Skocz do zawartości

Audiostereo.pl: Audiostereo Forum - Audiostereo.pl


Logo Magazyn
Witamy ponownie, Gość


Test wzmacniacza Air Tight ATM-1s

29.11.2009 20:42 | audiostereo.pl w Wzmacniacze
  • Nie możesz edytować tego wpisu
Po raz drugi mam przyjemność zaprezentować na Audiostereo elektronikę japońskiej marki Air Tight. Poprzednim razem napisałem trochę o historii tego producenta, więc tym razem będzie krótko. Firma założona została w 1986 roku, zaś jednak jeden z jej założycieli, Atasushi Miura, pracował wcześniej dla Luxmana, co jest dobrą rekomendacją dla wytwórcy sporzętu hi-end. Firma słynie z lampowych wzmacniaczy, raczej drogich oraz bardzo drogich, chociaż dla nieco tańszej elektroniki założony specjalnie markę Acoustic Masterpiece. Testowany wzmacniacz jest w zasadzie końcówką mocy z pasywną regulacją wzmocnienia dla każdego kanału oddzielnie, za pomocą potencjometrów Alpsa. W teście traktowany był jako klasyczna końcówka, sterowana przez firmowe pre ATC-3.

Konstrukcyjnie wzmacniacz to tzw. pająk (najbardziej purystyczny sposób montażu wzmacniaczy lampowych, jednak wymagający wielkiej staranności). Wykonanie jest przejrzyste, z wykorzystaniem dobrych jakościowo elementów. Zastosowano kondensatory Engelend, węglowe rezystory, w torze sygnałowym kondensatory MCC oraz Real Cap. W zasilaczu zastosowano kondensatory Nichicon. Lampy to dwie podwójne triody 12AU7 odwracające fazę, 12AX7 w pierwszym stopniu wzmocnienia oraz lampy mocy EL-34 w stopniu końcowym. Wszystkie lampy są rosyjskie (EH). Obecność akurat tych lamp mocy budzi pewne oczekiwania pod adresem dźwięku, są to chyba najbardziej znane i zasłużone lampy mocy na świecie, jednak często podejrzewane o ocieplanie brzmienia. Z moich doświadczeń wynika jednak, że z brzmieniem lamp może być tak albo tak, albo jeszcze inaczej. Wszystko zależy od aplikacji. We wzmacniaczu uwagę zwracają również dobrej jakości transformatory wyjściowe pochodzące od zewnętrznego dostawcy, oraz duży transformator zasilający własnej produkcji Air Tight. Gniazda z tyłu obudowy są dobrej jakości, zarówno RCA jak i głośnikowe, i nie stwarzały żadnych problemów podczas przyłączania. Interesującym dodatkiem jest gniazdo wejściowe z przodu, które może wygląda dziwnie, ale przekonałem się, że może się przydać. W każdym razie wypróbowałem je i działa. Umieszczony na górnej płycie wskaźnik wychyłowy służy do regulowania prądu podkładu dla lamp mocy. Jest to prosta czynność regulacyjna, w tym wypadku dostępna dla użytkownika, która pozwala na lepsze wykorzystanie lamp i zachowanie stałych walorów brzmieniowych wzmacniacza do samego końca okresu żywotności szklanych baniek. Ogólnie wzmacniacz ATM-1s to niezbyt wielkie, ale piekielnie ciężkie urządzenie, mogące działać jako samodzielny wzmacniacz dzięki obecności regulatorów głośności, jednak zasadniczo przeznaczone do pracy jako końcówka mocy. Oglądane z zewnątrz sprawia bardzo korzystne wrażenie dzięki wysokiej jakości wykończenia (zupełnie niepodobnego do obecnej na rynku lampowej masówki). Pytanie tylko, jakim dźwiękiem się wylegitymuje.

Brzmienie końcówki krótko po włączeniu jest chłodne i przejrzyste. W miarę rozgrzewki, w ciągu pół godziny, dobra przejrzystość zostaje zachowana, natomiast dźwięk lekko zmiękczas się i ociepla. Ostatecznie staje się przyjazny i „fizjologiczny”, jednak wciąż precyzyjny. Charakterystyczna jest dobra dynamika tego wzmacniacza. Nie jest rozmarzony, lecz szybki i z dobrym rytmem. Na takich nagraniach jak „Light as a feather” Corei czy „My Song” Jarreta bardzo solidnie i angażująco była oddana perkusja, zarówno pulsacja rytmu jak i detale typu miotełki. Muzyka jest wciągająca i wykazuje wysoki poziom emocji.

