Skocz do zawartości

Audiostereo.pl: Audiostereo Forum - Audiostereo.pl


Logo Magazyn
Witamy ponownie, Gość


Test słuchawek Lindy 20425

22.04.2010 22:06 | Fr@ntz w Słuchawki
  • Nie możesz edytować tego wpisu
O marce Lindy pierwszy raz usłyszałem w momencie otrzymania propozycji recenzowania tytułowych słuchawek. Szybki research po googlu przyniósł rezultat w postaci sporego zdziwienia. Jak mogłem nic nie słyszeć o Lindy, przecież to europejska (? - na pudełku jest "Made in China") firma z tradycjami (powstała w 1932r. w Niemczech), która swoją pierwotną działalność skupiała na produkcji, hmm, lamp naftowych. Oczywiście przejaskrawiam fakty, bo oprócz lamp produkowała również radioodbiorniki, a im już zdecydowanie bliżej do Hi-Fi. W chwili obecnej jest to koncern posiadający oddziały na całym świecie i produkujący masę kabli, przełączników i akcesoriów, niezbędnych w dzisiejszych czasach do przesyłu i dystrybucji analogowych oraz cyfrowych sygnałów audio i video.

Jak podaje na swojej stronie Dystrybutor "innowacyjny system redukcji szumów z otoczenia (. ..) w uproszczeniu polega na generowaniu fali akustycznej, będącej przesunięciem w fazie o 180 stopni (odwróconej) fali pochodzącej z otoczenia. Pozwala to na prawie kompletne wyeliminowanie zewnętrznych odgłosów. Jednocześnie sygnał pochodzący z odtwarzacza jest reprodukowany bez żadnych zniekształceń." To tyle teorii, jaką możemy znaleźć na większości materiałów reklamowych. A jak to się ma do rzeczywistości? O dziwo, ma się całkiem dobrze. Tzn. słuchawki w trybie pasywnym grają na tyle na ile zostały wycenione, ale po włączeniu aktywnego tłumienia wychodzi z nich, nie, nie bestia, tylko to, co najlepsze. Po pierwsze, system tłumienia działa i to zadziwiająco dobrze, a po drugie, do pracy wystarczy mu "paluszek" AAA umieszczony pod osłoną jednej z muszli. Poziom głośności ustawiony w zaciszu domowego ogniska spokojnie może być utrzymany, czy to w rozklekotanym autobusie komunikacji miejskiej, wyjącym i gwiżdżącym metrze, czy na środku ruchliwego skrzyżowania w godzinach szczytu. Oczywiście tłumienie nie jest na 100%, ale wydarzenia wokół nas schodzą na dalszy plan. Na początku jest dziwne wrażenie, jakbyśmy wsadzili głowę do wielkiego słoja, lub znaleźli się w komorze bezechowej, ale w momencie dostarczenia sygnału muzycznego uczucie mija.

1638401_1.jpg 1638401_2.jpg

1638401_3.jpg 1638401_4.jpg

Już przy pierwszych taktach zaczynamy zdawać sobie sprawę, że te słuchawki nie są tym, do czego noszenia stereotypowy audiofil chciałby się przyznać, bo ani nie generują hektarów przestrzeni, ani instrumenty nie są kreślone supercienką  linią. Jednak jest w tym graniu coś, co może się podobać. Jest to spokój. Słuchawki te nie starają się słuchacza napaść, zaskoczyć, oszołomić i zbombardować natłokiem informacji. Zmierzają raczej w kierunku otulenia dźwiękiem, dania chwili wytchnienia, relaksu. Nie są wybredne, zarówno jeśli chodzi o repertuar, jak i jakość materiału. Skoro sam producent poleca je jako idealne wyposażenie "małego podróżnika", to nawet w dobie śmiesznie tanich pamięci w końcu okazuje się, że każdy przenośny player ma za mało miejsca, żeby zmieścić wszystkie ulubione kawałki w "losslessach". Chcąc nie chcąc, część z nich zgrywamy do empetrójek. Dzięki wymienionej cesze słuchawek wreszcie mogłem przestać grymasić i zacząć karmić swoje uszy marszowymi kawałkami chłopaków z Sabatona, czy bujającymi rytmami ze ścieżki dźwiękowej "Tokyo Drift". Przy większych składach (dotyczy to szczególnie klasyki), ze względu na tworzenie sceny "wewnątrz" głowy słuchacza, mamy do czynienia z dość wyraźnie zauważalnym tłokiem, jednak słuchawki sprytnie kierują  uwagę słuchacza na główną linię melodyczną, nie tracąc czasu na zabawę pt. "gdzie się podział drugi klarnecista".

