Skocz do zawartości

Audiostereo.pl: Audiostereo Forum - Audiostereo.pl


Logo Magazyn
Witamy ponownie, Gość


Musical Fidelity M5si

14.03.2016 22:52 | Fr@ntz w Wzmacniacze
  • Nie możesz edytować tego wpisu
Jakoś tak się dziwnie potoczyły losy marki Musical Fidelity, że po zmianie polskiego dystrybutora, raptem na przestrzeni dwóch miesięcy miałem okazję zapoznać się z dwoma praktycznie przeciwległymi skrajami cennika brytyjskiej legendy. Całe szczęście współczesną przygodę z urządzeniami, które wyszły spod palców Antony’ego Michaelsona rozpocząłem od podstawowego seta M3scd + M3si, by następnie przejść od razu do potężnego wzmacniacza zintegrowanego M6 500i. Dzięki czemu podążałem w górę oferty a nie w dół, co z reguły zarówno dla dostarczyciela sprzętu na testy, jak i samego recenzującego jest dość niekomfortową sytuacją, gdyż natura ludzka sprawia, iż do dobrego bardzo szybko się przyzwyczajamy a jakikolwiek downgrade odbieramy jako nader osobisty afront. Zgodnie z powyższą metodyką logicznym byłoby spokojne oczekiwanie na dostawę któregoś z przedstawicieli serii M8, bądź nawet królewskiej Nu Vista. Problem jednak w tym, że jeśli chodzi o prawa rządzące rynkiem to niestety logika zawsze jest na straconej pozycji gdy tylko wystawimy przeciwko niej ekonomię i stojące za nią prawo nowości. Dlatego też na najbardziej ambitne dokonania Musicala przyjdzie nam nieco poczekać, ale nie ma co drzeć przedwcześnie szat, gdyż na testy otrzymałem najnowszą integrę M5si stanowiącą, jak to sam dystrybutor zgrabnie ujął brakujące ogniwo pomiędzy serią 3 a 6.

MF_M5si-0001.jpg MF_M5si-0003.jpg MF_M5si-0004.jpg
MF_M5si-0006.jpg MF_M5si-0008.jpg MF_M5si-0009.jpg
MF_M5si-0011.jpg MF_M5si-0012.jpg MF_M5si-0013.jpg

Zarówno podczas kontaktu wzrokowego, jak i a może przede wszystkim organoleptycznego – na tzw. „macanta”, z opukiwaniem włącznie, M5si jawi się jako lekko rozrośnięty kuzyn M3si, jednak o solidności i powadze zdecydowanie bliższym M6 500i aniżeli stojącym niżej w rodzimej hierarchii pociotkom. Bryła jest niezwykle zwarta a słuszna masa i grubość użytych do wykonania obudów blach sprawiają, że jest również niemalże całkowicie głucha i niepodatna na tzw. dzwonienie.
Płyta czołowa jest w pełni zgodna z firmową unifikacją opierającą się na centralnie umieszczonej, toczonej masywnej zmotoryzowanej gałce odpowiadającej za regulację wzmocnienia i umieszczonych po obu jej stronach przyciskach odpowiadających za wybór źródła. Tutaj również nikt najwidoczniej nie miał ochoty na ekstrawagancję bo niezależnie od modelu mamy stałą sekwencję włącznik stand-by, trzy guziczki wyboru wejść, pokrętło i kolejna trójka z zamykającą równy rządek diodą IR. Słowem schludnie, elegancko i minimalistycznie. Jedynie umieszczony w lewym górnym rogu niewielki szczotkowany szyldzik z nazwą modelu można uznać za nieśmiały akcent natury dekoracyjnej.
Monotonię masywnej płyty górnej przełamują zabezpieczone gęsta siateczką prostokątne, biegnące wzdłuż krawędzi bocznych otwory wentylacyjne zapewniające optymalną cyrkulację wewnątrz bądź co bądź całkiem muskularnego wzmacniacza. Zamiast standardowych, płaskich ścianek zdecydowano się na masywne radiatory.
Ściana tylna nie rozczarowuje. Pojedyncze terminale głośnikowe od interfejsów analogowych oddziela gniazdo USB zdolne obsłużyć sygnały do 24-bit/96kHz. Wyliczankę wejść analogowych rozpoczyna para dedykowana gramofonom uzbrojonym we wkładkę MM, by tuż za przełącznikiem trybu pracy pierwszego z wejść (liniowe/przelotka) zaprezentować kolejne trzy pary gniazd RCA dla kolejnych źródeł i zdublowane wyjścia liniowe, z czego jedno stało a drugie zmiennopoziomowe. Całość uzupełniają porty triggera i gniazdo zasilania.
Wnętrze tytułowej integry to przyjemne dla oka połączenie minimalizmu i prostoty ze sprawdzonymi przez lata rozwiązaniami. Dlatego też cieszy obecność solidnego, standardowego toroidalnego trafa zasilającego równie konwencjonalny stopień wyjściowy w układzie dual mono z dwiema parami kondensatorów po 10 000 μF każdy na kanał. Może i 40 000 μF rezerwuar prądu na high-endowych wygach nie zrobi wrażenia, ale patrząc na to całkiem obiektywnie spokojnie można uznać, że jest to jasny znak dla wtajemniczonych, że opuszczamy audiofilskie przedszkole i wchodzimy na kolejny stopień w mozolnej drodze na upragniony Olimp. Patrząc z perspektywy obecnej gonitwy za gęstymi formatami również wejście USB można uznać za niemalże klasyczne, gdyż oparto je na kontrolerze TI TAS1020B i DACu Burr Brown PCM1781. Za to przedwzmacniacz już taki zwykły nie jest i choć zmotoryzowane pokrętło głośności ma swoje położenia skrajne to tak naprawdę położenie gałki są jedynie dla widzów, gdyż tuż za nią ukryto enkoder komunikujący się z układem tłumika -Burr Brown PGA23201. Układ phonostage’a można uznać za minimalistyczny gdyż tak naprawdę oparto go na pojedynczej kości ST Microelectronics MS33078.

