Sieciowy odtwarzacz plików Yamaha NP-S2000
30.03.2011 13:18 | audiostereo.pl w Artykuły
Po „wszystkomającym” odtwarzaczu Marantza przyszła kolej na urządzenie o ponad połowę droższe – Yamahę NP-S2000. Z reguły droższe oznacza większe, lepiej wyposażone i po prostu lepsze. W przypadku Yamahy jest trochę inaczej . W materiałach reklamowych można natknąć się na górnolotne hasła w stylu “NP-S2000 został opracowany przez audiofilów dla audiofilów”, co z jednej strony może oznaczać spełnienie audiofilskich marzeń, a z drugiej koszmar w stylu… „ludzie ludziom zgotowali ten los”. Nie ma jednak co dzielić włosa na czworo przed przesłuchaniem przedmiotu testów. A do testowych czynności przystąpiłem z tym większą ochotą, gdyż …, i tutaj powinny zabrzmieć fanfary, … NP-S2000 potrafi odtwarzać muzykę w trybie gapless! Yes! Yes! Yes! Chciało by się zakrzyknąć za byłym premierem czwartej RP. Wreszcie została pokonana magiczna bariera i choć to „mały krok dla człowieka, ale wielki (dla audiofilskie części) ludzkości”. Koniec irytujących przerw tnących nagrania koncertowe niczym wyskakujące w najciekawszym momencie „Szklanej pułapki” reklamy. Pan Susumu Kumazawa nie kłamał, w projektowaniu tego odtwarzacza musiał maczać palce nie jeden audiofil. Powyższy fragment zaburza trochę zwyczajowy schemat relacji z testów, jednak uznałem, iż informacja jest na tyle istotna, że warto podać ją na samym początku. W końcu komuś chciało się usunąć jedną z najbardziej upierdliwych przypadłości odtwarzaczy plików.
Pomimo dość niskiego, aluminiowego frontu, mierzącego raptem 7 cm, Yamaha prezentuje się niezwykle poważnie. Surowy design, zgodny z pozostałymi urządzeniami serii 2000, podkreślają hebelkowy włącznik, jednowierszowy wyświetlacz Full DOt Matrix, dwa przyciski – wyboru źródła i powrotu, oraz gałka przewijania, którą poprzez wciśnięcie zatwierdzamy dokonanego wyboru. Jedynie drewniane boki trochę ocieplają chłodny minimalizm.

Ponieważ NP-S2000 jest „tylko” odtwarzaczem na tylnej ściance odnaleźć można jedynie wyjścia audio, analogowe – zarówno RCA jak i XLR, oraz cyfrowe – optyczne i koaksjalne. Również tutaj widać daleko idący puryzm – gniazda RCA posiadają jedynie oznaczenia „L”/„R”, co osoby podłączające interkonekty na zasadzie biały do białego, czerwony do czerwonego, może wprawić w lekką konsternację.

Oczywiście nie zabrakło gniazd ethernet i sterowania systemowego. Przynależność do „topowych” modeli podkreśla również trójbolcowe gniazdo IEC - bolec uziemienia nie jest standardem wśród japońskich urządzeń(np. testowany poprzednio Marantz NA-7004 takowego nie posiadał). Warto wspomnieć również o nóżkach, które nie dość, że solidne, to posiadają bardzo pomysłowy patent. Otóż wyposażone są w kolce, które jak od dawien dawna wiadomo równie dobrze poprawiają brzmienie urządzenia, jak i pogarszają relacje wewnątrzrodzinne. Widocznie chcąc uniknąć kłótni o porysowane meble, producent zastosował sprytny zabieg dołączając firmowe mini podstawki, których całe szczęście nie trzeba pilnować, gdyż utrzymują się na kolcach dzięki magnesom.

Zwyczajową notkę dotyczącą budowy wewnętrznej z przyczyn niezależnych od siebie zmuszony jestem oprzeć na danych firmowych. Okazało się, że oprócz ogromu śrubek pokrywa zespolona jest z korpusem jakimś klejem, co potwierdził telefonicznie dział techniczny dystrybutora. Zapobiega to nie tylko wzrostowi ciekawości domorosłych mistrzów lutownicy, ale i ogranicza ewentualną podatność urządzenia na wibracje. Jest to jeden z bardziej radykalnych sposobów walki z niechcianymi zjawiskami zaobserwowanymi w świecie hi-fi, ale widocznie podczas testów laboratoryjnych okazał się skuteczniejszy od standardowych pasków filcu, czy gumy. Sam odtwarzacz wykonany jest na tyle pancernie, że podczas przenoszenia i opukiwania zauważyłem pewną analogię do Linna Klimax DS, choć szkocki odtwarzacz jest niedoścignionym wzorcem pod względem wykonania. Na 12kg wagi znaczny wpływ mają centralnie umieszczone dwa pokaźnych rozmiarów transformatory – El odpowiedzialny za zasilanie układów cyfrowych i toroidalny, dedykowany układom analogowym. Na lewo od traf, mieści się bateria dużych kondensatorów filtrujących, wraz ze stabilizatorami i prostownikami. Sekcja audio jak przystało na urządzenie przynależące do topowej linii Yamahy jest symetryczna, więc umieszczone na tylnej ściance gniazda XLR nie są tylko zabiegiem marketingowym, ale wynikają z topologii odtwarzacza. Za konwersję c/a odpowiedzialna jest para układów Burr-Brown PCM1792A pracujących w trybie „monaural mode”, niezależnie dla lewego i prawego kanału.