Oprócz testów w środkach masowego transportu, oraz zatłoczonych ulicach używałem słuhawek również w warunkach biurowych. Praca w tzw. „openspejsie” nie należy ani do najprzyjemniejszych, ani najcichszych. Szczególnie jeśli całe piętro to jedno wielkie „Call Center”. W ciągłym harmidrze niezwykle trudno zebrać (i usłyszeć) własne myśli, o chwili ciszy nawet nie wspominając. W takich okoliczności przyrody dane mi było pierwszy raz założyć na uszy Lindy 20425. Dość hard core'owy początek testów, ale skoro kurier był na tyle łaskawy, że dostarczył mi przesyłkę do biura ,nie mogłem oprzeć się ciekawości. Pomimo szyderczych komentarzy współpracowników, że uciekłem z "Wielkiej gry", wpiąłem wtyk w gniazdo słuchawkowe w komputerze, ustawiłem przełącznik na "On" i ... nie powiem, żebym znalazł się w świecie ciszy, ale jakaś litościwa duszyczka odgrodziła mnie od otaczającego jazgotu grubą szybą. Dostępne na "majspejsie" sample ulubionych wykonawców nie raniły uszu, a przy odpowiednim poziomie głośności (obok przełącznika jest do dyspozycji pokrętło głośności) bez problemu mogłem usłyszeć dzwoniący na biurku telefon. Dodatkowo, słuchawki nie przepuszczają praktycznie nic na zewnątrz, więc nie uprzykrzamy życia innym. W mocno zaludnionych pomieszczeniach biurowych sprawdzają się świetnie.

Kiedy pojawiłem się z przedmiotem recenzji w domu, zostałem natychmiast ograbiony - najpierw przez pierworodnego (klon płci męskiej, lat 7), który z zadowoleniem katował je podpięte pod PSP, a następnie trafił (przedmiot recenzji, nie Klon) w ręce Małżonki. Moje Kochanie po chwili dopasowywania uznało, że teraz to sobie mogę nawet i Lutosławskiego posłuchać, bo z Lindy wpiętymi do "netbooka" Jej to lotto.

Sezon grzewczy można uznać za zakończony, temperatura w mieszkaniach oscyluje w okolicach 20 stopni Celsjusza, więc w ww. warunkach sprawdziłem, jak długo można w 20425 wysiedzieć. Okazuje się, że ok. dwugodzinne nasiadówki mijają niemalże niezauważenie i bezboleśnie (chyba, że w międzyczasie któryś z domowników coś do nas mówi, i po którymś z kolei powtórzeniu przy braku reakcji puszczają mu nerwy). Oczywiście po zdjęciu słuchawek uszy łapią "głęboki oddech", ale dzięki niższemu niż zazwyczaj poziomowi głośności nie znęcamy się nad naszym słuchem aż tak bardzo.

W sumie, jeśli przestaniemy doszukiwać się w tych konstrukcjach zalet słuchawek studyjnych, bądź standardowych "nauszników" do odsłuchu domowego segmentu Hi-Fi (nieopatrznie użyłem do porównania Sennheiserów HD600 i zabolało), to  odkryjemy ich prawdziwą naturę. Są to słuchawki typowo "wyjściowe", do zastosowań specjalnych, posiadające bardzo pożyteczną i świetnie działającą funkcję, za którą u renomowanej konkurencji trzeba zapłacić więcej (o 100 zł za Sennheisery PXC 150), lub całkiem sporo więcej (o 1000 zł za Bose QuietComfortŸ15). Oceniając wykonanie w relacji do ceny nie można mieć żadnych zastrzeżeń. Wymienny kabel, złocone przejściówki, praktyczny worek chroniący podczas podróży przed zabrudzeniem to tylko miłe dodatki do solidnie wykonanych, wygodnych i poręcznych słuchawek.

