Listwa sieciowa Gigawatt PF-2 z kablem LC-2 mkII
27.09.2010 17:38 | audiostereo.pl w Artykuły
Przyjęło się uważać, że szeroko rozumiane „poprawiacze prądu” mają za zadanie chronić nasze drogocenne zabawki od zagrożeń drzemiących w sieci elektrycznej i jak najmniej psuć dźwięk. I to z reguły im się udaje. Jednym lepiej, innym trochę gorzej. Tzn. albo udają, że coś tam filtrują i dzięki temu mało psują, albo solidnie filtrują i zamulają. Chodzą też słuchy, że można czasem trafić na urządzenie, które nie dość, że odfiltruje cały śmiercionośny syf, to jeszcze nic nie schrzani. A co z takimi cudami techniki, które nie dość, że dostarczą systemowi czysty jak „kropla bez kitu” prąd to jeszcze poprawią to i owo? Ano nic. Krążą sobie, jak gdyby nigdy nic, na oddalonej o lata świetlne orbicie audiofilskich marzeń i kosztują oczy z głowy. Wystarczy tylko się z takim status quo przejść do porządku dziennego i da się jakoś żyć. Tak też uczyniłem i przez dłuższy czas wegetowałem w błogiej audiofilskiej nirwanie, mając sprzęt grający podpięty pod Gigawatta PF-1. Krótką przygodę z recenzowanymi kondycjonerami Trafomatica wspominam miło, jednak niezwykle skromna ilość gniazd, jaką oferowały wykluczała naszą dłuższą znajomość.
Traf chciał, że na testy trafił do mnie najwyższy model listwy sieciowej Gigawatta – PF-2, z dołączonym przewodem sieciowym LC-2mkII. W porównaniu z „młodszą siostrzyczką” (w końcu to listwy, więc rodzaj żeński jest jak najbardziej wskazany) trochę się PF-2ce tu i tam przytyło. O ile długość pozostała bez zmian, to wysokość z 75mm wzrosła do 90ciu a szerokość z 57mm również do 90mm. Bardzo możliwe, że jest to zasługa podwójnego a nie jak w niższym modelu pojedynczego metalowego chassis. Nie pozostało to bez wpływu na wagę, która wynosi słuszne 4,30 kg. Patrząc na listwę od strony gniazda sieciowego (w którym dedykowany przewód siedzi zdecydowanie pewniej niż ma to miejsce w PF-1) na górnej ściance producent umieścił dwie diody. Niebieską informującą o doprowadzeniu napięcia i czerwoną aktywującą się w momencie problemów z polaryzacją, lub żyłą ochronną. Gniazda to sześć solidnych, wykonanych na zamówienie, grubo srebrzonych Schuko. Ponieważ listwa jest konstrukcją praktycznie nierozbieralną, jej budowę wewnętrzną opiszę na podstawie materiałów (w tym zdjęć montażowych) dostarczonych przez producenta. W odróżnieniu od PF-1, PF-2 tłumi zakłócenia symetryczne i asymetryczne, tzn. te między przewodami fazowymi oraz te, pomiędzy przewodem PE a fazowym oraz PE a neutralnym. Cały zespół filtrujący w PF-2 zawiera 9 elementów filtrujących, system bezstratnej dystrybucji i układ kontroli fazy. Dystrybucja prądu odbywa się poprzez masywne szyny miedziane o czystości 99,99 % i przekroju poprzecznym 30mm^2. Gniazda łączone są do szyn parami. Filtry tłumiące pochodzące z sieci zakłócenia oparte są między innymi na kondensatorach o niskiej indukcyjności, iskiernikach plazmowych i warystorach TMOV, oraz zamontowane są na dwustronnej płytce drukowanej o srebrnych ścieżkach. Pozostałe okablowanie wewnętrzne wykonano z posrebrzanej miedzi beztlenowej w izolacji teflonowej.
W dołączonym przewodzie LC-2mkII „zastosowano nowy typ przewodnika o wysokiej przewodności, który umożliwia bezstratny przepływ energii. Żyły robocze zbudowane są z wiązki sześciu litych przewodników, każdy o przekroju 16 AWG, wykonanych z miedzi elektrolitycznej o wysokim stopniu czystości. LC-2 mkII posiada dwukrotnie większy przekrój żył roboczych w stosunku do LC-1 mkII. Jako dielektryka przewodników użyto polietylenu, a zewnętrzną izolację kabla wykonano z PVC. Kabel dodatkowo chroniony jest czarnym oplotem z tworzywa sztucznego, odpornym na zużycie mechaniczne.”* Ze względu na swoją budowę kabel jest niezwykle sztywny i sprężysty, co może nastręczać pewnych problemów podczas układania za stolikiem ze sprzętem. Całe szczęście poważna waga listwy wyklucza jej przesuwanie, bądź podnoszenie przez dedykowany przewód. W komplecie producent dołącza cztery silikonowe nóżki, w które warto wyposażyć listwę i przy okazji oszczędzić parkiet (o zmyciu głowy przez Małżonkę nie wspomnę).
