Skocz do zawartości

Audiostereo.pl: Audiostereo Forum - Audiostereo.pl


Logo Magazyn
Witamy ponownie, Gość


Moon 180 Mind

29.03.2013 06:00 | Fr@ntz w Źródła
  • Nie możesz edytować tego wpisu
Patrząc na segment rynku audio próbujący pogodzić PC-Audio z „prawdziwym” Hi-Fi uważam, że można sparafrazować bardzo nośne w czasach PRLu hasło „w rajstopach coś drgnęło” zastępując ww. wyrób przemysłu tekstylnego „plikami”. Powód takiego budowania, bądź, jak kto woli dorabiania ideologii na pierwszy rzut oka może wydawać się błahy i nieistotny, lecz pozwolę sobie mieć inne zdanie i własną teorię spiskową, którą nie omieszkam się podzielić.

Nie podlega dyskusji, że wszelkiej maści komputery, czy to stacjonarne, czy przenośne przyczyniły się do popularyzacji grania z plików i to nie tylko w systemach desktopowych, ale i tych poważnych – pełnoprawnych przedstawicieli Hi-Fi a czasem i aspirujących do miana High-Endu.  Widok Mini MACów, MacBooków, bądź innych równie designerskich wynalazków w towarzystwie urządzeń o wybitnie audiofilskim rodowodzie od co najmniej dwóch lat nikogo nie dziwi. Ba, coraz częściej komputery wybierane są jako główne/jedyne źródło sygnału cyfrowego.  Jednak po pierwszym zachwycie i euforii uważam, że najwyższy czas na chłodną analizę, gorzką refleksję i kolejny krok naprzód. Nie chciałbym w tym momencie uchodzić za pesymistę, ale inaczej niż „xxx zrobił swoje, xxx może odejść” najbliższej przyszłości komputerów w roli plikoodtwarzaczy nie sposób postrzegać inaczej. Powód jest prozaiczny – one nie zostały do tego stworzone. Pytanie, co rynek oferuje w zamian uznam za retoryczne, gdyż wybór przeróżnych odtwarzaczy sieciowych wciąż rośnie i praktycznie nie ma tygodnia, by internet nie przyniósł wiadomości o mniej, lub bardziej ambitnej konstrukcji. Ponadto w sytuacji, gdy rynek powoli nasyca się DACami zamiast dublować ich funkcjonalność producenci chcąc oszczędzić nabywcom dylematów a sobie dodatkowych kosztów powoli, acz systematycznie wprowadzają „gołe” transporty plików. Na potwierdzenie powyższej tezy po pełnowymiarowym i w dodatku lampowym Ayonie NW-T przyszła pora na zdecydowanie bardziej przystępnego cenowo Moona 180 Mind.

Najmłodsze i zarazem jedno z najbardziej kompaktowych urządzeń kanadyjskiego producenta na pierwszy rzut oka należy do grupy funkcjonalnie oszczędnych. Proszę się jednak zawczasu niepotrzebnie nie martwić i nie zżymać, że ktoś szuka naiwnych na zakup pustej, acz nad wyraz starannie wykonanej wydmuszki  w stylu jubilerskich jaj Fabergé. MiND, czyli MOON intelligent Network Device(Inteligentne Sieciowe Urządzenie Moona) robi dokładnie to, do czego został stworzony, lecz w opozycji do zdecydowanie bardziej „wylewnej interfejsowo” konkurencji się tym nie chwali.