Miałem wspomnieć o wrażeniach nausznych przy odsłuchu z wyłączonym systemem redukcji hałasu. No to wspominam: jeśli życie zmusi Was do tego, bo w żadnym kiosku w promieniu 10 km nie znajdziecie paluszków AAA, to słuchajcie. Jednak to, co wydobywa się z Lindy 20425 (kto zapamięta ten numer) w trybie "unplugged" jest tylko marną kalką i popłuczynami po dźwięku, jaki zdolne są z siebie wydać w "trybie aktywnym" te zadziwiająco tanie słuchawki.

Tekst i zdjęcia Marcin Olszewski


System testowy:
- Laberg Visio
- Laptop Lenovo 3000 N200
- Netbook Samsung NC10
- desktop Dell z serii Optiplex

Dystrybucja: Rafko (www.rafko.com)
Cena detaliczna: 239,00 zł

Specyfikacja:
 wymiary s x w (złożonych): 135+-10 x 115+-5mm
 waga: 224g
 aktywna redukcja szumów: 16dB@100-200Hz
 zakres tłumienia 40 - 1K Hz
 przetworniki: dynamiczne, zamknięte
 pasmo przenoszenia: 20-20.000Hz
 impedancja: 70 Ohm+- 20%(przy włączonym zasilaniu), 40 Ohm+- 20% (przy wyłączonym zasilaniu)
 SPL (Sound pressure level): 104 dB (przy włączonym zasilaniu), 100 dB (przy wyłączonym zasilaniu)
 Typ: przewodowe, nauszne
 długość przewodu: 1,2m
 wtyk: jack stereo 3,5mm
 W zestawie przejściówka jack 6,3mm, przejściówka do samolotu , ochronny futerał, bateria AAA


10 komentarzy


jeckylandhide
23.04.2010 21:40
Nastepnym razem bedzie recenzja Scullcandy:)
  • Zgłoś
A może jakieś Vivanco za 5,99 złociszy?
  • Zgłoś

whitesnake
23.04.2010 22:51
Bez przesady, to ciekawa propozycja.
Najtańsze słuchawki z aktywna redukcja szumów, która naprawdą działa.
Brzminiowo nie jest to mistrzostwo świata, ale tez nie ma się czego wstydzić. Do urzadzeń przenośnych, dla ludzi podrózujacych pociagami, czy tramwajami, to swietna propozycja. Po co mi nieżyciowe testy HD600, skoro nie lubie słuchawek w domu.
  • Zgłoś
rochu, 23 Kwi 2010, 23:31
>A może jakieś Vivanco za 5,99 złociszy?

Rochu - Lindy nie są słuchawkami o audiofilskich aspiracjach, o czym już zresztą napisałem, jednak w podróży sprawdzają się świetnie. Ich słuchanie nie męczy, możemy słuchać ciszej niż na normalnych słuchawkach i to za rozsądną cenę. Mając porównanie do używanych na co dzień Koss Porta Pro uważam, że Lindy zdecydowanie lepiej sprawdzają się w środkach komunikacji miejskiej. Nie dość, że izolujemy się od hałaśliwego tła to jeszcze nie przeszkadzamy innym współpasażerom.
Wykpiwanie Lindy tylko dla tego, że nie są uznanej "audiofilskiej" marki i nie kosztują tyle co bardziej renomowana konkurencja uważam za co najmniej dziwne. Idea tłumienia hałasu jest znana od dawna, a jeśli komuś mało "trendy" logo przeszkadza zawsze może zainteresować się produktami Bose (cena już powinna być satysfakcjonująca).
  • Zgłoś
Fr@ntz, nie ma co się unosić ;o)
Dla niektórych gra metka i etykietą z ceną, a nie to co do nich przypięte ... to stare nie do końca rozumiane zjawisko forumowe.

Czy robiłeś może porównanie, bądź czy słuchałeś innych słuchawek z aktywnym tłumieniem tła?
  • Zgłoś

whitesnake
24.04.2010 12:38
matee, 24 Kwi 2010, 12:59

>Czy robiłeś może porównanie, bądź czy słuchałeś innych słuchawek z aktywnym tłumieniem tła?

