Audiostereo.pl: Test wzmacniacza Red Wine Audio

Skocz do zawartości


Logo
Witamy ponownie, Gość


Przystępując do Klubu zyskujesz:

  • Dostęp do dodatkowych artykułów i testów sprzętu
  • Zniżki na zakupy w sklepach partnerskich
  • Kartę członkowską Klubu
  • Możliwość udziału w cyklicznych spotkaniach klubowiczów:
    • spotkania ze specjalistami z branży audio
    • spotkania z innymi audiofilami
    • darmowy catering
  • Przypisanie do grupy "Klubowicz" na forum, a co za tym idzie:
    • większą skrzynkę na wiadomości PW
    • możliwość edycji własnych postów przez 30 minut od publikacji
    • większe limity na umieszczane załączniki
    • większe limity w zakładce Galeria
    • większe limity w zakładce Blogi
    • możliwość tworzenia blogów prywatnych i tylko dla przyjaciół


Kalendarz imprez

Luty 2012

  P W Ś C P S N
1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29

Lutowe propozycje testów

  • Unison Research S6
zobacz więcej »

Wasz poprzedni wybór:

Hegel HD11


Wyszukaj Artykuł


Najnowsze komentarze


Test wzmacniacza Red Wine Audio

14.10.2008 07:24 | audiostereo.pl  w Artykuły -----
  • Nie możesz edytować tego wpisu

Test wzmacniacza Red Wine Audio


 
 
To musiało prędzej czy później nadejść. Kiedy na rynku pojawiły się pierwsze audiofilskie i stopniowo taniejące wzmacniacze cyfrowe i semi-cyfrowe, zastanawiałem się, kiedy firmy z wyższej półki, dbające w pierwszej kolejności o dźwięk, posuną się dalej, niż tylko wsadzanie gotowych modułów w ciężkie obudowy. Minęło nie tak wiele czasu i oto trzymam w ręku i pokazuję wam wzmacniacz zbudowany na modułach cyfrowo-analogowych, wyposażony w akumulatorowe zasilanie.

Zasilacz jest kluczową częścią każdego urządzenia audio, na odseparowanie elektroniki od sieci producenci a potem nabywcy wydają duże pieniądze, wystarczy popatrzeć, ile kosztują najlepsze kondycjonery sieciowe a zwłaszcza systemy regenerujące prąd. Jednak oczywiste jest, że najlepszy zasilacz sieciowy to taki, którego nie ma. Dlatego bardzo wcześnie zaczęto eksperymenty z zasilaniem bateryjnym (prawdę mówiąc, pierwsze radia i gramofony też były bateryjne, ale to z braku sieci jako takiej). Żadne rozwiązanie nie jest w tak wysokim stopniu odporne na wahania jakości prądu zmiennego w sieci, jak zasilanie prądem stałym z baterii. W naszej branży najczęściej widuje się bateryjne stopnie gramofonowe, ale spotykałem również zasilane w ten sposób przedwzmacniacze. Kluczową sprawą jest mały pobór mocy. Owszem, można zastosować baterię akumulatorów samochodowych do zasilenia mocnej końcówki mocy, ale są to wyczyny jednostkowe, zaś stworzenie wzmacniacza mocy zasilanego z niewielkiego akumulatora stało się możliwe dopiero po pojawieniu się powszechnie dostępnych modułów cyfrowych o bardzo wysokiej sprawności. Ten pomysł po prostu wisiał w powietrzu i czekał. Pierwszą tego typu konstrukcją, jaką mam przyjemność widzieć, jest testowany właśnie amerykański wzmacniacz zintegrowany Red Wine Audio.

