Skocz do zawartości

Audiostereo.pl: Audiostereo Forum - Audiostereo.pl


Logo Magazyn
Witamy ponownie, Gość


Meze 99 Classics Gold

02.01.2016 20:00 | Fr@ntz w Słuchawki
  • Nie możesz edytować tego wpisu
Niniejsza recenzja jest niezaprzeczalnym dowodem na to, że szukając egzotyki wcale nie trzeba zapuszczać cię w najodleglejsze zakątki Azji, Ameryki Południowej, czy Antypodów. Ba, nie trzeba nawet opuszczać granic starej Europy. Wystarczy bowiem otworzyć szerzej oczy i uważniej rozejrzeć się wokół. Jeszcze lepiej, gdy pomoże nam jakiś przypadek, impuls. Podobnie było i tym razem, gdy na początku grudnia do redakcyjnej skrzynki pocztowej trafił mail z zapytaniem, czy przypadkiem nie miałbym ochoty rzucić okiem, a raczej uchem na słuchawki Meze 99 Classics. Prawdę powiedziawszy o ww. producencie usłyszałem po raz pierwszy, więc czym prędzej zerknąłem na figurującą w stopce stronę firmową, by zapobiegliwie sprawdzić, czy aby przypadkiem nie jest to próba uszczęśliwienia mnie jakimś low-endowym, OEMowym plastikowym koszmarkiem, jakich tysiące zalegają na internetowych aukcjach i hipermarketowych koszach z wyprzedażami po 9,99 PLN. Jakież było moje, nad wyraz pozytywne zaskoczenie, gdy okazało się, że chodzi o produkt tak odległy od moich wcześniejszych obaw jak to tylko możliwe. Ekskluzywne wykończenie, ręczna robota a przy tym wielce rozsądne ceny. Oczywiście natychmiast wyraziłem swoją chęć własnousznego przekonania się, co tytułowe słuchawki potrafią jednocześnie zgłębiając tematykę ich pochodzenia, oraz generalnie filozofii za nimi stojącej. I w tym momencie dochodzimy do wspomnianej na wstępie egzotyki, gdyż siedziba Meze Headphones znajduje się w miejscowości Baia Mare – stolicy okręgu Marmarosz w … Rumunii.

c_Meze-0001.jpg c_Meze-0005.jpg c_Meze-0008.jpg
c_Meze-0010.jpg c_Meze-0013.jpg c_Meze-0015.jpg
c_Meze-0017.jpg c_Meze-0019.jpg c_Meze-0022.jpg
c_Meze-0024.jpg c_Meze-0026.jpg c_Meze-0028.jpg
c_Meze-0030.jpg c_Meze-0032.jpg c_Meze-0035.jpg
c_Meze-0036.jpg c_Meze-0037.jpg Pathos-0013.jpg