Do testów otrzymałem totalną „świeżynkę”, z prośbą, żeby przed bardziej krytycznymi odsłuchami pograła przez jakieś dwa tygodnie. Tak też uczyniłem, jednak nawet wyjęta prosto z kartonu nie przyniosła ujmy producentowi. Nie chcąc jednak pisać pod wpływem impulsu dałem jej czas na ułożenie się w systemie, a sobie na przyzwyczajenie się do niej. Po ponad dwutygodniowej rozgrzewce zacząłem już dokonywać pewnych obserwacji i te, które miały charakter cykliczny notowałem.
Z Gigawattem dźwięk mojego systemu stał się, nie tyle bardziej namacalny, co naturalny. To tak jakby zrobić krok bliżej sceny. Znaleźć się o drobinę bliżej spektaklu muzycznego, mieć wykonawców na wyciągnięcie ręki, dzięki lepszym miejscom na widowni. Do tej pory podobny efekt udawało mi się osiągnąć jedynie z niektórymi konstrukcjami lampowymi klasy Air Tight ATM-1s. Skoro PF-2 wycisnął tyle z mojego jakby nie było tranzystorowego, Densena DM-10, to z dobrą lampą powinno być po prostu magicznie. I prawie tak było. Prawie, bo Air Tighta ściągnąć mi się nie udało, a obóz lampowy reprezentował filigranowy TRI TRV-A300SE. Jednak nawet z tą niedrogą lampą efekt był wysoce satysfakcjonujący.
Dawno niesłuchany „Shaman” Santany zabrzmiał świeżo i soczyście. Muzyka stanowiła zwartą, homogeniczną i kompletną całość, w której bez trudu można było jednak śledzić partie poszczególnych instrumentów. „Foo Foo” aż kipiał energią i radością. Solówki Bennego Rietvelda na basie, czy samego Carlosa zabrzmiały tak, że usiedzenie w jednym miejscu bez podrygiwania graniczyło z cudem.
Generalnie Gigawatt dociąża brzmienie, nie powodując przy tym jego przyciemnienia. Po prostu po wpięciu PF-2 w tor nie tylko słyszymy, ale i czujemy więcej z tego co rozgrywa się w najniższych partiach. Poprawie ulega czytelność, różnorodność i szeroko rozumiana motoryka tego zakresu. Ważne i warte podkreślenia jest to, że testowana listwa niczego nie upiększa. Na „Trow Down Your Arms” Sinead O’Connor nadal śpiewała lekko matowym i niepozbawionym szorstkości głosem, jednak z drajwem na poziomie nieosiągalnym w mojej dotychczasowej konfiguracji.
Pozostając przy kobiecych klimatach poszedłem krok dalej i w transporcie umieściłem „Gling-Glo” Bjork. Niedoskonałości i ograniczenia natury warsztatowo-wokalnej uroczego dziewczęcia na tle kameralnego jazzowego składu były aż nadto słyszalne. Jednak całość tworzyła całkiem smakowity muzyczny kąsek. W końcu nie zawsze to co piękne i perfekcyjne budzi powszechny zachwyt. Liczą się też autentyczność i radość ze wspólnego grania, którą słychać na tym krążku.
Na deser zostawiłem sobie coś z symfoniki i to tej przez duże „S”. „Also sprach Zarathustra” R.Straussa pod Fritzem Reinerem i „The Planets” Gustava Holsta pod Herbertem von Karajanem. Określenia takie jak spektakularne, czy też apokaliptyczne były jak najbardziej na miejscu. Potęgę orkiestr symfonicznych było nie tylko słychać, ale i czuć (po minach sąsiadów sądzę, że nie tylko w moim mieszkaniu). Odsłuch przypominał jazdę kilkunastotonową ciężarówką z prędkością znaną z torów formuły 1. Nic się nie ciągnęło, nie dudniło. Jeśli kocioł miał zabrzmieć nisko, to schodził niemalże w czeluście Hadesu, i błyskawicznie wracał by zrobić miejsce smyczkom, lub dęciakom sprawdzającym próg słyszalności wysokich tonów.