W części poświęconej walorom sonicznym testowanych urządzeń z reguły staram się zaakcentować i podkreślić którąś z ewidentnych, natywnych cech z reguły podporządkowujących sobie całe reprodukowane przez obiekt badań pasmo. Dzięki temu przechodząc od szczegółu do ogółu tworzę możliwie sugestywny obraz pretendenta do Waszych oszczędności. Przy komponentach budżetowych jest to o tyle łatwe, że konieczność stosowania konstrukcyjnych i ekonomicznych kompromisów niejako wmusza na producentach konieczność stawiania całej puli na jednego konia. Część wybiera bezpieczną muzykalność, część spontaniczność i dynamikę a  jeszcze inni analityczność i przestrzenność. Krótko mówiąc dla każdego coś dobrego i dzięki temu konfigurując systemy z komponentów pochodzących ze zbliżonego pułapu cenowego, poprzez łączenie, czyli wzajemne niwelowanie wad i spajanie zalet zawsze jest cień szansy na w miarę zrównoważony tonalnie efekt finalny. Problemy zaczynają się jednak w momencie, gdy dostarczone na testy „coś” owych charakterystycznych cech wydaje się być pozbawione. Oczywiście na wyższych i czasem wręcz absurdalnie nadmuchanych pułapach stratosfery High-Endu taka wzorcowa transparentność jest wielce pożądana, lecz umówmy się – sugerowana kwota, za jaką można nabyć tytułową piątkę nawet przy najszczerszych chęciach nie sugeruje ambicji do pretendowania do miana skończonej doskonałości. Jakże zatem zaszufladkować, bądź może ładniej rzecz ujmując „zakwalifikować” brzmienie będącego obiektem niniejszej recenzji Musicala? Słowem – kluczem będzie w jego wypadku „rzetelność”. Tak, tak, właśnie „rzetelność”. O dziwo w dzisiejszych operujących pojęciami skrajnymi czasach nad wyraz rzadko spotyka się rozsądnie wycenioną elektronikę celującą dokładnie w środek skali pomiędzy muzykalnością a analitycznością, czy też ciepłem a chłodem. A M5si właśnie to robi. Ustawia się dyskretnie na samiuśkim środeczku i z uprzejmym uśmiechem wzmacnia to co do niego trafi. Będąc możliwie najdalej od oszałamiania słuchacza potęgą basu, stadionową przestrzenią, czy słodyczą średnicy jest oczywiście w bezpośrednich, z reguły przeprowadzanych w ekspresowym tempie sklepowych sparringach skazany na sromotną porażkę. Nie łapiąc ani za oko, ani za ucho ze stoickim spokojem przygląda się decyzjom podejmowanym pod dyktando  impulsu, potrzeby chwili. Woli poczekać na kogoś, kto ze spokojną głową weźmie go pod pachę i posłucha go nie przez dziesięć, czy piętnaście minut, lecz dzień, dwa a czasem dłużej. Domyślacie się już do czego zmierzam? Jeśli nie to służę jeszcze jedną wskazówką. M5si jest jak dobre, ciężkie wytrawne czerwone wino. To nie musi być Barolo, wystarczy jakiś kilkuletni urugwajski Tannat. Bez odpowiednio długiej dekantacji jest w najlepszym wypadku nijaki a w najgorszym przypomina ordynarne cienkusze. Wystarczy jednak dać mu kilka godzin i można rozpocząć pełną intensywnych doznań smakowych ucztę. Dokładnie taką filozofię reprezentuje piątka.
