Skocz do zawartości

Audiostereo.pl: Audiostereo Forum - Audiostereo.pl


Logo Magazyn
Witamy ponownie, Gość

Rozmyślania przy paleniu

30.07.2010 13:25 | audiostereo.pl w Felietony
  • Nie możesz edytować tego wpisu
Palę fajkę od bardzo dawna. Pierwszą fajeczkę dostałem od dziadka w wieku nie pamiętam już – dziesięciu może, czy wiecej lat. Oczywiście, nie miała mi wtedy służyć do palenia, z tym zacząłem kilka lat później. Nigdy nie udało mi się wciągnąć w „nowoczesne” i wygodne papierosy, tylko cygara zrobiły pewien wyłom w murach, ale to jednak wciąż nie to. Dobra fajka to stary towarzysz, który nigdy nie zawiedzie. Muszę przyznać, że z pewnym zawodem obserwują gwałtowny powrót mody na palenie cygar, podczas gdy fajki wciąż cieszą się niszową popularnością. Trzeba jednak przyznać, że nawet w porównaniu z uczciwą hawaną fajka jest bardziej wymagająca i czasochłonna. W końcu żyjemy raczej w pośpiechu. Dlatego palenie fajki dobrze mi się rymuje ze słuchaniem muzyki na dobrym sprzęcie – i tu i tu potrzebny jest czas i pewne skupienie. Nie da się tego zrobić po łebkach.

Fajka potrzebuje tytoniu. Podobnie jak muzyka do sprzętu, tytoń może być okropny lub najwyższej próby. Niestety, tutaj pojawia się kłopot. Wiele gatunków tytoniu, z którymi zdążyłem zapoznać się i polubić jeszcze w latach 80. i 90., znika z powierzchni ziemi. Swego czasu w książce P.Daninos „Tajemnica majora Thompsona” przeczytałem o osiemnastowiecznej firmie Fribourg & Trayer, sprzedającej od dwustu lat najlepsze mieszanki tytoniowe na Haymarket w Londynie. Oczywiście podczas pierwszego pobytu w Londynie w latach 90. poszedłem na Haymarket tylko po to, aby ujrzeć ostatnią resztkę szyldu słynnej firmy, zdobiącą zapomnianą szybę sklepu, w którym obecnie sprzedawano ozdoby choinkowe. Prawo do marki zostało kupione przez Duńczyków, którzy produkują nadal pięć-sześć najpopularniejszych mieszanek, jak Waterloo nr 2 czy Wingate. Co jednak z mieszanką Williama Pitta? Co z mieszanką Masulipatan i Latakia, którą palił Piękny Brummel? Oraz z setkami innych indywidualnych receptur, które przechowywano w archiwach sklepowych? Wszystko to przepadło.

Poszukując źródła tytoniu lepszego niż to, co można kupić na stacjach benzynowych (wszechobecna „czerwona” Amphora), zapoznałem się z indywidualnymi mieszankami Dunhilla, wówczas sprzedawanymi w domu firmy na Duke Street St. James. Podobnie jak F&T (oraz setki firm przed nimi) Dunhill oprócz dość wąskiej gamy standardowych tytoni oferował wówczas w swoim sklepie dobrą setkę mieszanek z „zeszytów”, zapisków zawierajacych receptury przygotowane zarówno przez własnych kiperów, jak i przez co bardziej wymagających klientów. Nie wszystkie mi odpowiadały, ale przez dłuższy czas kupowałem tam mieszankę Alana Ladda, opracowaną w latach 20. czy 30. na zamówienie aktora.

Nie tylko ekskluzywne mieszanki w ciągu ostatnich lat znikały z rynku. Nawet poczciwa Amphora, od której większość polskich fajczarzy zaczynała swój żywot palacza (podobnie jak audiofile zaczynali od radia Amator Stereo), uległa drastycznym zmianom na gorsze. Kiedy zaczynałem palić, w sprzedaży była Amphora czerwona, zielona, niebieska, brązowa („Regular”, najlepsza), a także okazjonalnie powstajace mieszanki jak czarna, złota, whisky, oraz linie nazywane imionami artystów. Czas zmiótł to wszystko, i obecnie można kupić wyłącznie jeden gatunek, produkowaną diabli wiedzą gdzie czerwoną Amphorę „Full Aroma”, słodki koktail dla początkujących.