Im dłużej słuchałem PF-2, tym więcej szacunku nabierałem do tej konstrukcji. Zdaję sobie sprawę, jak niewiele w niej audio voodoo, a efekt jest pochodną przemyślanej topologii i prawidłowej dystrybucji prądu.Zastanawiam się jak ująć to, że listwa kosztująca niemalże tyle, co niektóre kondycjonery konkurencji, wprowadza zmiany porównywalne do wymiany kabli głośnikowych za ładnych parę tysięcy. I to na plus. Oczywiście w tym momencie osoby niewierzące i niesłyszące wpływu okablowania mogą spokojnie uznać, że i wpływu PF-2 być nie może, bo to i tak ostatni metr po kilometrach mało audiofilskich przewodów na słupach, rozdzielniach i w samym bloku. Osoby o otwartym umyśle zachęcam jednak do wypróbowania topowej listwy Gigawatta w swoich systemach. Z jedną tylko małą uwagą. Jeśli nie planuje się wydatków, lepiej nagły atak audiofilii nervosy ukoić zakupami płytowymi, w przeciwnym wypadku konto może zostać dość poważnie uszczuplone. Nie warto też żałować paru złotych na kabel sieciowy, bo LC-1 może i jest niezły, ale lepiej sprawdza się z PF-1. Z PF-2 staje się najsłabszym ogniwem.
Tekst: Marcin Olszewski
Zdjęcia: Gigawatt, Marcin Olszewski
Producent: Gigawatt
Cena: 3650 zł (z kablem LC-2 mkII) lub 2750zł z kablem LC-1
Dane techniczne:
zasilanie: 220-240 V / 50-60 Hz
wydajność prądowa (ciągła): 16 A
pochłaniany udar prądowy: 20 000 A
wymiary: 420 x 90 x 90 mm
waga brutto: 4,30 kg
System wykorzystany w teście:
Źródła sygnału cyfrowego: North Star CD-Transport Model 192 MKII; Stello CDT100
DAC: Stello DA 100 Signature
Wzmacniacz: Densen DM-10; TRI TRV-A300SE
Kolumny: Neat Acoustics Motive One; Avcon Suestado
IC: Antipodes Audio Katipo
IC cyfrowe – Fadel art DigiLitz; Harmonic Technology Cyberlink Copper; Monster Cable Interlink LightSpeed 200; Apogee Wyde Eye
Kable głośnikowe: Gabriel Gold Revelation mk I
Kable zasilające: Garmin; Supra Lo-Rad 3x2,5mm; Audionova Starpower Mk II
Listwa: GigaWatt PF-1 + kabel LC-1
*- cytat pochodzi z materiałów dostarczonych przez producenta








Traf chciał, że na testy trafił do mnie najwyższy model listwy sieciowej Gigawatta – PF-2, z dołączonym przewodem sieciowym LC-2mkII. W porównaniu z „młodszą siostrzyczką” (w końcu to listwy, więc rodzaj żeński jest jak najbardziej wskazany) trochę się PF-2ce tu i tam przytyło. O ile długość pozostała bez zmian, to wysokość z 75mm wzrosła do 90ciu a szerokość z 57mm również do 90mm. Bardzo możliwe, że jest to zasługa podwójnego a nie jak w niższym modelu pojedynczego metalowego chassis. Nie pozostało to bez wpływu na wagę, która wynosi słuszne 4,30 kg. Patrząc na listwę od strony gniazda sieciowego (w którym dedykowany przewód siedzi zdecydowanie pewniej niż ma to miejsce w PF-1) na górnej ściance producent umieścił dwie diody. Niebieską informującą o doprowadzeniu napięcia i czerwoną aktywującą się w momencie problemów z polaryzacją, lub żyłą ochronną. Gniazda to sześć solidnych, wykonanych na zamówienie, grubo srebrzonych Schuko. Ponieważ listwa jest konstrukcją praktycznie nierozbieralną, jej budowę wewnętrzną opiszę na podstawie materiałów (w tym zdjęć montażowych) dostarczonych przez producenta. W odróżnieniu od PF-1, PF-2 tłumi zakłócenia symetryczne i asymetryczne, tzn. te między przewodami fazowymi oraz te, pomiędzy przewodem PE a fazowym oraz PE a neutralnym. Cały zespół filtrujący w PF-2 zawiera 9 elementów filtrujących, system bezstratnej dystrybucji i układ kontroli fazy. Dystrybucja prądu odbywa się poprzez masywne szyny miedziane o czystości 99,99 % i przekroju poprzecznym 30mm^2. Gniazda łączone są do szyn parami. Filtry tłumiące pochodzące z sieci zakłócenia oparte są między innymi na kondensatorach o niskiej indukcyjności, iskiernikach plazmowych i warystorach TMOV, oraz zamontowane są na dwustronnej płytce drukowanej o srebrnych ścieżkach. Pozostałe okablowanie wewnętrzne wykonano z posrebrzanej miedzi beztlenowej w izolacji teflonowej.
