Skocz do zawartości

Audiostereo.pl: Audiostereo Forum - Audiostereo.pl


Logo Magazyn
Witamy ponownie, Gość


Test wzmacniacza Triode TRV-A300SE

29.07.2008 00:51 | audiostereo.pl w Wzmacniacze
  • Nie możesz edytować tego wpisu
Po blisko trzech latach spędzonych ze zbalansowanym Abraxasem na podwójnej 300B w Push-Pull, obudził się audiofilski diabełek i zaczął szeptać do ucha o absolutnej konieczności zmiany amplifikacji. Po pierwsze źródła i częściowo kabelki zostały zupgradowane, po drugie niezbędna jest racjonalizacja kosztów eksploatacji sprzętu (na co komu wzmacniacz z czterema, drogimi przecież, lampami 300B i dający aż 18W na kanał do głośników o skuteczności ok 100dB – i lamp za dużo i „prundu” więcej konsumują – zdecydowanie nieekologicznie i nieekonomiczne), no i po trzecie w ramach generalnej „analogizacji” systemu  wzmacniać go musi koniecznie jakiś SET (najlepiej kultowy SET japoński, a jeśli już nie kultowy to chociaż japoński, a jeśli już ani kultowy, ani japoński to może chociaż na 300B :-)). I choć rozum wskazał od razu cały szereg logicznych argumentów przeciw, to szanse miał marne w starciu z diabelskimi podszeptami. Współudziału winna jest oczywiście również Szanowna Redakcja, która (zapewne w porozumieniu z czartem) ustawiła niby w kącie, ale świetnie widoczne znajome „bańki”, kiedy, niczego się nie spodziewając, przyszedłem posłuchać gramofonu VPI. Nie wnikając już w szczegóły, tak właśnie trafiłem do pana Piotra Bednarskiego z Hi-end Studio, który owe serbskie (jak się okazało) wzmacniacze dystrybuuje. Tak się również zdarzyło, że „serba” (firmy Trafomatic) posłuchać mi nie było dane, ale trafił do mnie na odsłuch wzmacniacz japońskiej firmy Triode Corporation TRV-A300SE. Firma może na razie kultowa nie jest, ale pozostałe warunki jak najbardziej spełnia – wzmacniacz jest SETem, na 300B i na dodatek japońskim.

Wzmacniacz dotarł do mnie niemal prosto z Japonii, stąd przez pierwsze kilka dni jedyne wrażenia nadające się do opisu to wrażenia wizualne. Po wyjęciu z kartonu widzimy niewielkie, niezbyt ciężkie urządzenie, wykonane z iście japońska dbałością o szczegóły – kolorystyka to oczywiście rzecz gustu, ale do wykonania przyczepić się nie można. Jako młodemu (stażem) ojcu od razu wpadła mi w oko kratka osłaniająca lampy, przed małymi, ciekawskimi rączkami – zdecydowany plus dla Triode, z przodu selektor wejść (mamy 3 RCA do wyboru) oraz gałka pasywnej regulacji głośności. Zasadniczo nic więcej nie trzeba, a 3 x RCA to ukłon w stronę klientów, bo dziś niewielu jest takich, którzy (zgodnie z japońska teorią jedynie słusznego wyboru) korzystają wyłącznie z jednego źródła. Ponieważ korzystam ze wzmacniacza na 300B od pewnego czasu, więc od razu zacząłem oglądać jakież to lampy dostarcza firma Triode ze swoim wzmacniaczem i ... nie mam pojęcia – są po prostu obrendowane TRI, i to zarówno 300B, jaki i sterujące 6SN7 (z wywiadu Wojciecha Pacuły z właścicielem firmy, panem Junichi Yamazaki wynika, że Triode Corporation preferuje lampy Okaya – mówiąc szczerze czytając tamten test pierwszy raz usłyszałem o takiej firmie, ale zakładam, że przynajmniej 300B są właśnie firmy Okaya). Przed odsłuchem wzmacniacz pograł pełne cztery doby, czyli około 100h, co już powinno pozwolić mu rozwinąć skrzydła.