Comp_Moon_180_Mind-2.jpg Comp_Moon_180_Mind-16.jpg

Comp_Moon_180_Mind-17.jpg Comp_Moon_180_Mind-18.jpg

Comp_Moon_180_Mind-19.jpg Comp_Moon_180_Mind-8.jpg

Comp_Moon_180_Mind-10.jpg Comp_Moon_180_Mind-12.jpg

Comp_Moon_180_Mind-14.jpg

Masywny, aluminiowy front zdobi jedynie logo producenta, któremu urody odmówić nie sposób, centralnie umieszczona w poprzecznym podfrezowaniu błękitna dioda informująca o włączeniu urządzenia i nazwa modelu. Korpus został wykonany z jednego profilu z przyklejonymi czterema sferycznymi gumowymi nóżkami. Górny obszar ściany tylnej przypadł w udziale wejściom sygnału – ethernetowemu i Wi-Fi z dedykowaną niewielką anteną, pomiędzy którymi umieszczono schowane we wgłębieniach niewielkie przyciski do updatu i resetu ustawień. Pietro niżej ulokowano wejścia i wyjścia firmowej magistrali komunikacyjnej SimLink, oraz komplet wyjść cyfrowych w skład którego weszły AEX/WBU, koaksjalne SPDIF i optyczne.  Listę zamyka gniazdo zasilania dedykowane przewodowi niewielkiego zasilacza wtyczkowego.




Comp_Moon_180_Mind-15.jpg

Po odkręceniu frontu udało mi się dostrzec we wnętrzu trzy płytki drukowane, przy czym na jednej ulokowano układy zasilacza, zaś komunikacja pomiędzy pozostałymi odbywała się taśmami komputerowymi. Na bardziej agresywną wiwisekcję się nie zdecydowałem, gdyż wiązałaby się ona z koniecznością powypinania przynajmniej kilku złączek, które jakoś nie wykazywały specjalnej chęci do współpracy.Jednak patrząc na dołączane przez Moona oprogramowanie/aplikację sterującą na „izabawki” można ze sporą dozą prawdopodobieństwa przypuszczać, iż układy na jakich oparto odtwarzacz pochodzą od StreamUnlimited. Skoro już wspomniałem o oprogramowaniu to „app” dla smartfonów i tabletów opartych na iOSie działa szybko, stabilnie i nie można odmówić mu intuicyjności. W dodatku zaimplementowano w nim możliwość przyporządkowania poszczególnych MiNDów do konkretnych stref, czyli coś, do czego od dawna próbują przekonać nabywców takie marki jak Linn, czy Sonos.

Zagłębiając się trochę bardziej w zagadnienia konfiguracyjne okazało się, że co prawda w materiałach firmowych producent zaleca Asset UPnP, lecz podczas testów nie odnotowałem nawet najmniejszych problemów ze współpracą zarówno z Twonky’m zainstalowanym na 2TB dysku sieciowym WD My Book Live, jak i chodzącymi na laptopie PS Audio eLyric Music Managerem, oraz JRiverem . W dodatku z obu ww. aplikacji możliwa była pełna kontrola nad odtwarzanym poprzez Moona materiałem. Czyli nabywcy niedysponujący smartfonami i tabletami ozdobionymi nadgryzionym jabłkiem mogą znaleźć sposób by do chwili udostępnienia aplikacji na Androida swobodnie zarządzać streamingiem np. z poziomu aplikacji Gizmo.

Na wstępie przyznam, że na streamer Moona ostrzyłem sobie zęby dość długo i po uzyskaniu zapewnienia od dystrybutora, że jak tylko dostawa pojawi się w Polsce, to o mnie nie zapomną zachowywałem się trochę jak dzieciak wyczekujący Bożego Narodzenia.  Serio, serio. Powód był dość prozaiczny – wreszcie na rynku miało pojawić się urządzenie dla ludzi. Bez zbędnych udziwnień, wykorzystywanych przez ułamek promila wodotrysków – po prostu rasowe „plug&play”, czyli podłączyć i zapomnieć. Uruchamianie / usypianie z poziomu aplikacji, brak konieczności budowania dla niego „ołtarzyka” są moim zdaniem dość wyraźną wskazówką, że jeśli ustawimy MiNDa nawet za telewizorem, bądź innym bibelotem, to korona mu z głowy nie spadnie.