W dołączonym przewodzie LC-2mkII „zastosowano nowy typ przewodnika o wysokiej przewodności, który umożliwia bezstratny przepływ energii. Żyły robocze zbudowane są z wiązki sześciu litych przewodników, każdy o przekroju 16 AWG, wykonanych z miedzi elektrolitycznej o wysokim stopniu czystości. LC-2 mkII posiada dwukrotnie większy przekrój żył roboczych w stosunku do LC-1 mkII. Jako dielektryka przewodników użyto polietylenu, a zewnętrzną izolację kabla wykonano z PVC. Kabel dodatkowo chroniony jest czarnym oplotem z tworzywa sztucznego, odpornym na zużycie mechaniczne.”* Ze względu na swoją budowę kabel jest niezwykle sztywny i sprężysty, co może nastręczać pewnych problemów podczas układania za stolikiem ze sprzętem. Całe szczęście poważna waga listwy wyklucza jej przesuwanie, bądź podnoszenie przez dedykowany przewód. W komplecie producent dołącza cztery silikonowe nóżki, w które warto wyposażyć listwę i przy okazji oszczędzić parkiet (o zmyciu głowy przez Małżonkę nie wspomnę).
Do testów otrzymałem totalną „świeżynkę”, z prośbą, żeby przed bardziej krytycznymi odsłuchami pograła przez jakieś dwa tygodnie. Tak też uczyniłem, jednak nawet wyjęta prosto z kartonu nie przyniosła ujmy producentowi. Nie chcąc jednak pisać pod wpływem impulsu dałem jej czas na ułożenie się w systemie, a sobie na przyzwyczajenie się do niej. Po ponad dwutygodniowej rozgrzewce zacząłem już dokonywać pewnych obserwacji i te, które miały charakter cykliczny notowałem.
Z Gigawattem dźwięk mojego systemu stał się, nie tyle bardziej namacalny, co naturalny. To tak jakby zrobić krok bliżej sceny. Znaleźć się o drobinę bliżej spektaklu muzycznego, mieć wykonawców na wyciągnięcie ręki, dzięki lepszym miejscom na widowni. Do tej pory podobny efekt udawało mi się osiągnąć jedynie z niektórymi konstrukcjami lampowymi klasy Air Tight ATM-1s. Skoro PF-2 wycisnął tyle z mojego jakby nie było tranzystorowego, Densena DM-10, to z dobrą lampą powinno być po prostu magicznie. I prawie tak było. Prawie, bo Air Tighta ściągnąć mi się nie udało, a obóz lampowy reprezentował filigranowy TRI TRV-A300SE. Jednak nawet z tą niedrogą lampą efekt był wysoce satysfakcjonujący.
Dawno niesłuchany „Shaman” Santany zabrzmiał świeżo i soczyście. Muzyka stanowiła zwartą, homogeniczną i kompletną całość, w której bez trudu można było jednak śledzić partie poszczególnych instrumentów. „Foo Foo” aż kipiał energią i radością. Solówki Bennego Rietvelda na basie, czy samego Carlosa zabrzmiały tak, że usiedzenie w jednym miejscu bez podrygiwania graniczyło z cudem.
Generalnie Gigawatt dociąża brzmienie, nie powodując przy tym jego przyciemnienia. Po prostu po wpięciu PF-2 w tor nie tylko słyszymy, ale i czujemy więcej z tego co rozgrywa się w najniższych partiach. Poprawie ulega czytelność, różnorodność i szeroko rozumiana motoryka tego zakresu. Ważne i warte podkreślenia jest to, że testowana listwa niczego nie upiększa. Na „Trow Down Your Arms” Sinead O’Connor nadal śpiewała lekko matowym i niepozbawionym szorstkości głosem, jednak z drajwem na poziomie nieosiągalnym w mojej dotychczasowej konfiguracji.
