Skocz do zawartości

Audiostereo.pl: Audiostereo Forum - Audiostereo.pl


Logo Magazyn
Witamy ponownie, Gość

Diavolopera & Przeciwziemia

28.04.2013 17:45 | Fr@ntz w Muzyka
  • Nie możesz edytować tego wpisu
Niejako w opozycji do zarzucanego audiofilom braku zainteresowania muzyką, jako taką i patrzenia na nią jedynie przez pryzmat posiadanego zestawu audio postanowiliśmy wprowadzić drobne zmiany w dziale recenzenckim i od czasu do czasu opisywać nowości z rynku płytowego. Żeby jednak nie było zbyt sztampowo oprócz krótkich recenzji konkretnych albumów będziemy starali się dotrzeć do wykonawców i podpytać, co im leży na wątrobie i sercu gra.
Na pierwszy ogień poszły dwie polskie kapele – Diavolopera i Przeciwziemia, które więcej dzieli niż łączy i choć reprezentują klimaty okołorockowe trudno spodziewać się, żeby kiedykolwiek wystąpiły obok siebie w ramach jakiegoś koncertu. Tak się jednak złożyło, że oba zespoły opieką promocyjną objął Michał Kapuściarz z Fantom Media i właśnie dzięki niemu albumy “Preludium”, oraz „Tattooed Head Woman” trafiły w moje ręce.


Comp_Przeciwziemia&Diavolopera-3.jpg



Comp_Przeciwziemia&Diavolopera-6.jpg Comp_Przeciwziemia&Diavolopera-7.jpg

Wykonawca: Diavolopera
Tytuł: “Preludium”
Gatunek: Gothic rock/metal
Skład zespołu:
Julia Grisznina – Wokal
Robert Bandzul – Gitara
Mirosław Abramowicz – Bas
Tomasz Bartoszek – Klawisze
Sławomir Kliszewski – Perkusja


O fakcie, iż gothic rock/metal swoje najlepsze lata ma za sobą nikogo przekonywać nie trzeba. Nie chodzi mi bynajmniej o to, że takiej muzyki już nikt nie słucha, lecz o to, co promują massmedia. Miejsce Evanescence i Lacuna Coil zajęły „zjawiska” w stylu Lady Gagi, czy PSY a społeczeństwo szaleje za takimi hitami jak „Ona tańczy dla mnie”.  Krótko mówiąc załamka. Całe szczęście powstają kapele chcące kultywować zapomniane wzorce i grać to, co choć wyszło z mody, dalej znajduje grono wiernych słuchaczy.  Mowa tu o trójmiejskiej formacji Diavolopera, która nie wyważa otwartych drzwi i nie odkrywa Ameryki, lecz stara się grać na poziomie „zamorskich” idoli i robi to z nader akceptowalnym rezultatem. Pomimo dość znaczących różnic w nakładach finansowych na to nowe polskie wydawnictwo i tym jak działa machina muzyczna za oceanem, brzmieniu “Preludium” trudno cokolwiek zarzucić. Choć klawisze otwierające „Desire” mogą brzmieć zbyt plastikowo, to dalej jest już tylko lepiej. Całość brzmi zadziornie a dzięki niezwykle melodyjnemu wokalowi Julii Griszniny nie sposób tej płyty odebrać inaczej jako przypomnienia tego, co gothic rocku było najlepsze.  O ile dla fanów okołogotyckich klimatów “Preludium” może stać się pozycją obowiązkową na codziennej playliście uważam, że powinni spróbować zmierzyć się z nim również miłośnicy innych gartunków. Przykładowo „Alone” błyskawicznie wpada w ucho i łącząc melodyjny refren z elementami orientalnymi budzi nieodparte skojarzenia z twórczością np. tunezyjskiej formacji Myrath.
Samą jakość nagrania można określić jako dobrą, przynajmniej jeśli chodzi o nurt muzyczny jaki Dialolopera reprezentuje. Wyeksponowanie wokalu poprawia komunikatywność i przykuwa uwagę słuchacza a gitarowe pasaże przeplatane syntezatorowymi wstawkami tworzą stabilne tło, w przypadku którego niestety dość trudno mówić o gradacji planów. Jest za to ściana dźwięku a o to w tej muzyce przecież chodzi.







