Audiostereo.pl: Karkówka

Skocz do zawartości


Logo
Witamy ponownie, Gość


Przystępując do Klubu zyskujesz:

  • Dostęp do dodatkowych artykułów i testów sprzętu
  • Zniżki na zakupy w sklepach partnerskich
  • Kartę członkowską Klubu
  • Możliwość udziału w cyklicznych spotkaniach klubowiczów:
    • spotkania ze specjalistami z branży audio
    • spotkania z innymi audiofilami
    • darmowy catering
  • Przypisanie do grupy "Klubowicz" na forum, a co za tym idzie:
    • większą skrzynkę na wiadomości PW
    • możliwość edycji własnych postów przez 30 minut od publikacji
    • większe limity na umieszczane załączniki
    • większe limity w zakładce Galeria
    • większe limity w zakładce Blogi
    • możliwość tworzenia blogów prywatnych i tylko dla przyjaciół


Kalendarz imprez

Luty 2012

  P W Ś C P S N
1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29

Lutowe propozycje testów

  • Unison Research S6
zobacz więcej »

Wasz poprzedni wybór:

Hegel HD11


Wyszukaj Artykuł


Najnowsze komentarze


Karkówka

19.01.2009 16:57 | audiostereo.pl  w Artykuły -----
  • Nie możesz edytować tego wpisu

Karkówka


 
 
Podczas jednej z dyskusji obiecałem forumowiczom Audiostereo napisać w tym miesiącu recenzję literacką. Tak jednak zwykle jest, że zanim człowiek się zabierze serio do jednego, wydarza się drugie. Recenzja będzie później, a na razie coś z zupełnie innej beczki.

Dzisiaj będzie o sprawach kulinarnych. Jeśli miałbym zacząć uczciwie od początku, wszystko zaczęło się od tego, że wstałem o szóstej rano. Brzmi to jak początek horroru, i rzeczywiście. Na dobrą sprawę, należało spojrzeć na zegarek i zabobonnie położyć się z powrotem do łóżka. Powinienem był wiedzieć, że żadna dobra przygoda nie może zacząć się od aktu tak przeciwnego naturze. Niestety, nie posłuchałem wewnętrznego głosu, który mówił mi, żeby cisnąć w diabły obowiązki i uciąć sobie drzemkę, a potem o 10 rano powitać dzień kawą. Przeciwnie, wsiadłem do samochodu i pojechałem z Warszawy w kierunku Poznania. Po trzech godzinach przepychania się między zmotoryzowanymi furmankami wyboistą drogą intergminną, po zaliczeniu 6 punktów karnych i zdarciu sobie gardła od mówienia facetom za szybą, co myślę o ich jeździe, znalazłem w końcu zadekowaną wśród pól i zagajników tamtejszą autostradę. Zaraz po tym, jak na nią wjechałem i docisnąłem uczciwie gaz, zapaliła się kontrolka rezerwy. Rezerwa w moim wozie starczy na jakieś 35 km, w bagażniku na wszelki wypadek wożę ze sobą dodatkowe 5 litrów, więc nie przejąłem się nadmiernie, tylko jeszcze mocniej docisnąłem pedał. Po przejechaniu jakichś 20 kilometrów zobaczyłem wreszcie upragnioną tablicę informacyjną (z popularnym portretem Marsjanina trzymającego palec w uchu). Pod spodem było napisane „95 km”. ..

Sytuacja była taka, ze ani zawracać, ani jechać dalej. Zwykła jazda naprzód na oślep, a la „znikający punkt”, groziła nieodwołalnym zatrzymaniem się w połowie drogi. Nie tracąc nadziei przejechałem jeszcze kilkanaście kilometrów w jedynym dopuszczalnym kierunku, ale tabliczka mówiła prawdę, i nie pojawił się nawet cień stacji benzynowej. W końcu, zgrzytając zębami jak piłą, wykorzystałem napotkany zjazd i pożeglowałem gdzieś przed siebie, w nadziei znalezienia w rolniczym krajobrazie Wielkopolski stacji paliwowej, lotniska, meliny z kradzioną benzyną czy chociaż bimbrowni. Zadowoliłbym się nawet ubogą staruszką, pod tym wszakże warunkiem, że można by na nią napaść i odciągnąć kilka litrów z baku.