Kiedy wreszcie filigranowa i pachnąca fabryką 180-ka do mnie trafiła po pierwszych dźwiękach, jakie udało jej się przetworzyć, nastąpiło początkowe rozczarowanie, które przypisałem niewygrzaniu urządzenia. Słyszalne oznaki spłaszczenia, nerwowości i metaliczności dalekie były od tego, z czym kojarzyły mi się wyroby tego kanadyjskiego producenta. Dlatego też, dałem MiNDowi nieco czasu i wróciłem do swojej wysłużonej Olivki a Moon przez prawie tydzień pojony był sygnałem jednej z internetowych rozgłośni radiowych. W międzyczasie okazało się, iż po Wi-Fi plikiem gęstszym niż 16Bit/48kHz odtwarzacza nie nakarmimy.  Po tej, niejako wymuszonej, kwarantannie ponownie podpiąłem go pod DACa i … było dobrze. Ba, było lepiej niż dobrze. Po zaobserwowanych w fazie początkowej anomaliach nie pozostało nawet wspomnienie, a z głośników popłynęły dźwięki niczym niezdradzające przystępnej ceny źródła, które je przetworzyło. W porównaniu do testowanego niedawno Ayona NW-T całość nie dysponowała może taką masą i nasyceniem, jednak im dłużej Moona słuchałem, tym bardziej nabierałem przekonania, że udaje mu się całkiem przekonująco znikać w torze. Powyższe obserwacje potwierdził kilkutygodniowy mariaż streamera z niezwykle transparentnym przetwornikiem/preampem Vitus RD-100. Zdając sobie jednak sprawę, że szansa, aby taki zestaw zagościł w Państwa domach jest dość znikoma, do testów używałem wejścia cyfrowego w odtwarzaczu Ayon 1sc, oraz równie muzykalnego, co urodziwego DACa April Music Eximus DP1. W obu ww. zdecydowanie bardziej realnych pod względem budżetu przypadkach większy wpływ na końcowe brzmienie miały właśnie przetworniki delikatnie przysłaniające swoją sygnaturą przeźroczysty transport. W związku z powyższym, czego by o Moonie nie napisać, będzie to pochodną bądź to brzmienia materiału źródłowego, bądź pozostałych elementów toru, w którym MiNDowi przyjdzie grać. Całe szczęście mając na wyposażeniu przetwornik Vitusa mogłem pobawić się w domorosłego detektywa i bit po bicie, nuta po nucie starać się przyłapać filigranowego kanadyjskiego niebieskookiego cyklopa na odstępstwach od wzorca. Niestety podczas wykonywania czynności dochodzeniowo – śledczych natrafiłem na nieprzewidziane okoliczności. Otóż zakładając odsłuchy kilku znanych niemalże na pamięć fragmentów nie uwzględniłem zdolności Moona do bezprzerwowego, czyli gaplessowego grania, co objawiało się dość dramatycznym wydłużeniem czasu odsłuchów. Dźwięki dobiegające z głośników wciągały w wir wydarzeń bardziej niż chodzenie po bagnach i jeśli zawczasu nie przygotowywałem gotowej playlisty a jedynie kliknąłem którąś z oper Vivaldiego(„Motezuma”), czy Verdiego („Il Trovatore”),  to zanim uświadamiałem sobie, że coś jest nie tak był już środek nocy. Podobnie było z klasyką rocka – ostatni remaster „The Wall” Floydów nie raz i nie dwa przeleciał w całości nie wiadomo kiedy.  Jednak coś tam udało mi się w międzyczasie zanotować. Po pierwsze MiND starał się poprzez swoją neutralność dostarczać jak najbardziej spójny a zarazem ostry (czyt. wyraźny) obraz reprodukowanego spektaklu muzycznego. O ile w nagraniach studyjnych o precyzji ustawienia poszczególnych muzyków na wirtualnej scenie decydują w głównej mierze bardziej, bądź mniej uzdolnieni realizatorzy, to już przy koncertach i przedstawieniach z większym aparatem wykonawczym systemy audio mają spore pole do popisu. Nie inaczej było i tym razem. Wieloplanowość oper, czy zagmatwane niuanse progrockowych pasaży („A Dramatic Turn Of Events” [24bit 96kHz] Dream Theater) nie wyprowadziły Moona z równowagi. Precyzja i gładkość (nie mylić z wygładzaniem/ujednolicaniem) dźwięku zasługiwały jedynie na niemalże same superlatywy. Co prawda w porównaniu z Ayonem (NW-T) najwyższym składowym można byłoby zarzucić brak takiego entuzjazmu i szlachetnego blasku połączonego z iście alpejską rześkością, ale … warto pamiętać, że za tego typu atrakcje austriacki producent życzy sobie blisko trzykrotnie więcej niż Moon. W dodatku, żeby wychwycić aż tak wysublimowane niuanse nie należy zapominać o reszcie toru, ze szczególnym uwzględnieniem zespołów głośnikowych o odpowiednio „otwartej” górze. Bez tego bardzo możliwe, że ww. detale mogą zostać niezauważone.  Jednak pewne różnice na Moonie było widać ( słychać) jak na dłoni. Chodzi o jakość materiału źródłowego. Porównania „zwykłych RIPów” z ich „gęstymi” remasterami dość boleśnie uświadamiały słuchaczowi ile informacji potrafi pozostawać w studiach nagraniowych. Kwestia stabilności sceny, swobody z jaką muzyka mogła być prezentowana nie podlegała dyskusji  - większość „zwykłych” plików nie była w stanie oddać tego co dla ich „szlachetniej urodzonego” rodzeństwa było całkowicie naturalne. Jednak podczas testów wyszła jeszcze jedna zdolność 180-ki – zdolność do ukazywania różnic np. pomiędzy tłoczeniami europejskimi (często polskimi) i niestety tylko teoretycznie bliźniaczymi japońskimi, bądź amerykańskimi. Niby bit jest bit, ale to, co można było usłyszeć porównując „fizyczne” krążki MiND wyciągał z plików.
Jeśli chodzi o temperaturę, czy barwę, to producentowi udało się znaleźć idealną równowagę pomiędzy chłodnym i beznamiętnym obiektywizmem a rozentuzjazmowaną spontanicznością przesaturowanych widokówek.  Nie oczekiwałbym problemów z dopasowaniem do praktycznie każdego systemu, o ile tylko nabywca nie będzie chciał za pomocą źródła zmienić, naprawić, czy zamaskować już obecnych w systemie błędów i nieprawidłowości. Wtedy oczywiście gwarancja braku satysfakcji będzie 100%.