Pozostając przy kobiecych klimatach poszedłem krok dalej i w transporcie umieściłem „Gling-Glo” Bjork. Niedoskonałości i ograniczenia natury warsztatowo-wokalnej uroczego dziewczęcia na tle kameralnego jazzowego składu były aż nadto słyszalne. Jednak całość tworzyła całkiem smakowity muzyczny kąsek. W końcu nie zawsze to co piękne i perfekcyjne budzi powszechny zachwyt. Liczą się też autentyczność i radość ze wspólnego grania, którą słychać na tym krążku.
Na deser zostawiłem sobie coś z symfoniki i to tej przez duże „S”. „Also sprach Zarathustra” R.Straussa pod Fritzem Reinerem i „The Planets” Gustava Holsta pod Herbertem von Karajanem. Określenia takie jak spektakularne, czy też apokaliptyczne były jak najbardziej na miejscu. Potęgę orkiestr symfonicznych było nie tylko słychać, ale i czuć (po minach sąsiadów sądzę, że nie tylko w moim mieszkaniu). Odsłuch przypominał jazdę kilkunastotonową ciężarówką z prędkością znaną z torów formuły 1. Nic się nie ciągnęło, nie dudniło. Jeśli kocioł miał zabrzmieć nisko, to schodził niemalże w czeluście Hadesu, i błyskawicznie wracał by zrobić miejsce smyczkom, lub dęciakom sprawdzającym próg słyszalności wysokich tonów.
Im dłużej słuchałem PF-2, tym więcej szacunku nabierałem do tej konstrukcji. Zdaję sobie sprawę, jak niewiele w niej audio voodoo, a efekt jest pochodną przemyślanej topologii i prawidłowej dystrybucji prądu.Zastanawiam się jak ująć to, że listwa kosztująca niemalże tyle, co niektóre kondycjonery konkurencji, wprowadza zmiany porównywalne do wymiany kabli głośnikowych za ładnych parę tysięcy. I to na plus. Oczywiście w tym momencie osoby niewierzące i niesłyszące wpływu okablowania mogą spokojnie uznać, że i wpływu PF-2 być nie może, bo to i tak ostatni metr po kilometrach mało audiofilskich przewodów na słupach, rozdzielniach i w samym bloku. Osoby o otwartym umyśle zachęcam jednak do wypróbowania topowej listwy Gigawatta w swoich systemach. Z jedną tylko małą uwagą. Jeśli nie planuje się wydatków, lepiej nagły atak audiofilii nervosy ukoić zakupami płytowymi, w przeciwnym wypadku konto może zostać dość poważnie uszczuplone. Nie warto też żałować paru złotych na kabel sieciowy, bo LC-1 może i jest niezły, ale lepiej sprawdza się z PF-1. Z PF-2 staje się najsłabszym ogniwem.
Tekst: Marcin Olszewski
Zdjęcia: Gigawatt, Marcin Olszewski
Producent: Gigawatt
Cena: 3650 zł (z kablem LC-2 mkII) lub 2750zł z kablem LC-1
Dane techniczne:
zasilanie: 220-240 V / 50-60 Hz
wydajność prądowa (ciągła): 16 A
pochłaniany udar prądowy: 20 000 A
wymiary: 420 x 90 x 90 mm
waga brutto: 4,30 kg
System wykorzystany w teście:
Źródła sygnału cyfrowego: North Star CD-Transport Model 192 MKII; Stello CDT100
DAC: Stello DA 100 Signature
Wzmacniacz: Densen DM-10; TRI TRV-A300SE
Kolumny: Neat Acoustics Motive One; Avcon Suestado
IC: Antipodes Audio Katipo
IC cyfrowe – Fadel art DigiLitz; Harmonic Technology Cyberlink Copper; Monster Cable Interlink LightSpeed 200; Apogee Wyde Eye
Kable głośnikowe: Gabriel Gold Revelation mk I
Kable zasilające: Garmin; Supra Lo-Rad 3x2,5mm; Audionova Starpower Mk II
Listwa: GigaWatt PF-1 + kabel LC-1
*- cytat pochodzi z materiałów dostarczonych przez producenta
67 komentarzy
- Strona 1 z 3
- 1
- 2
- 3
- Następna
Posłuchaj przy tej samej cenie z drugiej ręki shunyaty hydry-6.........tam dopiero należy się szacun!!