Ostatecznie natknąłem się na miasteczko, nazwy nie zauważyłem, którego główną atrakcją byłą mała stacyjka benzynowa. Zatankowałem ile wlezie, bo wiedziałem już, że tutaj trzeba mieć pełen bak. Niczym nie różniło się to od sytuacji podróżnika, który wybiera się na pustynię. On też wie, ze trzeba mieć zbiorniki wielbłąda zatankowane do pełna, bo następna studnia znajduje się po drugiej stronie piaszczystego interesu, w Timbuktu. Ruszyłem z powrotem z kopyta, usiłując nadrobić stracony czas. ..

Słupki kilometrowe zlały się w jeden pas. Piekielne przedsięwzięcie o nazwie Pieprzone Autostrady Wielkopolskie O Suchym Baku kilometr za kilometrem zostawało za mną. Już widziałem się u celu, gdy nagle rozległo się wrrr a potem chrups. Nastąpiło gwałtowne hamowanie, zapach gorącego oleju, zjazd na pobocze. Za samochodem smuga, pod maską jedna wielka klęska. Kłęby pary i dymu ze spalonego oleju idą w górę jak wtedy, gdy pod Studziankami rozwalaliśmy T-34. Koniec jazdy i prawdopodobnie koniec życia silnika. Przyznam, że odjęło mi zdolność racjonalnego działania. Obleciałem samochód dwukrotnie w kierunku zgodnym z ruchem wskazówek zegara i dwakroć w kierunku przeciwnym. Powiedziałam kurwa mać. Na tym skończyły mi się pomysły. Oparłem się zrezygnowany o burtę wozu.

Poratował mnie miejscowy strażnik, który napoił mnie kawą i zadzwonił do właściciela lawety w pobliskim mieście. Od tego momentu skończył się pech, a zaczęło kino akcji błyskawicznej. Akurat skończyłem kawę, gdy zajechała maszyna. Załadowaliśmy mój biedny wóz i ruszyliśmy w kierunku Kalisza. Zanim jednak dojechaliśmy, właściciel holownika złapał mikrofon i rozpoczął konwersację w stylu znanej reklamy Volkswagena. ".. .koledzy, jestem na sto cośtam, tu jest kolega, który miał kłopot i potrzebuje podwózki do Warszawy. Który kolega może go przejąć?” Dosłownie po upływie 10 minut mój samochód oddalał się nadal w kierunku parkingu strzeżonego w Kaliszu, ja zaś jechałem inną ciężarówką w stronę domu. ..

Zapytacie, drodzy moi, gdzie obiecany element kulinarny? Otóż dobrze jeszcze przed Łowiczem zatrzymaliśmy się na obiad w przydrożnym barze o nic nie obiecującej nazwie. I w tym barze, na który nawet bym nie spojrzał w normalnej sytuacji, zjadłem najlepszą i największą grillowaną karkówkę w życiu, z pieczonymi ziemniaczkami i świeżą surówką z kapustki. Jadłem i myślałem sobie, ile lat jeżdżę po świecie, jedząc hot-dogi i podłe schabowe na stacjach benzynowych, kalecząc podniebienie Big Makami i wcinając kurczęta, które już dawno powinny leżeć w grobie. Trzeba było katastrofy z silnikiem, żebym odkrył zupełnie nową jakość przygodnej polskiej kuchni. Mówię wam więc z perspektywy drogo okupionego doświadczenia: każde wydarzenie, które wytrąca nas z koleiny przyzwyczajeń, jest dobre. I tego proponuję się trzymać.
Alek Rachwald

P.S. Na zarzuty, że ten felieton zupełnie nie jest o audio, odpowiadam, że podczas jazdy słuchałem radia, nie zmieniło to jednak w niczym sytuacji.