Szczerze powiedziawszy nie spodziewałem się po tak rozsądnie wycenionym urządzeniu, jakim jest Moon 180 MiND, takiej wierności i takiej transparentności . Określenie High Fidelity, czyli wysoka wierność w przypadku Moona przestaje być jedynie czczym sloganem a wprowadzoną w czyn ideą. Mam też cichą nadzieję, że w najbliższym czasie pojawią się na rynku kolejne, równie ambitne transporty plików, dzięki którym miłośnicy nowych technologii i wygody, bo granie z plików jest niezaprzeczalnie wygodne, nie będą musieli habilitować się z informatyki i stresować przy każdym updacie systemu, czy coś, za przeproszeniem, się nie wykrzaczy.

Tekst i zdjęcia: Marcin Olszewski

Dystrybucja: Audio Klan
Cena: 5 490 zł

Dane techniczne:
- Obsługa DLNA: DLNA 1.5
- vTuner Internet Radio
- Gapless playback
- Silent track scanning
- Wspierane formaty (max 24Bit/192kHz): WAV (PCM), FLAC, FLAC HD, AIF, AAC, ALAC, MP3, WMA-9 i OGG Vorbis
- Wyjścia cyfrowe: S/PDIF (RCA), AES/EBU (XLR), Optical (Toslink)
- Sieci bezprzewodowe: IEEE 802.11 b/g/n Wi-Fi (WEP, WPA i WPA2 encryption)
- Sieci przewodowe: 100 Base-T RJ45 Ethernet

System wykorzystany w teście:

CD/DAC: Ayon 1sc
DAC: Eximus DP1; Vitus RD-100
Selektor źródeł cyfrowych: Audio Authority 1177
Odtwarzacz plików: Olive O2M; laptop Dell Inspiron 1764 + JRiver Media Center
Wzmacniacz: Electrocompaniet ECI 5
Kolumny: Gauder Akustik Arcona 80
IC RCA: Antipodes Audio Katipo
IC XLR: LessLoss Anchorwave; Organic Audio
IC cyfrowe: Fadel art DigiLitz; Harmonic Technology Cyberlink Copper; Apogee Wyde Eye; Monster Cable Interlink LightSpeed 200
Kable USB: Wireworld Starlight; Goldenote Firenze Silver
Kable głośnikowe: Harmonix CS-120
Kable zasilające: Furutech FP-3TS762 / FI-28R / FI-E38R; Organic Audio Power; GigaWatt LC-1mk2
Listwa: GigaWatt PF-2 + kabel LC-2mk2
Stolik: Rogoz Audio 4SM3
Przewody ethernet: Neyton CAT7+
Akcesoria: Sevenrods Dust-caps; Furutech CF-080 Damping Ring; Highend Novum PMR Premium


