Skocz do zawartości

Audiostereo.pl: Audiostereo Forum - Audiostereo.pl


Logo Magazyn
Witamy ponownie, Gość


Dayens Ampino - zadziorny, serbski maluch

17.09.2012 22:00 | pal55 w Recenzje
  • Nie możesz edytować tego wpisu
Do testów trafiają zazwyczaj produkty, które są na rynku od niedawna – taka jest naturalna kolej rzeczy, bo w końcu recenzje mają być również źródłem informacji o tym co nowego, ciekawego pojawia się na rynku. Jednakże czasem, jeśli produkt jest tego warty, a nie był jeszcze recenzowany, warto po niego sięgnąć, a następnie opisać.



Tak właśnie jest z serbskim wzmacniaczem Dayens Ampino. O firmie zrobiło się głośno kilka lat temu, gdy Srajan Ebaen z 6moons.com przetestował go u siebie. Tu na forum także pojawiło się kilka dyskusji o tym wzmacniaczu, tyle że w większości teoretycznych, bo nie tak wiele osób miało okazję go posłuchać. Dlaczego? Po pierwsze dlatego, że dość długo nie miał on polskiego dystrybutora, po drugie dlatego, że większość audiofilów mniej czy bardziej świadomie uważa, że jeśli coś nie kosztuje dużo, to na pewno nie gra dobrze i nie warto się takim produktem interesować. A przecież nie brakuje wśród nich osób, które co rusz powtarzają, że produkty audio mają ceny z kosmosu, nieadekwatne do włożonych w nie materiałów i rozwiązań. A Ampino wydaje się być całkiem rozsądnie wycenionym wzmacniaczem, nawet jeśli jego cena na przestrzeni ostatnich kilku lat znacząco wzrosła (pierwsza wersja kosztowała niewiele ponad 200EUR, bez cła i vatu oczywiście). Warto jednakże zauważyć, że na początku dostępnych było kilka wersji, od „zwykłej” po „wypasioną” (gdzie w tej ostatniej pojawiły się zdecydowanie lepsze elementy, jak choćby kondensatory Mundorfa), a obecnie producent zdecydował się sprzedawać jedynie najlepszą, więc i siłą rzeczy najdroższą. Gwoli ścisłości Dayens nadal sprzedaje więcej wersji, ale tylko jedna, ta testowana, to stereofoniczna integra, a pozostałe mają postać końcówek mocy, zarówno stereofonicznych jak i monofonicznych.
Dayens06.jpg

Mamy tu do czynienia z konstrukcją typu dual mono – dwie osobne końcówki mocy zasilane jednym transformatorem toroidalnym, wyprodukowanym dla Dayensa przez... znaną na polskim (i nie tylko) rynku firmę Trafomatic. Konstrukcja jest bardzo prosta – sygnał z wejść trafia przez przekaźnik do potencjometru (warto zwrócić uwagę, że od gałki regulacji głośności przez niemal całą głębokość obudowy głośności biegnie długa oś łącząca ją z potencjometrem Alpsa, Blue Velvet) i dalej bezpośrednio do końcówek mocy (opartych o tranzystory Toshiby 2SA1943+2SC5200 pracujące w układzie push-pull).
Dayens05.jpg