Od pierwszego do ostatniego dnia testów Yamaha była wpięta do mojej sieci domowej bezprzewodowo, za pośrednictwem access pointa Asus WL-330gE. Dzięki temu proces konfiguracji ograniczył się w moim przypadku do włączenia odtwarzacza i po kilku sekundach wybrania właściwego serwera (pliki zalegały na dysku sieciowym WD My Book Live 2TB z uruchomionym serwerem Twonky). Co prawda jednowierszowy wyświetlacz był zdecydowanie mniej czytelny od tego zamontowanego w Marantzu, ale po pierwsze był, a po drugie po paru minutach jakoś się do niego przyzwyczaiłem. Obsługa dwudziesto-przyciskowym pilotem była wybitnie intuicyjna, a chwile zastanowienia urządzenie miewało jedynie w momentach zasilania serwera nową porcją FLACzków. Kolejnym miłym akcentem była możliwość podejrzenia parametrów odtwarzanych plików, czego brakowało w NA-7004. Dość oszczędna szata graficzna menu osiągnęła swoje apogeum w liście wyboru zapamiętanych stacji radiowych. Mając możliwość zapisania 20 ulubionych rozgłośni radiowych niezwłocznie to uczyniłem (sam Linn ma trzy i to wyborne), jednak wraz z upływam czasu coraz częściej musiałem wertować listę w przód i tył, gdyż jak się okazało pamięć ludzka jest ułomna. Czyli, albo trzeba wykuć na blachę, jaka stacja kryje się pod danym nr, albo przyczepić sobie gdzieś na podorędziu stosowną ściągę. Za to nawigacja po zasobach muzycznych zgromadzonych na dysku sieciowym okazała się niezwykle prosta. Oprócz standardowych sortowań po tagach, bardzo wygodnym rozwiązaniem była możliwość wyszukiwania albumów/utworów za pomocą suwaka pojawiającego się po przytrzymaniu prawego/lewego kursora na pilocie, lub szybszego przekręcenia gałką na froncie urządzenia. Dzięki temu nie trzeba mozolnie przewijać, po kolei paruset pozycji, żeby dojść do dyskografii np. Tool, lecz wystarczy wcisnąć prawy kursor i dojechać w ciągu paru sekund do spodziewanego „miejsca” (przykładowo 543), gdzie dany zbiór z większą, lub mniejszą dozą prawdopodobieństwa się znajduje i w razie potrzeby przeskoczyć w przód, lub tył parę pozycji.

Tyle rozważań o budowie, ergonomii i wyższości świąt Wielkiej Nocy nad Bożego Narodzenia. W końcu nie ważne jak co wygląda i co mieści w trzewiach. Ważne jak gra. A Yamaha gra, oj gra. Już pierwsze przetworzone przez nią bity pokazały, co potrafi ten zaprojektowany z inżynierską głową i audiofilskim sercem odtwarzacz. NS-P2000 nie próbuje się przypodobać, nie stara się pokazać jaki jest fajny i jak fajnie potrafi zagrać, nawet niezbyt dobrze zrealizowany materiał. Widać nie przez przypadek na froncie znalazła się adnotacja „natural sound”. Wiem, że te dwa wyrazy pojawiają się na wszystkich produktach Hi-Fi japońskiego producenta, ale dopiero w tym przypadku zobaczyć (usłyszeć) znaczy uwierzyć. Może nie jest to klasa dźwięku zarezerwowana dla wielokrotnie droższych urządzeń, jednak obracając się w sferach cenowych nie wywołujących jeszcze ataków histerycznego śmiechu i pukania się w czoło przez osoby postronne, śmiało mogę uznać, że o takim dźwięku większość konkurencyjnych, konwencjonalnych odtwarzaczy może pomarzyć . Yamaha robi tylko jedną rzecz, ale robi ją za to bardzo dobrze – gra muzykę taką, jaka została zapisana. Jeśli odtwarza „Flamenco Passion” - Gino D'Auri (FIM XRCD 023) to słychać każde mikrowybrzmienie, ciemną barwę gitar, nawet ciche nucenie gitarzysty. Wszystko jest perfekcyjnie dopracowane, zagrane, nagrane i odtworzone. Pomimo niewielkiego składu przestrzeń kreowana przez Yamaszkę jest na tyle sugestywna, że odnosi się wrażenie uczestnictwa w najmniejszym koncercie na świecie. Takim tylko dla jednego słuchacza. Z łatwością można śledzić wirtuozerię D'Auri, podążać wzrokiem za jego palcami tańczącymi po gryfie, trącającymi struny.
Chcąc pozostać w kręgu instrumentów strunowych sięgnąłem po zdecydowanie mniej cywilizowaną odmianę klasyki w postaci 7-ej symfonii … nie, nie Beethovena a fińskiej formacji Apocalyptica („7th symphony” ). Nawet na jednym ze spokojniejszych „Not Strong Enough” dynamika potrafiła nie tylko przedmuchać drobinki kurzu z membran głośników i tuneli bas refleks (jeśli takowe się tam znajdowały), wprawić w drżenie rodowe skorupy, słodko drzemiące w przepastnych czeluściach kredensu, ale i wytrącić filiżankę z aromatyczną herbatą sąsiadowi z piętra niżej szykującemu się do podwieczorka. W mgnieniu oka, bez żadnego ostrzeżenia, ostrzegawczej flagi, etc. Yamaha przeobraziła się w plującego siarką i gwoździami nabijanego ćwiekami demona. W tym momencie chciałbym przestrzec potencjalnych nabywców przed pochopnym wyborem funkcji „Random”. Obejmując wyborem losowym cały posiadany zbiór plików można nabawić się ataku serca. Szczególnie, kiedy po dziewczęcym wokalu Ayo, szepczącym słodko „Only You” nagle do ucha ryknie „Ooooh, it's your fu#$%&g nightmare” imć Matthew Charles Sanders (frontman Avenged Sevenfold). Ciężkie brzmienia grane przez Yamahę miały właściwy sobie ciężar, wykop i agresję. Jeśli gdzieś w uszy zakłuły blachy, sypnęło piachem po sopranach to trudno. Grunt, że ładunek został przekazany ładunek emocjonalny drzemiący w takiej muzyce. Nogi same przytupywały a głowa pamiętająca swoje dawno minione długowłose lata świetności rytmicznie podrygiwała. Wysokie tony podawane były dosadnie, twardo, ale jednocześnie bardzo czysto. To samo dotyczy basu, który cały czas trzymany na bardzo krótkiej smyczy nie miał szans na niesubordynację i jeśli tylko reszta systemu nie ma tendencji do jego zmiękczania i zaokrąglania to Yamaha na pewno tego nie zrobi. Średnica również nie wykazywała chęci do przejścia na piękniejszą stronę mocy. Była bardzo komunikatywna, ale nie hałaśliwa. Nie wysuwała się przed pozostałe zakresy, lecz stanowiła z nimi idealną, kompletną i nierozerwalną całość.
Na „konwencjonalnej” klasyce mogłem oddać się kontemplacji wokalnych popisów artystów opisujących mało obyczajne pląsy po ukąszeniu jadowitego pająka („La Tarantella: Antidotum Tarantulae” Alpha 503), bądź przenieść się do groty Króla Gór (Edvard Grieg „Peer Gynt” EMI Great Recordings of The Century – remaster nagrania z 1957r). Za każdym razem Yamaha dostosowywała swój temperament do repertuaru, kreowała scenę zależną od składu i zamysłu realizatora, pokazując starsze nagrania bez zbytnich upiększeń, a przez to naturalnie.