Diavolopera.jpg Diavolopera_1.jpg

Diavolopera_2.jpg Diavolopera_3.jpg

Diavolopera_PreludiumCover.jpg

Wywiad:
- Bry. Zanim przejdziemy do tego, kim jesteście i co chcecie ludkom wykrzyczeć jedną kwestie chciałbym wyjaśnić na samym początku. Pierwsze takty „Preludium” spowodowały u mnie lekką panikę. Plastikowe sample rozpoczynające „Desire” wpakowaliście specjalnie? „Zamawiając” Wasz album liczyłem na coś ciężkiego i zadziornego a tu taki strzał na dzień dobry.

SK: Hello. Nie wiem do końca co masz na myśli mówiąc „taki strzał na dzień dobry”, bo jeśli tylko mowa o klawiszach otwierających numer to można by dywagować a nie o to chodzi. Cztery pierwsze nagrania z płyty zarejestrowane zostały w domowym studiu Mateusza Sieńko, więc brzmienie jest nieco ograniczone, ale i tak jesteśmy z tej sesji zadowoleni. Najważniejszy aspekt naszej twórczości, mianowicie głosy, zostały zapisane jak należy i o to głównie chodziło.

- Całe szczęście dalej jest już tak jak się spodziewałem, a przynajmniej tak jak o Was piszą ;-) O właśnie, skoro o pisaniu mowa. Jak reagujecie na zarzuty dotyczące wtórności, zapatrzenia w Evanescence, Lacuna Coil – puszczacie to mimo uszu, zaprzeczacie, potwierdzacie, czy generalnie macie to gdzieś i robicie swoje?

SK: Każda opinia cenną jest o ile nazywa się krytyką a nie krytykanctwem. Poza tym być porównywanym do Evanescence czy Lacuna Coil to żadna ujma na honorze, są to zespoły ligi mistrzów więc więcej  w tym pozytywów niż negatywów i zupełnie nam to nie przeszkadza

- OK., to teraz możecie dokonać krótkiej autopromocji i w kilku żołnierskich słowach streścić skąd się wzięliście.

SK: Z planety Ziemia rzecz jasna, hehe. A tak poważnie to wszyscy jesteśmy mieszkańcami Trójmiasta i gdzieś te nasze drogi się skrzyżowały w jedną Diavoloperę. Nie chcę się rozwijać nad biografią zespołu, myślę że każdy może sobie doczytać na naszym facebooku czy my space, z łatwością nas znajdziesz.

- A teraz co powiecie na porównanie np. do O.N.A – starzy wyjadacze zrobili casting na spoooro młodszą wokalistkę? (Żart)

SK: Hmm, starzy to niby my? ;> Jak zaczęliśmy razem, grać mieliśmy tylko wizję, że musi być to ktoś kto potrafi śpiewać i pod tym kątem szukaliśmy wokalisty. Na którąś próbę przyszła Julia, zaśpiewała i stwierdziliśmy, że to jest to czego nam potrzeba

- Część (ta starsza) zespołu ma na sumieniu kilka zdecydowanie cięższych, jeśli chodzi oczywiście o brzmienie, grzechów niż to, co gracie teraz jako Diavolopera. Nie korciło Was, żeby Julia „zaryczała” czasem jak Angela Gossow?

SK: Nie samym growlem człowiek żyje :) Myślę, że o wiele ciężej jest śpiewać czysto niż screemować choć to też sztuka nie lada. Bardziej bym widział drugi, męski głos w składzie, który by o takie elementy wzbogacał całość niż ryczącą Julię.

- W wywiadach, jakie można znaleźć w sieci wspominacie o chęci wybicia się z „trochę” zaściankowej polskiej rzeczywistości - dla tego między innymi większość tekstów macie angielskich, czemu nie widać Was zatem na serwisach streamingowych jak Deezer, Spotify, Wimp?