37 komentarzy

"rozsądnie wycenionym urządzeniu" - 5490 pln! Wy, recenzenci chyba zupełnie straciliście kontakt z rzeczywistością - odtwarzacz sieciowy Ferguson Ariva hd210 oferuje dokładnie taka samą funkcjonalność, dodatkowo odtwarza filmy 1080p, targa torrenty i kosztuje 259 pln. O, sorry - nie jest gapless. 5,5 kpln za coś takiego to jest rozbój w biały dzień!
fcuk! kiedy stałem się haterem?
  • Zgłoś
W tym stwierdzeniu jest "rozsądnie wyceniony" chodzi zapewne o to, że gwarantuje rozsądny zysk producentowi, nie zapominając też o dystrybutorze.
  • Zgłoś
nie jestem sam!! hurrraaa!!
  • Zgłoś
Mnie i tak najbardziej rozbiło zdanie z recenzji wkładki gramofonowej: "Czy DV-20X2 jest wkładką bez wad? Prawdziwym diamentem za niewielkie pieniądze? Jak dla mnie bezwzględnie tak."
Nie, żebym przeczył jakimś twierdzeniom o walorach brzmieniowych, ale słuchanie może być bardzo drogim hobby.

Cena: 2950 zł
Waga wkładki – 9,2 g

9.2 g złota kosztuje dziś 1 554.23 PLN - za stroną http://uncja.com/ceny.html  :)
  • Zgłoś
A któryś z szanownych przedpiszców miał okazję posłuchać MiNDa, bądź choćby zbliżonego cenowo odtwarzacza plików, czy też jak zwykle nie widzieli, nie słyszeli a swoje wiedzą?
  • Zgłoś
A co powiedziałbyś ciekawego na temat wkładki XV1-t za prawie 30 kz? Wiedząc, że optymalny czas grania to ok. 3000 godzin, obliczałbyś ile kasy kosztuje słuchanie jednej strony płyty? Jeśli tak, to nie jest to hobby dla Ciebie, bo nie czerpałbyś z tego żadnej przyjemności.
pozdr.
  • Zgłoś
"[...] szanownych przedpiszców [...]" - Najwyraźniej trochę dotknęło to Szanownego Franciszka Fransuła i siem chyba letko obraził. Ale macie chłopaki 100% racji. Swoją drogą te śmieszne teksty o sprzętach "rozsądnie wycenionych" i po "okazyjnych cenach, to chyba jakaś forma zaklinania rzeczywistości, bo dość często pojawia się w recenzjach. Mogliby sobie już ci "pisarze" darować tego rodzaju teksty.
  • Zgłoś
Napisałem przecież, że nie neguje walorów brzmieniowych i też wydaje kosmiczne pieniądze w stosunku do moich zarobków, na hobby słuchania. Jednak stwierdzenie o "niewielkich pieniądzach", za coś co jest droższe od złota, które podobnież jest teraz bardzo drogie, jakoś mnie porusza. Jest całkiem możliwe, że po posłuchaniu zacząłbym zbierać na to, ale to nie są niewielkie pieniądze.
  • Zgłoś

shukenja
29.03.2013 20:31
a co mają pisać, każdy chce żeby testery u niego zostawały, takie recki wpływają na sprzedaż więc trza pisać pozytywnie.

wreszcie na rynku miało pojawić się urządzenie dla ludzi. Bez zbędnych udziwnień, wykorzystywanych przez ułamek promila wodotrysków – po prostu rasowe „plug&play”, czyli podłączyć i zapomnieć.