Rytm i szczegółowość to jakby „tranzystorowe” przymioty wzmacniacza, jeśli by sięgać do stereotypów. Cech lampowych szukałem na płytach z utworami wokalnymi i zawierających dźwięk instrumentów solo. „Kind of Blue” pokazał, jak wiele Air Tight ma do pokazania w dziedzinie barwy, zwłaszcza trąbek i saksofonów. Dźwięk płynący z kolumn był tu doprawdy zniewalający i kobietom uda wręcz same się rozchylały. Każdy instrument akustyczny wypadał w tym systemie wprost wyborowo. Średnie tony z EL-34 pokazały wyraźnie najlepszą stronę tych zasłużonych pentod. Kiedy nie tak dawno inna japońska firma z wysokiej półki – Luxman – zapragnęła wypuścić wzmacniacz hi-end nawiązujący do najlepszych tradycji tego producenta, posłużyła się właśnie lampami EL-34. Chyba nie bez powodu.

Prezentacja muzyki jest leciutko dogrzana i nieco przybliżona w porównaniu np. z triodą SE, jednak bez popadania w sztuczną manierę. Głos Kiri Te Kanawa z „Blue Skies” nie sprawił zawodu. Nagranie brzmiało gładko, płynnie, dosyć miękko, bez nadmiernego podkreślania sybilantów. Była w nim bez wątpienia analogowo-lampowa magia. Różnica w porównaniu z SET i z mocnym tranzystorem polegała na nieco mniejszym odczuciu bezpośredniego obcowania z muzyką i muzykami, ale przyjemność słuchania i przekaz emocjonalny były wysokie.

Płyty Stockfisha wykorzystuję zwykle jako test na jakość niskich tonów w nagraniach akustycznych. Test może dotyczyć zarówno zdolności przetwarzania zestawów głośnikowych, jak i rozciągnięcia i zdolności sterowania głośnikami u wzmacniaczy. Te nagrania to trudny test do przejścia. AT pokazał zarówno wystarczającą moc basów, jak i niskie zejście. Nadmiaru basu nie było, ilościowo był w sam raz. Kontrola całkiem dobra, nie odnotowałem problemów. Bas jest stosunkowo miękki, zróżnicowany nie idealnie, ale wystarczająco. W skali akademickiej cztery z plusem.

Barwa głosów, która jest mocną stroną moich płyt analogowych, oddawana była bardzo dobrze. Scena stereofoniczna była całkowicie w porządku – bez fajerwerków, ale i bez braków. Kolumny wykorzystane w teście też nie oferują tutaj zjawisk holograficznych, zapewne niektóre inne zestawy, np. słynne Audio-Physic wyciągnęłyby z AT jeszcze więcej. Nagrania fortepianu solo (Chopin w wykonaniu Geza Anda dla Deutsche Grammophon) ukazały ten wzmacniacz (a właściwie cały system) również z dobrej strony. Lokalizacja instrumentu i atmosfera Sali dawały złudzenie uczestnictwa w spektaklu, zaś barwa dźwięku i waga uderzeń nie pozostawiały uczucia niedosytu, dając przede wszystkim odczucie naturalnej swobody. Słychać subtelność dźwięków, narastanie i wygasanie, drgania powietrza. Jest perlistość. Najważniejszy zaś jest przekaz emocjonalny, który AT zachowuje wiernie.

Dla kontrastu i zmiany nastroju: Wagner. Wzmacniacz przeszedł ten trudny test gładko. Płyta z ‘Tannhaeuserem” (i to pod dyrekcją Karajana) została łyknięta gładko. Skomplikowane spiętrzenia instrumentalne nie stały się porażką tego wzmacniacza, cały czas zachowany był realizm i odczucie obcowania z muzyką graną przez zespół instrumentów, bez popadania w chaos i „ścianę dźwięku”. Pośród minusów można wspomnieć brak maksymalnego nasycenia barwą, głębia tonu nie była tu największa, ale jest to do pewnego stopnia rzecz względna i ktoś o innych upodobaniach niż ja mógłby nie mieć podobnych zastrzeżeń.