Ostatnio poszukując innych gatunków niż to, co można dostać w polskich sklepach (niestety, w ciągu roku w Warszawie zniknęły dwie dobrze zaopatrzone trafiki), wziąłem się za systematyczne przeszukiwanie internetu, trafiając zarówno na witryny handlowe, jak i te poświęcone recenzjom mieszanek tytoniowych.  Uderzył mnie ton niemal elegijny, widoczny na społecznościowych portalach. Wszyscy wspominają marki i mieszanki, które zniknęły w ciągu ostatnich lat. Trwają próby odtworzenia co poniektórych receptur. Poszukuje się puszek „vintage”, przechowanych w starych zapasach. Ostatecznym ciosem była dla mnie informacja, że Dunhill niedawno zaprzestał produkcji tytoniu fajkowego. Znowu zginął dorobek wielu lat obmyślania i produkcji czegoś, co stary Alfred Dunhill (a za nim pokolenia palaczy) nazywał po prostu najlepszym tytoniem na świecie. Na moje bezpośrednie pytanie przedstawiciel firmy odpowiedział, że od kilkunastu lat Dunhill korzystał z usług stałego poddostawcy, firmy Murray’s, która ostatnio trafiła w ręce innego właściciela i zaprzestała sprzedawania Dunhillowi mieszanek tytoniowych. W związku z czym firma przemyślała kwestię opłacalności i zadecydowała o zakończeniu historii tytoni Dunhill. To jest, proszę państwa, cios w serce. Można nie lubić mieszanek Dunhilla, ale zupełnie co innego usłyszeć, że trafił je szlag na zawsze. To tak, jakby audiofilom jednocześnie zwinięto markę Krell, Mark Levinson, diabli zresztą wiedzą, co jeszcze. Nawet gorzej, bo istnieją urządzenia vintage, są schematy, można budować kopie. Tytoń po prostu się spala i już go nie ma. Receptury nie są publicznie znane, nie ma dostępu do odpowiedniej jakości tytoniu. Pozostaje tylko wspomnienie zapachu dymu, ulotne wrażenie.

Ostatnio w jednym ze sklepów w Warszawie widziałem angielski wzmacniacz Onix. W znakomitym stanie, nienaganny kosmetycznie, czarny klocek stał i przywoływał wspomnienia. Nawet nie zauważyłem, kiedy ta angielska frma zniknęła z rynku. Co z tego, że można kupić produkty umasowionych legend budżetowego audiofilizmu, produkowanych masowo gdzieś, gdzie diabeł mówi dobranoc? To tylko czerwona Amphora według „zmodyfikowanej, ulepszonej” receptury. Pasza. Tak właśnie na podstawie rozważań o tytoniu naszła mnie myśl o urządzeniach audio. Przyjęło się uważać, że „rozsądne” zakupy to nabywanie produktów marek mainstreamowych, które łatwo i niedrogo wejdą, i łatwo i z niewielką stratą zejdą w razie potrzeby. Powinny być tanie, bo inaczej to marnowanie pieniędzy na fanaberie. Za przejaw niezwykłego rozsądku uchodzi również kupowanie urządzeń no name z krajów masowej wytwórczości. Pewnie, „zwykły” tytoń kosztuje 15 złotych za paczkę, podczas gdy ostatnie puszki Dunhilla sprzedawane są po stówie. Gdzie jednak jest zaspokajanie indywidualnych potrzeb? Nie chciałbym, abyśmy kiedyś obudzili się i stwierdzili, że to, co ciekawe, niezwykłe, odpowiadające wyrafinowanemu podniebieniu niepostrzeżenie znikło, a na placu boju pozostała jedynie masowa konfekcja, oraz produkty wybujałych ambicji finansowo-marketingowych, chodzące za hi-end w tych nowych, ciężkich czasach. Popierajmy niezwykłe, indywidualne, nawet ekscentryczne produkty. I tak dosyć osób głosuje za masówką swoimi portfelami – my już naprawdę nie musimy. Tu nie chodzi o pieniądze, raczej o trochę fantazji, obronę przed szarzyzną.