Wbrew obowiązującym trendom, przy produkcji tytułowych słuchawek liczy się nie tyle czas, co cierpliwość i staranność a przede wszystkim dobre oko. Już podczas wstępnej selekcji wybierane są tylko te sztuki orzechowej tarcicy, które ze względu na swój atrakcyjny rysunek dobrze rokują na przyszłość. Tarcica suszona jest przez osiemnaście miesięcy a proces wycinania pary muszli z użyciem obrabiarek CNC potrafi zająć wykwalifikowanemu pracownikowi nawet osiem godzin. To jednak dopiero początek, gdyż dalsze piaskowanie, lakierowanie i ostateczna obróbka trwa kolejne … 45 dni. Wybór surowca też nie jest przypadkowy, gdyż drewno orzecha charakteryzuje się nie tylko wysoką twardością, lecz również oczekiwanymi właściwościami akustycznymi.
Producent w swoich materiałach informacyjnych podaje, iż drewno pozyskiwane jest tylko z tych dojrzałych drzew, których okres życia dobiegł już końca, dzięki czemu wspomagają środowisko i dają „starym drzewom” jeszcze jedną szansę „zabłyśnięcia” w finezyjnych formach słuchawek Meze. Powyższy skrót myślowy oznacza bowiem, że do wycinki wybierane są tylko te jednostki, w których tempo wzrostu uległo zahamowaniu.
Patrząc na gabaryty widać, że muszle nie są ani tak głębokie, ani tak duże, jak w np. równie wykorzystujących naturalny budulec Audio-Technicach ATH-W1000X (niemalże 1,5 cm różnicy), ale przez to są zdecydowanie bardziej kompaktowym, nausznym a nie wokółusznym modelem. Przepiękny rysunek drewna orzechowego całe szczęście zachowano a powłoki lakiernicze dobrano tak, by jak najmniej ingerować w to, co naturalne. Smolistoczarne, owalne pady charakteryzują się wygodą i wielce satysfakcjonującą miękkością, którą docenimy szczególnie podczas dłuższych odsłuchów. Co istotne, patrząc na nie po raz pierwszy, drugi, czy kolejny, oraz dokonując testu organoleptycznego na tzw. „macanta” spokojnie można uznać, że zarówno same pady, jak i pas nagłowny wykonane zostały z naturalnej i to wysokiej jakości skóry. Pozory jednak mylą, gdyż w rzeczywistości jest to „skóra PU”, czyli skórzany kompozyt wykorzystywany ze względu na swoją wyśmienitą elastyczność i wytrzymałość m.in. do produkcji piłek siatkowych. Jeśli jednak komuś nie psuje czarno – złota estetyka z nutą przewodnią opartą o ciemne, rustykalne drewno może wybrać oferowaną w tej samej cenie równie elegancką wersję 99 Classics Silver w biało – srebrnym wykończeniu i z jaśniejszymi - klonowymi muszlami.
Z rzeczy natury ergonomiczno użytkowej warto wspomnieć o standardowym wyposażeniu i akcesoriach, z jakimi 99-ki są dostarczane. Słuchawki docierają bowiem oprócz stylowego, kartonowego pudełka w sztywnym, eleganckim zapinanym na suwak etui a cała „drobnica” ukryta jest w utrzymanym w podobnej tonacji tekstylnym pokrowcu. W komplecie znajdują się dwa odłączane przewody zakończone wtykami 3,5 mm – jeden krótszy, dedykowany urządzeniom przenośnym i smartfonom, przez co uzbrojony w elegancki mini pilot i mikrofon, oraz dłuższy, zapewniający swobodę ruchów podczas odsłuchów ze sprzętem stacjonarnym. Oba przewody przyobleczono w eleganckie, czarne kewlarowe koszulki. Całości dopełniają adapter lotniczy i przejściówka na dużego jacka 6,3 mm.
Pikanterii całej sprawie dodaje fakt, że niniejszy projekt powstał, a raczej oficjalnie ujrzał światło dzienne, zaledwie we wrześniu 2015 r. i to tylko dzięki obrotności właściciela firmy pana Antonio Meze i funduszom uzyskanym poprze platformę crowdfundingową Indiegogo.com. Czego by jednak o całej tej marketingowej otoczce nie mówić już na pierwszy rzut oka widać, że rumuńskie nauszniki są nader udanym miksem technologii, sztuki i właśnie natury. Najwyższy jednak czas założyć je na czerep, włączyć muzykę i sprawdzić czymże wyróżniają się spośród dostępnej na rynku konkurencji.