Prawdziwą ucztą były jednak koncerty. Zarówno „Alchemy” Dire Straits, jak i nieśmiertelny „The Wall” Pink Floyd grane „gapless’owo” radowały me uszy i serce. Yamacha przywróciła im dawno nie słyszaną podczas grania z plików spójność, homogeniczność. Nawet tak ograne do bólu starocie, jak „A Whiter Shade Of Pale” Procol Harum (“Live At The Union Chapel”) miały w sobie niesamowity urok pokrytego lekką patyną Rocka. Jednak dopiero na „S&M” Metallicy z symfonikami z San Francisco, pod batutą nieodżałowanego Michaela Kamena, NP-S2000 pokazała jaką przestrzeń jest w stanie przekazać, ile tysięcy ryczących gardeł jest w stanie pomieścić mój pokój i z jaką precyzją, wśród tego pierwotnego ryku, potrafi rozmieścić muzyków na scenie.
Podczas odsłuchów nie mogłem nie spróbować podpiąć odtwarzacz pod zewnętrzne przetworniki, które akurat miałem pod ręką. Żonglując Stello, Regą i Blacknotem z łatwością można było zauważyć zmiany zachodzące w brzmieniu systemu, jednak czy szły w dobrym kierunku to już inna para kaloszy. Z Blacknotem dźwięk się uspokajał i otulał słuchacza, z Regą minimalnie, ale jednak się ukulturalniał, a ze Stello lekko łagodniał na najwyższych składowych. Jednak w tym momencie można analizować brzmienie poszczególnych DACów a nie będącej przedmiotem niniejszego testu Yamahy.
Po oddaniu Yamahy dystrybutorowi zaczęło nurtować mnie pytanie. Kiedy odpowiedniki NS P-2000 pojawią się wśród urządzeń serii 1000, 700, 500 czy nawet 300. Czego będą dotyczyły oszczędności i jakich funkcji pozbawione zostaną tańsze modele. Z drewnianych boczków i XLRów mógłbym zrezygnować bez bólu. Z brzmienia nie.
Tekst i zdjęcia Marcin Olszewski
Dystrybutor: Audio Klan
Cena: 5399 zł
Dane techniczne:
Obsługiwane formaty: WAV / WMA / FLAC / MP3 / AAC
Obsługiwane częstotliwości próbkowania: 96, 88.2, 64, 44.1, 32, 24, 22.05, 16, 12, 11.025, 8 (kHz)
Obsługiwane długości słów: 16, 24 bit
Radio internetowe: vTuner
Wyjście analogowe: RCA 2ch, XLR 2ch
Cyfrowe wyjście audio: optycznie, koaksjalne
Przeglądarka sieciowa: Z obsługą JavaScript (IE, Safari, etc.)
Waga: 12 kg
Wymiary (S x W x G): 435 x 69 x 440 mm
Dostępne kolory: czarny, srebrny
Certyfikaty: Windows 7, DLNA (ver 1.5)
System wykorzystany w teście:
DAC: Stello DA 100 Signature 96/24; Rega DAC; Blacknote DAC 30
Wzmacniacz: Hegel H-100
Kolumny: Neat Acoustics Motive One; Monitor Audio Gold GX200; Audio Solution Pulsar; Xavian XN 250 EVO
IC: Antipodes Audio Katipo; Audiomago AS; Sonics Modigliani NF
IC cyfrowe – Fadel art DigiLitz; Harmonic Technology Cyberlink Copper
Kable głośnikowe: Harmonix CS-120
Kable zasilające: GigaWatt LC-1mk2; Supra Lo-Rad 3x2,5mm; Audionova Starpower Mk II
Listwa: GigaWatt PF-2 + kabel LC-2mk2
Pomimo dość niskiego, aluminiowego frontu, mierzącego raptem 7 cm, Yamaha prezentuje się niezwykle poważnie. Surowy design, zgodny z pozostałymi urządzeniami serii 2000, podkreślają hebelkowy włącznik, jednowierszowy wyświetlacz Full DOt Matrix, dwa przyciski – wyboru źródła i powrotu, oraz gałka przewijania, którą poprzez wciśnięcie zatwierdzamy dokonanego wyboru. Jedynie drewniane boki trochę ocieplają chłodny minimalizm.
Ponieważ NP-S2000 jest „tylko” odtwarzaczem na tylnej ściance odnaleźć można jedynie wyjścia audio, analogowe – zarówno RCA jak i XLR, oraz cyfrowe – optyczne i koaksjalne. Również tutaj widać daleko idący puryzm – gniazda RCA posiadają jedynie oznaczenia „L”/„R”, co osoby podłączające interkonekty na zasadzie biały do białego, czerwony do czerwonego, może wprawić w lekką konsternację.
Oczywiście nie zabrakło gniazd ethernet i sterowania systemowego. Przynależność do „topowych” modeli podkreśla również trójbolcowe gniazdo IEC - bolec uziemienia nie jest standardem wśród japońskich urządzeń(np. testowany poprzednio Marantz NA-7004 takowego nie posiadał). Warto wspomnieć również o nóżkach, które nie dość, że solidne, to posiadają bardzo pomysłowy patent. Otóż wyposażone są w kolce, które jak od dawien dawna wiadomo równie dobrze poprawiają brzmienie urządzenia, jak i pogarszają relacje wewnątrzrodzinne. Widocznie chcąc uniknąć kłótni o porysowane meble, producent zastosował sprytny zabieg dołączając firmowe mini podstawki, których całe szczęście nie trzeba pilnować, gdyż utrzymują się na kolcach dzięki magnesom.
Zwyczajową notkę dotyczącą budowy wewnętrznej z przyczyn niezależnych od siebie zmuszony jestem oprzeć na danych firmowych. Okazało się, że oprócz ogromu śrubek pokrywa zespolona jest z korpusem jakimś klejem, co potwierdził telefonicznie dział techniczny dystrybutora. Zapobiega to nie tylko wzrostowi ciekawości domorosłych mistrzów lutownicy, ale i ogranicza ewentualną podatność urządzenia na wibracje. Jest to jeden z bardziej radykalnych sposobów walki z niechcianymi zjawiskami zaobserwowanymi w świecie hi-fi, ale widocznie podczas testów laboratoryjnych okazał się skuteczniejszy od standardowych pasków filcu, czy gumy. Sam odtwarzacz wykonany jest na tyle pancernie, że podczas przenoszenia i opukiwania zauważyłem pewną analogię do Linna Klimax DS, choć szkocki odtwarzacz jest niedoścignionym wzorcem pod względem wykonania. Na 12kg wagi znaczny wpływ mają centralnie umieszczone dwa pokaźnych rozmiarów transformatory – El odpowiedzialny za zasilanie układów cyfrowych i toroidalny, dedykowany układom analogowym. Na lewo od traf, mieści się bateria dużych kondensatorów filtrujących, wraz ze stabilizatorami i prostownikami. Sekcja audio jak przystało na urządzenie przynależące do topowej linii Yamahy jest symetryczna, więc umieszczone na tylnej ściance gniazda XLR nie są tylko zabiegiem marketingowym, ale wynikają z topologii odtwarzacza. Za konwersję c/a odpowiedzialna jest para układów Burr-Brown PCM1792A pracujących w trybie „monaural mode”, niezależnie dla lewego i prawego kanału.