Alek Rachwald


48 komentarzy

Tu nie chodzi o fanaberie lecz o jakość życia, która wobec masowości odbiorcy i potanienia kosztów produkcji staje się coraz bardziej byle-jaka.


Aha.
Niebieska Amphora była lepsza, była mniej perfumowana.
: )
  • Zgłoś

jozwa maryn
30.07.2010 22:43
Brązowa była tylko fermentowana, bez odekoloń. To se ne vrati.
  • Zgłoś
...swoje życie fajczarza zaczynałem w latach 80 ubieglego stulecia od czerwonej Amphory i cóż to były za czasy, opakowanie 80 centów w pewexie, potem kolejne doświadczenia z Bokum Riff, Captain Black.... Czerona amphora na początku doświadczeń niewprawnego palacza robiła "kołek" z języka :). Po latach palenia coraz częściej dostrzegałem różnice w tytoniach. Zaczynałem mieć swoje ulubione mieszanki, firmy. Zaopatrywałem się w jednym sklepie lub za granicą. Od ok. 2 lat kupując ten sam tytoń, przenajmniej z nalepki na opakowaniu, doznałem rozczarowania. Jakiś kit, co ja palę przecież to ten sam tytoń!!!! Pomyślałem -kiepska partia. Powtórka , kolejny zakup i to samo mimo innego tytoniu. To jakaś kicha totalna. Nie ma tytoni jak kiedyś. Kolejne skojarzenie, zaczynamy i żyjemy w świecie skundlenia, pomyłek genetycznych lub maszyn które nami sterują, nakazują lub powodują, że kupujmy buble bo już niczego innego nie ma. Dobrze, że jeszcze w gęstwinie tego chłamu natrafiamy na bratnie dusze które rozumieją nasze cierpienie. Ale dla pociechy to już niedługo bo żywot każdy ma swój kres. A ja na ten świat już nie mogę patrzeć, powiem wprost żygam nim!!! Tytoń to tylko przykład. Ze wszystkim dzieje się tak samo a ostatni mohikanie cierpią a Ci którym to nie przeszkadza to wspomnieni powyżej.......
  • Zgłoś

jozwa maryn
01.08.2010 21:52
To tak dla smaku, jedna z rzadkich mieszanek, podobno w zasadzie niedostępna. Prasowana w cegły po pół kilo, następnie zapewne cięta na płatki:


Antique Pressed Cigar Leaf MM
Brand: Hermit
Blender: C&D
Tin Description: Cigar Leaf hand-blended, stoved in antique containers and pressed into 1lb cakes using antique tobacco press. Rich in Red Virginias, 25 yr old Perique, Turkish, Vintage Cigar Leaf and real Syrian Latakia. Formulated by Hermit Tobacco Works.
  • Zgłoś
Jesteś snobem do kwadratu.
  • Zgłoś
Nie wiesz Józwa czy choć Clan ostał się w niezmienionej formie bo dawno go nie widziałem ?
  • Zgłoś

jozwa maryn
02.08.2010 11:34
Clan nadal z zewnątrz wygląda tak samo. Poza tym w międzyczasie pojawiły się jeszcze dwie mieszanki pod brandem Clan - oprócz standardowej.
  • Zgłoś
Papieros, cygaro, fajka... dorabianie teorii do bycia zwykłym ćpunem.
  • Zgłoś

jozwa maryn
02.08.2010 15:39
Hi hii.. Niedługo herbaty mi zabronią...
  • Zgłoś
choć kopcę jak lokomotywa z przykrością zgadzam się z nygusem
  • Zgłoś
Własnie dlatego się z nim zgadzasz, fajka to nie papieros którego kopci się jak lokomotywa, to pewna filozofia ale nie wszyscy to rozumieją i dobrze bo nie byliby elitą.
  • Zgłoś

andrzej analogowy
03.08.2010 07:47
W latach 70 w czasopiśmie Przekrój był cykl artykułów pod tytułem "Fajka mniej szkodzi".Pamiętam, ze podawano tam proste przepisy na "doprawianie"tytoniu fajkowego.Osobiście przećwiczyłem moczenie w brandy i smarowanie miodem!!!W końcu i tak wygrała zielona Amphora a docelowo papierosy Carmen...
  • Zgłoś

