Skocz do zawartości

Audiostereo.pl: Audiostereo Forum - Audiostereo.pl


Logo Magazyn
Witamy ponownie, Gość


Sonus faber Principia 1

04.07.2016 21:30 | Fr@ntz w Kolumny
  • Nie możesz edytować tego wpisu
Na przestrzeni ostatnich kilkunastu lat losy wielu audiofilskich legend stawały się nieraz tak zagmatwane, że na podstawie ich historii spokojnie można byłoby nakręcić niezły thriller i to dedykowany nie tylko złotouchemu widzowi. Spektakularne upadki, afery wokół dość kontrowersyjnego chociażby od strony etycznej rebrandingu, czy wreszcie przejmowanie większościowych udziałów przez nastawione wyłącznie na zysk konsorcja. Jakby na to nie patrzeć „The Wolf of Wall Street” okazuje się przy niektórych przypadkach dobranocką dla grzecznych dzieci i to w wersji „soft”. Może we wstępniaku taki defetyzm nie powinien się pojawiać, ale jak czasem człowiek patrzy na ikony, wzorce swojej audiofilskiej młodości zmierzające w kierunku wyznaczonym nie przez pasję człowieka za nimi stojącego a sztab księgowych to mu się nóż w kieszeni otwiera. Nie wierzycie? To przypomnijcie sobie szum i falę burzenia, jakie przetoczyły się przez tematyczne fora i prasę, o czym z wypiekami na twarzach rozmawiało się w wystawowych audio-showowych kuluarach, gdy na rynek trafiły … budżetowe (o zgrozo) podłogówki Sonus Faber Toy Tower za ok. 8 kPLN. Już wtedy część dobrze poinformowanych jednostek wieściła rychły koniec marki, bądź przynajmniej jej szaleńczy rajd po równi pochyłej i … patrząc na te prognozy z perspektywy chwili obecnej trzeba, choćby częściowo przyznać im rację. Dla czego tylko częściowo wyjaśnię za moment a na razie skupię się na wstępnym marudzeniu i wieszczeniu nadchodzącej apokalipsy. O dziwo obciągnięte skórą włoskie „zabawki” pomimo dość drastycznego odejścia od dotychczasowego – rustykalnego designu nie dość, że grały całkiem nieźle, to pozwoliły wstąpić do niezaprzeczalnie ekskluzywnego klubu Sonusa ludziom, którzy do tej pory na taki luksus nie mogli sobie z oczywistych (ekonomicznych) względów pozwolić. Pech jednak chciał, że poczynione przez rzesze księgowych obserwacje dość jednoznacznie wskazywały, że zamiast sprzedać kilka, kilkanaście, czy dziesiąt par droższych modeli zdecydowanie bardziej opłaca się upłynnić kilka tysięcy tańszych modeli. Na rezultaty nie trzeba było długo czekać i światło dzienne ujrzała linia Chameleon, która w trybie natychmiastowym zastąpiła skórzane słupki. W tym momencie zamiast mniej bądź bardziej (ocena czysto subiektywna) udanej namiastki ekskluzywności klientom zaproponowano coś, co raczej nijak miało się do spuścizny Franco Serblina. Coś, co zamiast charakterystycznego wysublimowania i wysmakowania stawiało na niemalże jarmarczną, iście hipermarketową pstrokaciznę. Krzykliwe i bijące po oczach pierścienie wokół koszy przetworników, wymienne panele boczne i w rezultacie efekt godny … azjatyckiej budżetówki. Jednak prawdziwym gwoździem do trumny i impulsem wysadzającym bezpieczniki nawet najbardziej zagorzałym fanom marki okazała się informacja, że kolumny z logiem Sonus faber mają prędzej, czy później trafić do wielkopowierzchniowych sklepów z elektroniką. Oczywiście tylko te najtańsze modele, ale mleko się wylało. Cała, mozolnie budowana przez lata otoczka, ideologia mówiąca, że kupując Sonusy wkraczamy w świat ręcznej roboty, prawdziwego rzemiosła i niejako stajemy się cząstką pewnego skupionego wokół idei ponadprzeciętnej muzykalności mikrokosmosu pękła jak bańka mydlana. Oczywiście powyższe wynurzenia są drastycznie przejaskrawione i skupiają się jedynie na dole oferty włoskiego producenta. Uczciwie trzeba przyznać, że przeciwległy skraj cennika prezentuje się zdecydowanie atrakcyjniej i jeśli tylko nie zjedziemy poniżej linii Olympica nadal możemy się łudzić, że wszystko jest po staremu a flagowe Aidy, Lilium i Il Cremonese tylko będą nas w tym przekonaniu utwierdzały. Jednak ten zdecydowanie przydługi wstęp ma też drugie dno – jest nim chęć przygotowania czegoś w rodzaju przedpola dla dzisiejszych bohaterów – najmniejszych i zarazem najtańszych kolumn dostępnych do tej pory w ofercie Sonus fabera. Mowa oczywiście o wycenionych na zaledwie  2 398 PLN napółkowych monitorkach Principia 1.


