Skocz do zawartości

Audiostereo.pl: Audiostereo Forum - Audiostereo.pl


Logo Magazyn
Witamy ponownie, Gość


Rotel A12

26.09.2017 04:00 | Fr@ntz w Wzmacniacze
  • Nie możesz edytować tego wpisu
Po bezprzewodowych i mniej bądź bardziej przenośnych gadżetach uprzyjemniających naszą zazwyczaj szarą i monotonną bezczynność podczas podróży wreszcie wracamy na właściwe tory klasycznego Hi-Fi. Proszę się jednak niepotrzebnie nie niepokoić, gdyż nawet przez myśl mi nie przeszła idea ekshumacji jakiejś zapomnianej przez Boga i ludzi przykrytej kilkucentymetrową warstwą kurzu zalegającej w najciemniejszym kącie dystrybucyjnego magazynu pseudo legendy z jakże popularnego na portalach aukcyjnych segmentu „vintage”. Nic z tych rzeczy. Chodzi raczej o coś, co nie tylko pod nazwą  „wzmacniacz zintegrowany” w firmowym portfolio figuruje, ale i w pełni na powyższe miano zasługuje.  Chodzi mianowicie o jedną z nowszych, jednak pochodzącą od kolokwialnie mówiąc „starego wyjadacza” – japońskiego Rotela, rozsądnie wycenioną i bogato wyposażoną propozycję w postaci niepozornej integry A12. „Życzliwi” obserwatorzy naszego hobby mogliby w tym momencie wzruszyć ramionami i tylko prychnąć o co tyle hałasu, jednak nieco lepiej zorientowane jednostki zdecydowanie powinni wzmóc swoja uwagę, gdyż o ile wszechobecnym trendem jest pompowanie cen przy jednoczesnym obniżeniu kosztów własnych i niejako przy okazji jakości, to w Rotelu najwidoczniej dział R&D kierownictwo trzyma w odosobnieniu z całkowitym embargo na marketingowe trendy. Brzmi ciekawie? Jeśli tak, to zapraszam do dalszej lektury.

A12-0002.jpg A12-0003.jpg A12-0005.jpg
A12-0006.jpg A12-0007.jpg A12-0008.jpg
A12-0009.jpg A12-0010.jpg A12-0011.jpg
A12-0013.jpg A12-0016.jpg A12-0018.jpg