jozwa maryn
03.08.2010 08:21
Autoram był pan Turek, którego książkę na ten temat mam na półce. Tytuł właśnie "Fajka mniej szkodzi".
  • Zgłoś
Pamiętam to z dzieciństwa mimo, że wtedy nie paliłem fajki. A co do poprawiania tytoni to też ćwiczyłem z różnymi aromatami, owocami itd. Smaku samego tytoniu to jednak nie zmieniało w istotny sposób. Co najwyżej aromat. Jak smak był ostry, piekący to taki pozostawał.
  • Zgłoś

andrzej analogowy
03.08.2010 09:24
Moja przygod z fajką zaczęła i zakończyła się na kilku walatówkach kupionych w krakowskich sukiennicach w latach 73-74 oraz na gigantycznej faji z Pewexu-za 3,5$.Ze względu na rozmiar średnica 3 cm wysokość ok 5  miałem palenia na 2 godziny....A może jednak powrócić do tego relaksującego zajęcia  zamiast kopcić byle co z paczki za 10 zł...Przemyślę...
  • Zgłoś
No cóż... wszystko zmierza do chłamu (ale to już odkrycie P.K.D z lat 80-tych). I już "Nigdy papieros nie będzie tak smaczny A wódka taka zimna i pożywna" ;)
  • Zgłoś
Obawiam się tym zapomnianym szalikiem dymu o którym piszesz, można będzie owinąć wiekszość produktów, wychodząc z założenia, że jesli na czymść można zarobić więcej, to po co produkować to mniej opłacalne, po co zadowalać garstkę skoro można miliony, na nasze nieszczęście jest to trend przenikający coraz to więcej dziedziń naszego pędzącego życia, fakt że mamy czasami doczynienia z ludżmi którzy sprzeciwiają się temu kierunkowi myślenia, potwierdza to, że to już tylko partyzantka skazana na przegraną, kierując się w stronę artystów tworzących muzykę, jest kilku takich krórych płytę kupię nawet za wygórowaną cenę, niestety w tym samym czasie, kilkaset (kilkadziesiąt) osób sćiągnie ją z sieci, w tym ja, ponieważ chcę sprawdzić co jest na albumie, bo niejeden artysta idąc w stronę mainstremu, przechodzi (pewnie z wielkim żalem) do tworzenia ochłapu dla mas, ale jak się przed tym ma bronić, tego nie wiem
  • Zgłoś
jozwa maryn, 3 Sie 2010, 09:21
>Autoram był pan Turek, którego książkę na ten temat mam na półce. Tytuł właśnie "Fajka mniej
>szkodzi".

Mnie się podoba tekst jednego z fajczarzy: papierosy śmierdzą...
Również pykam od czasu do czasu Hermita, Vintage Party Blend. Znasz?
Z dostępnych w kraju, zdecudowanie: Sweet Killarney, nie jest tak źle, jak piszesz.
  • Zgłoś
Ja ostatnio dowiedziałem się że istnieje coś takiego jak mistrzostwa w paleniu fajki na czas.Wujaszek się chwalił że brał udział.Wyników nie zdradzę by pozostał anonimowy ;)
  • Zgłoś

Molibden
10.08.2010 00:18
Interesujący tekst i spostrzeżenia! Samo hobby również, może kiedyś spróbuję, choć z fajką nie wyglądałbym chyba zbyt poważnie. Ale tak od czasu do czasu zapalić dobry tytoń z książką w ręku i szklaneczką czegoś mocniejszego...
  • Zgłoś
zawody w paleniu jak najbardziej sa i to mistrostwa swiata :) ale nie na czas ale odwrotnie :) kto bedzie palił jak najdłużej non stop bez zgaśnięcia fajki 2g. tytoniu.
  • Zgłoś
pomyłka, przepraszam, 3g tytoniu.
  • Zgłoś