Zanim zacznę cokolwiek pisać o wrażeniach odsłuchowych, chciałbym jasno postawić jedna kwestię – dla mnie audiofilizm sprowadza się do znalezienia urządzeń, które odtworzą muzykę w sposób, dający mi maksimum przyjemności z odsłuchu. A zanim niemal każdy audiofil podpisze się pod wyżej napisanym słowami, podkreślę słowo „przyjemność', albo po prostu zdefiniuję je jako oczekiwanie, że dźwięk zabrzmi tak jak lubię, co wcale niekoniecznie oznacza dążenia do  neutralności, naturalności i jeszcze mnóstwa innych audiofilskich określeń, ale do tego, bym mógł wieczorem zasiąść z lampką wina na wygodnej kanapie i rozkoszować się obecnością w moim pokoju Patrici Barber, Muddy Watersa, Wiedeńczyków czy Pavarottiego (RIP), bez wnikania w jakość poszczególnych zakresów, wierność (lub nie) barwy dźwięku z fortepianu (jakbym akurat znał barwę tego właśnie instrumentu), etc, etc, etc . Nie będę bardziej drążył, żeby nie wywołać (kolejnej) wojny zwolenników, czy raczej (głównie) przeciwników takiego podejścia, natomiast napisałem powyższe żeby wyjaśnić dlaczego nie nadaję się specjalnie na recenzenta :-).

Odsłuchując nowe elementy toru korzystam z dość powtarzalnego zestawu płyt. Nie wszystkie są najwyższych lotów jeśli chodzi o jakość dźwięku, ale wszystkie mają dla mnie „walory artystyczne”, czyli po prostu lubię ich słuchać. Na początek „MISTY” Tria pana Yamamoty, ze „zwykłego” CD TBM'u („zwykłe” dlatego, że dla mnie jakościowo jest to ten sam poziom co XRCD). Na wielu systemach (a zwłaszcza na tranzystorowych :-)), fortepian brzmi tak, jakby maestro walił w klawisze co najmniej młotkiem, w systemach  (w mojej definicji) dobrych, jest to jeden z najlepiej nagranych jazzowych fortepianów – bardziej niż klawisze słychać młoteczki i struny, a w tle pomykają sobie bas i perkusja. W niektórych systemach bas dość skutecznie chowa się za fortepianem, tak, że chwilami ciężko go zarejestrować. TRI należy do mojej kategorii dobrych wzmacniaczy – i fortepian brzmi pięknie, perliście, długo wybrzmiewając, oraz grając zdecydowanie na pierwszym planie, i kontrabas grający nieco w tle, jest jednakże dobrze słyszalny, wraz z perkusją i, będącymi jej elementami, przeszkadzajkami. Dla mnie test zdany.

Druga z ulubionych płyt – wydana przez RCA Red Seal „Carmen” z Leontyną Price w roli tytułowej. To właśnie jedno z tych nagrań, których wartość czysto techniczna nie jest może najwyższa, ale za to wartość artystyczna, w moim mniemaniu, jest bardzo wysoka. Z jednej strony wspaniały głos Leontyne – tu bardzo ładnie podany przez  TRV-A300SE, z drugiej dynamiczna, grająca z iście hiszpańskim temperamentem orkiestra Wiedeńczyków pod batutą von Karajana, której to dynamikę wzmacniacz też dobrze oddaje, a z trzeciej strony to świetny test na budowę przestrzeni i planów – znakomicie można śledzić przemieszczanie się bohaterów po scenie i to zarówno pojedynczych osób, jak i całych grup, pod warunkiem, że wzmacniacz i głośniki będę potrafiły to oddać – i znowu TRV radzi sobie z tym zadaniem naprawdę dobrze.

Kolejna klasyka: IX-ta Beethovena, znowu Wiedeńczycy, ale tym  razem pod Boehmem na CD DG, a konkretniej moja ulubiona część, czyli Molto vivace. Mamy tu dużą orkiestrę, zmiany głośności, dynamiki, na dobrym sprzęcie wyraźnie zaznaczone plany, a generalnie całość zagrana jest dość szybko i żwawo (wiele wykonań jest w sporo niższym tempie, co mi zupełnie nie pasuje – przyzwyczaiłem się do tego). Specyfika moich głośników nie pozwala na idealne oddanie dużej orkiestry – po prostu to jest zadanie ponad siły pojedynczego głośnika, stąd w takie nagrania wkrada się u mnie zazwyczaj nieco „bałaganu”, ale dopóki pozostaje to w pewnych granicach, jest dla mnie w pełni akceptowalne. Ważne jest właśnie oddanie narastania dynamiki, oraz dobre pokazanie planów i przestrzeni – zamykając oczy, chcę móc wskazać poszczególne grupy instrumentów. W zasadzie wzmacniacz poradził sobie z postawionym mu zadaniem naprawdę dobrze, acz wydawało mi się, że mój Abraxas nieco lepiej kreśli przestrzeń i pozwalał dokładniej umiejscowić poszczególne grupy instrumentów.