Gdyby nie centralnie umieszczony, bladobłękitno-zielonkawy (to taka trupio-biała jarzeniówkopodobna poświata)  wyświetlacz i gniazdo USB front tytułowego Rotela byłby nad wyraz namacalnym dowodem na to, że niektóre rzeczy się nie starzeją i raz, ale dobrze zaprojektowane mogą przetrwać wieki. Zakładam, że powodem takiego stanu rzeczy jest umiejętność nad wyraz udanego połączenia ergonomii ze swoistym minimalizmem, oraz korzystaniem z dobrodziejstw współczesnych technologii. Biorąc nieco dokładniej ścianę przednią A12 pod lupę okaże się, że większości z nas do pełni szczęścia w zupełności wystarczy dostępna, czy to z poziomu frontu, czy też pilota, guzikologia i niespecjalnie korcić nas będzie eksploracja całkiem logicznego i intuicyjnego menu. Jednak ad rem. Na zalotnie pobłyskującym w naszym kierunku błękitnymi diodami płacie szczotkowanego aluminium do dyspozycji mamy bowiem, patrząc od lewej, włącznik główny, port USB, 3.5 mm gniazdo słuchawkowe, dwa przyciski odpowiedzialne za uaktywnienie dwóch zestawów terminali głośnikowych, dziewięć kolejnych – dedykowanych poszczególnym wejściom, trzy odpowiedzialne za obsługę menu i kończącą wyliczankę masywną gałkę regulacji głośności. Zanim jednak przejdziemy dalej pozwolę sobie zwrócić uwagę, iż oprócz balansu, początkowego poziomu głośności po uruchomieniu, czy też modelowania brzmienia z poziomu menu możemy również wykonać n.in. jeszcze jedną rzecz. Otóż eleganckim ukłonem w kierunku niezorientowanych technologicznie odbiorców jest możliwość ustawienia w menu wzmacniacza trybu pracy portu USB. Otóż do wyboru jest niewymagający instalacji jakichkolwiek sterowników wariant 1.0  kończący swoją funkcjonalność na 24 bit/96 kHz, oraz zdecydowanie bardziej zaawansowany, lecz już wymagający dedykowanego oprogramowania (przynajmniej dla komputerów z Windowsem, bo Mac-ki sobie z tym radzą bez najmniejszych problemów) 2.0 zdolnego obsłużyć strumień danych 24 bit/192 kHz. Mała rzecz a cieszy.
Ściana tylna ze względu na swoją niezbyt imponująca powierzchnię może w pierwszej chwili sprawiać wrażenie nieco zatłoczonej, ale proszę i wierzyć na słowo, że na tych pułapach cenowych od przybytku głowa nie boli a przekładając powyższa ludowa mądrość na prawa marketingu nie ma takiej rzeczy, której nie można użyć udowadniając własna wyższość nad konkurencją. Mamy zatem tu praktycznie wszystko, czego tylko audiofilska dusza może zapragnąć. Jest zatem dedykowane wkładkom MM wejście phono, są cztery pary wejść liniowych i nawet na regulowane wyjścia liniowe wygospodarowano miejsce. To jednak dopiero początek wyliczanki, gdyż tuż nad nimi znalazł się odbiornik Bluetooth a obok wejście USB. Nie zabrakło też dwóch cyfrowych wejść koaksjalnych i dwóch optycznych (wszystkie obsługują 24 bit/192 kHz), terminali Rotel Link, na zewnętrzny czujnik IR, triggera, czy też koniecznej przy komunikacji z domowa inteligencja RS232. No i są jeszcze podwójne terminale głośnikowe, które niby akceptują zarówno banany, jak i widły, ale przy tych drugich sugeruję daleko posuniętą ostrożność, gdyż ich rozstaw jest nazwijmy to delikatnie „dość problematyczny” i mając przewody głośnikowe zakonfekcjonowane masywnymi widłami trzeba wykazać się precyzją i dokładnością jakiej nie powstydziłby się światowej klasy neurochirurg.

Rzut oka do wnętrza można określić mianem powrotu do przeszłości i to w zdecydowanie pozytywnym znaczeniu tego zwrotu. Zamiast wszechobecnych impulsowych zasilaczy i gotowych, OEM-owych D-klasowych stopni wyjściowych mamy wszystko to, co tygryski lubią najbardziej. Po pierwsze w sekcji zasilania, jak to mawia klasyk „nie ma lipy”, jest za to średniej wielkości klasyczny toroid współpracujący z dwoma solidnymi kondensatorami o pojemności 10 000 µF i przejmujący pałeczkę po starszym bracie w trybie standby dodatkowy transformator EI a po drugie końcówkę mocy oparto o pracujące w klasie AB tranzystory bipolarne 2SA1695/2SC4468 – po dwie pary na kanał. Tranzystory przykręcono do centralnie umieszczonego radiatora. Ze względu na to, że część analogową i zasilanie umieszczono na szczelnie wypełniającej wnętrze płytce drukowanej układy cyfrowe powędrowały na własny, zlokalizowany piętro wyżej laminat. Znajdziemy tam procesor ARM, kontroler USB (XMOS 8U6C5), dwa zegary taktujące (dedykowane wielokrotnościom częstotliwości 44,1 i 48 kHz), odbiornik S/PDIF AKM AK4118 i oczywiście kość przetwornika Wolfson WM8740.