sorry moon -  ja wolę te wodotryski.... za połowę ceny tego "podłączyć i zapomnieć".
  • Zgłoś

il Dottore
29.03.2013 21:38
Nie zamierzam hejtować, żeby było jasne. Po prostu chcę zapytać...
I pytanie moje nie odnosi się do MOON'a tylko do każdego odtwarzacza sieciowego w ogóle.
Bo ja nie rozumiem idei tych urządzeń.
Swój S-Box sprzedałem, gdyż zwyczajnie nie był mi potrzebny.
Pytanie moje brzmi: jaką przewagę daje mi odtwarzacz sieciowy w stosunku do komputera?
Przecież komputer każdy ma w domu więc po co wydawać od 300 do 15 000 złotych na pudełko robiące dokładnie to samo, czyli wysyłające sygnał do przetwornika?
I proszę nie pisać, że chodzi o przewagę brzmieniową, bo to rozmowa między dorosłymi ludźmi. :)
  • Zgłoś
il Dottore - a jaką przewagę ma automat Seiko bądź Omegi nad wszystkomającym Casio? Zauważasz bezsens swojego pytania? Jeśli nie, to jeszcze raz powtórzę - Hi-Fi to hobby, tak samo jak kolekcjonowanie zegarków, słabość do określonego typu whisky, bądź cygar. Ma sprawiać przyjemność, abstrahując od ceny jaką za nie trzeba zapłacić. Jeśli ktoś tego nie rozumie, to tak jak Jacek zdążył już napisać - nie jest to hobby dla niego. Niech przestanie się łudzić i przyzna przed samym sobą, że nie jest pasjonatem - audiofilem, lecz po prostu użytkownikiem sprzętu audio.
  • Zgłoś
~Fr@ntz
Rozumie, nie rozumie.
Albo jest PASJONATEM sprzętu audio, nie audiofilem,=idiotą.
  • Zgłoś
Tyle kasy za urządzenie, które służy tylko do streamu i nie potrafi wysłać niczego po analogu to śmiech na sali. Żeby jeszcze było pełnowymiarowe, ale kompletnie nie rozumiem tej koncepcji małego pudła.

Trzeba być faktycznie debilem aby wydać na kartę sieciową + dlna support ponad 5 patyków! Jeszcze nie ma ekranu z przodu, więc musisz mieć jeszcze telefon do sterowania wiec komplet jakieś 6 patyków.

Ja nawet nie wiem czy to urządzenie powinno nosić nazwę streamera, skoro nie potrafi zamienić sygnału cyfrowego na nic innego. Jest to po prostu brzydki, mały komputerek, który ma zastąpić komputerek - chyba jednak wolałbym maca mini już postawić obok niż tę szkaradę.
  • Zgłoś

il Dottore
30.03.2013 12:11
@Frantz: dzięki za odpowiedź. Dzięki też za wyjaśnienie mi, kim jestem a właściwie  kim nie jestem. :)
Między wierszami swojej odpowiedzi zawarłeś też właściwą odpowiedź na moje pytanie.
Za to też dziękuję.
Faktycznie - analogia z zegarkami ma sens.
Nie jestem pasjonatem.
Trudno.
Pasjonat nie zadaje głupich pytań tylko kupuje. Masz rację, że radość z posiadania automatu Omegi jest większa niż z posiadania kwarcowego Casio. Co z tego że kwarc Casio jest dokładniejszy i praktyczniejszy w użytkowaniu. Bez znaczenia - zawsze wybiorę Omegę.
Przepraszam, że się wcinałem z pytaniem absolutnie nie na miejscu.
I jeszcze raz zapewniam że to nie było hejtowanie.
  • Zgłoś

il Dottore
30.03.2013 12:13

Użytkownik LukeSky dnia 30.03.2013 - 12:04 napisał

Trzeba być faktycznie debilem aby wydać na kartę sieciową + dlna support ponad 5 patyków!

Nie hejtuj. Bądź pasjonatem! :)
  • Zgłoś
Hehehehehe. Krótko mówiąc :)
A dłużej:
1. Jak rozumiem, jest to konwerter ethernet-spdif, w zasadzie. Lampowy, ma się rozumieć.
Ciekawe, kiedy do audio trafią karty perforowane - będzie niewątpliwie bardziej analogowo.
    Kolejnym, niewątpliwie milowym, krokiem będzie zaadoptowanie do technologii audio (a  
    może i video !!!) maszyny różnicowej...


2. Na marginesie: DSy Linna można przypisywać do różnych stref od samego początku. I nie
ma z tym żadnego problemu, absolutnie.