Zadbano również o dobrej jakości okablowanie wewnętrzne, które wykonano z drutów Mundorfa, oraz wysoką klasą zastosowanych elementów – choćby kondensatory Mundorfa). Patrząc na wnętrze Ampino można faktycznie się zastanawiać co tyle kosztuje w droższych wzmacniaczach, gdzie tylu dobrych elementów najczęściej nie znajdziemy. Tym większy szacunek dla serbskich twórców, bo obecna cena nadal wydaje się atrakcyjna.]Wzmacniacz ma postać naprawdę niewielkiego, całkiem ładnego pudełeczka. Wymiary to zaledwie 15x28,5x9cm, a waga to tylko 3,7kg. Na czarnym akrylowym froncie urządzenia pośrodku znajduje się spora gałka regulacji głośności, a po bokach dwa proste przełączniki hebelkowe, z których jeden włącza/wyłącza urządzenie, a drugi jest selektorem wejść, jako że Ampino oferuje dwa wejścia liniowe niezbalansowane (RCA). Z tyłu, oprócz wspomnianych dwóch par wejść RCA, znajdziemy gniazda głośnikowe (całkiem solidne) i gniazdo zasilania. Ponieważ wzmacniacz jest malutki, więc nie ma za wiele miejsca na tylnym panelu, a co za tym idzie wszystkie gniazda znajdują się dość blisko siebie, więc użycie interkonektów z dużymi wtykami raczej nie wchodzi w grę (Xshadow w moich Komako były za duże). Ten sam brak miejsca zapewne sprawił, że gniazdo IEC znalazło się bardzo blisko wejść analogowych – niemniej przy tak małym panelu naprawdę trudno było to rozwiązać lepiej. Urządzenie spoczywa na czterech gumowych nóżkach i to w zasadzie tyle, co da się powiedzieć o wyglądzie. Mogę oczywiście dodać prywatną opinię – dzięki naprawdę ładnemu, akrylowemu frontowi i porządnie wykonanej aluminiowej obudowie urządzenie prezentuje się naprawdę dobrze – żadnych ekstrawagancji, po prostu dyskretna elegancja. Minusem użytkowym jest brak pilota zdalnego sterowania, ale skoro noszenie tego wzmacniacza trudno uznać za sport, to chociaż chcąc zmienić głośność będziemy musieli się ruszyć z kanapy... .

Patrząc na specyfikację wzmacniacza, a dokładniej moc, która dla 8Ω wynosi 25W (40W dla 4 Ω) można przyjąć, że wybór niezbyt wymagających kolumn jest w zasadzie obowiązkowy. Ja zacząłem odsłuch od moich, bardzo łatwych do napędzenia, tub. Jedną z podstawowych cech tych kolumn była „niechęć” do pracy z wzmacniaczami tranzystorowymi. Zdarzyło się i owszem, że grały całkiem nieźle z wzmacniaczami w klasie D, ale z klasycznym tranzystorem (w tym wypadku w klasie AB pracującym w trybie push-pull) nigdy dobrze nie brzmiały. Najwyraźniej zawsze musi być ten pierwszy raz. Wysoka skuteczność (circa 100dB) tych głośników ma oczywisty plus – napędzenie ich nie stanowi problemu nawet dla wzmacniaczy o bardzo małej mocy, natomiast jest także oczywisty minus – jeśli wzmacniacz choć trochę szumi, to na tych kolumnach słychać to doskonale (mimo, że na innych o skuteczności, powiedzmy, 89dB nie da się nic usłyszeć). Teoretycznie szum dotyczy głównie wzmacniacz lampowych, ale i niejeden budżetowy tranzystor potrafi dorzucić coś od siebie do odtwarzanej muzyki. Ale nie Dayens – w głośnikach po podłączeniu była cisza jak makiem zasiał. Po wyglądzie i solidnej konstrukcji z dobrymi elementami był to już kolejny plus serbskiego malucha.

Kilka pierwszych kawałków wiele mi o brzmieniu tego wzmacniacza powiedziało. Po pierwsze od razu da się zauważyć, że Ampino gra gładką, nieźle nasyconą, barwną i namacalną średnicą.  Zacząłem od nagrań, w których najważniejsze są wokale, więc wychwycenie tego nie zajęło mi wiele czasu. Na pierwszy ogień poszła Etta James – w najlepszych latach wulkan energii, fantastyczny, charyzmatyczny głos, cudowny kontakt z publicznością (trochę świntuszyła mówiąc wprost, co niewątpliwie pomagało w nawiązywaniu więzi z publicznością). Serbski maluszek nie miał żadnych problemów z pokazaniem tej niesamowitej energii bijącej wręcz od wielkiej wokalistki, głos był pokazany czysto, z wyraźnie zaznaczoną fakturą, namacalnie i przekonująco. Każda emocja wyrażana samym głosem była dobrze oddana, zastępując miny i gesty, z których amerykańska wokalistka była znana. Całkiem poprawnie pokazany został także zespół towarzyszący, otoczenie akustyczne, atmosfera koncertu. Nie mogłem narzekać na trójwymiarową, dobrze poukładaną przestrzeń, w której poszczególne źródła dźwięku były wyraźnie zaznaczone, miały dobrze określone miejsce na scenie, choć oczywiście nie miały aż tak dobrze zdefiniowanych wymiarów, głębi, jak to potrafią pokazać droższe wzmacniacze. Dla mnie, jak zwykle, najważniejsza była kwestia przekonującego oddawania emocji, czyli tego elementu, który sprawia, że łatwo jest zapomnieć, iż to tylko reprodukcja wydarzenia z przeszłości, który pozwala zapomnieć o wszystkim i zatopić się w muzyce. A to właśnie jest naprawdę mocną stroną Ampino, co było zaskakujące o tyle, że to domena wzmacniaczy lampowych, a w przypadku tranzystorów ta cecha prezentacji pojawia się dopiero na dużo, dużo wyższym poziomie cenowym.