W celu uspokojenia, wyciszenia i zakończenia sprawy jakąś konkluzją położyłem na talerzu płytę z pieśniami Schuberta w wykonaniu Fischer-Dieskaua. Po narwanym Wagnerze był to balsam. Głos śpiewaka zabrzmiał dojrzale, jedwabiście, akompaniament Geralda Moore subtelnie mu towarzyszył. Wspaniała płyta wydana przez EMI, wzmacniacz nie przeszkadzał mi w wysłuchaniu jej do końca. Za oknem szaro, w pokoju blask lampy i miganie kręcącego się talerza gramofonu, i pieśni z „Winterreise”. Tak zakończyłem ten test – słuchaniem dla przyjemności zgodnie z nastrojem i porą roku. Wzmacniacz Air Tight to odpowiednie narzędzie do takich zabaw nastrojem.Warto go wysłuchać.
Alek Rachwald

Szczegółowe dane:
Dystrybutor: Soundclub
Cena: 17500 zł

Moc wyjściowa 2 x 36 W/8 Ohm
Czułość wejściowa: 1 V
Impedancja wejściowa: 100 kOhm
Wymiary (SxWxG): 368 x 293 x 231 mm
Masa: 22 kg

System wykorzystany w teście:
wzmacniacz zintegrowany SoundArt Jazz, Trafomatic Elegance, przedwzmacniacze ATC-3 i Trafomatic Line One, kolumny ART Loudspeakers Emotion i Reference Monitor, gramofon VPI Aries 3 (upgrade)/HWM-10.5/Zu-103, odtwarzacz CD Advance Acoustic MCD-403/MDA-503, phonostage RCM Sensor Prelude IC, filtr sieciowy IsoTek Sigmas, kable: interkonekty XLR Argentum Silver, kabel phono VPI, głośnikowe Velum LS-V, Argentum 6/4, sieciowe IsoTek i Zu Audio.

Załączone miniatury

  • 1510723_1.jpg

7 komentarzy


Redaktor
29.11.2009 21:45
Zdjecia

Załączone miniatury

  • 1510729_2.jpg
  • 1510729_1.jpg
  • Zgłoś
Co do walorów brzmieniowych to na razie się nie wypowiem, ale miałem okazję ponosić to cudo i prawdę pisze Redaktor. Ciężkie toto dość zaskakująco (biorąc pod uwagę gabaryty) a i wykonanie godne najlepszych manufaktur zegarmistrzowskich - polecam pobawić się regulatorami głośności ;-)
Poniżej zdjęcie tytułowego wzmacniacza z Audio Show 2009 (niestety nie miał szansy zagrać).

Załączone miniatury

  • 1510922_1.jpg
  • Zgłoś

Redaktor
30.11.2009 09:51
Po raz drugi mam przyjemność zaprezentować na Audiostereo elektronikę japońskiej marki Air Tight. Poprzednim razem napisałem trochę o historii tego producenta, więc tym razem będzie krótko. Firma założona została w 1986 roku, zaś jednak jeden z jej założycieli, Atasushi Miura, pracował wcześniej dla Luxmana, co jest dobrą rekomendacją dla wytwórcy sporzętu hi-end. Firma słynie z lampowych wzmacniaczy, raczej drogich oraz bardzo drogich, chociaż dla nieco tańszej elektroniki założony specjalnie markę Acoustic Masterpiece. Testowany wzmacniacz jest w zasadzie końcówką mocy z pasywną regulacją wzmocnienia dla każdego kanału oddzielnie, za pomocą potencjometrów Alpsa. W teście traktowany był jako klasyczna końcówka, sterowana przez firmowe pre ATC-3.