Od pierwszego do ostatniego dnia testów Yamaha była wpięta do mojej sieci domowej bezprzewodowo, za pośrednictwem access pointa Asus WL-330gE. Dzięki temu proces konfiguracji ograniczył się w moim przypadku do włączenia odtwarzacza i po kilku sekundach wybrania właściwego serwera (pliki zalegały na dysku sieciowym WD My Book Live 2TB z uruchomionym serwerem Twonky). Co prawda jednowierszowy wyświetlacz był zdecydowanie mniej czytelny od tego zamontowanego w Marantzu, ale po pierwsze był, a po drugie po paru minutach jakoś się do niego przyzwyczaiłem. Obsługa dwudziesto-przyciskowym pilotem była wybitnie intuicyjna, a chwile zastanowienia urządzenie miewało jedynie w momentach zasilania serwera nową porcją FLACzków. Kolejnym miłym akcentem była możliwość podejrzenia parametrów odtwarzanych plików, czego brakowało w NA-7004. Dość oszczędna szata graficzna menu osiągnęła swoje apogeum w liście wyboru zapamiętanych stacji radiowych. Mając możliwość zapisania 20 ulubionych rozgłośni radiowych niezwłocznie to uczyniłem (sam Linn ma trzy i to wyborne), jednak wraz z upływam czasu coraz częściej musiałem wertować listę w przód i tył, gdyż jak się okazało pamięć ludzka jest ułomna. Czyli, albo trzeba wykuć na blachę, jaka stacja kryje się pod danym nr, albo przyczepić sobie gdzieś na podorędziu stosowną ściągę. Za to nawigacja po zasobach muzycznych zgromadzonych na dysku sieciowym okazała się niezwykle prosta. Oprócz standardowych sortowań po tagach, bardzo wygodnym rozwiązaniem była możliwość wyszukiwania albumów/utworów za pomocą suwaka pojawiającego się po przytrzymaniu prawego/lewego kursora na pilocie, lub szybszego przekręcenia gałką na froncie urządzenia. Dzięki temu nie trzeba mozolnie przewijać, po kolei paruset pozycji, żeby dojść do dyskografii np. Tool, lecz wystarczy wcisnąć prawy kursor i dojechać w ciągu paru sekund do spodziewanego „miejsca” (przykładowo 543), gdzie dany zbiór z większą, lub mniejszą dozą prawdopodobieństwa się znajduje i w razie potrzeby przeskoczyć w przód, lub tył parę pozycji.
Tyle rozważań o budowie, ergonomii i wyższości świąt Wielkiej Nocy nad Bożego Narodzenia. W końcu nie ważne jak co wygląda i co mieści w trzewiach. Ważne jak gra. A Yamaha gra, oj gra. Już pierwsze przetworzone przez nią bity pokazały, co potrafi ten zaprojektowany z inżynierską głową i audiofilskim sercem odtwarzacz. NS-P2000 nie próbuje się przypodobać, nie stara się pokazać jaki jest fajny i jak fajnie potrafi zagrać, nawet niezbyt dobrze zrealizowany materiał. Widać nie przez przypadek na froncie znalazła się adnotacja „natural sound”. Wiem, że te dwa wyrazy pojawiają się na wszystkich produktach Hi-Fi japońskiego producenta, ale dopiero w tym przypadku zobaczyć (usłyszeć) znaczy uwierzyć. Może nie jest to klasa dźwięku zarezerwowana dla wielokrotnie droższych urządzeń, jednak obracając się w sferach cenowych nie wywołujących jeszcze ataków histerycznego śmiechu i pukania się w czoło przez osoby postronne, śmiało mogę uznać, że o takim dźwięku większość konkurencyjnych, konwencjonalnych odtwarzaczy może pomarzyć . Yamaha robi tylko jedną rzecz, ale robi ją za to bardzo dobrze – gra muzykę taką, jaka została zapisana. Jeśli odtwarza „Flamenco Passion” - Gino D'Auri (FIM XRCD 023) to słychać każde mikrowybrzmienie, ciemną barwę gitar, nawet ciche nucenie gitarzysty. Wszystko jest perfekcyjnie dopracowane, zagrane, nagrane i odtworzone. Pomimo niewielkiego składu przestrzeń kreowana przez Yamaszkę jest na tyle sugestywna, że odnosi się wrażenie uczestnictwa w najmniejszym koncercie na świecie. Takim tylko dla jednego słuchacza. Z łatwością można śledzić wirtuozerię D'Auri, podążać wzrokiem za jego palcami tańczącymi po gryfie, trącającymi struny.
Chcąc pozostać w kręgu instrumentów strunowych sięgnąłem po zdecydowanie mniej cywilizowaną odmianę klasyki w postaci 7-ej symfonii … nie, nie Beethovena a fińskiej formacji Apocalyptica („7th symphony” ). Nawet na jednym ze spokojniejszych „Not Strong Enough” dynamika potrafiła nie tylko przedmuchać drobinki kurzu z membran głośników i tuneli bas refleks (jeśli takowe się tam znajdowały), wprawić w drżenie rodowe skorupy, słodko drzemiące w przepastnych czeluściach kredensu, ale i wytrącić filiżankę z aromatyczną herbatą sąsiadowi z piętra niżej szykującemu się do podwieczorka. W mgnieniu oka, bez żadnego ostrzeżenia, ostrzegawczej flagi, etc. Yamaha przeobraziła się w plującego siarką i gwoździami nabijanego ćwiekami demona. W tym momencie chciałbym przestrzec potencjalnych nabywców przed pochopnym wyborem funkcji „Random”. Obejmując wyborem losowym cały posiadany zbiór plików można nabawić się ataku serca. Szczególnie, kiedy po dziewczęcym wokalu Ayo, szepczącym słodko „Only You” nagle do ucha ryknie „Ooooh, it's your fu#$%&g nightmare” imć Matthew Charles Sanders (frontman Avenged Sevenfold). Ciężkie brzmienia grane przez Yamahę miały właściwy sobie ciężar, wykop i agresję. Jeśli gdzieś w uszy zakłuły blachy, sypnęło piachem po sopranach to trudno. Grunt, że ładunek został przekazany ładunek emocjonalny drzemiący w takiej muzyce. Nogi same przytupywały a głowa pamiętająca swoje dawno minione długowłose lata świetności rytmicznie podrygiwała. Wysokie tony podawane były dosadnie, twardo, ale jednocześnie bardzo czysto. To samo dotyczy basu, który cały czas trzymany na bardzo krótkiej smyczy nie miał szans na niesubordynację i jeśli tylko reszta systemu nie ma tendencji do jego zmiękczania i zaokrąglania to Yamaha na pewno tego nie zrobi. Średnica również nie wykazywała chęci do przejścia na piękniejszą stronę mocy. Była bardzo komunikatywna, ale nie hałaśliwa. Nie wysuwała się przed pozostałe zakresy, lecz stanowiła z nimi idealną, kompletną i nierozerwalną całość.