Także odsłuchy instrumentów akustycznych były prawdziwą przyjemnością. Nie ze względu na doskonałość tej prezentacji, ale jej całkiem naturalny, przyjemny dla ucha charakter. Czy to gitara akustyczna/klasyczna, czy w pewnym stopniu kontrabas (moje tuby schodziły tylko do 50Hz, więc trudno mówić o pełnym pokazaniu tego instrumentu), czy saksofon, czy trąbka – piękna, „prawdziwa” barwa, niezłe nasycenie, dynamika, struny i zaznaczone pudło (mogłoby by być pełniejsze, ale jak na cenę wzmacniacza i tak było zaskakująco dobrze), a w przypadku trąbki czy saksu całkiem sporo „blachy”, odpowiednia ostrość brzmienia (trąbka), pełny, głęboki ton (saksofon) i wcale sporo detalików typu pracujące wentyle czy klapy. Słowem poziom prezentacji, którego spodziewałbym się dopiero po co najmniej dwa razy droższym urządzeniu. Co do basu – w zakresie, który na tych kolumnach było słychać Ampino radził sobie naprawdę dobrze – niskie tony miały sporo energii, można je było nazwać wręcz mięsistymi, różnicowanie było dobre, a jedyne czego można by jeszcze oczekiwać (przy tych, podkreślam raz jeszcze, bardzo dobrze mi znanych kolumnach) to nieco większa zwartość i sprężystość (którą da się osiągnąć, co w swoim czasie pokazały choćby wzmacniacze Ayona – Crossfire 1 i 2).
Całkiem dobrze wypadała też góra pasma – mój szerokopasmowiec Voxative'a w tubie był uzupełniony tweeterem tubowym Fostexa, więc ocena tej części pasma nie stanowiła problemu. Otwarta, nieco słodkawa, ale bardzo czysta i detaliczna góra dobrze komponowała się z wyjątkowo udaną średnicą. Chętnie usłyszałbym jeszcze nieco więcej dociążenia, wypełnienia na górze pasma, tak, żeby np. blachy na płycie Tria Krzysztofa Herdzina brzmiały mocniej, pełniej, ale pozostaje mi tylko raz jeszcze powtórzyć, że zważywszy na cenę Dayensa, trudno uznać to za faktyczną wadę.
Mówiąc zupełnie szczerze, to brzmienie Dayensa Ampino z moimi tubami przypominało mi nieco to, co zdarzyło mi się z nimi słyszeć z niektórymi, względnie niedrogimi wzmacniaczami lampowymi, zwłaszcza z tymi opartymi na lampie EL34 (choćby TRI 35SE). Oczywiście owe „względnie niedrogie” wzmacniacze i tak kosztują kilka razy więcej niż serbski maluch, więc takie skojarzenie samo w sobie jest już chyba niezłą rekomendacją.