Konstrukcyjnie wzmacniacz to tzw. pająk (najbardziej purystyczny sposób montażu wzmacniaczy lampowych, jednak wymagający wielkiej staranności). Wykonanie jest przejrzyste, z wykorzystaniem dobrych jakościowo elementów. Zastosowano kondensatory Engelend, węglowe rezystory, w torze sygnałowym kondensatory MCC oraz Real Cap. W zasilaczu zastosowano kondensatory Nichicon. Lampy to dwie podwójne triody 12AU7 odwracające fazę, 12AX7 w pierwszym stopniu wzmocnienia oraz lampy mocy EL-34 w stopniu końcowym. Wszystkie lampy są rosyjskie (EH). Obecność akurat tych lamp mocy budzi pewne oczekiwania pod adresem dźwięku, są to chyba najbardziej znane i zasłużone lampy mocy na świecie, jednak często podejrzewane o ocieplanie brzmienia. Z moich doświadczeń wynika jednak, że z brzmieniem lamp może być tak albo tak, albo jeszcze inaczej. Wszystko zależy od aplikacji. We wzmacniaczu uwagę zwracają również dobrej jakości transformatory wyjściowe pochodzące od zewnętrznego dostawcy, oraz duży transformator zasilający własnej produkcji Air Tight. Gniazda z tyłu obudowy są dobrej jakości, zarówno RCA jak i głośnikowe, i nie stwarzały żadnych problemów podczas przyłączania. Interesującym dodatkiem jest gniazdo wejściowe z przodu, które może wygląda dziwnie, ale przekonałem się, że może się przydać. W każdym razie wypróbowałem je i działa. Umieszczony na górnej płycie wskaźnik wychyłowy służy do regulowania prądu podkładu dla lamp mocy. Jest to prosta czynność regulacyjna, w tym wypadku dostępna dla użytkownika, która pozwala na lepsze wykorzystanie lamp i zachowanie stałych walorów brzmieniowych wzmacniacza do samego końca okresu żywotności szklanych baniek. Ogólnie wzmacniacz ATM-1s to niezbyt wielkie, ale piekielnie ciężkie urządzenie, mogące działać jako samodzielny wzmacniacz dzięki obecności regulatorów głośności, jednak zasadniczo przeznaczone do pracy jako końcówka mocy. Oglądane z zewnątrz sprawia bardzo korzystne wrażenie dzięki wysokiej jakości wykończenia (zupełnie niepodobnego do obecnej na rynku lampowej masówki). Pytanie tylko, jakim dźwiękiem się wylegitymuje.

Brzmienie końcówki krótko po włączeniu jest chłodne i przejrzyste. W miarę rozgrzewki, w ciągu pół godziny, dobra przejrzystość zostaje zachowana, natomiast dźwięk lekko zmiękczas się i ociepla. Ostatecznie staje się przyjazny i „fizjologiczny”, jednak wciąż precyzyjny. Charakterystyczna jest dobra dynamika tego wzmacniacza. Nie jest rozmarzony, lecz szybki i z dobrym rytmem. Na takich nagraniach jak „Light as a feather” Corei czy „My Song” Jarreta bardzo solidnie i angażująco była oddana perkusja, zarówno pulsacja rytmu jak i detale typu miotełki. Muzyka jest wciągająca i wykazuje wysoki poziom emocji.

Rytm i szczegółowość to jakby „tranzystorowe” przymioty wzmacniacza, jeśli by sięgać do stereotypów. Cech lampowych szukałem na płytach z utworami wokalnymi i zawierających dźwięk instrumentów solo. „Kind of Blue” pokazał, jak wiele Air Tight ma do pokazania w dziedzinie barwy, zwłaszcza trąbek i saksofonów. Dźwięk płynący z kolumn był tu doprawdy zniewalający i kobietom uda wręcz same się rozchylały. Każdy instrument akustyczny wypadał w tym systemie wprost wyborowo. Średnie tony z EL-34 pokazały wyraźnie najlepszą stronę tych zasłużonych pentod. Kiedy nie tak dawno inna japońska firma z wysokiej półki – Luxman – zapragnęła wypuścić wzmacniacz hi-end nawiązujący do najlepszych tradycji tego producenta, posłużyła się właśnie lampami EL-34. Chyba nie bez powodu.

Prezentacja muzyki jest leciutko dogrzana i nieco przybliżona w porównaniu np. z triodą SE, jednak bez popadania w sztuczną manierę. Głos Kiri Te Kanawa z „Blue Skies” nie sprawił zawodu. Nagranie brzmiało gładko, płynnie, dosyć miękko, bez nadmiernego podkreślania sybilantów. Była w nim bez wątpienia analogowo-lampowa magia. Różnica w porównaniu z SET i z mocnym tranzystorem polegała na nieco mniejszym odczuciu bezpośredniego obcowania z muzyką i muzykami, ale przyjemność słuchania i przekaz emocjonalny były wysokie.

Płyty Stockfisha wykorzystuję zwykle jako test na jakość niskich tonów w nagraniach akustycznych. Test może dotyczyć zarówno zdolności przetwarzania zestawów głośnikowych, jak i rozciągnięcia i zdolności sterowania głośnikami u wzmacniaczy. Te nagrania to trudny test do przejścia. AT pokazał zarówno wystarczającą moc basów, jak i niskie zejście. Nadmiaru basu nie było, ilościowo był w sam raz. Kontrola całkiem dobra, nie odnotowałem problemów. Bas jest stosunkowo miękki, zróżnicowany nie idealnie, ale wystarczająco. W skali akademickiej cztery z plusem.