Na „konwencjonalnej” klasyce mogłem oddać się kontemplacji wokalnych popisów artystów opisujących mało obyczajne pląsy po ukąszeniu jadowitego pająka („La Tarantella: Antidotum Tarantulae” Alpha 503), bądź przenieść się do groty Króla Gór (Edvard Grieg „Peer Gynt” EMI Great Recordings of The Century – remaster nagrania z 1957r). Za każdym razem Yamaha dostosowywała swój temperament do repertuaru, kreowała scenę zależną od składu i zamysłu realizatora, pokazując starsze nagrania bez zbytnich upiększeń, a przez to naturalnie.
Prawdziwą ucztą były jednak koncerty. Zarówno „Alchemy” Dire Straits, jak i nieśmiertelny „The Wall” Pink Floyd grane „gapless’owo” radowały me uszy i serce. Yamacha przywróciła im dawno nie słyszaną podczas grania z plików spójność, homogeniczność. Nawet tak ograne do bólu starocie, jak „A Whiter Shade Of Pale” Procol Harum (“Live At The Union Chapel”) miały w sobie niesamowity urok pokrytego lekką patyną Rocka. Jednak dopiero na „S&M” Metallicy z symfonikami z San Francisco, pod batutą nieodżałowanego Michaela Kamena, NP-S2000 pokazała jaką przestrzeń jest w stanie przekazać, ile tysięcy ryczących gardeł jest w stanie pomieścić mój pokój i z jaką precyzją, wśród tego pierwotnego ryku, potrafi rozmieścić muzyków na scenie.
Podczas odsłuchów nie mogłem nie spróbować podpiąć odtwarzacz pod zewnętrzne przetworniki, które akurat miałem pod ręką. Żonglując Stello, Regą i Blacknotem z łatwością można było zauważyć zmiany zachodzące w brzmieniu systemu, jednak czy szły w dobrym kierunku to już inna para kaloszy. Z Blacknotem dźwięk się uspokajał i otulał słuchacza, z Regą minimalnie, ale jednak się ukulturalniał, a ze Stello lekko łagodniał na najwyższych składowych. Jednak w tym momencie można analizować brzmienie poszczególnych DACów a nie będącej przedmiotem niniejszego testu Yamahy.
Po oddaniu Yamahy dystrybutorowi zaczęło nurtować mnie pytanie. Kiedy odpowiedniki NS P-2000 pojawią się wśród urządzeń serii 1000, 700, 500 czy nawet 300. Czego będą dotyczyły oszczędności i jakich funkcji pozbawione zostaną tańsze modele. Z drewnianych boczków i XLRów mógłbym zrezygnować bez bólu. Z brzmienia nie.
Tekst i zdjęcia Marcin Olszewski
Dystrybutor: Audio Klan
Cena: 5399 zł
Dane techniczne:
Obsługiwane formaty: WAV / WMA / FLAC / MP3 / AAC
Obsługiwane częstotliwości próbkowania: 96, 88.2, 64, 44.1, 32, 24, 22.05, 16, 12, 11.025, 8 (kHz)
Obsługiwane długości słów: 16, 24 bit
Radio internetowe: vTuner
Wyjście analogowe: RCA 2ch, XLR 2ch
Cyfrowe wyjście audio: optycznie, koaksjalne
Przeglądarka sieciowa: Z obsługą JavaScript (IE, Safari, etc.)
Waga: 12 kg
Wymiary (S x W x G): 435 x 69 x 440 mm
Dostępne kolory: czarny, srebrny
Certyfikaty: Windows 7, DLNA (ver 1.5)
System wykorzystany w teście:
DAC: Stello DA 100 Signature 96/24; Rega DAC; Blacknote DAC 30
Wzmacniacz: Hegel H-100
Kolumny: Neat Acoustics Motive One; Monitor Audio Gold GX200; Audio Solution Pulsar; Xavian XN 250 EVO
IC: Antipodes Audio Katipo; Audiomago AS; Sonics Modigliani NF
IC cyfrowe – Fadel art DigiLitz; Harmonic Technology Cyberlink Copper
Kable głośnikowe: Harmonix CS-120
Kable zasilające: GigaWatt LC-1mk2; Supra Lo-Rad 3x2,5mm; Audionova Starpower Mk II
Listwa: GigaWatt PF-2 + kabel LC-2mk2
41 komentarzy
- Strona 1 z 2
- 1
- 2
- Następna
Wszystko ładnie pięknie ale...
jak sterować tym jak masz 2 tB muzyki?
na tym micro wyświetlaczy ?
czy można jakoś tym sterować jak u lina poprze ipad czy inne cudo ?
jak sterować tym jak masz 2 tB muzyki?
na tym micro wyświetlaczy ?
czy można jakoś tym sterować jak u lina poprze ipad czy inne cudo ?
A gdzie wkłada się płytę ? :-)
Fr@ntz, a grałeś FLAC-i zgrywane EAC-iem? Ktoś gdzieś pisał, że Yamaha ma z nimi problemy i że trzeba zgrywać dbPowerampem...
Użytkownik Marcin-utopia dnia 30.03.2011 - 17:26 napisał
Wszystko ładnie pięknie ale...
jak sterować tym jak masz 2 tB muzyki?
na tym micro wyświetlaczy ?
czy można jakoś tym sterować jak u lina poprze ipad czy inne cudo ?
jak sterować tym jak masz 2 tB muzyki?
na tym micro wyświetlaczy ?
czy można jakoś tym sterować jak u lina poprze ipad czy inne cudo ?
Spokojnie można sterować iPhonem/iPodem (jak tak dalej pójdzie będę musiał zaopatrzyć się w ten metroseksualny telefon) za pomocą aplikacji NP controller - prospekt.
Użytkownik tadeo dnia 30.03.2011 - 17:27 napisał
A gdzie wkłada się płytę ? :-)
Do kompa a najlepiej do RipNASa ;-)
Użytkownik Elvis dnia 30.03.2011 - 17:31 napisał
Fr@ntz, a grałeś FLAC-i zgrywane EAC-iem? Ktoś gdzieś pisał, że Yamaha ma z nimi problemy i że trzeba zgrywać dbPowerampem...
to co mam na HDD zgrywałem w ciągu paru ostatnich lat EACiem i DBPowerampem i nie miałem najmniejszych problemów.