Po włączeniu gra pozornie dość nijako i beznamiętnie, jednak już po godzinie – dwóch zaczyna pokazywać swoje prawdziwe oblicze.
Przejmując pełną kontrolę nawet nad trudnymi do wysterowania kolumnami sprawia, że gdy tylko dostarczony sygnał spełnia podstawowe kryteria jakości to szanse na pojawienie się uśmiechu zadowolenia naszej twarzy są więcej niż spore. Po stosownej rozgrzewce leniwie rozpoczynający się „Ten New Songs” Leonarda Cohena pokazał, że niski, chropawy wokal, żeby czarować wczale nie musi być wypychany przed szereg i faworyzowany bardziej, aniżeli zostało to uczynione na etapie postprodukcji. Podobnie jest z temperaturą barwową – zamiast uciekać w pastele i fundować słuchaczom nastrojową winietę otrzymujemy pełny obraz całości i wgląd w dalsze plany świetnie rozplanowanej sceny. Jeśli coś ma stanowić impresjonistyczną plamę to takie jest, lecz jeśli zamiast elektronicznych „smug” w trzecim, bądź nawet dalszym rzędzie odzywa się naturalny instrument to ma on właściwy sobie gabaryt, kontur a co najważniejsze wypełnienie – tkankę stanowiącą o jego natywnym brzmieniu.
Zdecydowanie bardziej „chłodne” jazzowe klimaty w stylu „Vägen” Tingvall Trio wcale nie powodują zmiany nastawienia testowanego wzmacniacza. Fortepian lśni i mieni się, wręcz iskrzy, ale wcale nie czuć prosektoryjnej przenikliwości. Wręcz przeciwnie – możemy się poczuć jakbyśmy zainwestowali w profesjonalną „szklarnię”, czyli diabelnie ostro „rysujące” obiektywy i z małej klatki przesiedli się na średni format. Widać więcej i lepiej, ale nie poprzez odszumienie i podbicie kontrastu lecz przez zniwelowanie ziarna i poprzednio niezauważanych zniekształceń.  A jak wypada coś niekoniecznie audiofilskiego? Wcale nie gorzej. Co prawda „Rock or Bust” AC/DC nie sprawia takiej radości, jak zdecydowanie bardziej wiekowe „The Razors Edge", ale jest to najlepszy przykład na umiejętność właściwego różnicowania jakości materiału źródłowego a zarazem braku tendencji do pastwienia nad nie zawsze perfekcyjnie realizowanymi nagraniami rockowymi. Co istotne nie ma nawet śladu jakże zabójczego dla cięższych brzmień osuszenia, czy podkreślania sybilantów i w rezultacie popadania w ofensywność i jazgot. Mała rzecz a cieszy.