Barwa głosów, która jest mocną stroną moich płyt analogowych, oddawana była bardzo dobrze. Scena stereofoniczna była całkowicie w porządku – bez fajerwerków, ale i bez braków. Kolumny wykorzystane w teście też nie oferują tutaj zjawisk holograficznych, zapewne niektóre inne zestawy, np. słynne Audio-Physic wyciągnęłyby z AT jeszcze więcej. Nagrania fortepianu solo (Chopin w wykonaniu Geza Anda dla Deutsche Grammophon) ukazały ten wzmacniacz (a właściwie cały system) również z dobrej strony. Lokalizacja instrumentu i atmosfera Sali dawały złudzenie uczestnictwa w spektaklu, zaś barwa dźwięku i waga uderzeń nie pozostawiały uczucia niedosytu, dając przede wszystkim odczucie naturalnej swobody. Słychać subtelność dźwięków, narastanie i wygasanie, drgania powietrza. Jest perlistość. Najważniejszy zaś jest przekaz emocjonalny, który AT zachowuje wiernie.

Dla kontrastu i zmiany nastroju: Wagner. Wzmacniacz przeszedł ten trudny test gładko. Płyta z ‘Tannhaeuserem” (i to pod dyrekcją Karajana) została łyknięta gładko. Skomplikowane spiętrzenia instrumentalne nie stały się porażką tego wzmacniacza, cały czas zachowany był realizm i odczucie obcowania z muzyką graną przez zespół instrumentów, bez popadania w chaos i „ścianę dźwięku”. Pośród minusów można wspomnieć brak maksymalnego nasycenia barwą, głębia tonu nie była tu największa, ale jest to do pewnego stopnia rzecz względna i ktoś o innych upodobaniach niż ja mógłby nie mieć podobnych zastrzeżeń.

W celu uspokojenia, wyciszenia i zakończenia sprawy jakąś konkluzją położyłem na talerzu płytę z pieśniami Schuberta w wykonaniu Fischer-Dieskaua. Po narwanym Wagnerze był to balsam. Głos śpiewaka zabrzmiał dojrzale, jedwabiście, akompaniament Geralda Moore subtelnie mu towarzyszył. Wspaniała płyta wydana przez EMI, wzmacniacz nie przeszkadzał mi w wysłuchaniu jej do końca. Za oknem szaro, w pokoju blask lampy i miganie kręcącego się talerza gramofonu, i pieśni z „Winterreise”. Tak zakończyłem ten test – słuchaniem dla przyjemności zgodnie z nastrojem i porą roku. Wzmacniacz Air Tight to odpowiednie narzędzie do takich zabaw nastrojem.Warto go wysłuchać.
Alek Rachwald

Szczegółowe dane:
Dystrybutor: Soundclub
Cena: 23500 zł

Moc wyjściowa 2 x 36 W/8 Ohm
Czułość wejściowa: 1 V
Impedancja wejściowa: 100 kOhm
Wymiary (SxWxG): 368 x 293 x 231 mm
Masa: 22 kg

System wykorzystany w teście:
wzmacniacz zintegrowany SoundArt Jazz, Trafomatic Elegance, przedwzmacniacze ATC-3 i Trafomatic Line One, kolumny ART Loudspeakers Emotion i Reference Monitor, gramofon VPI Aries 3 (upgrade)/HWM-10.5/Zu-103, odtwarzacz CD Advance Acoustic MCD-403/MDA-503, phonostage RCM Sensor Prelude IC, filtr sieciowy IsoTek Sigmas, kable: interkonekty XLR Argentum Silver, kabel phono VPI, głośnikowe Velum LS-V, Argentum 6/4, sieciowe IsoTek i Zu Audio.
  • Zgłoś

Redaktor
30.11.2009 10:43
Przepraszam za zmianę kolejności wpisów, musiałem skorygować, miałem nieaktualną cenę.
  • Zgłoś