jozwa maryn
10.08.2010 10:30
Hermit nie jest u nas do kupienia, Sweet Kilarney jest dla mnie wyraźnie zbyt sweet. Zresztą ogólnie nie przepadam za wyrobami Dan Tobacco. Ostatnio paliłem Brown Twist no. 4 od Gawitha, niezła zabawa, bo dostajesz to w postaci sznura. Krajałem na plasterki obcinarką do cygar :-) Poza tym mam na stanie puszkę Old Gowrie (Rattray's, ale robione zdaje się w Danii) i jakąś resztkę Erinmore Mixture. Old Gowrie jest fajne, ale ostatnio nie lubię używać grubego tytoniu a la cavendish, wolę cienkie wstążki - łatwiej się mieści w fajce. Pod tym względem niedościgniony był dla mnie Duhill - wstążeczki idealnie równo cięte, nie za cienkie, nie za grube.
  • Zgłoś
Witam, pozdrawiam amatorów dymka, obojętnie pod jaką postacią. Ja także mam w swojej przeszłości flirty, sorry burzliwe związki, z tytoniem w różnych postaciach: papierosy , fajka, cygara. W najgorszym okresie paliłem 2-3 paczki dziennie, obecnie od 4 lat szczęśliwy nikotynowy abstynent. Myślę, że dywagacje na temat mniejszej szkodliwości fajki czy też cygar są takie same jak dywagacje która choroba jest lepsza: rak płuc czy rak wargi, a może udar mózgu czy zawał serca. Ja w każdym razie moi kochani palacze bez waszego poświęcenia nie mógłbym myśleć o zmianie amplifikacji na jakąś mocną triodkę. Jeżeli to zabrzmi za bardzo cynicznie sorry. Pozdrawia Was kardiochirurg łapiduch:)
  • Zgłoś

jozwa maryn
11.08.2010 12:29
Oczywiście można dyskutować, czy zbyt częste wkładanie łyżki w gębę nie prowadzi aby pewniej do raka wargi (trzy posiłki dziennie plus herbata, kawa (gorące!), desery...). Na pewno wychodzi częściej, niż kontakt z fajką. Z kolei 2 paczki papierosów to 40 sztuk. Tylko sztukmistrz cyrkowy wypali dziennie tyle ładunków fajki, zwykle są to jedna-dwie, czasem trzy. O co mi chodzi: otóż medycy konkretnych specjalności lansują tezę o szkodliwości czynności/substancji z zakresu własnych zainteresowań. Tak mieliśmy już szkodliwe jaja, pomidory, kawę, herbatę, minerały wszelkie. Szkodliwa jest sól, cukier i woda gazowana. A i zwykła, jeśli za dużo... Szkodliwa ma być kiełbasa, zwłaszcza wędzona. Piekielnie szkodzi bieganie, skakanie, właściwie każda aktywność fizyczna. Ale też jej brak. Jeśli by następnie wziąć do kupy te wszystkie zagrożenia, efektem byłby totalny overkill. Mimo to żyjemy, właściwie nie wiadomo z jakiego powodu. Medycyna, zwłaszcza w wersji popularyzatorów, nie przyjmuje jakoś do wiadomości, że człowiek jest śmiertelny i podatny na choroby sam w sobie. Jeśli człowiek około 90-ki umrze, okazuje się zwykle, że był chory na parę rzeczy. Prawie na pewno miał raka, nawet jeśli ostateczną przyczyną śmierci było przeziębienie. Znałem mężczyznę w tym wieku, który zdaniem medycyny zmarł na raka. I co z tego? Nic. Na coś musiał w końcu umrzeć, ale wybrano raka, bo dwadzieścia lat temu palił fajkę. Zasilił statystyki zgonów spowodowanych tytoniem.