Im dłużej miałem MF M5si w swoim systemie, tym częściej łapałem się na refleksjach, że jest to kawał świetnego wzmaka mającego do zaoferowania nie tylko dużą elastyczność jeśli chodzi o dobór kolumn, ale również zdolność niemalże całkowitego znikania w torze. Jeśli więc tylko potrzebujecie amplifikacji, która powie Wam prawdę o pozostałych komponentach a jednocześnie nie zdewastuje posiadanej płytoteki, to odsłuch M5si koniecznie powinien znaleźć się w Waszych planach na któryś z najbliższych weekendów.



Marcin Olszewski

Dystrybucja: Rafko
Cena: 9 999 PLN

Dane techniczne:
Moc wyjściowa: 2 x 150 W/8 Ω
THD (+ szum): <0,010% (typowo, 20 Hz - 20 kHz)
Stosunek sygnał/szum: >100 dB (ważony, „A”)
Pasmo przenoszenia: 10 Hz – 20 kHz (+0, –0,1 dB)
Wejścia: 4 pary RCA, 1 USB (max. 24-bit/96kHz), 1 para RCA gramofonowe MM
-------------------------------------------------
Wejście gramofonowe MM
Czułość wejściowa: 3 mV
Stosunek sygnał/szum: >70 dB (ważony, „A”)
Impedancja wejściowa: 50 kΩ
Pasmo przenoszenia: RIAA/IEC | ±0,5 dB, 20 Hz-20 kHz
-------------------------------------------------
Wymiary (SxWxG): 440 x 100 x 405 mm
Waga: 14,6 kg

System wykorzystany podczas testu:
- CD/DAC: Ayon CD-1sx
- Selektor źródeł cyfrowych: Audio Authority 1177
- Odtwarzacz plików: Bluesound NODE2
- Wzmacniacz zintegrowany: Electrocompaniet ECI5; Accuphase E-470
- Kolumny: Gauder Akustik Arcona 80 + spike extenders; Audiovector SR3 Signature
- IC RCA: Antipodes Audio Katipo
- IC XLR: LessLoss Anchorwave; Organic Audio; Amare Musica
- IC cyfrowe: Fadel art DigiLitz; Harmonic Technology Cyberlink Copper; Apogee Wyde Eye; Monster Cable Interlink LightSpeed 200
- Kable USB: Wireworld Starlight; Goldenote Firenze Silver
- Kable głośnikowe: Organic Audio; Signal Projects Hydra
- Kable zasilające: Furutech FP-3TS762 / FI-28R / FI-E38R; Organic Audio Power; Acoustic Zen Gargantua II
- Listwa: GigaWatt PF-2 + Furutech FP-3TS762 / Fi-50 NCF® /FI-50M NCF®
- Gniazdo zasilające ścienne: Furutech FT-SWS®
- Platforma antywibracyjna: Franc Audio Accessories Wood Block Slim Platform
- Przewody ethernet: Neyton CAT7+
- Akcesoria: Sevenrods Dust-caps; Furutech CF-080 Damping Ring; Albat Revolution Loudspeaker Chip


Zobacz też

High End 2012 - Monachium

Hegel HD25

Wzmacniacz zintegrowany Octave V-80

Bluesound NODE 2

Yamaha na Musikmesse 2017

Wyszukaj Artykuł

Przystępując do Klubu zyskujesz:

  • Dostęp do dodatkowych artykułów i testów sprzętu
  • Zniżki na zakupy w sklepach partnerskich
  • Kartę członkowską Klubu
  • Możliwość udziału w cyklicznych spotkaniach klubowiczów:
    • spotkania ze specjalistami z branży audio
    • spotkania z innymi audiofilami
    • darmowy catering
  • Przypisanie do grupy "Klubowicz" na forum, a co za tym idzie:
    • większą skrzynkę na wiadomości PW
    • możliwość edycji własnych postów przez 30 minut od publikacji
    • większe limity na umieszczane załączniki
    • większe limity w zakładce Galeria
    • większe limity w zakładce Blogi
    • możliwość tworzenia blogów prywatnych i tylko dla przyjaciół


Najnowsze komentarze





Klub.AudioStereo.pl - Artykuły, porady, felietony, konkursy, recenzje audio, testy sprzętu i wiele innych ciekawych informacji.
Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

Audiostereo dokłada wszelkich starań, aby traktować użytkowników uczciwie i otwarcie, przy uwzględnieniu najlepszych praktyk. Korzystając z naszej strony wyrażasz zgodę na wykorzystywanie przez nas plików cookies, w celu zapewnienia Ci wygody podczas przeglądania naszego serwisu. Aby dowiedzieć się więcej na temat cookies oraz w jaki sposób z nich korzystamy, kliknij tutaj