Ponieważ słuchawki dotarły do mnie w stanie całkowicie dziewiczym, ze szczelnym zafoliowaniem włącznie, przez blisko tydzień pozwoliłem im na spokojną akomodację i wstępny rozruch przy dźwiękach internetowych rozgłośni radiowych i sugerowanych przez TIDALa playlist. Oczywiście nie zważając na to, że ciekawość jest pierwszym stopniem do piekła i nawet pobieżny odsłuch mógłby zepsuć pierwsze wrażenie, które jak wiadomo robi się tylko raz, nie mogłem oprzeć się pokusie i kilka razy założyłem je na głowę. Nawet na takich, dopiero wchodzących na obroty „świeżynkach” nie było powodów kręcenia nosem, ale wiedząc, że akurat w przypadku nauszników na krytyczne znaczenie pozwoliłem im spokojnie dokończyć rozgrzewkę.
Całe szczęście okres przedświąteczno – noworoczny należał do mocno intensywnych, więc oczekiwanie na pełnię formy 99-ek niespecjalnie mi się dłużyło, lecz kiedy wreszcie mogłem je z pełną świadomością ich formy przywdziać na uszy uczyniłem to z lekkim dreszczykiem emocji. Nie ukrywam, że pewne obawy budziły zapewnienia producenta o niezwykłej „przejrzystości i klarowności” dostarczonego na testy modelu, co z daleka zalatywało prosektoryjną bezdusznością, za którą najdelikatniej mówiąc nie przepadam.
Nie chcąc jednak w nieskończoność przeciągać niepewności kliknąłem play i ze słuchawek popłynęły pierwsze takty albumu „Hydra” Within Temptation. Może nie był to szczyt finezji, ale wolałem od razu rzucić je na głęboką wodę i już na wstępie sprawdzić, czy deklaracje twórców tytułowych nauszników nie objawiają się zbytnią tendencją do usuwania kamienia nazębnego ultradźwiękami. O dziwo na tak mocno skompresowanym materiale obfitującym w ostre riffy i elektroniczne wstawki nie odnotowałem jakichkolwiek anomalii z próbami podkreślania sybilantów włącznie. Na wysokie noty zasłużył przede wszystkim sposób prowadzenia basu, który charakteryzował się nie tylko wzorcową kontrolą, jak i wyśmienitym wypełnieniem. Nie było w nim nic z karykaturalnych wydmuszek, jakimi czasem stara się nakarmić nabywców konkurencja, gdyż wespół z odpowiednim wolumenem zawsze szła w parze soczysta i mająca właściwy ciężar gatunkowy treściwa tkanka. Również gradacja planów i różnicowanie odległości źródeł pozornych zaskakiwało in plus. Bez trudu można było bowiem wykazać miejsca Sharon den Adel i Xzibita na „And We Run”, choć akurat do oceny tego typu zagadnień zdecydowanie lepiej było sięgnąć po klasykę. Tak też uczyniłem i z rumuńskich przetworników zaczęła sączyć się „Symphony No. 100 in G major, 'Military'”  Josepha Haydna. No dobrze, może niezbyt precyzyjnie się wyraziłem, gdyż z sączeniem wartki strumień dynamicznej muzyki miał tyle wspólnego, co szyba z szybowcem. Zerowa kompresja i świetna gradacja planów wspierane przez trudną do oczekiwania na tym poziomie cenowym szerokością sceny i swobodą wywoływały spontaniczny uśmiech zadowolenia. No, no. Czyżby konkurencja miała się czego obawiać i w ramach działań prewencyjnych zaczęła przygotowywać plan awaryjny i poświąteczne obniżki? Z radością stwierdzam, że tak, gdyż poniżej 2,5-3 kzł trudno znaleźć na rynku godnego im sparingpartnera. Idźmy jednak dalej, bo jest po co. Rozdzielczość będąca podstawą do zachowania porządku przy wielkich składach orkiestrowych w stylu wspomnianej próbki możliwości Haydna, czy zdecydowanie bardziej spektakularnego wydania „Wagner – Dudamel” byłaby li tylko suchym szkieletem, jednak niezwykle pomocna w możliwie realistycznej reprodukcji okazuje się tutaj soczystość i umiejętność oddania naturalnych barw instrumentów. Aż chciałoby się w tym momencie napisać, ze słychać zbawienny wpływ drewna orzechowego i jagnięcej skóry, gdyby owa skóra nie była „naturalnym inaczej” kompozytem. Mniejsza jednak z tym i nie ma co rozpamiętywać technologicznych drobiazgów, skoro słuchawki grają, jak grają a na uszach leżą tak, że po prostu nie chce się ich zdejmować.
A co z tym najniższym, syntetycznym basem spytacie. Odpowiedź będzie krótka i zwięzła. Dobrze, bardzo dobrze. Aby dojść do takich wniosków sięgnąłem po pozornie minimalistyczny i niezwykle nastrojowo rozpoczynający się album „Hamada” Nilsa Pettera Molværa, lecz wystarczyło poczekać do „Friction”, by móc dać się porwać istnemu galimatiasowi tworzonemu przez syntetyczne efekty, poszarpane tempa i hipnotyzujące, kipiące orientalną wrażliwością partie trąbki. Zdaję sobie, że nie jest to najłatwiejszy utwór, ale na flagowych Meze zabrzmiał wprost wybornie. Faktura dźwięków była niezwykle gęsta, lecz żadna, nawet najdrobniejsza z poszarpanych linii melodycznych nie została pominięta a niemalże kakofoniczna estetyka zyskała niezwykłą spójność i logiczność. To nie były oderwane od siebie pojedyncze, przypadkowe dźwięki, lecz przemyślana różnorodność tworząca multikulturowy monolit. Niewielu konstrukcjom słuchawkowym się ta sztuka udaje, więc tym bardziej Meze 99 zasługują na duże brawa.