By jednak postawić Ampino choć trochę trudniejsze warunki pracy podłączyłem do niego także drugie kolumny, których w tym czasie na co dzień używałem – produkt polskiej firmy JAF, o nazwie Bombard. To już spore kolumny (prawie 110cm wysokości) oparte o 4 głośniki szerokopasmowe, oraz wstęgę wysokotonową. Przetworniki pracują w obudowie będącej wariacją na temat otwartej odgrody i pomimo stosunkowo wysokiej skuteczności (92dB, 8Ω) nie są aż tak łatwe do napędzenia, jakby się mogło na pozór wydawać. No i przede wszystkim te kolumny mają już bardzo przyzwoity bas – według producenta pasmo przenoszenia wynosi 36Hz – 22kHz (-1dB), a przy spadku -3dB bas schodzi nawet do 31Hz. Mogłem więc nieco bliżej przyjrzeć się możliwościom Ampino w zakresie niskich tonów. Maluch nadal radził sobie zaskakująco dobrze – kontrabas teraz brzmiał już całkiem „poważnie” - niskie zejście, więcej drewna w brzmieniu, długie wybrzmienia. Pewnie, że nie było tu takiej finezji, jak ze znacznie droższymi wzmacniaczami, nie było aż takiej precyzji, scena nie miała aż takiej głębi, definicja poszczególnych elementów zwłaszcza na dalszych planach nie była tak dobra, jak choćby z moim zestawem Modwrighta – to wszystko prawda, ale żeby to wszystko mieć trzeba wydać dużo więcej, niż zaledwie 2.400 PLN, na wzmacniacz. A patrząc na to z drugiej strony ja nie spotkałem wzmacniacza w takiej cenie, który potrafiłby tak wiele jak Ampino. Najważniejsze mocne strony testowanego wzmacniacza składały się na prezentację może jeszcze nieco odstającą od tego, jak potrafi zabrzmieć np. Ray Brown z płyty „Soular energy” na sprzęcie z wysokiej półki, ale już brzmiało to na tyle dobrze, wciągająco, dawało tyle radości z obcowania z piękną muzyką, że byłem w stanie kompletnie zignorować pomniejsze niedociągnięcia, co w moim przypadku nie jest wcale tak oczywiste. Ampino, choć wad nie pozbawiony, pozwalał mi sięgać po właściwie każde ulubione nagranie i dawał mi sporo radości z jego słuchania, co samo w sobie jest znaczącą wartością, bo wiele budżetowych urządzeń dobrze radzi sobie najwyżej z niektórymi gatunkami muzycznymi, a ten maluch był w stanie co najmniej dobrze zagrać wszystko, co przyszło mi do głowy puścić.

Z Bombardami w torze sięgnąłem bowiem w końcu także po nagrania rockowe i klasykę, w których te kolumny napędzane moim zestawem Modwrighta (KWA100SE+LS100) spisywały się wcześniej znakomicie. Jak się okazało także i Dayens nie miał wielkiego problemu z rozruszaniem pięciu przetworników (w dwóch kolumnach to w sumie dziesięciu) i stworzeniem całkiem energetycznego widowiska, z dobrym pace&rhythm. Bas schodził bez wątpienia niżej niż z tubami, był nieźle dociążony i różnicowany, acz nadal chętnie widziałbym nieco bardziej zwartą, sprężystą i „natychmiastową” jego wersję. Zwłaszcza ta ostatnia cecha to coś, co w przypadku Bombardów mnie w swoim czasie zachwyciło, bo jest to cecha nieczęsto spotykana niezależnie od rodzaju konstrukcji kolumny. Dayens nie potrafił tego do końca wykorzystać, ale w końcu pewnie niewiele osób w prawdziwym życiu będzie go próbowało zestawiać z kolumnami circa 6-7 razy droższymi. Wygląda na to, że po prostu taki jest charakter brzmienia tego wzmacniacza – całkiem niskie zejście, sporo energii, dobra dynamika, ale ten niski, mięsisty bas jest typem ciut wolniejszego i delikatnie zaokrąglonego, a nie super-szybkiego i twardego. Muszę jednak zaznaczyć, że moim zdaniem to właśnie taki właśnie charakter niskich tonów, z niezłym wykopem i przytupem, sporą masą, ale delikatnie zaokrąglonych bardzo dobrze komponował się ze gęstą, barwną, namacalną średnicą i żywą, słodką i otwartą górą pasma. Dobry timing, imponująca jak na ten poziom cenowy transparentność i nieustannie zadziwiająca mnie energetyczność prezentacji są mocnymi stronami testowanego malucha, choć, jak sądzę (bo nie miałem okazji tego sprawdzić) warunkiem jest zapewnienie mu w miarę „przyjaznych”, czyli stanowiących niezbyt trudne obciążenie, kolumn. Bo dobrze zestawiony Dayens Ampino potrafi odpłacić się dźwiękiem, którego nikt by się po tam małym pudełku nie spodziewał. Dotyczy to nie tylko rocka, w którym ważna jest energetyczność, dynamika prezentacji, czy dobry rytm, ale także klasyki, gdzie dochodzi niezwykła złożoność muzyki, czy konieczność pokazania ogromnej orkiestry symfonicznej w małym (w porównaniu do sali filharmonii) pokoju. Konstrukcja Bombardów zapewne Dayensowi nieco pomogła w tych aspektach – razem budowały dużą przestrzeń, ze szczególnym uwzględnieniem głębi sceny. To pomagało w pokazywaniu poszczególnych planów, pokazywaniu orkiestry w pewnej skali, ale jednak jako dużego, rozplanowanego w przestrzeni zespołu. Nie było tu takiej precyzji w lokalizacji poszczególnych instrumentów, czy aż tak dobrej gradacji planów ani rozmachu prezentacji, jak w przypadku droższych wzmacniaczy, ale też i nie było zlewania się całej orkiestry w jedną całość, co jest przypadłością wielu tanich konstrukcji. Po raz kolejny Ampino zaskoczył mnie dynamiką, całkiem dobrym pokazywaniem skoków tejże, a także energetycznością i swobodą przekazu, czyli cechami bardzo istotnymi przy muzyce symfonicznej. Nie chcę bynajmniej powiedzieć, że reprodukcja takiej muzyki w wydaniu Ampino była wzorcowa, ale po raz kolejny mogę spokojnie powiedzieć, że była na tyle dobra, by dawać przyjemność słuchania, albo inaczej to ujmując – nie było tu żadnych tak wyraźnych wad, by słuchać się nie dało.