SK: Na początku mieliśmy taką myśl, że łatwiej jest zaistnieć za granicą w języku międzynarodowym niż ojczystym i pewnie dużo w tym prawdy jest. Niemniej jednak uważam, że nie język jest wyznacznikiem jakości a profesjonalizm, harmonia, pomysły, energia etc. Gdzieś ten środek staramy się cały czas odnaleźć i idąc tym torem, Julia do nowych utworów pisze też teksty w języku polskim, co mam nadzieję będzie miało pozytywny wydźwięk wśród odbiorców naszej muzyki.

- No to najwyższy czas pochylić nad „Preludium”. Jedna płyta, dwa studia – dwa różne pomysły na efekt finalny, by na końcu dojść do jakiejś zadowalającej wszystkich zainteresowanych wypadkowej?

SK: Dwa studia, dwa różne etapy w życiu zespołu, personalne również. Chcieliśmy dać coś naszym fanom ciekawszego niż tylko CD w kserowanej kopercie, stąd pomysł na płytę w formie Digi pack. Tomasz (klawiszowiec) wziął na swe barki ciężar przygotowania całej szaty graficznej i jak na debiut jego (nasz) uważam, że całkiem dobrze sobie z tym poradził, i jeśli masz Preludium przed sobą „to wiesz o czym ja mówię” :).

- Niniejszy tekst ukaże się na największym polskim portalu o tematyce audio, więc pozwolicie, że trochę pomęczę Was o „audiofilskie” zagadnienia.  Mieliście w ogóle jakiś odzew ze strony tzw. „słyszących”, ktoś ze znajomych marudził o nasyceniu średnicy, lekko zmatowionych najwyższych rejestrach, bądź niezbyt wysublimowanych wybrzmieniach blach? ;-)

SK: Tak, nieraz słyszymy słowa krytyki odnośnie nagrania, ale są też i te które produkcje te chwalą, zwłaszcza pod kątem wokalnym. Mając mikro budżet nie można oczekiwać brzmień stricte zawodowych, zwłaszcza że my sami nie mamy jakiegoś wielkiego stażu w pracy studyjnej. Mam nadzieję, że kolejne nagrania będą lepsze od tych z Preludium, na pewno bardziej świadome i spójne, bez plastikowych sampli :)

- Jak oceniacie brzmienie końcowe, jakie udało Wam się wypracować? Zwracaliście na to uwagę, czy będąc w euforii nagrywania pierwszego krążka, który może być zarówno trampoliną jak i kamieniem młyńskim u szyi zdaliście się na „fachowców”?

SK: Eksperyment po prostu. Każdy z nas na innych nutach się wychował, czegoś innego od brzmienia oczekiwał, a na to by coś naprawdę dobrze zażarło potrzeba lat zmielonych we wspólnym młynie. Jeśli chodzi o całość to na ów czas byliśmy zadowoleni, dziś zrobilibyśmy to pewnie inaczej, ale to zrozumiałe. Po czasie słuchania wkoło tych samych kawałków na różnych sprzętach zaczyna się dostrzegać plusy i minusy produkcji.

- Porównywaliście może zgrywki „ze stołu” z tym co ląduje w pudełkach na półkach sklepowych? Pytam, bo z autopsji wiem, że czasem nawet połowa energii, którą zespół ładuje w studiu idzie w powietrze, bo ktoś uzna, że docelowym klientem będą posiadacze miniwież i słuchacze niewielkich, niszowych rozgłośni puszczających w eter i tak skompresowane do bólu mp3ki.

SK: Póki co na półki się nie pchamy, hehe. Słucham dużo różnorodnej muzyki i to na co zwracam uwagę to przede wszystkim spójna całość. Jaki przyświeca cel produkcji temu co na półkach to już zupełnie inna bajka i tym sobie myśli nie zaprzątam. Myślę, że remedium na to wszystko są występy na żywo i jeśli TU zespół potrafi się obronić to jest pełen sukces.

- „Preludium” jest już dostępne i powoli robi się wokół niej szum, planujecie dołożyć jeszcze do pieca i podtrzymać ogień jakąś trasą koncertową, a może macie inny pomysł na autopromocję?

SK: Promocją w dużym stopniu zajmuje się Michał Kapuściarz z Fantom Media, my na tyle ile mamy pomysłów promujemy się pod postacią choćby koncertów czy omawianej płyty. Trasa koncertowa niewątpliwie by się nam przydała ale na tę chwilę dostrajamy się do tego by zarejestrować nowe utwory, z których jeden chcemy zobrazować.