Katalog Red Wine jest bardzo krótki, a integra Signature 30.2 jest ich produktem bazowym. Na podstawie tych samych rozwiązań stworzono również oddzielne końcówki mocy, które można sterować z lampowego przedwzmacniacza (też zasilanego z akumulatora). Nazwa integry 30.2 zdaje się sugerować wcześniejsze istnienie przynajmniej 29 równie imponujących konstrukcji, sądzę jednak, że w rzeczywistości jest to aluzja do mocy wzmacniacza, oddającego katalogowo 30W. Wzmacniacz zamknięto w niewielkiej, bardzo ciężkiej skrzynce. Masa nie dziwi, zważywszy obecność akumulatorów. Wewnątrz pracuje stopień wejściowy i wyjściowy w klasie T (Tripath). Vinnie Rossi, konstruktor Red Wine, dodał do tego zasilacz akumulatorowy i filtr wyjściowy zawierający wysokiej klasy komponenty montowane punkt-punkt, zmodyfikował stopień wejściowy (nowe rezystory itp.), a na wejściu dał wielkie kondensatory paper-in-oil.
Sama obudowa jest bardzo elegancka, składa się z satynowanych aluminiowych płyt anodowanych na czarno, z przodu ozdobiona jest tylko prostym i starannie obrobionym pokrętłem wzmocnienia, stylizowanym napisem i sensorem dotykowym z czerwoną diodą. Z tyłu, o ile to możliwe, jest jeszcze prościej: komplet niewielkich zacisków głośnikowych (uwaga na widły!), w stylu amerykańskim dociskanych kluczem, gniazdo ładowarki i tylko dwie pary RCA: jedno wejście liniowe i jedno wyjście pre, pozwalające sterować drugą końcówką. Absolutny minimalizm, dla jednych oszczędność, dla innych audiofilia pełną gębą. Co do mnie, potrzebuję więcej, ale jeśli ktoś używa jednego źródła, to więcej wejść mu faktycznie nie potrzeba.

Umieszczone z tyłu gniazdo zasilania łączy się przez wtyk XLR z ładowarką. Ładowanie włącza się automatycznie, w miarę potrzeb, na plastikowej obudowie ładowarki zapala się wówczas czerwona dioda. Producent stanowczo zaleca nie wyłączać ładowarki, jej działanie w założeniu nie jest zmartwieniem właściciela, ona ma po prostu być, a w razie potrzeby pełnić swoją powinność. Jedno pełnie ładowania 12V akumulatorów ma wystarczyć na minimum 12 godzin pracy, tak więc doładowywanie w ciągu dnia nie będzie częste. W razie czego, jeśli poziom naładowania baterii nadmiernie spadnie, wzmacniacz wyłączy się automatycznie i zostanie doładowany (zapewnia to sprytny układ monitorowania, nazwany SMART). Ani razu nie zdarzyło mi się, aby wzmacniacz wyłączył się w trakcie gry, na wszelki wypadek producent zaleca wyłączanie urządzenia po odsłuchu, oczywiście bez odłączania ładowarki.

Wzmacniacz jest wyposażony w pilota, sterującego wzmocnieniem. Jego działanie jest dość zgrubne i precyzyjne dostrojenie łatwiej uzyska się ręcznie, ale czasami jednak się przydaje. Pod względem użytkowym mam jedną pretensję: włączanie za pomocą sensora dotykowego niezbyt się udało – konieczne jest naciśnięcie z określoną mocą i na określony czas, inaczej diodka tylko mignie i zgaśnie. Przyznaję, że nie opanowałem tej sztuki do końca i zwykle udawało mi się włączyć maszynę dopiero za drugim czy trzecim razem. Przypuszczam, że w grę wchodzi jeszcze jakieś straszliwe zaklęcie, które jest przekazywane nabywcy razem z kartą gwarancyjną – recenzentowi ta wiedza nie przysługuje. Musiały mi wystarczyć proste domowe klątwy.

Wzmacniacz wygrzałem bardzo długo, zgodnie z zaleceniem producenta. Nie wiem, na czym polega to zjawisko, ale słyszane przeze mnie wzmacniacze na innych układach (B&O) również wymagały setek godzin grzania, zanim pokazały klasę i nie jest to przesąd, bo zetknąłem się z tym samemu. Dlatego Red Wine postał pod prądem prawie tydzień, zanim w ogóle zacząłem go słuchać. Jak więc gra cyfra na baterie? Odpowiedź będzie błyskawiczna – dźwięk jest przeciwieństwem tego, co się uznaje za "brzmienie cyfrowe". Słowem, którym najchętniej bym określił sygnaturę dźwiękową Red Wine Signature, jest "kremowy". Tak, moim drodzy. Zapomnijcie o cyfrowych najeźdźcach, twardości, suchości, szarości czy natarczywej analityczności. Tego nie ma tu w ogóle. Mimo że wcześniej zdarzało mi się słyszeć droższe wzmacniacze cyfrowe, byłem zaskoczony, jak bardzo płynny i gładki jest ten dźwięk.