No dobrze. My tu sobie gadu gadu o walorach czysto wizualnych i tym, co producent był łaskaw upakować w nie ma co ukrywać całkiem zgrabnej bryle, lecz najwyższy czas zamiast się przyglądać wypadałoby dzisiejszego bohatera posłuchać. Ze względu na fakt iż urządzenie dotarło do mnie w stanie fabrycznej dziewiczości niestety nie miałem innego wyjścia niż po wypakowaniu i sesji fotograficznej  dać mu kilka dniu pograć i to najlepiej tak, żebym zbytnio nie miał okazji zbyt często rzucać na niego uchem. Całe szczęście w tzw. międzyczasie trafił  mi się całodzienny wyjazd na siódmą edycję wrocławskiego Audiofila, więc rejestrację ewentualnych anomalii związanych z akomodacją japońskiej integry scedowałem na domowników. Po kilkudniowej  rozgrzewce, gdy ewentualna ewolucja przybrała poziom czysto życzeniowy uznałem, że nie ma co zwlekać i trzeba brać A12-kę na przesłuchanie.
Mając świeżo w pamięci praktycznie dokładnie tak samo wycenioną integrę NAD c368 gdzieś tam podświadomie zastanawiałem się jak na jej tle wypadnie tytułowy Rotel. Pikanterii temu nieco korespondencyjnemu sparringowi nadawał fakt, że wieki temu większość poszukujących dobrego brzmienia za rozsądne pieniądze audiofilów stawała przed podobnym dylematem i tylko od własnych preferencji brzmieniowych zależało w którą stronę, którą ścieżką podążali. NAD niejako od zawsze kojarzył się bowiem z magnetyczną, soczystą średnicą i nieco zaokrąglonym, lecz w sposób oczywisty pomagającym cierpiącym na jego niedostatki kolumnom basem. Rotel z kolei stawiał na precyzję, konturowość i natywną „chrupkość”, co z kolei dyscyplinowało nieco rozlazłe i „kluchowate” systemy. A jak korespondują z powyższym rysem historycznym współczesne konstrukcje wspomnianych brandów? Skoro o NADzie swoje trzy po trzy już napisałem w sierpniu czas na Rotela, który … najwyraźniej nie ma ochoty zrywać z rodową spuścizną, czyli w telegraficznym skrócie można uznać, że wszystko jest po staremu. Mamy zatem wszystko to, do czego wierni fani zdążyli się przez lata przyzwyczaić, polubić a w wielu przypadkach pokochać miłością świadomą i dojrzałą. Jest zatem kontur, precyzja i umiar w domenie barw, oraz nasycenia, saturacji. Czy to źle? W żadnym wypadku – mamy jedynie to, na co tak naprawdę mniej, bądź bardziej świadomie liczyliśmy. Już od pierwszych tonów słychać, że tego typu maniera świetnie sprawdzi się we wszelakich odmianach muzycznych syntetyków i … tak tez jest w rzeczywistości. Drum’n’bassowy album „Paradise Lost” duetu Delta Heavy bezlitośnie smagał słuchaczy nie tylko twardym jak kowalki młot basem, ale i świdrował surowym, chropawym przeciwległym skrajem pasma. Dźwięk był niezwykle zwarty, krępy i sprężysty a jedyne do czego mógłbym mieć zastrzeżenia, to jego potęga i wolumen przy wyższych poziomach głośności. Wspominam jednak o tym nie po to, żeby integrę