Sprawdzałem dzisiaj Bose QC 15, temat dla mnie dosyć zywy bo poszukuje właśnie czegoś do pociągu. Krótko mówiąc grają jasniej, basu maja tyle samo ale z lepszą dynamiką. Rożnica w dzwięku zdecydowanie na plus. Choć zbyt dużo góry czasem przeszkadza - potrafią ukłuć. Tłumią równie skutecznie, tzn wycinają sporo hałasu poniżej czestotliwości ludzkiego głosu. Komfort uzytkowania jest zdecydowanie gorszy, przynajmniej dla mnie (ciasne, mocno przylegające do głowy - latem byłoby trudno dłuzej wytrzymać) - no i cena 1400PLN - jak na słuchawki do Iphona, przegięcie.
  • Zgłoś
Jak nie dotknę, to nie uwierzę :)
  • Zgłoś
Violet, 27 Kwi 2010, 22:14

>Jak nie dotknę, to nie uwierzę :)

Jak jesteś w Wa-wie daj znać na PW ;-)
  • Zgłoś

adamszaj
05.05.2010 22:22
Napisz coś proszę o różnicach w dźwięku miedzy Koss Porta Pro a Lindy 20425.
Mam obecnie kosy i uważam że jak do sprzętu przenośnego są nie do pobicia. Porównywałem z dużo droższymi Sennheiserami, soniakami itd i wypadały dużo słabiej od porta pro.
Jedyną wadą kosów jest słabe tłumionie dźwięków z zewnątrz dlatego zacząłem się rozglądać za jakimiś słuchawkami z aktywnym systemem tłumienia. Słuchałem Bose QuietComfort 15 i faktycznie wyciszenie otoczenia jest świetne ale jakość dźwięku raczej Porta pro nie przebija a cena x 6.

może jakieś inne propozycję z aktywnym tłumieniem ?
  • Zgłoś
Lindy graja cieplej i mniej detalicznie od Porta Pro. Zamiast próbować tworzyć rozległe plany na scenie muzycznej otulają słuchacza dźwiękiem. Jest spokojniej, mniej nerwowo i są bardziej łaskawe dla gorzej nagranych płyt - góra podawana jest mniej ofensywnie. Ja Kossów i Lindy używam wymiennie i to jest chyba najlepszy pomysł. Kossy lepiej sprawdzą się w cichym otoczeniu z dobrze nagranym materiałem, kiedy będziemy mieli czas i chęć wyławiać "audiofilskie smaczki", Lindy niezastapione sa w podróży i w czasie kiedy chcemy po prostu odpocząć, odciąć się od otaczającego zgiełku i po prostu posłuchać muzyki. Skupić się na melodii
  • Zgłoś
Nie masz uprawnień do pisania komentarzy. Zarejestruj się lub zaloguj.
Jeśli posiadasz już konto na Facebooku, możesz się zalogować bez rejestracji ( logowanie przez Facebook).



Zobacz też

Test przetwornika USB DAC Wavelength Brick

Test systemu: ProAc z elektroniką Musical Fidelity

Ifi Micro iDAC2

Tannoy Mercury 7.4

Chord&Major

Wyszukaj Artykuł

Przystępując do Klubu zyskujesz:

  • Dostęp do dodatkowych artykułów i testów sprzętu
  • Zniżki na zakupy w sklepach partnerskich
  • Kartę członkowską Klubu
  • Możliwość udziału w cyklicznych spotkaniach klubowiczów:
    • spotkania ze specjalistami z branży audio
    • spotkania z innymi audiofilami
    • darmowy catering
  • Przypisanie do grupy "Klubowicz" na forum, a co za tym idzie:
    • większą skrzynkę na wiadomości PW
    • możliwość edycji własnych postów przez 30 minut od publikacji
    • większe limity na umieszczane załączniki
    • większe limity w zakładce Galeria
    • większe limity w zakładce Blogi
    • możliwość tworzenia blogów prywatnych i tylko dla przyjaciół


Najnowsze komentarze





Klub.AudioStereo.pl - Artykuły, porady, felietony, konkursy, recenzje audio, testy sprzętu i wiele innych ciekawych informacji.
Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

Audiostereo dokłada wszelkich starań, aby traktować użytkowników uczciwie i otwarcie, przy uwzględnieniu najlepszych praktyk. Korzystając z naszej strony wyrażasz zgodę na wykorzystywanie przez nas plików cookies, w celu zapewnienia Ci wygody podczas przeglądania naszego serwisu. Aby dowiedzieć się więcej na temat cookies oraz w jaki sposób z nich korzystamy, kliknij tutaj