Słuchałem tego wzmacniacza za pośrednictwem trzech różnych zestawów głośnikowych, a Paweł Gołębiewski dodał do tej listy swoje ATC. Wrażenie za każdym razem było podobne, różnice powodowała tylko reszta systemu. Dźwięk jest dobrze wypełniony i ciepły w naturalny sposób. Okrzyk "Lampa!", który wydał jeden ze słuchaczy podczas testu, jest całkiem usprawiedliwiony, zwłaszcza jeśli miałby się odnosić do tradycyjnego dźwięku wzmacniacza pentodowego. Z szybkimi jak błyskawica i przejrzystymi jak diament triodami SET byłoby zapewne inaczej. Trioda potrafi zdrowo dźgnąć słuchacza, Red Wine nie z tych, on jest przyjazny. Słuchany ze skutecznymi głośnikami, takimi jak LOG Audio, nie robił krzywdy wysokim tonom przez nadmierne złagodzenie, natomiast przedstawiał je gładko, bez cienia szorstkiej agresji, co sprzyjało długiemu słuchaniu. Przypuszczam że dla niektórych słuchaczy ta gładkość byłaby nadmierna, mnie jednak w zestawieniu z LOG-ami nie przeszkadzała. Dopiero połączenie z bardzo łagodnie brzmiącymi tubami Avantgarde Acoustic Uno Nano dało wrażenie przesadnego wycofania wysokich tonów (tutaj miejsce na okrzyki zdumienia). Średnica, jak można się spodziewać, jest bardzo sugestywna, ciepła, prawie gorąca, sprzyjająca muzyce wokalnej i kameralnej. Wspaniale wychodziły zarówno ochrypłe śpiewy jazzowe, od Louisa Armstronga do Cassandry Wilson (same chłopy z jajami!), ale również operowa wokalizy, ballady, a nawet pop. Red Wine jest dla muzyki popularnej litościwy, i chociaż nie zawsze oddaje bez zarzutu dynamikę współczesnych produkcji, to jednak przynajmniej oszczędza nasze uszy, skatowane ordynarnym masteringiem. Również ostre jak słynna audiofilska musztarda Roleskiego nagrania z lat 70., które bardzo lubię, za pośrednictwem Red Wine dają się słuchać bez ciarek maszerujących po plecach.

Makrodynamika tego wzmacniacza nie zasługuje ani na szczególne nagany, ani na zachwyt. Nie ma on umiejętności nagłego szarpnięcia tłokiem głośnika, czemu towarzyszy potężne, suche "upf!". Takich cudów, właściwych dużym tranzystorowym końcówkom mocy, proszę nie oczekiwać. Bas tego wzmacniacza jest normalny, nie wyróżnia się w swojej cenie, co jest bardzo dobrym wynikiem, zważywszy na rodzaj zasilania. Jest zejście, jest też wystarczająca szybkość, chociaż przy współpracy z trudnymi kolumnami ustępował sprzętowi referencyjnemu. Spektakularne wyniki osiągnąłem z kolumnami aktywnymi. Tak było z Avantgarde Acoustic, gdzie Red Wine odpowiadał za wysokie i średnicę, zaś kolumny we własnych zakresie dorabiały resztę. Muszę przyznać, że to było bardzo interesujące zestawienie, niemal synergia, chociaż moim zdaniem te zestawy polubiłyby ostrzejszą górę, niż to im dostarczał Red Wine. Jestem jednak pewien, że wielu koneserów zachwyci się takim balansem tonalnym, w dodatku z basiskiem, którego moc można wyregulować pokrętłem. W każdej natomiast sytuacji niezwykłe wrażenie sprawiał spokój tego urządzenia, cisza tła, brak podskórnej nerwowości, stabilność, bardzo dobra scena stereo. Szumu tła w zasadzie brak, chyba że dostarczy go źródło. I to wszystko z cyfry? Najwidoczniej tak.