60 komentarzy

  • (2 stron)
  • +
  • 1
  • 2

cir 

19.01.2009 - 22:40
CB radio Redakcjo to podstawa podrózowania po tym kraju gdyz bracia z anteny wiedza wszystko i zawsze pomoga
kulinaria to jeden z ulubionych tematów wymiany informacji drogowych na rowni z miejscem pobytu najblizszej drogowki lub zielonych od kontroli transportu
oczywiscie najwyzej w rankingach otrzymuje zawsze swieze jedzenie w dobrej cenie a nie wyszukane kuchnie czy mcdonaladsy
0

70Marcin 

20.01.2009 - 10:01
CB staje się podstawą szans na dotarcie gdziekolwiek w naszym pięknym kraju :). A jeżeli Redakcja będzie się udawać do Stolicy Wielkopolski ponownie, to radzę jeszcze zasięgnąć języka, jak z tej autostrady, od siedmiu boleści, zjechać do Poznania, bo oznakowanie tam jest typowo poznańskie: oszczędne :).
0

łasic 

20.01.2009 - 13:31
niech zgadnę... Common Rail? :D
0

cir 

20.01.2009 - 14:37
ja zjezdzam zawsze znakami na targi poznanskie
0

Fr@ntz 

21.01.2009 - 10:57
Jeden z najlepszych artykułów jakie ostatnio się pojawiły. Rewelacja !!!
0

Redaktor 

21.01.2009 - 13:01
Bo własnym potem i krwą go fedrowałem.
0

Redaktor 

21.01.2009 - 13:02
Jeśli tak, to dlatego, że własnym potem i krwią go fedrowałem.
0

Fr@ntz 

21.01.2009 - 13:20
po prostu napisało go samo życie ;-)
0

koteczek 

21.01.2009 - 16:56
Super tekst. Czy sprawdzales czyja to byla karkowka?
0

Redaktor 

21.01.2009 - 18:41
Cześć, koteczku. Przypuszczam, że pochodziła z jakiegoś karku, ale w personalia nie wnikałem.
0

Paszeko 

22.01.2009 - 14:35
Z prawdziwym żalem żegnamy dziś naszego brata Mariusza Pudzianowskiego, ktory zginął śmiercią męczeńską w barbarzyńskich szczękach Predaktora.
0

marcin9999 

22.01.2009 - 16:55
a gdyby tak...zatankowac do pełna wcześniej...są ku temu trzy powody:
-to nieuniknione, ze i tak trzeba będzie zatankować - cuda się nie zdarzają
-samochód bez paliwa nie jedzie,
-samochód kiedy jedzie bardzo szybko pali więcej.
A po czwarte - jakie to piękne krajobraz nie zmącony stacjami benzynowymi
A z Gliwic do Wrocławia 200 km bez stacji beznynowej...
0

marcin9999 

22.01.2009 - 17:07
można było zastsować inną metodę - włączyć bardzo zacny II program polskiego radia i się odprężyć - w tym tygodniu tydzień skrzypców więc byłoby miło. Wtedy mniej walki i gestów na drodze by było - to z zewnątrz wygląda nieładnie a czasami powiem, że wręcz smiesznie. Ja mimo znacząco większego potencjału samochodu nie przekraczam dopuszczalnych prędkości - dlaczego ? bo to nic nie daje - no może minutę przewagi.
0

misiomor 

22.01.2009 - 19:31
Po pierwsze szczere wyrazy współczucia z powodu zniszczenia pięknej maszyny.

Czy wiadomo już co było powodem owego zdarzenia? Czy nie był to czasem podejrzany płyn który na niektórych stacjach dla niepoznaki nazywają "benzyna bezołowiowa"? W naszym pięknym kraju tankowanie na przygodnych stacjach jest zawsze przedsięwzięciem wielce stresującym, osobiście zawsze zachowuję paragon w przypadku takiej konieczności.
0

gotyk1 

22.01.2009 - 20:56
A czy przypadkiem Redaktor nie jest sam sobie winien wszystkich tych nieprzyjemności? Zaniedbany technicznie pojazd, pusty bak.. kto normalny tak się wybiera w długą drogę
A już najlepsze jest ukazanie Wielkopolski jako pustkowia, gdzie psy dupami szczekają.. radzę spojrzeć na Mazowsze - bida, smród i ubóstwo, autostrady oczywiście też brak, a to bardzo brzydko negatywnie komentować u innych coś, czego u siebie się w ogóle nie ma.