Rotela zdeprecjonować, lecz aby uzmysłowić jej potencjalnym nabywcom sensowność świadomego wyboru towarzyszących jej kolumn. Nie bez powodu bowiem producent uczciwie, na ścianie tylnej – pod terminalami głośnikowymi, zamieścił informację o zalecanej  8 Ω impedancji podpinanych pod A12 kolumn. Również dane techniczne dotyczące oddawanej mocy dotyczą wyłącznie takiego obciążenia i sugeruję wziąć to sobie do serca. Moje dyżurne Gaudery nie będąc ani 8 Ω-owymi, ani tym bardziej łatwymi do poprawnego wysterowania konstrukcjami ewidentnie dały Rotelowi popalić i nie ma co ukrywać było to słychać. Dodatkowo decydując się na A12-kę lepiej sięgać po konstrukcje głośnikowe bazujące na papierowych, bądź polipropylenowych drajwerach średnio – niskotonowych aniżeli aluminiowych, czy ceramicznych. Chyba, że jesteśmy miłośnikami krochmalenia bielizny, ze skarpetkami włącznie, to wtedy i okablowanie Nordosta będzie do kompletu pasowało jak ulał.  No dobrze, żarty na bok. Przechodząc do nieco bardziej popularnych klimatów, czyli równie co Rotel świetnie nawiązującej do muzycznych wspominek najnowszej płyty „The Punishment of Luxury” Orchestral Manoeuvres In The Dark (OMD) okazało się, że właśnie niemająca zbyt wiele wspólnego z naturalnym instrumentarium elektronika jest naturalnym środowiskiem żerowania Rotela. Nie dość, że wszystko spinało się w niezwykle homogeniczną i logiczną całość, to już po kilku taktach uzależniało niepozwalającą spokojnie usiedzieć w miejscu motoryką.
A jak z innymi gatunkami? To zależy. Pod tą enigmatyczną odpowiedzią kryje się bowiem całkiem autentyczna garażowość utożsamiana z cięższymi thrashowymi odmianami rocka w stylu „Rust In Peace” Megadeth, czy nomen omen „Garage Inc.” Metallicy, oraz niezbyt wpisująca się w moje gusta zachowawczość w domenie eufonii i wysycenia kameralistyka reprezentowana m.in. przez album „De rio a Rio” Viola da Samba, czy filmowa symfonika jak „Hatari!” Henry’ego Manciniego.
Porównując interfejsy analogowe z cyfrowymi uczciwie trzeba przyznać, że Rotelowi w obu przypadkach udało się zachować tak brzmieniową, jak i jakościową spójność. Oczywiście powyższe uwagi mają sens, gdy wpinane w A12-kę źródła są z podobnego pułapu cenowo/jakościowego a i reprodukowany przez nie sygnał powyższe kryteria sensowności spełnia. Jest jednak jeden, dość oczywisty wyjątek – Bluetooth, którego obecność niby cieszy, szczególnie małoletnich domowników, lecz dla nieco bardziej wymagającego odbiorcy jest to radość nieco przez łzy i zgrzytanie zębów, gdyż regres w stosunku do pozostałych sposobów transmisji jest równie bolesny jak leczenie kanałowe. Dramatycznemu spadkowi ulega rozdzielczość, dotychczasowa wieloplanowość osiąga głębię oleodruku a po kwadransie, góra dwóch takiej sonicznej kuracji większość z nas będzie wolała spędzić resztę popołudnia w ciszy.