W rzeczywistości nic stosowane z umiarem, przynajmniej statystycznie, nie powoduje śmierci samo z siebie. Nie piszę tu o środkach, których natura nie zna, albo o stosowaniu ostrej stali do penetracji czyjegoś gardła. Jesteśmy otoczeni rzeczami, które na coś tam szkodzą, paląc ognisko załatwiam sobie tyle smoły w płucach, ile daje mi paczka papierosów, przejście pylistym duktem to prosta droga do trumny, spacer po śródmieściu Warszawy to winda na szafot. Wypicie wody ze strumienia albo zjedzienie nie takich lodów powodowało kiedyś sraczkę, dziś salmonellozę. Pomaga hospitalizacja albo godzina w wychodku, zależy od indywidualnych poglądów. Osobiście jestem raczej zwolennikiem wychodka. Wychodzę z założenia, które dotąd mnie nie zawiodło, że organizm ludzki potzrebuje więcej rzeczy, niż się dietetykom śniło, i jest odporny na więcej rzeczy, niż to sobie wyobrażają toksykolodzy. Oczywiście, nie należy przesadzać, umrzec można nawet od marcepana w nadmiernej ilości, a co dopiero od nikotyny, w końcu dość trującego alkaloidu. Jednak od kiedy wykryto związek między zażywaniem nikotyny a spadkiem zapadalności na niektóre choroby układu nerwowego, mój pogląd o pożytku ze zróżnicowanego podtruwania się uległ umocnieniu. Poza tym, lubię przyjemności, również te uważane popularnie za szkodliwe. Sens życia nie polega na dostarczeniu na ceremonię porzebową zwłok w idealnym stanie.
  • Zgłoś
Punkt widzenia zależy od... wielu rzeczy. Jak widzę nie miał Pan negatywnych doświadczeń i tego absolutnie nie życzę. Przyjemności można sobie natomiast wybierać, mało tego, odkrywać. Ja wolę przejechać rowerkiem 100 km po wertepach, choć zapewne ktoś może mi zarzucić, że to też niezdrowe.
  • Zgłoś

jozwa maryn
11.08.2010 19:57
Zgadza się, nadgarstki i kręgosłup kiedyś podziękują. A tyłek podziękuje od razu :-)
  • Zgłoś
słyszałem od jednego 50 letniego kolarza o masażu prostaty :)
  • Zgłoś
Palenie fajki kojarzy mi się z piciem dobrej whisky lub koniaku - robimy to dla przyjemności, z pewnym namaszczeniem, niespiesznie. Jakże odmienne jest to od codziennego ciągłego pędu, wypalonego w biegu papierosa, czy strzelonej "na chybcika" lufki.
  • Zgłoś

Piotrek608
12.08.2010 06:27
Własnie dokładnie tak.
  • Zgłoś
Nie masz uprawnień do pisania komentarzy. Zarejestruj się lub zaloguj.
Jeśli posiadasz już konto na Facebooku, możesz się zalogować bez rejestracji ( logowanie przez Facebook).



Zobacz też

Test przetwornika A/C Stello DAC

Ekshibicjonizm nasz powszedni

Tannoy GRF 90 G

Klipsch RW-1

ELAC Element EA101EQ-G

Wyszukaj Artykuł

Przystępując do Klubu zyskujesz:

  • Dostęp do dodatkowych artykułów i testów sprzętu
  • Promowanie zamieszczonych ogłoszeń sprzedaży lub kupna
  • Zniżki na zakupy w sklepach partnerskich
  • Kartę członkowską Klubu
  • Możliwość udziału w cyklicznych spotkaniach klubowiczów:
    • spotkania ze specjalistami z branży audio
    • spotkania z innymi audiofilami
    • darmowy catering
  • Przypisanie do grupy "Klubowicz" na forum, a co za tym idzie:
    • większą skrzynkę na wiadomości PW
    • możliwość edycji własnych postów przez 30 minut od publikacji
    • większe limity na umieszczane załączniki
    • większe limity w zakładce Galeria
    • większe limity w zakładce Blogi
    • możliwość tworzenia blogów prywatnych i tylko dla przyjaciół

Najnowsze komentarze





Klub.AudioStereo.pl - Artykuły, porady, felietony, konkursy, recenzje audio, testy sprzętu i wiele innych ciekawych informacji.
Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

Na naszej stronie wykorzystujemy ciasteczka (ang. cookies), dzięki którym nasz serwis może działać lepiej - więcej o tym w Naszej polityce prywatności. W każdej chwili możesz wyłączyć ten mechanizm w ustawieniach swojej przeglądarki. Korzystanie z naszego serwisu bez zmiany ustawień dotyczących cookies, umieszcza je w pamięci Twojego urządzenia.

Akceptuję   Zmiana ustawień