3. Ciekawe w recenzji są również spostrzeżenia autora nt. wygrzewania owego konwertera :)
Proponuję autorowi opublikowanie swoich spostrzeżeń dot. wygrzewania, de facto, kart
ethernet :) na jakimś forum związanym z technologiami informatycznymi. Prośba do autora:
jak już to zrobi, to niech da znać. Chciałbym poczytać komentarze :)

4. Rozsądnie wyceniony konwerter za ponad 5kpln :) - no cóż - wychodzi na to, że posługuję
się trochę inną definicją rozsądku (ale to już - przyznam obiektywnie - kwestia zupełnie
prywatna)
  • Zgłoś
Ale z tą lampą to żart? Widzisz tam lampę?
  • Zgłoś
"...Na potwierdzenie powyższej tezy po pełnowymiarowym i w dodatku lampowym Ayonie NW-T przyszła pora na zdecydowanie bardziej przystępnego cenowo Moona 180 Mind..."
Fakt - tyczy się Ayona, a nie Moona - ale i tak jest ciekawie :)
  • Zgłoś
Lampowy streamer DIGITAL -> DIGITAL :) To by było już koniec firmy Moon albo nowa era w ocieplaniu brzmienia zero jedynkowego :)
  • Zgłoś
Raczej nowa era. Nawet jak firma Moon się skończy, to znaleźliby się naśladowcy. Rzecz to pewna :)
  • Zgłoś
Swoją drogą to Moon dość specyficzna firma, klocki drogie, a piloty jak z taniego chińskiego TV :)

Ale co, vintage jest. Znajdą się i tacy co to kupią, wypisując potem na forach że brzmienie dzięki tej inwestycji jest niebotycznie wspaniałe.

Jak ktoś napisał wyżej, pasja ma swoją cenę :)
  • Zgłoś

Tubatoon
30.03.2013 13:45

Użytkownik LukeSky dnia 30.03.2013 - 12:04 napisał

Tyle kasy za urządzenie, które służy tylko do streamu i nie potrafi wysłać niczego po analogu to śmiech na sali. Żeby jeszcze było pełnowymiarowe, ale kompletnie nie rozumiem tej koncepcji małego pudła.

Trzeba być faktycznie debilem aby wydać na kartę sieciową + dlna support ponad 5 patyków! Jeszcze nie ma ekranu z przodu, więc musisz mieć jeszcze telefon do sterowania wiec komplet jakieś 6 patyków.

Ja nawet nie wiem czy to urządzenie powinno nosić nazwę streamera, skoro nie potrafi zamienić sygnału cyfrowego na nic innego. Jest to po prostu brzydki, mały komputerek, który ma zastąpić komputerek - chyba jednak wolałbym maca mini już postawić obok niż tę szkaradę.


Zapomniałeś o audiofilskich kablach Ethernet od odpowiednio audiofilskiego producenta za odpowiednio audiofilską cenę.

No i bez topowego kabla USB to-to w ogóle nie zagra.
  • Zgłoś

shukenja
30.03.2013 15:53
najważniejsze że można sensownie wydać ponad 5k zł i postawić zakup za szafą żeby nikt nie widział. nie będzie widać ale na pewno goście na niedzielnym tea party potwierdzą że dodatkowe tysiące wybrzmiewają w dolnych pasmach, talerze lśnią a wokalista jakby za oknem stał i mruczał lekko w szyby.
  • Zgłoś
Ciekawym doświadczeniem jest czytać jak koledzy wyobrażają sobie sytuację, że mają urządzenie, którego mieć nie będą i nie mają zamiaru mieć. Jeszcze bardziej interesujące jest jak sobie wyobrażają do czego ono by im służyło i jak by z niego korzystali.
  • Zgłoś
Zaraz będzie w Top Hifi na wyprzedaży letniej czy też jakiejś innej za pół ceny albo i lepiej.
  • Zgłoś

il Dottore
30.03.2013 21:06

Użytkownik Boras1 dnia 30.03.2013 - 19:39 napisał

Zaraz będzie w Top Hifi na wyprzedaży letniej czy też jakiejś innej za pół ceny albo i lepiej.