SF_Principia1-0003.jpg SF_Principia1-0004.jpg SF_Principia1-0005.jpg
SF_Principia1-0006.jpg SF_Principia1-0007.jpg SF_Principia1-0008.jpg
SF_Principia1-0009.jpg SF_Principia1-0010.jpg SF_Principia1-0011.jpg
SF_Principia1-0012.jpg SF_Principia1-0013.jpg SF_Principia1-0016.jpg

No dobrze. Mam nadzieję, że pierwszy szok już zdążył minąć, leki nasercowe zaczęły działać a i święte oburzenie opadło razem z ciśnieniem tętniczym i rękoma. Od razu na początku zaznaczę, że tytułowe kolumny nie są w żadnym wypadku dedykowane miłośnikom marki, którzy zakochali się w jej wyrobach kilkanaście lat temu, bądź nadal operują w górnych rejonach jej cennika. Powiem nawet więcej – Principie 1 z klasycznymi Sonusami mają tyle wspólnego co szyba z szybowcem i im szybciej sobie to uświadomimy, tym lepiej będzie i dla nas i dla nich. Czemu? Otóż, jeśli na froncie posiadałyby one logo Eltaxa,  Heco, Magnata, albo Wharfedale’a to tak naprawdę nikt o nic nie miałby do nich pretensji, jednak znaczek Sonus faber zobowiązuje a w pewnych kręgach pewnych rzeczy się nie wybacza. Dlatego też aby w miarę obiektywnie je ocenić należy po pierwsze wyzbyć się wszelkich uprzedzeń a po drugie to samo uczynić z oczekiwaniami, czyli mówiąc prosto z mostu choćby na czas testu dostać pomroczności jasnej i zapomnieć, że kiedykolwiek słyszeliśmy wiadomą nazwę.

No to zaczynamy. 1-ka otwiera ofertę włoskiego producenta i oprócz niej do niezaprzeczalnie budżetowej serii Principia należą jeszcze usytuowany oczko wyżej, nieco większy monitor podstawkowy oznaczony symbolem 3, głośnik centralny C, oraz modele podłogowe 5 i 7. Wybór kolorystyki jest jak dawniej przy zakupie Forda T – można zdecydować się na dowolny kolor o ile jest to  … czerń i to pokrywająca niezbyt wyrafinowaną drewnopodobną okleinę winylową. Jednak o dziwo, przy łagodnie zaokrąglonych krawędziach górnych i dolnych, oraz pochyleniu ścian przedniej i tylnej dają całkiem zgrabny i akceptowalny efekt. Efekt, który w pewien sposób starają się przełamać dość kontrowersyjnie wyglądające, okalające przetworniki aluminiowe pierścienie, które podczas odsłuchów w słoneczne dni potrafią doprowadzić do szału. Oczywiście można też słuchać z założonymi maskownicami, ale jeśli tylko wykażemy się chociażby odrobiną rozsądku, o samym słuchu nawet nie wspominając, to czym prędzej usuniemy te rozpięte na plastikowych ramkach „tłumiki”. Po prostu bez nich zdecydowanie lepiej słychać to, co do powiedzenia ma duet tekstylnej, 29 m kopułki wysokotonowej i srebrzystobiałego 15cm średnio-niskotonowego polipropylenowca. Dodatkowo sama operacja okazuje się całkowicie bezbolesna pod względem estetycznym, gdyż ich magnetyczny montaż nie wymaga dodatkowego szpecenia frontów otworami na kołki, bądź inne uchwyty.
Szybki rzut oka na ścianę tylną utwierdza nas w przekonaniu o dość ograniczonym, przewidzianym na Principie budżecie. Niby do dyspozycji mamy podwójne terminale, lecz ich jakość nie zachwyca a umieszczenie w plastikowym profilu wcale nie poprawia samopoczucia. Wylot tunelu bas-refleks umieszczono na podstawie dolnej i w celu większej kontroli nad efektem końcowym otoczono go łukowatym deflektorem.