A najlepszy jest ten fragmencik:

>>po zaliczeniu 6 punktów karnych i zdarciu sobie gardła od mówienia
>facetom za szybą, co myślę o ich jeździe

nie wiedziałem że Redaktor taki nerwowy...
0

misiomor 

22.01.2009 - 21:08
W sumie to przy każdej nowej autostradzie stacje benzynowe są rozstawione rzadko a wrażenie pustkowia jest bo powinno być - kto by chciał mieszkać koło autostrady.

Sam kiedyś miałem podobną przygodę na Słowacji - nowa droga, super nawierzchnia i cała przyjemność zepsuta panicznym zjazdem "na oparach" do jakiegoś małego miasteczka.
0

rafalrossi 

22.01.2009 - 22:23
Warto wspomnieć, że odcinek autostrady A2 Stryków - Konin jest bezpłatny, między innymi właśnie z powodu braku stacji benzynowych (dla mnie bez różnicy bo jeżdżę na winietę). I proszę nie zwalać całej winy na Wielkopolskę bo większa część tego odcinka leży na ziemiach łódzkich, chociaż to i tak nie ma znaczenia bo autostrady nie podlegają pod województwa. Niech się Redaktor cieszy, że odpadła mu wątpliwa przyjemność przejazdu przez centrum Strykowa (kto jechał ten wie o co chodzi) za sprawą oddanej niedawno do niedawno obwodnicy.
0

rafalrossi 

22.01.2009 - 22:25
*oddanej niedawno do użytku obwodnicy.
0

Redaktor 

23.01.2009 - 00:09
"Czy wiadomo już co było powodem owego zdarzenia? Czy nie był to czasem podejrzany płyn który na niektórych stacjach dla niepoznaki nazywają "benzyna bezołowiowa"?"

Jeszcze nie robiłem autopsji, ale na podsatwie objawów to będzie rozrząd albo korbowód, jak twierdzi mój mechanik. Rozrząd był robiony według papierów niecałe 20 000 km temu... Tak czy inaczej silnik raczej na szmelc. A tego kolegę, co to mówi o moim samochodzie "zaniedbany", zapewniam, że nawet z silnikiem nadajacym sie na złom jest on jeszcze w lepszym stanie, niż 90% wozów w Polsce. No!
0

misiomor 

23.01.2009 - 08:43
No cóż - Volvo potrafią robić takie numery. Znajomemu padł rozrząd w zupełnie nowym S80 D5. Co nie znaczy że inne ich zalety tego nie rekompensują.

Choć z drugiej strony przynajmniej z ciekawości (a może nawet to coś da) sprawdziłbym płyn ciągle znajdujący się w baku... Jeżeli nie będzie się to wiązało z kosztami rzecz jasna.
0

Walery 

23.01.2009 - 12:55
Nieźle się ubawiłem. Co do wycieczek z m. st. do stolicy podziemnej pomarańczy to polecam rozwadze podróż 8-mką do Rawy Mazowieckiej, następnie do Brzezin, stamtąd do Strykowa (najbardziej podły odcinek ale bez tragedii) i wlatujemy na autobahn. Nadkładamy parę kilometrów ale można przeżyć - zysk to tylko 57km przejechane drogą o jednym pasie. Co do oznakowania zjazdów w samym Poznaniu to nie rozumiem zarzutów - są raczej dokładne. Oczywiście brak oznakowanego zjazdu "do ciotki Hani" ale nie przesadzajmy.