Ja nie jestem żadnym audiofilem. Dzisiaj podpiąłem powyższego Gigawatta PF-2 z kablem LC-2mkII do mojego sprzętu. I nawet be wygrzania jeśli to ma byc tylko efekt placebo to życzę wszystkim leczenia się takim placebo :)
Zaś mlaskanie nad Gigawattem :D U mnie Furutech tp609 dosłownie zmiażdżył ten topowy polski przymulacz....zresztą najnowsza Sonusoliva także jest lepsza...i tania na dodatek :)
Użytkownik stary audiofil dnia 27.09.2010 - 19:02 napisał
Posłuchaj przy tej samej cenie z drugiej ręki shunyaty hydry-6.........tam dopiero należy się szacun!!
Użytkownik zyzio dnia 27.09.2010 - 19:30 napisał
Zaś mlaskanie nad Gigawattem :D U mnie Furutech tp609 dosłownie zmiażdżył ten topowy polski przymulacz....zresztą najnowsza Sonusoliva także jest lepsza...i tania na dodatek :)
Użytkownik Fr@ntz dnia 27.09.2010 - 19:32 napisał
Na razie wolałbym sobie tej przyjemności oszczędzić ;-) Listwa za ponad 6 kzł to zdecydowanie ponad mój budżet (zakładając, że by mi się spodobała), który wolałbym przeznaczyć na jakąś ciekawa amplifikację.
Zyzio - jak słusznie zauważyłeś - U Ciebie. Każdy z nas komponenty dobiera pod posiadany/docelowy system i własne [referencje brzmieniowe i nikt nikogo na własną wiarę nawracać nie powinien. O produktach Sonusa słyszałem wiele pochlebnych opinii
Zyzio - jak słusznie zauważyłeś - U Ciebie. Każdy z nas komponenty dobiera pod posiadany/docelowy system i własne [referencje brzmieniowe i nikt nikogo na własną wiarę nawracać nie powinien. O produktach Sonusa słyszałem wiele pochlebnych opinii
No to zróbcie test najnowszej Sonusolivy z filtrem Schaffnera - za 600 zł z kablem.....ja już naprawdę mam dość tych chorych cen pustych listw...kabli sieciowych....sam zapłaciłem za to krocie, ale przesyt nastąpił....oczywiście nie chodzi tu tylko o Gigawatta, Furutech czy Shunyata także w tym bryluje....po prostu na wymioty mnie już zbiera jak widzę prostą listwę z kablem za prawie 4 kzł.....brrr....trzeba w końcu położyć kres temu dymaniu....Naprawdę nowa Sosnusoliva dorównuje drogiej konkurencji i kosztuje ułamek jej ceny...takie produkty należy promować....wysoki stosunek jakość/cena jest najważniejszy, tym wszystkim cholernym wydymaczom mówię w końcu: NIE !
Tak patrzę na to zdjęcie nr 6 i zastanawiam się co powoduje taką chorą cenę...
Użytkownik zyzio dnia 27.09.2010 - 19:46 napisał
No to zróbcie test najnowszej Sonusolivy z filtrem Schaffnera - za 600 zł z kablem.....ja już naprawdę mam dość tych chorych cen pustych listw...kabli sieciowych....sam zapłaciłem za to krocie, ale przesyt nastąpił....oczywiście nie chodzi tu tylko o Gigawatta, Furutech czy Shunyata także w tym bryluje....po prostu na wymioty mnie już zbiera jak widzę prostą listwę z kablem za prawie 4 kzł.....brrr....trzeba w końcu położyć kres temu dymaniu....Naprawdę nowa Sosnusoliva dorównuje drogiej konkurencji i kosztuje ułamek jej ceny...takie produkty należy promować....wysoki stosunek jakość/cena jest najważniejszy, tym wszystkim cholernym wydymaczom mówię w końcu: NIE !
Równie dobrze można by powiedzieć, że innym zbiera się na wymioty czytając Twoje tendencyjne wpisy! Daj już sobie spokój z tą nagonką na Gigawatt-a!
Sam jakiś czas temu kupiłem PF-1 i kable LC1mkII, słuchałem również LC-2, LC-2mkII i dla mnie akurat wersja mkII była zbyt otwarta, więc całość dopełnił Carads Quadlink. Także nie ma mowy w tym wypadku o żadnym zamulaniu.