Jak oceniam ten niepospolity sprzęt? Zasilanie akumulatorowe to świetny pomysł, dzięki któremu producent stanął na moim prywatnym audiofilskim podium. Dodatkowe wyróżnienie za przyjazną użytkownikowi aplikację. Red Wine zasługuje na swą nazwę i wieczory przy muzyce z tego wzmacniacza aż wołają o kieliszek dobrego Cabernet. Towarzyski, ciepły jak kot, barwny – tak mi się zaprezentował ten niewielki amerykański wzmacniaczyk. Ten sprzęt nie jest tak egzotyczny, jak by się mogło wydawać, a w pewnych aspektach jest wprost wybitny. Daje brzmienie lampy bez świecących żarówek i bez szalonego zużycia prądu. A na jego bazie można zbudować najmilszy mały system, jako mogę sobie wyobrazić...
Alek Rachwald


Szczegółowe dane:
Dystrybutor: Sound Club
Cena: 8400 zł
Moc: 30W/8 Ohm (0,004% THD)
Impedancja wejściowa: 20 kOhm
Zasilanie: 2 akumulatory ołowiowe 12V ukryte w obudowie, połączone w 24V
Czas pracy na jednym ładowaniu: 12-24 godzin, zależnie od głośników i stopnia wzmocnienia
Wymiary (WxSxG): 8,5x30,5x21,5 cm
Masa: ok. 7,5 kg

System wykorzystany w teście:
wzmacniacze zintegrowane SoundArt Jazz i Accuphase E-550, kolumny VA Beethoven, LOG Audio Epilog VI i Avantgarde Acoustic Uno Nano, gramofon VPI Aries 3 (upgrade)/JWM-10.5/Shelter 901, odtwarzacze CD Advance Acoustic MCD-403/MDA-503 i Accuphase DP-78, filtr sieciowy IsoTek Sigmas, kable: interkonekty XLR Argentum Silver i Albedo Versus, kabel phono VPI, głośnikowe Velum LS-V i Legacy Audio, sieciowe IsoTek i Zu Audio.

.

Załączone miniatury

  • Załączona grafika: 1179064_3.jpg
  • Załączona grafika: 1179064_2.jpg
  • Załączona grafika: 1179064_1.jpg

20 komentarzy

Strona 1 z 1

wasylak 

14.10.2008 - 09:02
Dla mnie bomba, i piękny jest też!
0

dymu73 

14.10.2008 - 20:31
Literówki :

"...ale również operowa wokalizy..."
"...te zestawy polubiłyby ostrzejszą górę, niż to im dostarczał Red Wine..."
"...najmilszy mały system, jako mogę sobie wyobrazić..."
0

npl 

14.10.2008 - 21:53
wygląd bardzo diy, bez etykietki, bez opisu gdzie jest made...
i brak fotki ładowarki...
0

wasylak 

14.10.2008 - 22:48
Eeee tam, może z boku pisze, gdzie jest made:) albo z dołu:))
0