Na koniec jeszcze jedna śpiewająca pani – Patricia Barber z płyty Companion. Płyta jest naprawdę dobrze zrealizowana a fakt, iż jest to płyta koncertowa dodaje jej smaczku. Tzw „kawałkiem testowym” stosowanym przez wielu, jest ostatni utwór czyli słynna Black Magic Women – nie ma tu co prawda magicznej gitary Santany, ale czaruje nas niski, lekko chropowaty a chwilami syczący głos Patricii, organy Hammonda, kontrabas i całe mnóstwo przeszkadzajek. TRV jak przystało na lampę, bardzo dobrze, namacalnie wręcz oddał atmosferę koncertu z żywiołowo reagującą publicznością w tle. „Ultimate test” - zamykamy oczy i ... Patricia siedzi sobie i stuka w klawisze, basista szaleje, ktoś tam nieco głębiej schowany popuszcza wodze fantazji i korzysta ze sporej liczby przeszkadzajek ubarwiając ten kawałek niezwykle – każdą osobę/instrument można wskazać ręką i nie jest to tylko kwestia wskazania kto bardziej na prawo a kto na lewo, ale również kto bliżej a kto dalej stoi na scenie. TRV pięknie obrazuje nam co się na scenie dzieje, oraz wydobywa wiele drobnych „smaczków”, których na słabszych wzmakach nie słychać.

Oczywiście płyt przewinęło się sporo więcej, ale opisując każdą musiałbym spędzić więcej czasu na opisywaniu odsłuchów, niż te odsłuchy faktycznie trwały. Postanowiłem zmienić źródło i sprawdzić jak się ułoży współpraca z Gyro i Nibiru, i to raczej na bardziej „rock&rollowych” kawałkach. Na początek wielki rock&rollowiec bluesa – Muddy Waters, z płyty Folk Singer (Mobile Fidelity) – dla mnie jedna z najlepszych płyt bluesowych wszechczasów. W elektrycznym bluesie „it's all about rythm and pace”, a jeśłi wykonawca jest wielki, to można jeszcze usłyszeć, że człowiek naprawdę czuje bluesa a nie tylko go gra. Tu TRI dał mi mocno odczuć niedoskonałość Abraxasa – lepszy bas, lepiej podane rytm i tempo – nóżka skacze, palce pstrykają w rytm muzyki – musi być najwyraźniej dobrze, Muddy zdecydowanie czuje bluesa, a ja czuję go dzięki niemu. Słuchając tej płyty na Abraxasie bardziej skupiam się na wokalu i gitarze, a na TRV dochodzi do tego dobrze zaznaczony rytm, tak ważny w nagraniach bluesowych.

Następnie poszli inni rock'n'rollowcy, tym razem z Australii, chłopaki z ACDC, płyta „Live” - otwierający Thunderstruck zabrzmiał z wykopem, w dobrym tempie, widać było po prostu Angusa szalejącego po scenie. Przy nagrywaniu tego typu muzyki nie zwraca się specjalnej uwagi na jakość nagrania – przekazana ma być głównie dynamika. Tu jest podobnie, stąd czasem wkrada się nieco chaosu w muzykę, ale to raczej wina nagrania, po części pewnie moich głośników a sam wzmacniacz raczej nie ma z tym nic wspólnego. TRV jest wzmacniaczem bardziej energetycznym i to w takich nagraniach doskonale słychać.

Jeszcze jeden, klasyczny i tym razem rockowy rock'n'rollowiec, czyli grupa Pink Floyd, z koncertowej płyty PULSE. - miały być 2-3 kawałki, a na talerzu lądowały wszystkie 4 płyty (zresztą nie jeden raz). Sam ten fakt świadczy o tym, że mi się podobało, oczywiście nie tylko sama muzyka, ale i sposób jej podania. Potwierdziła się dynamika, pace & rhythm, dobre oddanie atmosfery i energii koncertu, poukładana scena, i zaznaczona (znacznie wyraźniej niż przez Abraxasa) rola gitary basowej i perkusji. Oczywiście stopa ciągle pozostaje najwyżej stópką, ale akurat tego elementu perkusji żaden słyszany przeze mnie system nie potrafił oddać w sposób choćby zbliżony to faktycznego brzmienia, natomiast perkusja jest znacznie lepiej oddana przez Triode, niż w przypadku mojego wzmacniacza. Podobał mi się również wokal Davida Gilmour'a, jak również pań wspierających zespół w chórkach, a w szczególności słynny solowy wokal z The Great Gig in the Sky. Płyte przesłuchałem kilka razy, co najlepiej pokazuje, że po prostu było dobrze.