PS. A jak się czujesz wydymany zgłoś sprawę na policję, albo skorzystaj z telefonu zaufania i daj spokój innym :(
Nie rozumiem po co i skąd te emocje. Producent zanim przystąpiłem do testów nie ukrywał co jest (a raczej czego nie ma) w recenzowanej listwie. Sam cudów też się nie spodziewałem, a już nie raz i nie dwa przekonałem się, że bebechy sobie a brzmienie sobie. Więc zamiast siedzieć z kalkulatorem i liczyć wartość jednostkową poszczególnych śrubek lepiej posłuchać jak dane urządzenie gra, bądź wpływa na brzmienie naszego systemu.
Jak zwykle, do jednych takie wezwanie przemówi, innych zaś dodatkowo podnieci :-)
Użytkownik jozwa maryn dnia 27.09.2010 - 23:45 napisał
Jak zwykle, do jednych takie wezwanie przemówi, innych zaś dodatkowo podnieci :-)
Nie ma co się podniecać. Po prostu jedni uważają, że pozycja pn koszt wytworzenia powinna być powiązana z ceną produktu, inni że nie. Ja się zaliczam do tych pierwszych. Nie jestem w stanie zrozumieć kogoś, kto patrząc na pustą listwę, którą producent składa pewnie za 50-100zł, nie czuje tego dysonansu pomiędzy wartością materiałową i ceną. To chyba tylko wśród audiofili występuje. Z hasłem "nieważne jak wygląda, wazne jak gra" na ustach, ludzie, zdaje się, kompletnie powariowali.
Pamiętam, jak nikt nie zauważył faktu podwyżki cen na Gigawata po tym jak zdecydował się na "salonową" dystrybucję. Np. ich podstawowy kondycjoner(ek) z dnia na dzien podrożał z 2200 na 4000 zł. Ot tak, po prostu.
Wiadomo też pewnie, czemu te listwy takie drogie. Producent sprzeda może 2 w miesiącu, do tego może jeszcze jeden kondycjoner i kabelek. A tu ZUS trzeba opłacić, ratę hipotecznego, rodzinę utrzymać. I tak pewnie od d..py strony powstają te księżycowe ceny. Punktem wyjścia jest powiedzmy kwota 10 tys potrzebnych miesięcznie na utrzymanie domu i rodziny oraz na inne potrzeby. Następnie cena jest ilorazem tej kwoty i znikomej sprzedaży w sztukach. Bez związku z kosztem wytworzenia.
Proponuję mieszkać w jaskini, żreć trawę i grać na bębnie z pnia obciągniętego skórą z własnej d..y. Będzie tanio i zdrowo.
Użytkownik goliatpl dnia 27.09.2010 - 20:30 napisał
Równie dobrze można by powiedzieć, że innym zbiera się na wymioty czytając Twoje tendencyjne wpisy! Daj już sobie spokój z tą nagonką na Gigawatt-a!
Sam jakiś czas temu kupiłem PF-1 i kable LC1mkII, słuchałem również LC-2, LC-2mkII i dla mnie akurat wersja mkII była zbyt otwarta, więc całość dopełnił Carads Quadlink. Także nie ma mowy w tym wypadku o żadnym zamulaniu.
PS. A jak się czujesz wydymany zgłoś sprawę na policję, albo skorzystaj z telefonu zaufania i daj spokój innym :(
Sam jakiś czas temu kupiłem PF-1 i kable LC1mkII, słuchałem również LC-2, LC-2mkII i dla mnie akurat wersja mkII była zbyt otwarta, więc całość dopełnił Carads Quadlink. Także nie ma mowy w tym wypadku o żadnym zamulaniu.
PS. A jak się czujesz wydymany zgłoś sprawę na policję, albo skorzystaj z telefonu zaufania i daj spokój innym :(
A czytać ze zrozumienie potrafisz ? Podałem też Furutecha i Shunyatę jak jeden z przykładów, oczywiście PAL-o-Gigawatta sympatią nie darzę, ale wynika to z całokształtu buty jaką prezentuje ta firma :( PAL-o Gigawatt mnie nie wydymał akurat, sprawdziłem jedynie, że zagraniczna konkurencja w zbliżonej, czytaj równie chorej cenie, go zabija....
Niestety nie wiem co siedzi w środku Furutecha tp609, ale patrząc na trzewia RTP-6N Evolution uważam, że Gigawatt nie ma czego się wstydzić.
Użytkownik Fr@ntz dnia 28.09.2010 - 07:49 napisał
Niestety nie wiem co siedzi w środku Furutecha tp609, ale patrząc na trzewia RTP-6N Evolution uważam, że Gigawatt nie ma czego się wstydzić.