A jak 1-ki grają? Okazuje się, że jeśli tylko nie próbujemy porównywać ich z urodzonymi w minionej epoce protoplastami to … zdecydowanie i bezdyskusyjnie wciągająco. W dodatku całkiem sprytnie przemyślany i zaprojektowany układ bas-refleks niejako predestynuje je do ustawiania nie na standach a wszelakiej maści półkach, komodach i stolikach TV. Że nie po audiofilsku? A kogo, kto się na nie zdecyduje, będzie to obchodziło? Są małe, niebrzydkie i solidnie wykonane. Przy tym praktycznie od razu po wyjęciu z kartonu i podpięciu pod wzmacniacz grają dźwiękiem zdecydowanie większym aniżeli można by po ich gabarytach się spodziewać. I jeszcze jedno, co z pewnością przypadnie do gustu płci pięknej – niespecjalnie przeszkadza im, znaczy się kolumnom, nie Paniom, bliskie sąsiedztwo ścian, więc jeśli musicie walczyć ze swoją ładniejszą połówką o każdy centymetr, to tym razem możecie rzucić ręcznik na ring i pozwolić dosunąć jedynki prawie do samej ściany.
Nawet w tak na pozór mało optymalnych warunkach najmniejsze Principie oferują zrównoważony i spokojny przekaz nastawiony w głównej mierze na przyjemność i kulturę. Zarówno średnica, jak i bas są rysowane zauważalnie grubszą aniżeli na wyższych pułapach cenowych kreską, co z jednej strony nieco rozmywa krawędzie źródeł pozornych, lecz z drugiej strony pomaga budżetowej, a co za tym idzie nie zawsze najwyższych lotów towarzyszącej kolumnom elektronice. Unikamy w ten sposób zarówno suchości, jak i anorektyczności nawet na niezbyt wyrafinowanym, nieraz skompresowanym (i to stratnie) materiale muzycznym. Górne rejestry również nie odstają od pozostałych podzakresów. Tekstylna kopułka została zestrojona tak, by z jednej strony dostarczać możliwie dużo informacji zarówno o samych instrumentach, czy wokalistach operujących w reprodukowanym przez nią paśmie a z drugiej stoi na straży kultury i pewnej kremowości przekazu. Nic na Principiach nie syczy, nie skrzeczy i nie trzeszczy co potwierdziły testy z twórczością dyżurnej i brylującej w tych klimatach Anomalią, znaczy Anna Marią Jopek. Oczywiście było słychać niemalże laryngologiczno – foniatryczne uwielbienie przez wokalistkę mikrofonu, lecz słuchaczom oszczędzono tym razem sporej ilości odgłosów przepływu powietrza, sybilantów i mlaśnięć. Oczywiście one cały czas były słyszalne, lecz wreszcie wróciły na swoje, drugo, bądź wręcz trzecioplanowe miejsce i przestały niepotrzebnie przykuwać uwagę.
Na zdecydowanie bardziej dynamicznym i bezsprzecznie bardziej ofensywnym repertuarze w stylu „Submission For Liberty” 4 Arm włoskie maluchy też zaskakująco dobrze sobie radziły. Delikatnie zaokrąglając blachy dziarsko nadążały za szaleńczymi pasażami perkusji nie zapominając o odpowiednim nasyceniu obłąkańczych riffów i wielce sugestywnym wysunięciu przed szereg wokalisty.