Życzę powodzenia. Dzięki za wywiad.







Comp_Przeciwziemia&Diavolopera-4.jpg Comp_Przeciwziemia&Diavolopera-5.jpg

Wykonawca: Przeciwziemia
Tytuł: „Tattooed Head Woman”,
Gatunek:  rock/folk-rock

Skład zespołu:
Bartek Sobieraj – gitara akustyczna, bağlama, wokal
Tomek Jaśkiewicz – gitara basowa
Konrad Kościelski – perkusja
Przemek Banaszek – instrumenty klawiszowe, akordeon
Krzysio Labisz – saksofon


„Tattooed Head Woman” to blisko półgodzinna EPka formacji Przeciwziemia, którą nie sposób jednoznacznie sklasyfikować. Cztery „oficjalne” utwory plus dwie bonusowe wersje anglojęzyczne „Korytarzy” i „Szczurów” to niby niewiele, ale i tak potrafią nieźle namieszać. Co prawda nadal pozostajemy w klimatach okołorockowych, lecz poczynając od „ryknięcia” na dzień dobry, które skutecznie powinno przykuć uwagę słuchacza, poprzez barową przyśpiewkę "Tattooed Head Woman" nasuwająca pewne skojarzenia z „Alabama Song (Whiskey Bar)” The Doors, czy podobnymi klimatami z wokalem Toma Waitsa słychać potencjał drzemiący w tym zespole. Potencjał, który nie trzyma się jednego gatunku, lecz czerpie pełnymi garściami skąd tylko najdzie go ochota. „Korytarze” są za to zdecydowanie bardziej liryczne, słychać w nich klimat najlepszych ballad Wilków, a linia wokalu wspomagana saksofonem nadaje całości lekko nostalgiczny wydźwięk. Z kolei „Szczury” to już totalny misz-masz orientalnych nut z ekspresyjnym wokalem wzorowanym (?) na Rogucu (Piotr Rogucki/Coma).  Jest jeszcze perełka – niesamowicie radiowy „Covered By The Sun” łączący elektroniczne tło z elementami progresji w stylu mniej zaangażowanych kawałków Floydów i dzwonów rurowych Mike’a Oldfilda. Intrygujace? Jak najbardziej. W dodatku całość została zrealizowana na zadziwiająco wysokim poziomie i trudno podczas odsłuchu mieć jakiekolwiek zastrzeżenia. Mój niedosyt budzi jedynie zbytnie „limitowanie” wokalu, który miejscami ginie na tle zdecydowanie mniej skrępowanego instrumentarium. Czego by jednak nie mówić jest to jeden z ciekawszych albumów, jakich dane było mi słyszeć i z niecierpliwością będę czekał na pełnowymiarowe wydawnictwo.







Przeciwziemia_b1.JPG Przeciwziemia_b2.JPG

Przeciwziemia_b3.JPG Przeciwziemia_b4.JPG

Wywiad:

- Bry. W związku z przypadającą niedawno 20tą rocznicą „Psów” pozwolę sobie na parafrazę dość popularnego powitania. Nazywam się redaktor Fr@ntz i jestem redaktorem ;-)

BS: Bry;-) Nazywam się Bartek Sobieraj z Przeciwziemi, śpiewam w Przeciwziemi, gram w Przeciwziemi, obieram frytki na ziemniaki w pubie na Przeciwziemi.:)

- Na początku miałem Was spytać o niesamowity eklektyzm (oczywiście w ramach szerokorozumianego rocka), jaki cechuje album „Tattooed Head Woman”, ale potem zerknąłem na waszą stronę i fragment o „chęci ucieczki przed schematami w muzyce” i sporo się wyjaśniło.  Spróbuję jednak podrążyć ten wątek. Z premedytacją pisaliście poszczególne utwory w tak różnej stylistyce? Tzn., chcieliście, żeby słuchacz był cały czas „czujny jak ważka” i spodziewał się niespodziewanego?  Lubicie zaskakiwać?