Czegóż zatem można z reguły oczekiwać po słuchawkach wyglądających na produkt z pułapu co najmniej 3 kzł a wycenionych na sporo poniżej połowy tej kwoty? Trudno mi w tym momencie inaczej odpowiedzieć na to pytanie, aniżeli tak, że spokojnie możemy uznać, iż przynajmniej 90% środków poszło na design i wykonanie a jedynie 10% na dźwięk. Tak przynajmniej w dzisiejszych czasach postąpiłaby osoba licząca na szybki i łatwy zarobek. Jednak jak widać na załączonym obrazku pan Antonio Meze reprezentuje zgoła odmienny punkt widzenia, gdyż w sposób niemalże magiczny połączył fenomenalną jakość wykonania z adekwatną mu klasą brzmienia a przy tym cenę skalkulował na takim poziomie, że nabywając słuchawki Meze 99 Classics Gold możemy czuć się równie szczęśliwi jakbyśmy upolowali zachowanego w rewelacyjnym stanie first pressa „Białego Albumu” The Beatles o nr. z pierwszej 100-ki w cenie przechodzonego krążka wytłoczonego przez Hungaroton. Słowem prawdziwa rewelacja i zasłużona rekomendacja.




Marcin Olszewski

Producent: Meze Headphones
Cena: 309 € (darmowa wysyłka do Polski)

Dane techniczne:
Średnica przetworników: 40 mm
Pasmo przenoszenia 15 Hz - 25 kHz
Skuteczność: 103dB @ 1KHz, 1mW
Impedancja: 32 Ω
Moc wejściowa: 30 mW
Maksymalna moc wejściowa: 50 mW
Waga: 290 g
Przewód: Odłączny, OFC w koszulce z Kevlaru OFC
Wtyczka: 3.5 mm pozłacana
Muszle: drewno orzecha

System wykorzystany podczas testu:
- CD/DAC: Ayon CD-1sx
- Odtwarzacz plików: laptop Dell Inspiron 1764 + JRiver Media Center
- DAC/Wzmacniacz słuchawkowy: Ifi Micro iDAC2
- Wzmacniacz zintegrowany/słuchawkowy: Pathos ClassicRemix
- Słuchawki: Brainwavz HM5
- IC RCA: Antipodes Audio Katipo; Siltech Classic Anniversary 770i
- IC XLR: LessLoss Anchorwave; Organic Audio
- Kable USB: Wireworld Starlight; Goldenote Firenze Silver
- Kable zasilające: Organic Audio Power; Acoustic Zen Gargantua II; Ardento Power
- Listwa: GigaWatt PF-2 + Fur


Zobacz też

Leben CS-660P + RS-28CX

Wstępniak

Nazwijmy patyk drzewem

Analog i lampy 2015

Polk Audio Signature S 55

Wyszukaj Artykuł

Przystępując do Klubu zyskujesz:

  • Dostęp do dodatkowych artykułów i testów sprzętu
  • Zniżki na zakupy w sklepach partnerskich
  • Kartę członkowską Klubu
  • Możliwość udziału w cyklicznych spotkaniach klubowiczów:
    • spotkania ze specjalistami z branży audio
    • spotkania z innymi audiofilami
    • darmowy catering
  • Przypisanie do grupy "Klubowicz" na forum, a co za tym idzie:
    • większą skrzynkę na wiadomości PW
    • możliwość edycji własnych postów przez 30 minut od publikacji
    • większe limity na umieszczane załączniki
    • większe limity w zakładce Galeria
    • większe limity w zakładce Blogi
    • możliwość tworzenia blogów prywatnych i tylko dla przyjaciół


Najnowsze komentarze





Klub.AudioStereo.pl - Artykuły, porady, felietony, konkursy, recenzje audio, testy sprzętu i wiele innych ciekawych informacji.
Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

Audiostereo dokłada wszelkich starań, aby traktować użytkowników uczciwie i otwarcie, przy uwzględnieniu najlepszych praktyk. Korzystając z naszej strony wyrażasz zgodę na wykorzystywanie przez nas plików cookies, w celu zapewnienia Ci wygody podczas przeglądania naszego serwisu. Aby dowiedzieć się więcej na temat cookies oraz w jaki sposób z nich korzystamy, kliknij tutaj