Dzięki za ciekawy opis. Pewnie za 5 lub 10 lat "coś" podobnego będę zmuszony kupić :(
Swietnie i pieknie, ale pojawil sie kolejny szkopul - brakuje wejsc cyfrowych Coax / optical. Do czego podlaczyc wszakze konsole lub dekoder satelitarny? Szkoda, bo mozna by wyciagnac z urzadzen kazdy bit podany do NP-S2000, a tak pozostaje zal i analogowy tor poprzez tania elektronike.
Użytkownik WuMike dnia 30.03.2011 - 20:19 napisał
Swietnie i pieknie, ale pojawil sie kolejny szkopul - brakuje wejsc cyfrowych Coax / optical. Do czego podlaczyc wszakze konsole lub dekoder satelitarny? Szkoda, bo mozna by wyciagnac z urzadzen kazdy bit podany do NP-S2000, a tak pozostaje zal i analogowy tor poprzez tania elektronike.
Fr@ntz
Brzmienie o identycznym lub podobny charakterze moglbys porownac do jakiegos konkretnego cd dostepnego na rynku? I/lub ewentuanie dac'a?
Brzmienie o identycznym lub podobny charakterze moglbys porownac do jakiegos konkretnego cd dostepnego na rynku? I/lub ewentuanie dac'a?
Użytkownik Azorsky dnia 31.03.2011 - 09:42 napisał
Fr@ntz
Brzmienie o identycznym lub podobny charakterze moglbys porownac do jakiegos konkretnego cd dostepnego na rynku? I/lub ewentuanie dac'a?
Brzmienie o identycznym lub podobny charakterze moglbys porownac do jakiegos konkretnego cd dostepnego na rynku? I/lub ewentuanie dac'a?
Top, ESek jeszcze nie miałem okazji słuchać. Generalnie chodzi o to, że otrzymujemy bardzo czysty i zawierający mnóstwo informacji przekaz, w którym nie ma miejsca na "kolorowanki", za to priorytetem jest jego "czytelność".
Filozofia Yamahy jest taka,że nie daje USB do podłączenia dysku z plikami. Czyli nie możesz podłączyć tego co już każdy w domu ma (pena, dysku). Nie każdy ma NASa w domu. Poza tym Marantz jest bardziej uniwersalny - to DAC po prostu ;). Tylko gapless żal :( Ech... Chinole wymyślcie coś aby sprzęt w stylu Aune Mini APE był gapless ! Nie każdego stać na Yamahę !
Użytkownik Lord Rayden dnia 31.03.2011 - 21:20 napisał
Nie każdy ma NASa w domu.
Nie musi mieć Nasa, wystarczy ze ma sieć i cokolwiek w tej sieci, pc, laptop, itd...
Ale tego USB nie najbardziej mi szkoda.
Najbardziej to szkoda ze tak wspaniały jak wynika z opisu DAC nie moze byc wykorzystany do czegos innego.
CA Sonata NP30 ma podobnie. Sadząc po cenie ciezko bedzie jej powalczyć z yamahą, ale jest to jeden z argumentów przemawiających przy wyborze urządzenia.
Ciekawe jak wypadnie porównanie tych trzech odtwarzaczy Yamahy, Marantza i CA.
A pytanko jak wyswietla po sieci Yamaha utworki w folderze w sieci?
Zakładam, ze są dobrze otagowane, np (nr), (tytuł), (Album)
Marantz mnie zaskoczył bo wyswietla wg alfabetu tytułów (nie widzi nr utworu) i wypada to komicznie.
Wizz app tez podobnie (mam ipoda nienajnowszego, byc moze wersje nowsze juz sobie z tym radzą), a juz Songbbook Linna w ipodzie ten sam katalog wczytuje wg kolejności jak na CD, nawet jezeli niewyswietla nr utworu, tylko tytuł
By uprzedzic odpowiedzi dodam pare informacji które udało mi sie rozszyfrowac z pomocą USB i poczciwego Xtreamera, którego pozostawilem juz tylko do filmów, koncertów i fotek
Ze zdziwieniem stwierdziłem (nie chciało mi sie uruchamiac wieczorkiem Qnapa) ze ten sam katalog jak jest czytany z Pena wyswietla sie prawidłowo np: 01 - Cheguei Meu Povo - Badi Assad .flac, a z Qnapa było: Cheguei Meu Povo
Odpaliłem wiec Xtreamera który ma mozliwosc korzystania z Upnp i z szukanaia po folderach i co sie okazało:
że ten sam folder odszukany po sciezce w sieci wyglada nasteopująco:
01 - Cheguei Meu Povo - Badi Assad .flac
02 - Asa Branca - Badi Assad .flac
03 - Basica - Badi Assad .flac
04 - Nao Adianta - Badi Assad .flac
05 - One - Badi Assad .flac
06 - Voce Nao Entendeu Nada - Badi Assad .flac
07 - Viola Meu Bem - Badi Assad .flac
08 - O Verde E Maravilha - Badi Assad .flac
09 - Feminina - Badi Assad .flac
10 - Bachelorette - Badi Assad .flac
11 - Seu Delegado - Badi Assad .flac
12 - Estrangeiro Em Mim - Badi Assad .flac
13 - Bom Dia Tristeza - Badi Assad .flac
14 - The Being Between - Badi Assad .flac
15 - Valse d'Amelie - Badi Assad .flac
16 - Implorando - Badi Assad .flac
17 - In My Little White Top - Badi Assad .flac
A korzystając z Upnp ( tu i tu QnaP ) otrzymujemy wynik:
Asa Branca
Bachelorette
Basica
Bom Dia Tristeza
Cheguei Meu Povo
Estrangeiro Em Mim
Feminina
Implorando
In My Little White Top
Nao Adianta
O Verde E Maravilha
One
Seu Delegado
The Being Between
Valse d'Amelie
Viola Meu Bem
Voce Nao Entendeu Nada
Wynika z tego, że problem stawrza albo Qnap, albo zaimplementowane do niego oprogramowanie Dlna
Qnap ma w tej chwili najnowszy soft: 3.3.0 Build 0924T
Upnp media server: Twonky Media Server 5.1.6
W poprzedniej wersji Media servera o poczatkowqej cyfrze 4 byla mozliwosc wyboru i zaznaczenia które tagi maja byc przez servre czytane, tutaj tego nie moge znaleźć.