taipan3 

16.10.2008 - 22:14
Miałem przyjemność przetestować w warunkach domowych ten wzmacniacz i stąd tych kilkanaście zdań. Kiedy go pierwszy zobaczyłem wywołał u mnie duże zdziwienie, wiązało się to z tym że go najpierw usłyszałem a dopiero później mogłem go zobaczyć. Coś Ala randka przez internet. Usłyszałem typową lampę, której jestem wielkim fanem i żaden najbardziej wypasiony tranzystor jej nie zastąpi; z jej wszystkimi zaletami, piękny wokal, naturalność, brak tej chropowatości tranzystora. W pokoju w którym go słuchałem było dużo różnych klocków, jedne większe , drugie mniejsze , szukałem czegoś co ma wystające lampa gdy ich nie znalazłem czegoś w co te lampy można by schować, na maleństwo red wine zupełnie nie zwróciłem uwagi.
Olbrzymi plus to jego wielkość, z moim ikemi stworzył piękna mini wieżę o doskonałym dźwięku. Pierwszy raz miałem kontakt ze sprzętem, który nie narzucał się swoim wyglądem i swoją wielkością spokojnie można go było wpasować w każde wnętrze. To co było pierwszym wrażeniem to olbrzymia czystość dźwięku, brak zniekształceń, tych chropowatości które staramy się zlikwidować stosując różnego typu kondycjonery czy w inny sposów poprawiająć zasilanie . Podobne wrażenia mam kiedy słucham muzyki nocą, gdy nie ma zakłóceń w sieci elektrycznej i sprzęt zyskuje nową jakość. Tu zasilanie akumulatorowe pokazuje swoje klasę, jest bezkonkurencyjne , odpada konieczność stosowania czy to kondycjonerów, czy kabli sieciowych, potrzebny jest tylko cienki kabelek do połączenia z ładowarką.
Testowałem red wine z dwoma parami kolumn, z tempo III oraz kolumnami DIY od kolegi, obie pary kolumn o wysokiej skuteczności. Z Tempo nie było żadnych problemów, napędził je z dość duża łatwością, chociaż moja lampa potrafi z nich wydobyć lepszą dynamikę, jakby to napisać mocniejsze uderzenie, większą swobodę dźwięku. Z tymi drugimi kolumnami całkowita porażka, dynamika siadła, po prostu klapa na całego, prawdopodobnie to wina dużego głośnika basowego, tu potrzeba trochę więcej watów mocy
Wydaje mi się ze Tempo to kolumny graniczne, nieco trudniejszych ten wzmacniacz nie byłby w stanie w pełni poprawnie napędzić. Raczej widziałbym go z bardzo efektownymi kolumnami pomyślanymi do słabej lampy.
Bardzo często słucham muzyki nocą, w trosce o dobre stosunki miedzysąsiedzkie słucham muzyki na bardzo małych poziomach głośności, tu red wine zupełnie się nie sprawdza, żeby dźwięk nie był ospały kluchowaty trzeba rozkręcić potencjometr na godzinę 10-11, dopiero wtedy przestaje być ospały, pojawia się bas, którego wcześniej było jak na lekarstwo.
Dużym atutem tego wzmacniacza jest szczegółowość, w porównaniu z moją lampa ASL zagrał z większa precyzją i większa ilością detali.
Jest to wzmacniacz stworzony do małych składów, muzyki kameralnej. Nie polecam go fanom rocka. W dźwięku red wine jest pewna maniera, odejście od naturalności na rzecz łagodności i przyjemności słuchania. Dźwięk np. skrzypiec nie jest w pełni naturalny, to co mi się podoba w gładkim wokalu tu nieco razi w wydaniu instrumentów strunowych. W porównaniu z moją lampą zagrał jakby mniej ekspresyjnie, skrzypce u Vivaldiego nie przekazują tyle emocji.
W przypadku czy to średnicy, czy basu nie zauważyłem jakiś wyraźnych niedociągnięć. Za to zwraca uwagę pewien niedostatek dynamiki, rock czy jakieś mocniejsze uderzenie to nie jest żywioł tego wzmacniacza, tu odczuwa się pewien niedosyt.
Stąd moje porównanie z lampą, ale raczej z tym przysłowiowym lampowym ciepełkiem, jest tego w tym wzmacniaczy trochę w nadmiarze. Początkowe przy pierwszych godzinach słuchania bardzo mi się to podobało, ale później zaczęło mi to przeszkadzać. Dźwięk bardzo miły do słuchania, ale nieco nadmiernie wygładzony, z wycofanymi wysokimi tonami.
Czy jest to wadą? Znam klocki za znacznie większe pieniądze które charakteryzują się podobnym charakterem grania. Jak w powiedzeniu każda potwora znajdzie swojego amatora … cdn
0