Redaktor
30.11.2009 14:37
Nawiasem mówiąc, szykując ten test zastanawiałem się, ile wzmacniaczy na EL-34 zdarzyło mi się słuchać dłużej. Pierwszy był Amplifon WL-40, swego rodzaju archetyp polskiego niedrogiego lampowca seryjnej produkcji. Potem Spark 634, który był ze mną ładnych kilka lat. Dopiero jego zastąpił mój obecny SoundArt. Może warto dodać, że Amplifona poprzedzał Technics SU-900 Mk.2. Jak z tego wynika, na cztery wzmacniacze w moim życiu, dwa były na tych właśnie lampach. Czy testowałem też coś na 34-kach? Chyba też kiedyś przydarzyła mi się jakaś Opera Consonance, miałem też w teście wzmacniacz Egovox, który jednak został w ostatniej chwili wycofany przez dystrybutora. Szkoda, bo to był ładny dźwięk. Cóż, Egovoxy zniknęły, zanim się na dobre pojawiły, a mógł to być przebój na miarę wczesnego Amplifona, ze względu na połączenie polskiego projektu z chińską ceną. Dziś w teście mamy już do czynienia z zupełnie innym sprzętem i inną ceną, ale ja wciąż lubię dźwięk dobrze zrobionego wzmacniacza na EL-34.
  • Zgłoś
>Testowany wzmacniacz jest w zasadzie końcówką mocy z pasywną
>regulacją wzmocnienia dla każdego kanału oddzielnie, za pomocą potencjometrów Alpsa. W teście
>traktowany był jako klasyczna końcówka, sterowana przez firmowe pre ATC-3.

Redaktorze trochę jednak szkoda, że Air Tight był testowany tylko w systemie z pre. Z mojego doświadczenia związanego z japońskimi integrami (końcówkami z regulacją mocy) wynika, że potrafią one równie ciekawie, aczkolwiek odmieninie grać również bez preampu niejako "soute" vide np. Sun Audio. Dźwięk samej końcówki z własną regulacją jest bardzo dobry, a pre potrafi owszem modyfikować dźwięk samej końcówki dodając nieco dynamiki w skali makro i uderzenia na basie, często niestety kosztem słabszej rozdzielczości, osłabienia timingu i pogorszenia oddania przestrzeni. Przedwzmaciacz stanowi po prostu mniejsze zło za względu na możliwość użytkowania kilku źródeł. Sam używam wymiennie dwóch pre (lampowego i tranzystorowego) ze względu na znaczące różnice, które wnoszą. Żaden z nich nie jest bowiem idealnie "transparentny".
pzdr
Marek
  • Zgłoś

Redaktor
09.12.2009 00:20
Jeszcze parę zdjęć:

Załączone miniatury

  • 1518746_3.jpg
  • 1518746_2.jpg
  • 1518746_1.jpg
  • Zgłoś
Nie masz uprawnień do pisania komentarzy. Zarejestruj się lub zaloguj.
Jeśli posiadasz już konto na Facebooku, możesz się zalogować bez rejestracji ( logowanie przez Facebook).



Zobacz też

Kable Audiomica: Jasper Reference, Volcano Transparent, Rhod Reference, Dolomit Reference

AUDIOFIL

Divine Acoustics Electra 2

Peachtree Audio Decco 65

Calyx & Teebee - wywiad

Wyszukaj Artykuł

Przystępując do Klubu zyskujesz:

  • Dostęp do dodatkowych artykułów i testów sprzętu
  • Zniżki na zakupy w sklepach partnerskich
  • Kartę członkowską Klubu
  • Możliwość udziału w cyklicznych spotkaniach klubowiczów:
    • spotkania ze specjalistami z branży audio
    • spotkania z innymi audiofilami
    • darmowy catering
  • Przypisanie do grupy "Klubowicz" na forum, a co za tym idzie:
    • większą skrzynkę na wiadomości PW
    • możliwość edycji własnych postów przez 30 minut od publikacji
    • większe limity na umieszczane załączniki
    • większe limity w zakładce Galeria
    • większe limity w zakładce Blogi
    • możliwość tworzenia blogów prywatnych i tylko dla przyjaciół


Najnowsze komentarze





Klub.AudioStereo.pl - Artykuły, porady, felietony, konkursy, recenzje audio, testy sprzętu i wiele innych ciekawych informacji.
Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

Audiostereo dokłada wszelkich starań, aby traktować użytkowników uczciwie i otwarcie, przy uwzględnieniu najlepszych praktyk. Korzystając z naszej strony wyrażasz zgodę na wykorzystywanie przez nas plików cookies, w celu zapewnienia Ci wygody podczas przeglądania naszego serwisu. Aby dowiedzieć się więcej na temat cookies oraz w jaki sposób z nich korzystamy, kliknij tutaj