Wbrew moim początkowym utyskiwaniom i obawom uczciwie muszę przyznać, że dostarczone przez warszawski Horn Sonus faber Principia 1 bronią się nie tylko jakością wykonania, co przede wszystkim brzmieniem. Dodając do tego łatwość ich implementacji w nawet mało sprzyjających warunkach lokalowych może się okazać, że w bezpośrednim starciu pokonają zdecydowanie bardziej audiofilskie a przy tym wymagające konstrukcje. Jeśli zatem nie przeszkadza Wam fakt rozmieniania niegdysiejszej ikony i synonimu High-endu na drobne, bądź nie jesteście jeszcze skażeni wirusem audiophilii nervosy po prostu ich posłuchajcie.


Marcin Olszewski

Dystrybucja: Horn  /  Sonus faber
Cena: 2 398 PLN

Dane techniczne:
- Typ 2-drożny Bass-Reflex
- Przetwornik wysokotonowy: 29 mm tekstylny
- Przetwornik średnio-niskotonowy: 150 mm
- Czestotliwoć podziału: 2 500 H
- Pasmo przenoszenia: 50 Hz-25 kHz
- Czułość: 87 dB
- Impedancja 4 Ω  
- Wymiary (Wys.xSzer.xDł.): 320 x 175 x 280 mm
- Waga 5 kg/szt

System wykorzystany podczas testu:
- CD/DAC: Ayon CD-1sx
- Selektor źródeł cyfrowych: Audio Authority 1177
- Gramofon: Kuzma Stabi S + Kuzma Stogi + Shelter 201
- Przedwzmacniacz gramofonowy: Abyssound ASV-1000
- Wzmacniacz zintegrowany: Electrocompaniet ECI5; Audionet DNA I
- Kolumny: Gauder Akustik Arcona 80 + spike extenders
- IC RCA: Antipodes Audio Katipo
- IC XLR: LessLoss Anchorwave; Organic Audio; Amare Musica
- IC cyfrowe: Fadel art DigiLitz; Harmonic Technology Cyberlink Copper; Apogee Wyde Eye; Monster Cable Interlink LightSpeed 200
- Kable USB: Wireworld Starlight; Goldenote Firenze Silver
- Kable głośnikowe: Organic Audio; Signal Projects Hydra
- Kable zasilające: Furutech FP-3TS762 / FI-28R / FI-E38R; Organic Audio Power; Acoustic Zen Gargantua II
- Listwa: Furutech e-TP60ER + Furutech FP-3TS762 / Fi-50 NCF® /FI-50M NCF®
- Gniazdo zasilające ścienne: Furutech FT-SWS®
- Platforma antywibracyjna: Franc Audio Accessories Wood Block Slim Platform
- Przewody ethernet: Neyton CAT7+
- Akcesoria: Sevenrods Dust-caps; Furutech CF-080 Damping Ring; Albat Revolution Loudspeaker Chips


Zobacz też

Test wkładek gramofonowych Lyra

Audio Goes Retro

Test wzmacniacza Aaron No.1a

Westone UM-3X RC

Indiana Line Diva 255

Wyszukaj Artykuł

Przystępując do Klubu zyskujesz:

  • Dostęp do dodatkowych artykułów i testów sprzętu
  • Zniżki na zakupy w sklepach partnerskich
  • Kartę członkowską Klubu
  • Możliwość udziału w cyklicznych spotkaniach klubowiczów:
    • spotkania ze specjalistami z branży audio
    • spotkania z innymi audiofilami
    • darmowy catering
  • Przypisanie do grupy "Klubowicz" na forum, a co za tym idzie:
    • większą skrzynkę na wiadomości PW
    • możliwość edycji własnych postów przez 30 minut od publikacji
    • większe limity na umieszczane załączniki
    • większe limity w zakładce Galeria
    • większe limity w zakładce Blogi
    • możliwość tworzenia blogów prywatnych i tylko dla przyjaciół


Najnowsze komentarze





Klub.AudioStereo.pl - Artykuły, porady, felietony, konkursy, recenzje audio, testy sprzętu i wiele innych ciekawych informacji.
Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

Audiostereo dokłada wszelkich starań, aby traktować użytkowników uczciwie i otwarcie, przy uwzględnieniu najlepszych praktyk. Korzystając z naszej strony wyrażasz zgodę na wykorzystywanie przez nas plików cookies, w celu zapewnienia Ci wygody podczas przeglądania naszego serwisu. Aby dowiedzieć się więcej na temat cookies oraz w jaki sposób z nich korzystamy, kliknij tutaj