Podsumować mógłbym na dwa sposoby, w zależności od punktu widzenia. Z jednej strony mógłbym napisać, że nie znalazłem tego, czego szukam, czyli wzmacniacza, który zastąpiłby mój obecny co mogłoby sugerować, że TRV-A300SE nie jest nadzwyczajnym urządzeniem, ale z drugiej strony, na pytanie „gdybym 3 lata temu miał do wyboru Abraxasa i TRV, to który wzmacniacz bym kupił?” odpowiedź brzmi: TRV. Jest to urządzenie w zasadzie podobnej klasy, ale mające kilka plusów, od wyglądu, kratki na lampach i selektora wejść począwszy, a na lepszym podaniu skrajów pasma, z czym wiąże się ów rhythm & pace tak ważny w nagraniach „rock'n'rollowych”, kończąc, i te właśnie (teoretycznie niewielkie) różnice skłoniłyby mnie zapewne do wyboru japońskiego wzmacniacza. Czy można lepiej? Oczywiście tak, o czym przekonałem się odsłuchując kolejny wzmacniacz, z tym że jest jeden problem – ten lepszy wzmacniacz kosztuje ponad 3 razy tyle co wyrób Triode Corporation.
Marek Dyba


Szczegółowe dane:

Dystrybutor: Hi-End Studio Piotr Bednarski
Cena: 8400 zł

Moc: 8W + 8W (8ohm)
Pasmo przenoszenia: 15Hz- 50 kHz (+/- 1dB)
Zniekształcenia: 0.3% (1kHz)
Poziom SN: 85dB
Czułość wejściowa: 0,6V
Impedancja wejściowa: 100kohm
Wyjścia: 6 and 8ohm
Wejścia: 3 (liniowe)
Pobór mocy: 80W
Wymiary WxSxG: 18x22x37,2 cm


System odsłuchowy:
CEC 51XR, Michel Gyro SE + Tecnoarm + AT OC9-II, Phono ESELabs NIBIRU, głośniki – „trumny”, czyli tuba z Fostexem FE206E, kabel głosnkowy BARTKA1, interkonekt PSC Silver/Gold, sieciówki NEEL oraz Garmin

Załączone miniatury

  • 1128426_3.jpg
  • 1128426_2.jpg
  • 1128426_1.jpg

1 komentarzy


adamgdansk
16.02.2016 15:03
Czy ktoś wie ile ten wzmacniacz teraz kosztuje w Polsce? ;)
I czy jest warty uwagi ;)
  • Zgłoś
Nie masz uprawnień do pisania komentarzy. Zarejestruj się lub zaloguj.
Jeśli posiadasz już konto na Facebooku, możesz się zalogować bez rejestracji ( logowanie przez Facebook).



Zobacz też

Klub Audiostereo startuje

Zagubione marzenia?

Test kolumn Audio Solution Quasarus

Kupujemy słuchawki

Sound Blaster E5

Wyszukaj Artykuł

Przystępując do Klubu zyskujesz:

  • Dostęp do dodatkowych artykułów i testów sprzętu
  • Zniżki na zakupy w sklepach partnerskich
  • Kartę członkowską Klubu
  • Możliwość udziału w cyklicznych spotkaniach klubowiczów:
    • spotkania ze specjalistami z branży audio
    • spotkania z innymi audiofilami
    • darmowy catering
  • Przypisanie do grupy "Klubowicz" na forum, a co za tym idzie:
    • większą skrzynkę na wiadomości PW
    • możliwość edycji własnych postów przez 30 minut od publikacji
    • większe limity na umieszczane załączniki
    • większe limity w zakładce Galeria
    • większe limity w zakładce Blogi
    • możliwość tworzenia blogów prywatnych i tylko dla przyjaciół


Najnowsze komentarze





Klub.AudioStereo.pl - Artykuły, porady, felietony, konkursy, recenzje audio, testy sprzętu i wiele innych ciekawych informacji.
Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

Audiostereo dokłada wszelkich starań, aby traktować użytkowników uczciwie i otwarcie, przy uwzględnieniu najlepszych praktyk. Korzystając z naszej strony wyrażasz zgodę na wykorzystywanie przez nas plików cookies, w celu zapewnienia Ci wygody podczas przeglądania naszego serwisu. Aby dowiedzieć się więcej na temat cookies oraz w jaki sposób z nich korzystamy, kliknij tutaj