Pewnie wiele osób biorących pod uwagę ten wzmacniacz myśli o nim w kategoriach „do systemu do sypialni”, albo „na biurko do komputera” i choć w takich zastosowaniach sprawdzi się także bardzo dobrze, to ja jestem w stanie spokojnie sobie wyobrazić go w głównym, niedrogim systemie. Zaletą tego wzmacniacz jest to, że zagra dobrze z każdym typem, niezbyt trudnych do napędzenia kolumn, czy będzie to tuba z szerokopasmowcem, czy odgroda, czy kolumna w obudowie z bas-refleksem. Może więc stanowić alternatywę dla niedrogiego wzmacniacza lampowego dla tych, którzy z takich, czy innych powodów nie chcą mieć w domu lamp. Spokojnie stanie też w szranki z małymi wzmacniaczami w klasie D i pewnie niejeden z nich pobije „pazurem” w muzyce rockowej, czy elektrycznym bluesie, oferując także ciepły (w dobrym tego słowa znaczeniu), ale jednocześnie detaliczny i otwarty dźwięk. Oczywiście to tylko moje zdanie, ale osobom szukającym niedrogiego wzmacniacza do kilku tysięcy złotych, niezależnie od tego czy szukają lampowca czy tranzystora, sugerowałbym włączenie Dayensa Ampino do listy odsłuchowej. W niejednym przypadku okaże się, że można zaoszczędzić ładnych parę złotych wybierając tego malucha i to bez kompromisu w kwestii jakości dźwięku.


Tekst: Marek Dyba
Zdjęcia: Dystrybutor/Marek Dyba

Dystrybutor:
Progress IT Marcin Ostapowicz
email: dayens@progress-it.pl
tel. 606 312 18

cena: 2.400 PLN


Specyfikacja techniczna (wg producenta):
Moc wyjściowa: 2 x 25 dla 8 Ω / 2 x 40 dla 4 Ω
Wejścia: liniowe x 2
Pasmo przenoszenia: 1 Hz - 200k Hz
Odstęp sygnału od szumu: >100 dB
Wymiary: 150 x 285 x 90 mm
Waga: 3,7 kg

System wykorzystany w teście:
Wzmacniacz: Modwright KWA100SE
Przedwzmacniacz: Modwright LS100
Przedwzmacniacz gramofonowy: ESE Labs Nibiru
Gramofon: Trans-Fi Salvation, ramię Tomahawk, wkładka Koetsu Black
Odtwarzacz: Oppo BDP-83SE z lampową modyfikacją firmy Modwright
DAC: Hegel HD11, TeddyDAC
Konwerter USB/Coax: Stello U3
Kolumny: JAF Bombard, Tuby z głośnikiem FSAC-2B + Fostex T900A
Okablowanie: LessLoss (IC, głośnikowy, PC), kabel USB AudioQuest Carbon
Listwa: Furutech TP-609E