BS: Tak wyszło. Chyba musimy mieć nieźle naładowane głowy i lubimy się że tak powiem wypróżnić – w muzyce. Próbkę tego znalazłeś na płycie. Czasami na próbie komuś włącza się czerwona lampka: „Chłopaki, dajmy spokój, za dużo namieszamy”, ale zaraz odzywa się inny głos: „Czy aby na pewno?”, „Nie ograniczajmy się…”. Więc staramy się osiągnąć jedność w tej wielości. A słuchacz swoją drogą niech będzie czujny…bo go coś zajdzie o tyłu…coś z Przeciwziemi;-)

- Pozostańmy jeszcze przez chwilę przy tej dość szerokiej rozpiętości stylistycznej. Pomijając ucieczkę przed zaszufladkowaniem, takie a nie inne rytmy, klimaty skądś musiały się wziąć. Są one wypadkową Waszych własnych upodobań, poszukiwań muzycznych, czy też wynikają z przeprowadzonego researchu tego, co obecnie dzieje się na rynku i próby zainteresowania jak największej grupy odbiorców w stylu „dla każdego coś miłego”?

BS: Absolutnie, to wynik tego naszego pstrokatego gustu muzycznego. Pomimo tego myślę, że dojrzewamy, coraz bardziej nadajemy na tych samych falach.  Powoli zaczynamy wiedzieć, czego od siebie oczekujemy, a to bardzo ważne w zespole. Absolutnie nie przeprowadziliśmy żadnego researchu – cóż za zróżnicowana i sfreakowana grupa musiałaby paść ofiarą takiego badania?!

- Sami zabiegaliście o to, żeby Wasz krążek dostępny był na serwisach streamingowych jak np. Wimp, czy to już zasługa wydawcy?

BS:To zasługa portalu Megatotal.pl. Swoją drogą to ciekawa inicjatywa. Za pomocą portalu melomani mogą drobnymi wpłatami wspierać artystów i w ten sposób finansują ich przyszłe wydawnictwo.

- „Covered By The Sun" jest niesamowicie „radiowy”, ewidentny kandydat na hit (tak, tak wiem, że to obrzydliwy mainstream). Próbowaliście przebić się z nim w rockowych stacjach?

BS: Wiesz, próbowaliśmy i nadal próbujemy. Paradoks polega na tym, że dużo ludzi chwali nas za ten numer i, cytuję, „wbija ich w fotel”. Pomimo tego jest cholernie ciężko przebić się do mainstreamowych stacji. Fakt faktem grają nas rozgłośnie – Antyradio, Radio Wrocław, Radio Opole, Radio Tczew etc. Stąd jednak do statusu hitu jeszcze bardzo daleko. Po prostu nie wiem, czy hitowość tego numeru jest wystarczająco hitowa;-) Czasami mam wrażenie, że trzeba grać prosto, nie kombinować, absolutnie nie iść w progresję, tak aby wbić się w profil rozgłośni (takie niestety są wymogi). Wtedy może będą puszczać cię w godzinach szczytu. Mówiąc cholernie szczerze, pewna popularna rozgłośnia rockowa stwierdziła, że numer komercyjnie się nie obroni. I cóż mamy na to odpowiedzieć? „Nie będziesz wiedział, dopóki nie spróbujesz go puścić”? Chęci z naszej strony są. Poza tym… no cóż.

- Powiedzcie szczerze zwracacie uwagę na jakość produktu finalnego, efekt pracy realizatora, masteringowca? Pytam, bo całość „idzie” na portal z założenia audiofilski.

BS: Bardzo zwracamy uwagę na jakość całej produkcji. Dlatego nasza EPka powstała z pewnym opóźnieniem.  Pierwsza osoba od miksu nie spełniła naszych oczekiwań, więc materiał został zmiksowany ponownie, przez kogoś innego i dopiero jakość tej pracy w pełni nas zadowoliła. Zadowoliła co oczywiście nie znaczy, że nie może być lepiej – to wizja na przyszłość.

- A słyszalne „hamowanie”/limitowanie wokalu to celowy zabieg? Po prostu odniosłem wrażenie, że ktoś dość asekuracyjnie podszedł do tematu i wszystko to, co zbyt wyrywało się do przodu „gasił” na konsolecie. Tak, tak, wiem, ze to niby „tylko” EPka, ale po EPce The Pretty Reckless „trochę” podniosłem swoje wymagania, co do tego typu wydawnictw.