Nie da się zatem ukryć, iż Rotel A12 nie będąc aż tak wszechstronnie uzdolnioną i uniwersalną bestią jak opisywany w zeszłym miesiącu NAD http://www.klub.audiostereo.pl/recenzje-wzmacniacze/nad-c368-art604.html celuje w nieco inny target. Trudno się jednak temu jego „sfokusowaniu” dziwić, gdyż zamiast próbując być urządzeniem do wszystkiego i dla wszystkich jest wymarzoną wręcz propozycją dla wszystkich tych, którzy poza elektronikę i cięższe odmiany Rocka niespecjalnie wyściubiają nos i dobrze im z tym. Pozwala przy tym na pełną integrację szerokiego wachlarza źródeł tak analogowych, jak i cyfrowych, więc ogranicza ewentualne wydatki przy przyszłym rozroście systemu.

Marcin Olszewski

Dystrybucja: Audio Klan
Cena: 3 959 PLN

Dane techniczne:
Moc wyjściowa: 2 x 60 W /8 Ω
Impedancja głośników (min): 4 Ω
Typ wzmacniacza: Analogowy
Pasmo przenoszenia: 10 HZ - 100 kHz
Stosunek sygnał/szum: 100 dB
Zniekształcenia THD: < 0.03%
Współczynnik tłumienia:  220
Przedwzmacniacz gramofonowy: MM
Impedancja wejściowa: 24 kΩ (liniowe), 75 Ω (cyfrowe), 47 kΩ (phono MM)
Impedancja wyjściowa: 470 Ω
Pobór mocy: 230 W (max), <0.5W (standby)
Wymiary (S x W x G): 430 x 93 x 345 mm
Waga: 8 kg

System wykorzystany podczas testu:
– CD/DAC: Ayon CD-35; Audionet Planck
– Odtwarzacz plików: laptop Lenovo Z70-80 i7/16GB RAM/240GB SSD + JRiver Media Center 22 + TIDAL HiFi + JPLAY; Yamaha WXAD-10
– Selektor źródeł cyfrowych: Audio Authority 1177
– Gramofon: Kuzma Stabi S + Kuzma Stogi + Shelter 201
– Przedwzmacniacz gramofonowy: Tellurium Q Iridium MM/MC Phono Pre Amp
– Wzmacniacz zintegrowany: Electrocompaniet ECI5; T+A PA 2500 R
– Kolumny: Gauder Akustik Arcona 80 + spike extenders
– IC RCA: Tellurium Q Silver Diamond
– IC XLR: LessLoss Anchorwave; Organic Audio; Amare Musica
– IC cyfrowe: Fadel art DigiLitz; Harmonic Technology Cyberlink Copper; Apogee Wyde Eye; Monster Cable Interlink LightSpeed 200
– Kable USB: Wireworld Starlight; Goldenote Firenze Silver
– Kable głośnikowe: Organic Audio; Signal Projects Hydra
– Kable zasilające: Furutech FP-3TS762 / FI-28R / FI-E38R; Organic Audio Power; Acoustic Zen Gargantua II
– Listwa: Furutech e-TP60ER + Furutech FP-3TS762 / Fi-50 NCF® /FI-50M NCF®; AudioQuest Niagara 1000 + NRG-1000
– Gniazdo zasilające ścienne: Furutech FT-SWS®
– Platforma antywibracyjna: Franc Audio Accessories Wood Block Slim Platform
– Przewody ethernet: Neyton CAT7+
– Stolik: Rogoz Audio 4SM3
– Akcesoria: Sevenrods Dust-caps; Furutech CF-080 Damping Ring; Albat Revolution Loudspeaker Chips


Zobacz też

Ayon CD 1sc

DAC USB Styleaudio Carat Ruby 2

Przedpremierowe diamenty na niemieckiej porcelanie

Spotkanie z okazji 10 urodzin forum Audiostereo.pl w salonie Q21

Polk Audio Signature S 55

Wyszukaj Artykuł

Przystępując do Klubu zyskujesz:

  • Dostęp do dodatkowych artykułów i testów sprzętu
  • Zniżki na zakupy w sklepach partnerskich
  • Kartę członkowską Klubu
  • Możliwość udziału w cyklicznych spotkaniach klubowiczów:
    • spotkania ze specjalistami z branży audio
    • spotkania z innymi audiofilami
    • darmowy catering
  • Przypisanie do grupy "Klubowicz" na forum, a co za tym idzie:
    • większą skrzynkę na wiadomości PW
    • możliwość edycji własnych postów przez 30 minut od publikacji
    • większe limity na umieszczane załączniki
    • większe limity w zakładce Galeria
    • większe limity w zakładce Blogi
    • możliwość tworzenia blogów prywatnych i tylko dla przyjaciół


Najnowsze komentarze





Klub.AudioStereo.pl - Artykuły, porady, felietony, konkursy, recenzje audio, testy sprzętu i wiele innych ciekawych informacji.
Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

Audiostereo dokłada wszelkich starań, aby traktować użytkowników uczciwie i otwarcie, przy uwzględnieniu najlepszych praktyk. Korzystając z naszej strony wyrażasz zgodę na wykorzystywanie przez nas plików cookies, w celu zapewnienia Ci wygody podczas przeglądania naszego serwisu. Aby dowiedzieć się więcej na temat cookies oraz w jaki sposób z nich korzystamy, kliknij tutaj