Załączone miniatury

  • Dayens08.jpg
  • Dayens09.jpg
  • Dayens10.jpg
  • Dayens11.jpg
  • Dayens12.jpg
  • Dayens13.jpg
  • Dayens14.jpg
  • Dayens01.jpg
  • Dayens02.jpg
  • Dayens03.jpg
  • Dayens04.jpg

8 komentarzy


jozwa maryn
18.09.2012 11:30
Audio wraca do korzeni. Niezbyt drogie, starannie wykonane urządzenia o dobrym dźwięku, produkowane  przez niewielkie firmy na miejscu, a nie gdzieś, gdzie diabeł mówi dobranoc.
  • Zgłoś
Kapitalny wzmacniacz. Za te pieniądze nie ma on żadnej konkurencji. Słuchałem kilkakrotnie i mam jak najlepsze zdanie.
Piękny, klarowny, wciągający i rozdzielczy dźwięk. Dynamika i dolne nie powalają ale reszta to poziom nieosiągalny dla konkurencji.
  • Zgłoś

Marcin_gps
18.09.2012 21:43
johny, musisz posłuchać topowej integry, ecstasy III :)
  • Zgłoś
Super wzmacniacz, dźwięk - taki trochę jak hipotetyczny "Hegel H50" z tendencją w stronę H70. Mały, wielki wzmacniacz.
  • Zgłoś
Czyli można zrobić coś fajnego za niewielkie/rozsądne pieniądze! Brawo!
  • Zgłoś

Ptarmigan
21.09.2012 08:25
Nigdzie nie widać naklejki CE, która jest obowiązkowa w UE. Czy możemy prosić dystrybutora o wklejenie linku do certyfikatu CE?
  • Zgłoś

Marcin_gps
21.09.2012 09:42
  • Zgłoś

jozwa maryn
27.09.2012 17:34
Konstrukcja po wierzchu przypomina trochę dawniejsze konstrukcja Darka Kuleszy, cena też podobna. Były to bardzo dobrze grające wzmacniacze co przyznaje każdy, kto ich słuchał. I pomyśleć, że gdyby nasz kolega forumowy był w stanie utrzymać jednolity projekt i z grubsza jednakowe obudowy dłużej niż przez miesiąc, to w Serbii być może kupowaliby teraz JEGO wzmacniacze...
  • Zgłoś
Nie masz uprawnień do pisania komentarzy. Zarejestruj się lub zaloguj.
Jeśli posiadasz już konto na Facebooku, możesz się zalogować bez rejestracji ( logowanie przez Facebook).



Zobacz też

SEVENRODS AUDIO SOLUTIONS, ROD 1

Phonostage Musical Fidelity V-LPS II

Wzmacniacz zintegrowany Struss R150

MUSICAL FIDELITY M3CD / M3i

Nowe znaczy lepsze, czyli Yamaha CD-S2100 / A-S2100 i B&W CM6 S2

Wyszukaj Artykuł

Przystępując do Klubu zyskujesz:

  • Dostęp do dodatkowych artykułów i testów sprzętu
  • Zniżki na zakupy w sklepach partnerskich
  • Kartę członkowską Klubu
  • Możliwość udziału w cyklicznych spotkaniach klubowiczów:
    • spotkania ze specjalistami z branży audio
    • spotkania z innymi audiofilami
    • darmowy catering
  • Przypisanie do grupy "Klubowicz" na forum, a co za tym idzie:
    • większą skrzynkę na wiadomości PW
    • możliwość edycji własnych postów przez 30 minut od publikacji
    • większe limity na umieszczane załączniki
    • większe limity w zakładce Galeria
    • większe limity w zakładce Blogi
    • możliwość tworzenia blogów prywatnych i tylko dla przyjaciół


Najnowsze komentarze





Klub.AudioStereo.pl - Artykuły, porady, felietony, konkursy, recenzje audio, testy sprzętu i wiele innych ciekawych informacji.
Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

Audiostereo dokłada wszelkich starań, aby traktować użytkowników uczciwie i otwarcie, przy uwzględnieniu najlepszych praktyk. Korzystając z naszej strony wyrażasz zgodę na wykorzystywanie przez nas plików cookies, w celu zapewnienia Ci wygody podczas przeglądania naszego serwisu. Aby dowiedzieć się więcej na temat cookies oraz w jaki sposób z nich korzystamy, kliknij tutaj