taipan3 

16.10.2008 - 22:50
Pierwszy raz miałem do czynienia ze wzmacniaczem cyfrowym, stąd moje zaskoczenie, spodziewałem się dźwięku raczej sterylnego, wypranego z emocji. Liczyłem że zagra podobnie do tranzystora, nic bardziej błędnego…
Byłem bardzo ciekawy co jest wewnątrz, może to jednak małe oszustwo i w środku są miniaturowe lampki? To akurat się nie sprawdziło, ale zaskoczenie było całkiem duże. Poza dwoma akumulatorami zajmującymi 2/3 wnętrza wzmacniacza tam wiele nie ma . Budowa jest bardzo minimalistyczna. Co widać w środku, to bajerancki potencjometr, dwa duże kondensatory, małą płytkę układu zasilania oraz serce sprzętu czyli sam układ wzmacniacza, czyli nieco większą lecz ciągle małą płytkę wzmacniacza z kilkunastoma elementami elektronicznymi. Gdyby się uprzeć wydzielić ze sprzętu zasilanie akumulatorowe, całe urządzenie można by zmieścić w paczce papierosów.
Cena jest coś koło 8 KPLN, wcale nie mało, tyle widać kosztuje pomysł, technologia. Coś mi się wydaje że w najbliższych latach jesteśmy skazani na tego typu wzmacniacze. Dźwięk jest dobry, można dyskutować czy jest wart tych pieniędzy. DVD na początku też kosztowało dużo a jak jest teraz każdy wie. Mnie ten wzmacniacz nie do końca przekonał, ale też ma swoją klasę i nie można mu tego odmówić. Wzmacniacz jest robiony w małej manufakturze, w USA, dlatego cena musi być relatywnie wysoka. Prawdopodobnie przy masowej produkcji można by ją kilkakrotnie obniżyć. Wtedy już nie będzie dyskusji, czy jest to w pełni naturalny dźwięk, czy można by lepiej, bardziej naturalnie … ja bym go wtedy bez wahania kupił do … sypialni .
0

cir 

17.10.2008 - 07:46
do sypialni to nie ma jak lampa :)
0

wasylak 

17.10.2008 - 12:38
Z tego, co piszesz taipan, można wnioskować, że skoro w środku jest tak pusto, to tylko czekać, aż się Chińczycy zorientują. I po $499 klona zaoferują,

pozdrawiam
0

taipan3 

17.10.2008 - 14:38
wasylak
zgadza się , nigdy sie nie spodziewałem że z tak prostegu mało skomplikowanego układu, bez ciężkich traf można uzyskać bardzo dobry dźwięk. Wiele osób chętnie kupiłoby lampę dla jej dzwięku, ale zniechęcają ich problemy z jej eklsploatacją, szczególnie jak ktoś mieszka daleko od dużego miasta a nie ma dostatecznej wiedzy i możliwości żeby np samemu pomierzyć lampy .
Tu tem problem odpada
0

cir 

17.10.2008 - 15:19
czy ten wpis to na poważnie ?niby jakie problemy z lampa ,moze jeszcze codziennie przed spaniem trzeba pomierzyc :))
0

Redaktor 

17.10.2008 - 16:25
"Z tego, co piszesz taipan, można wnioskować, że skoro w środku jest tak pusto, to tylko czekać, aż się Chińczycy zorientują. I po $499 klona zaoferują,"