A jak wielka jest skala dymanka w tej branży kablarsko-sieciowej widać chociażby tutaj: http://www.instructables.com/id/How-to-make-a-Transparent-Audio-Reference-XL-Speak/
Zyzio - jeśli już odwołujesz się do branżowych periodyków to w Audio Video 2/2009 raczej PF-2ki nie "zjechali" ;-)
Użytkownik Fr@ntz dnia 28.09.2010 - 08:54 napisał
Zyzio - jeśli już odwołujesz się do branżowych periodyków to w Audio Video 2/2009 raczej PF-2ki nie "zjechali" ;-)
Wtedy nie znali Furutecha i nie mieli punktu odniesienia, to mlaskali, Furutech sprowadził ich na ziemię :)
Fr@ntz widzę, że latasz Top-Gunem, zestrzel Zyzia i będzie spokój! :):):)
"Dystrybucja prądu odbywa się poprzez masywne szyny miedziane o czystości 99,99 % i przekroju poprzecznym 30mm^2."
Zastanawia mnie sens stosowania takich szyn, kiedy i tak napięcie doprowadzone jest do nich dużo cieńszymi przewodami.
Zastanawia mnie sens stosowania takich szyn, kiedy i tak napięcie doprowadzone jest do nich dużo cieńszymi przewodami.
Użytkownik involve dnia 28.09.2010 - 17:53 napisał
"Dystrybucja prądu odbywa się poprzez masywne szyny miedziane o czystości 99,99 % i przekroju poprzecznym 30mm^2."
Zastanawia mnie sens stosowania takich szyn, kiedy i tak napięcie doprowadzone jest do nich dużo cieńszymi przewodami.
Zastanawia mnie sens stosowania takich szyn, kiedy i tak napięcie doprowadzone jest do nich dużo cieńszymi przewodami.
Ma sens marketingowy. Co innego można napisać o rozgałęziaczu? Albo że magiczny proszek w środku, albo że taaaakie szyny do "dystrybucji" prądu (już sama dystrybucja brzmi bardzo mądrze, nie to co pospolite przewodzenie).
Kolego Mczaj, bez osobistych wycieczek proszę i więcej dystansu :-)
Użytkownik stary audiofil dnia 27.09.2010 - 19:02 napisał
Posłuchaj przy tej samej cenie z drugiej ręki shunyaty hydry-6.........tam dopiero należy się szacun!!
Sorry, że ile kosztuje niby ten Furutech ???


Dużo za dużo ;)
Nie znacie się. Układ tych kabelków nie jest bynajmniej przypadkowy.
To efekt wytężonej, 3-letniej pracy sztabu genialnych konstruktorów, setek godzin strojenia w ramach testów odsłuchowych itp.
To po prostu musi tyle kosztować.
A btw, to ile za to cudo krzyczą ? :)
To efekt wytężonej, 3-letniej pracy sztabu genialnych konstruktorów, setek godzin strojenia w ramach testów odsłuchowych itp.
To po prostu musi tyle kosztować.
A btw, to ile za to cudo krzyczą ? :)
Furutech tp609 - około 4,6 kPLN, RTP-6N Evolution jakoś nie rzuciła mi się w oczy, ale podejrzewam, że TP60E kosztująca ok 1,3 kPLN niewiele się różni.
TP 60 E poszła ostatnio na Allegro za 800 zł, są to dobrze wydane, choć wcale niemałe pieniądze, tak jak i 600 zł na Sonusolivę z filtrem.
TP 609 jest znakomita, ale obecnie bardzo droga, wszystkie te zabawki są za drogie i tyle, nie wiem dlaczego audiofile wstydzą się to powiedzieć wprost, wręcz uciekają przed tym zasłaniając się wpływem na brzmienie....w przypadku kabli, zasilania on nigdy nie jest adekwatny do tej kupy szmalu jaką się wydaje, niby z klockami czasem jest podobnie, jednak to jest trochę inna inszość.....
TP 609 jest znakomita, ale obecnie bardzo droga, wszystkie te zabawki są za drogie i tyle, nie wiem dlaczego audiofile wstydzą się to powiedzieć wprost, wręcz uciekają przed tym zasłaniając się wpływem na brzmienie....w przypadku kabli, zasilania on nigdy nie jest adekwatny do tej kupy szmalu jaką się wydaje, niby z klockami czasem jest podobnie, jednak to jest trochę inna inszość.....
















