadzenia projektu do całkiem niebrzydkiej wersji finalnej i pozostaje tylko mieć nadzieję że brzmieniowo nie odbiega ona zbytnio od prototypu.
Ta cyfra ma duszę...mówię Wam;)
Z mojego może i skromnego oglądu - w kategorii około 1000 EURO jest duży wybór świetnych dac-ów, co nie znaczy, ze ten nie jest świetny. Ale, żeby ktoś chciał go porównywać na półce - musi to mieć wygląd i funkcjonalność. Pozytywnie podchodząc do sprawy :
Panie Adamie:
na tylnej stronie tampondruk - najlepiej razem z CE ( PZU niedawno odmówiło mi ubezpieczenia mieszkania od szkód związanych z porażeniem ze względu na to , że niektóre urządzenia elektryczne nie posaidają ani CE ani dawniejszego B )
mniej połączeń śrubowych - wiem nie ma to wielkiego ( ale żadnego też nie )wpływu na dźwięk za wilkiego ale oko audiofila razi,
jakieś osłony na same kości przetwornika - nie wierze że nie sieją albo nie odbierają zakłóceń.
ogólnie - strona wizualna i bedzie dobrze.
Swoją drogą słabiutki sonicznie dac audionemesisa robi bardzo dobre wrażenie wizualnie - włosi wiedzą, że design to nie jest temat marginesowy.
Co do samej ceny - w dobie China Export ( też CE ) trzeba uważać. może lepiej obniżyć cene det. i sprzedawać bezpośrednio w necie tak żeby nie dawać 40% marży pośrednikom.
np. tutaj pełny wybór na pcm 1704 z lampowym stagem
http://www.pacificvalve.us/DACS.html
Gratuluję konstrukcji.
Bardzo przypadło mi do gustu jej wykonanie i brzmienie.
Bardzo przypadło mi do gustu jej wykonanie i brzmienie.
Ja do designu tego urządzenia nie mam żadnych pretensji, uważam ze zadowoli zwolenników "oldskulowej" szkoły wzorniczej - skromnie, elegancko i dobrej jakości. Napisy z tyłu to detal, bo ani nie mają wpływu na wygląd, ani też naniesienie ich nie jest problemem i Mac z pewnością to zrobi w następnych egzemplarzach. Swoją drogą pamiętam z lat 90., że niektóre cenione "angliki" też potrafiły przyjść bez najmarniejszej literki z tyłu.
3500zł za DIY? Ktoś chyba nie jest poważny.. samej elektroniki tam siedzi za 150-200zł wliczając obudowę.


