Ze zdziwieniem stwierdziłem (nie chciało mi sie uruchamiac wieczorkiem Qnapa) ze ten sam katalog jak jest czytany z Pena wyswietla sie prawidłowo np: 01 - Cheguei Meu Povo - Badi Assad .flac, a z Qnapa było: Cheguei Meu Povo
Odpaliłem wiec Xtreamera który ma mozliwosc korzystania z Upnp i z szukanaia po folderach i co sie okazało:
że ten sam folder odszukany po sciezce w sieci wyglada nasteopująco:
01 - Cheguei Meu Povo - Badi Assad .flac
02 - Asa Branca - Badi Assad .flac
03 - Basica - Badi Assad .flac
04 - Nao Adianta - Badi Assad .flac
05 - One - Badi Assad .flac
06 - Voce Nao Entendeu Nada - Badi Assad .flac
07 - Viola Meu Bem - Badi Assad .flac
08 - O Verde E Maravilha - Badi Assad .flac
09 - Feminina - Badi Assad .flac
10 - Bachelorette - Badi Assad .flac
11 - Seu Delegado - Badi Assad .flac
12 - Estrangeiro Em Mim - Badi Assad .flac
13 - Bom Dia Tristeza - Badi Assad .flac
14 - The Being Between - Badi Assad .flac
15 - Valse d'Amelie - Badi Assad .flac
16 - Implorando - Badi Assad .flac
17 - In My Little White Top - Badi Assad .flac
A korzystając z Upnp ( tu i tu QnaP ) otrzymujemy wynik:
Asa Branca
Bachelorette
Basica
Bom Dia Tristeza
Cheguei Meu Povo
Estrangeiro Em Mim
Feminina
Implorando
In My Little White Top
Nao Adianta
O Verde E Maravilha
One
Seu Delegado
The Being Between
Valse d'Amelie
Viola Meu Bem
Voce Nao Entendeu Nada
Wynika z tego, że problem stawrza albo Qnap, albo zaimplementowane do niego oprogramowanie Dlna
Qnap ma w tej chwili najnowszy soft: 3.3.0 Build 0924T
Upnp media server: Twonky Media Server 5.1.6
W poprzedniej wersji Media servera o poczatkowqej cyfrze 4 byla mozliwosc wyboru i zaznaczenia które tagi maja byc przez servre czytane, tutaj tego nie moge znaleźć.
Użytkownik izokom dnia 31.03.2011 - 23:20 napisał
Nie musi mieć Nasa, wystarczy ze ma sieć i cokolwiek w tej sieci, pc, laptop, itd...
Ale tego USB nie najbardziej mi szkoda.
Najbardziej to szkoda ze tak wspaniały jak wynika z opisu DAC nie moze byc wykorzystany do czegos innego.
CA Sonata NP30 ma podobnie. Sadząc po cenie ciezko bedzie jej powalczyć z yamahą, ale jest to jeden z argumentów przemawiających przy wyborze urządzenia.
Ciekawe jak wypadnie porównanie tych trzech odtwarzaczy Yamahy, Marantza i CA.
Ale tego USB nie najbardziej mi szkoda.
Najbardziej to szkoda ze tak wspaniały jak wynika z opisu DAC nie moze byc wykorzystany do czegos innego.
CA Sonata NP30 ma podobnie. Sadząc po cenie ciezko bedzie jej powalczyć z yamahą, ale jest to jeden z argumentów przemawiających przy wyborze urządzenia.
Ciekawe jak wypadnie porównanie tych trzech odtwarzaczy Yamahy, Marantza i CA.
Użytkownik Fr@ntz dnia 01.04.2011 - 12:32 napisał
Za to jako jedyny nie potrzebuje zewnętrznego Access Pointa - ma własną, zintegrowaną "antenkę" i śmiga po Wi-Fi od razu po wyjęciu z pudełka.
A to śmiganie to nadąża? Przy jakich odległosciach i jakich plikach to dobrze działa?
Próby u mnie skonczyły sie tym ze na nastepną fotkę (5mB) czekalismy przeglądając foty w nieskonczoność
Przy audio łyka całe fragmenty utworów albo sie tnie.
Skończyło sie na normalnym okablowaniu i teraz działa OK
Jakos nie chce mi sie wierzyc ze ktos komu wielką róznicę czyni rodzaj kabla cyfrowago, czy interconnectu zadowoli sie jakoscia oferowaną przez wifi.
Moze mam za grube i za mocno zbrojone stropy.
U mnie zarówno Marantz jak i Yamaszka śmigały beż najmniejszych problemów na AP B/G, NP30 na własnej "antence" też się nie tnie, ale z tego co pamiętam producent zaleca przy Wi-Fi nie przekraczać 10, czy 15m (dokładnie nie pamiętam).
No i jest dylemat: NP-S2000 czy Sneaky Music DS? Ceny podobne. Jak myślicie?
Użytkownik tkirmuc dnia 01.04.2011 - 13:52 napisał
No i jest dylemat: NP-S2000 czy Sneaky Music DS? Ceny podobne. Jak myślicie?
Użytkownik Fr@ntz dnia 01.04.2011 - 14:50 napisał
Pytanie czego potrzebujesz i czego od odtwarzacza oczekujesz. Yamaszkę obsłużysz na co dzień bez kompa, iPhona/iPada, czy innego czegoś z "i" w nazwie z nadgryzionym "spadem" na obudowie ;-)
A jest taki który bez tego nie ruszy wcale?
Jest to gadzet bardzo wygodny, polecam, nawet przymierzam sie do ipada, ale bez tego i tak wszystkie te klamoty mozna uruchomić.