Niezłą opcją, jeżeli wiemy odpowiednio wcześniej o konieczności pojawienia się w Poznaniu, jest podróż samolotem. Zdarza mi się od czasu do czasu latać a bilety można wyrwać za niecałe 400zł tam i nazad. Podliczając paliwo + opłaty za A2 zamykamy się w podobnych kosztach. No może oprócz tego że w 45minut jesteśmy na Ławicy;-)
0

cir 

23.01.2009 - 16:10
trasa od Rawy do Strykowa to totalna katastrofa ,a dalszej czesci autostrady strykow w-wa chyba dalej nie robia poza ta parodia obwodnicy w Strykowie
0

rafalrossi 

23.01.2009 - 19:54
Nie od Rawy do Strykowa tylko od Brzezin do Strykowa jak wspomniał wcześniej kolega. Droga wojewódzka numer 708, bo o niej tu mowa to rzeczywiście obraz nędzy i rozpaczy, ale jest droga alternatywna i nawet trochę krótsza. Jadąc od strony Rawy nie skręcamy tak jak znaki pokazują w DW 708 na Stryków tylko jedziemy tak jak na Łódź i skręcamy przed kościołem w Brzezinach w prawo z zakazem do 10 ton - ja ważę trochę więcej i niestety muszę jeździć drogą za którą wstyd by było chyba nawet w Rumuni. Z resztą z Warszawy do Poznania średnio się opłaci jechać przez Rawę Mazowiecką, no chyba że startujemy z Raszyna, jak już to lepiej w Łowiczu prosto na Kutno starą dwójką na Kutno i w Kole wbijamy się na A2. Droga dobra bo w tamtym roku robili od podstaw.
0

Redaktor 

23.01.2009 - 22:49
Jak mi mojego potwora na powrót wyklepią, to już będę na przyszłość wiedział, którędy jechać :-)
0

cir 

23.01.2009 - 23:10
jakies bajki wypisujecie kazda droga z Rawy w strone Łodzi i kazda droga z Brzezin do Strykowa czy Głowna to najpodlejsze wiejskie drogi niektore z nowym asfaltem niektore dziurawki
waskie pełno ograniczen,palantów gnajacych do w-wy do roboty rano i wieczorem z powrotem ,furmanek ,traktorów i tirów ktore nie sa w stanie wyrobic niektorych zakretów
połaczenie strykow/wa-wa to jedyne wyjscie
0

cir 

23.01.2009 - 23:12
Redaktor a moze nitro sobie założyłes :))
0

Redaktor 

24.01.2009 - 00:44
Co to jest, dopalacz? To nie F-16.
0

rafalrossi 

24.01.2009 - 01:53
cir - to że jechać z Warszawy do Poznania przez Rawę i Brzeziny to ja wiem doskonale, że się nie opłaci, chciałem tylko powiedzieć, że jak ktoś już się w tych Brzezinach znajdzie i chce się dostać do Strykowa/autostrady to niekoniecznie musi jechać wspomnianą podłą drogą jeżeli jedzie osobówką. A Redaktor niech jeździ tak jak jeździł do tej pory tylko niech pamięta żeby uzbroić się w odpowiednią ilość paliwa, a jak już koniecznie chce jechać jak to zwykło się mawiać w lotnictwie na oparach to w Łowiczu prosto starą dwójką gdzie na brak stacji nie można narzekać.
Co do oznakowania zjazdów z autostrady - absolutnie się nie zgodzę, a i oznaczenia w samym mieście ... no stolica ma się czego wstydzić.
0

cir 

24.01.2009 - 11:18
rafalrossi- łowicz -kutno z nowym asfaltem zrobiła sie całkiem dobra droga z małym ruchem tu sie zgadzam
0

cir 

24.01.2009 - 11:23
Redaktor napisz cos o swoim silniku jak bedziesz wiedział bo nie moge uwierzyc ze ten silnik od ciezarowki mogł sie rozsypac
0
Nie masz uprawnień do pisania komentarzy do tego wpisu
  • (2 stron)
  • +
  • 1
  • 2



Zobacz też

Test filtra IsoTek GII Sigmas

Wrażenia z Audio Show

Test amplitunera k.d. Denon AVR-2809

Odtwarzacz CD Bryston BCD1

Bit-perfect: łyżką czy widelcem?



Klub.AudioStereo.pl - Artykuły, porady, felietony, konkursy, recenzje audio, testy sprzętu i wiele innych ciekawych informacji.