A potem wyleje mi się akumulator :-)
0

wasylak 

17.10.2008 - 16:25
cir,

nie do końca jest, jak sugerujesz. Faktycznie, w przypadku drugiej lampy nie taki diabeł straszny. Ale pierwsza lampa to przygoda i emocje, a pomijając dźwięk, całą ta lampowa otoczka to wartość dodana, której jedni się boją, a drudzy pragną. I może każdy powinien przez lampę przejść (i np. dostać w prezencie), żeby to zrozumieć? Osobiśćie, zgadzam się z Tobą, że obsługa lampy to nie żadne rocket science, ale powiedz szczerze, czy nie łaziłeś nigdy za innym kompletem baniek, nie szukałeś najlepszych, jakie uda się dostać? I w jakich okolicznościach w ogóle wszedłeś w lampowy dźwięk? Ze mną było tak, że pożyczyłem wzmacniacz posłuchać z czystej ciekawości. Zagrał, i wybór miałem z głowy, nie ważne było, czy to gra lampa, czy nie lampa, bo polał się objawiony miodek i na sercu też jakoś się ciepło od samego patrzenia robiło. I to jest ta prosta droga do lampy. Ale słyszałem różne lampy, w różnych zestawieniach- nie zawsze grały, czasem ta sama lampka kompletnie nie ciągnęła innych kolumn (tańszych i droższych od tych, przy których grałą cud), i ten ktoś to słyszał, że na jego głośnikach jest kiszka i do tego wiedział, że bańki się wymienia, kombinuje, stroi, itp. Inna sprawa, że to wszystko jest polane gęstym sosem wtajemniczenia fanów, którzy w jednym palcu mają wszystkie tajemnicze słowa typu SET, NOS, Push-Pull, anoda-katoda-pentoda-i-trioda, oraz setkę innych, nic nikomu nie mówiących. I ktoś taki da się namówić na lampę? A tak- ma obiecane wszystko w jednym. A może nawet więcej, bo dźwięk z czystego prądu,

pozdrawiam
0

wasylak 

17.10.2008 - 16:27
>A potem wyleje mi się akumulator :-)

Kupi się żelowy, z dużym prądem rozruchowym i długim czasem samorozładowania :))
0

cir 

17.10.2008 - 17:20
wasylak
pomijajac kwestie przygody i emocji pierwszego razu lampa nie jest niczym strasznym
pamietajmy ze nasi dziadkowie mieli juz lampy i jakos dawali rade a duzych miast było jeszcze mniej i nie było oczywiscie audiostereo gdzie zawsze mozna zapytac :)
pozdrawiam
0

foxbat 

17.10.2008 - 19:08
drogi ten t-amp :P
0

taipan3 

17.10.2008 - 21:51
cir
jesteś bardzo pewny siebie, lampy maja to do siebie że czasami sie przepalają, czasami dziwnie się zachowują i bardzo trudno znaleźć przyczyne usterki. Nie zawsze samemu jest łatwo wychwycić moment zużycia lamp.Trzeba się wtedy zwrócić do fachowaca a o tego nie jest tak łątwo . Nasi dziadkowie mieli znacznie lepiej niż my , lampy były bardzo szeroko dostępne i kosztowały wcale nie tak drogo. Wtedy cała elektronika nakierowana była na lampy, kończać technikum elektroniczne nie tylko musiałeś zbudowac kilka układów lampowych i to dośc skomplikowanych ale tez miałeś wiele zajęć poswięconych technologii produkcji lamp. Do tego w okolicy było kilka warsztatów zajmujacych się naprawą tego sprzetu , podobnie jak dzisiaj naprawa sprzętu rtv .
Co by nie mówić lampa jest sprzętem niszowym i nic tego nie zmieni, podobnie jak winyl ma swoich zagorzałych zwolenników ale ilu ich tak naprwdę jest ?
Ciekawy jestem ilu w Polsce jest posiadaczy lampy, 1000 ? sam nie wiem , liczba jest trochę przypadkowa i ciekawy jestem opinii inych forumowiczów ilu nas jest .
0

d3op 

27.10.2008 - 12:21
Okropnie pretensjonalna nazwa.
0

Redaktor 

28.10.2008 - 22:45
Smaczna
0

igrek 

04.11.2008 - 19:24
No i mamy klona Gainclona :-p
0

Redaktor 

04.11.2008 - 22:31
Ę?
0
Nie masz uprawnień do pisania komentarzy do tego wpisu
Strona 1 z 1



Zobacz też

Pornofonia

Karkówka

Test dyfuzora WB Acoustics 1D/1/7

Kolumny ProAc Studio 140 Mk 2

Audio Show 2010 - Hotele Kyriad i Bristol



Klub.AudioStereo.pl - Artykuły, porady, felietony, konkursy, recenzje audio, testy sprzętu i wiele innych ciekawych informacji.