BS: Faktycznie jest to EPka i jakość wydaje nam się odpowiednia do takiego wydawnictwa.  Jesteśmy bardzo zadowoleni z tego, że płytka wypadła selektywnie, choć aranże są dość bogate. Limitowanie wokalu to zabieg jeszcze z etapu rejestracji, niezależny od osoby miksującej. Myślę, że nie przeszkodzi to osobie słuchającej czerpać przyjemności ze słuchania. Bo groove nadal czuć :-D

- Kiedy można liczyć na „oficjalne” wydawnictwo?

BS: Liczymy na rok 2014, być może przyniesie long playa. Czasami odnoszę wrażenie, że autopromocja jest cięższa, niż samo robienie muzyki. To prężęnie się i zapewnianie, że poniesione na nas koszty szybko się zwrócą. Wszystko zależy od tego, czy ktoś będzie chciał nam pomóc w stworzeniu takiego krążka, a o to nie jest łatwo. O ile nie jesteś beneficjentem splendoru tv talent show i nie rzuca się na ciebie tłum komercyjnych producentów. My idziemy własną drogą. Materiał już mamy. Przybywajcie mecenasi na Przeciwziemię, bo warto :-D

- Dzięki za rozmowę i powodzenia.
BS: Dzięki. Pozdrawiam!

Tekst:Marcin Olszewski:
Zdjęcia: FANTOM MEDIA; Marcin Olszewski


2 komentarzy


shukenja
28.04.2013 19:30
bry; jakie to odjechane i młodzieżowe....
  • Zgłoś
Fajnie, że na alternatywny rock nie zabrakło miejsca. Jeśli komuś spodoba się muzyka "Diavolopera", to może rozglądnąć się za polskim "Moonlight" lub zagranicznymi "Theatre of Tragedy", "Dreams of Sanity" - podobne klimaty.

"Przeciwziemia" jeszcze lepsze. Tu z polskich nieco podobnych przychodzi mi na myśl "Anderground Fly".

Dzięki i teraz jeszcze zarekomendujcie sprzęt, który odpowiednio koncertowo zagra taką muzę :-)
  • Zgłoś
You do not have permission to leave comments on this artykuł



Zobacz też

Test phonostage RCM Sensor Prelude IC

Goldenote S-1mk2

Furutech FP-314Ag II/FI-11R/FI-E11R; Organic Audio Power

Stary Marton vs. stary SoundArt czyli blast from the past

Audioquest NightOwl

Wyszukaj Artykuł

Przystępując do Klubu zyskujesz:

  • Dostęp do dodatkowych artykułów i testów sprzętu
  • Promowanie zamieszczonych ogłoszeń sprzedaży lub kupna
  • Zniżki na zakupy w sklepach partnerskich
  • Kartę członkowską Klubu
  • Możliwość udziału w cyklicznych spotkaniach klubowiczów:
    • spotkania ze specjalistami z branży audio
    • spotkania z innymi audiofilami
    • darmowy catering
  • Przypisanie do grupy "Klubowicz" na forum, a co za tym idzie:
    • większą skrzynkę na wiadomości PW
    • możliwość edycji własnych postów przez 30 minut od publikacji
    • większe limity na umieszczane załączniki
    • większe limity w zakładce Galeria
    • większe limity w zakładce Blogi
    • możliwość tworzenia blogów prywatnych i tylko dla przyjaciół

Najnowsze komentarze





Klub.AudioStereo.pl - Artykuły, porady, felietony, konkursy, recenzje audio, testy sprzętu i wiele innych ciekawych informacji.
Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

Na naszej stronie wykorzystujemy ciasteczka (ang. cookies), dzięki którym nasz serwis może działać lepiej - więcej o tym w Naszej polityce prywatności. W każdej chwili możesz wyłączyć ten mechanizm w ustawieniach swojej przeglądarki. Korzystanie z naszego serwisu bez zmiany ustawień dotyczących cookies, umieszcza je w pamięci Twojego urządzenia.

Akceptuję   Zmiana ustawień