Użytkownik izokom dnia 01.04.2011 - 07:50 napisał
By uprzedzic odpowiedzi dodam pare informacji które udało mi sie rozszyfrowac z pomocą USB i poczciwego Xtreamera, którego pozostawilem juz tylko do filmów, koncertów i fotek
Ze zdziwieniem stwierdziłem (nie chciało mi sie uruchamiac wieczorkiem Qnapa) ze ten sam katalog jak jest czytany z Pena wyswietla sie prawidłowo np: 01 - Cheguei Meu Povo - Badi Assad .flac, a z Qnapa było: Cheguei Meu Povo
Odpaliłem wiec Xtreamera który ma mozliwosc korzystania z Upnp i z szukanaia po folderach i co sie okazało:
że ten sam folder odszukany po sciezce w sieci wyglada nasteopująco:
01 - Cheguei Meu Povo - Badi Assad .flac
02 - Asa Branca - Badi Assad .flac
03 - Basica - Badi Assad .flac
04 - Nao Adianta - Badi Assad .flac
05 - One - Badi Assad .flac
06 - Voce Nao Entendeu Nada - Badi Assad .flac
07 - Viola Meu Bem - Badi Assad .flac
08 - O Verde E Maravilha - Badi Assad .flac
09 - Feminina - Badi Assad .flac
10 - Bachelorette - Badi Assad .flac
11 - Seu Delegado - Badi Assad .flac
12 - Estrangeiro Em Mim - Badi Assad .flac
13 - Bom Dia Tristeza - Badi Assad .flac
14 - The Being Between - Badi Assad .flac
15 - Valse d'Amelie - Badi Assad .flac
16 - Implorando - Badi Assad .flac
17 - In My Little White Top - Badi Assad .flac
A korzystając z Upnp ( tu i tu QnaP ) otrzymujemy wynik:
Asa Branca
Bachelorette
Basica
Bom Dia Tristeza
Cheguei Meu Povo
Estrangeiro Em Mim
Feminina
Implorando
In My Little White Top
Nao Adianta
O Verde E Maravilha
One
Seu Delegado
The Being Between
Valse d'Amelie
Viola Meu Bem
Voce Nao Entendeu Nada
Wynika z tego, że problem stawrza albo Qnap, albo zaimplementowane do niego oprogramowanie Dlna
Qnap ma w tej chwili najnowszy soft: 3.3.0 Build 0924T
Upnp media server: Twonky Media Server 5.1.6
W poprzedniej wersji Media servera o poczatkowqej cyfrze 4 byla mozliwosc wyboru i zaznaczenia które tagi maja byc przez servre czytane, tutaj tego nie moge znaleźć.
Ze zdziwieniem stwierdziłem (nie chciało mi sie uruchamiac wieczorkiem Qnapa) ze ten sam katalog jak jest czytany z Pena wyswietla sie prawidłowo np: 01 - Cheguei Meu Povo - Badi Assad .flac, a z Qnapa było: Cheguei Meu Povo
Odpaliłem wiec Xtreamera który ma mozliwosc korzystania z Upnp i z szukanaia po folderach i co sie okazało:
że ten sam folder odszukany po sciezce w sieci wyglada nasteopująco:
01 - Cheguei Meu Povo - Badi Assad .flac
02 - Asa Branca - Badi Assad .flac
03 - Basica - Badi Assad .flac
04 - Nao Adianta - Badi Assad .flac
05 - One - Badi Assad .flac
06 - Voce Nao Entendeu Nada - Badi Assad .flac
07 - Viola Meu Bem - Badi Assad .flac
08 - O Verde E Maravilha - Badi Assad .flac
09 - Feminina - Badi Assad .flac
10 - Bachelorette - Badi Assad .flac
11 - Seu Delegado - Badi Assad .flac
12 - Estrangeiro Em Mim - Badi Assad .flac
13 - Bom Dia Tristeza - Badi Assad .flac
14 - The Being Between - Badi Assad .flac
15 - Valse d'Amelie - Badi Assad .flac
16 - Implorando - Badi Assad .flac
17 - In My Little White Top - Badi Assad .flac
A korzystając z Upnp ( tu i tu QnaP ) otrzymujemy wynik:
Asa Branca
Bachelorette
Basica
Bom Dia Tristeza
Cheguei Meu Povo
Estrangeiro Em Mim
Feminina
Implorando
In My Little White Top
Nao Adianta
O Verde E Maravilha
One
Seu Delegado
The Being Between
Valse d'Amelie
Viola Meu Bem
Voce Nao Entendeu Nada
Wynika z tego, że problem stawrza albo Qnap, albo zaimplementowane do niego oprogramowanie Dlna
Qnap ma w tej chwili najnowszy soft: 3.3.0 Build 0924T
Upnp media server: Twonky Media Server 5.1.6
W poprzedniej wersji Media servera o poczatkowqej cyfrze 4 byla mozliwosc wyboru i zaznaczenia które tagi maja byc przez servre czytane, tutaj tego nie moge znaleźć.
Hi. Jeśli wyszukujesz "by folder" będziesz miał porządek alfabetyczny, wystarczy jednak wybrać szukanie po tagach (z reguły oznaczone jako genres)np.: "Artist/Album" i już będzie jak Bozia przykazała
Użytkownik Fr@ntz dnia 02.04.2011 - 17:51 napisał
Hi. Jeśli wyszukujesz "by folder" będziesz miał porządek alfabetyczny, wystarczy jednak wybrać szukanie po tagach (z reguły oznaczone jako genres)np.: "Artist/Album" i już będzie jak Bozia przykazała
Niestety nie jest tak jak piszesz
Jak szukasz "by folder" zapomocą pomocą Wizzapp (Ipod), czy tez zapomocą przycisków na panelu Marantza wynik wyswietlany jest jest jak opcja 2 wg alfabetu, bez nr utworów które przeciez sa w katalogu
jesli posłuzysz sie Songbookiem Linna (Ipod) równiez "by folder" otrzymasz wynik jak opcja 1, czyli kolejność jak na płycie, jak w katalogu z nr utworów włacznie
Mowa cały czas o korzystaniu z zasobów na Qnap ( wgrałem najnowszą wersję Upnp 6.0.30 )
Wina jest po stronie Qnapa i nie wiem z czego wynika.
Marantz korzysta wyłacznie z Upnp i nie potrafi zajrzec do katalogu po sieci, za pomocą przeglądarki plików jak np Xtreamer co opisałem wyzej.
I w Xtreamerze jest taki sam wynik, przeglądarka - jak na CD, jak w folderze
Korzystając z opcji Upnp, "by folder" - bez nr utworów, tylko tytuły wg alfabetu.
Wystarczy te same katalogi wgrac z Qnapa na pena, i po wlozeniu do Marantza wyswietlane są prawidłowo
Zadałem pytanie na forum Qnap - na razie cisza.
To ja poproszę NP-S1000 za 3-4 tysiące, bez XLR. Mam nadzieję, że już czeka na premierę!
Niemcy z Audio twierdzą, że NP-S2000 gra tak samo jak Sneaky Music DS.
http://www.facebook.com/note.php?note_id=477756239645
http://www.facebook.com/note.php?note_id=477756239645
przy porównywaniu linna, warto zwrocic uwage na soft wewnętrzny. nie są to drobne różnice, a gra lepiej... właśnie testuję nowy :-)
Właśnie jak się lokuje klasą i rodzajem brzmienia ta Yamaha w stosunku do 4 odtwarzaczy z oferty Linna?
Fr@ntz,
Dzieki za niesamowity post na temat yamahy np-s2000. Czy moglbys prosze porownac ja do Naima NDX lub Uniti?
Dzieki za niesamowity post na temat yamahy np-s2000. Czy moglbys prosze porownac ja do Naima NDX lub Uniti?
mam pytanie: czy do tego odtwarzacza potrzebny jest wzmacniacz???


