I tak się znajdą hejterzy i nie-pasjonaci, którym to wciąż będzie za drogo! :)

Użytkownik Tubatoon dnia 30.03.2013 - 13:45 napisał

No i bez topowego kabla USB to-to w ogóle nie zagra.

W życiu nie zagra! :) Poza tym - skoro wydałem 5 kawałków na takie cóś to tysiak czy dwa za "audiofilski" kabel USB to już małe piffffko...
Tak! Pasja nie zna ceny! :)
  • Zgłoś
"Jednak podczas testów wyszła jeszcze jedna zdolność 180-ki – zdolność do ukazywania różnic np. pomiędzy tłoczeniami europejskimi (często polskimi) i niestety tylko teoretycznie bliźniaczymi japońskimi, bądź amerykańskimi. Niby bit jest bit, ale to, co można było usłyszeć porównując „fizyczne” krążki MiND wyciągał z plików." - nie rozumiem, jak można pisać o jakości (chyba rip'ów), kiedy nie wiadomo, jak to zostało przygotowane dla transportu plików? Bo chyba krążki CD nie mieszczą się w gnieździe ethernet :).
Generalnie urządzonko za 1000 zł jest prawdziwą okazją za ponad 5000 zł (dla pasjonatów???). To tak jak ze ściereczką z mikrofibry (kosztują od 5 do 10 zł), a z logo audiofilskiej firmy już ponad 100 zł. Nie mam nic przeciwko pasjonatom, ale to urządzenie to nie jednostkowe dzieło sztuki ani ostatni, zachowany z dobrym stanie egzemplarz sprzed lat. Generalnie, zgadzam się z kolegami, że zdanie "a z głośników popłynęły dźwięki niczym niezdradzające przystępnej ceny źródła, które je przetworzyło" to nadużycie. I proszę mi nie pisać, że jestem desperatem, którego nie stać - na nieruchomość dom z ogrodem mnie stać, bo używam rozumu (warto zainwestować), ale na to małe cudo, to cena jest naciągana.

Generalnie rozumiem zjawiska fizyczne, ich nie do końca wyjaśniony wpływ na dźwięk, ale "wifi" do max 16Bit/48kHz to raczej śmiech na sali :).
Jaki to cudo ma zasilacz? Na zdjęciu nie widać, a to jest istotne (jak się to podłącza do sprzętu, to po masie można wprowadzić sporo zakłóceń od tanich, plastikowych zasilaczy impulsowych).
  • Zgłoś
"Warto zapłacić więcej za mniej, aby później móc wydać więcej na to czego zabrakło" - taki slogan wymyśliłem...

albo taki

"Każdy pretekst jest dobry, aby nabyć te wspaniałe urządzenie"

I tak już merytorycznie...do czego to w ogóle służy, bo kompa już mam?
  • Zgłoś
Pięknie, aż faja mięknie :)

Najważniejsza nauka z tego jest taka, że pasjonat nie zadaje pytań, pasjonat kupuje, inaczej nie jest pasjonatem :)

Najprawdopodobniej jest haterem.

Pozostaje pytanie po co w ogóle takie urzadzenie. Ano napewno nie dla haterów, ale dla ludzi którzy brzydzą się komputerami bo dobrze wiedzą, jak nieaudiofilskie są to bestie, dlatego wolą zapłacić 5 razy więcej za komputer który robi 1/100 tego co normalny komputer, ale za to nie jest komputerem tylko "transportem plików" .

Pelikany już ustawiają się w kolejce.
  • Zgłoś
tak sie zastanawiam nad jedna rzecza, czy komputery wiekszosci kolegow powyzej nie wprowadzaja zadnych smieci, czy nie maja problemow z ich glosna praca, czy innymi zaklocenianmi generowanymi przez niepotrzebna ilosc procesow i inne zrodla komp. smieci. Bo jezeli odp. brzmi nie-tzn nie ma problemow, to ich rozumiem.

Ostatnio mialem okazje sluchac NADa m 50 cos tam streamera z Nasa, w porownaniu do tego komputer brzmial fatalnie. Sam posiadam komp/jplay i w porownaniu do sbt/edo brzmi on gorzej, a przeciez nie powinien. Takze z tym podniecaniem sie samym kompem trzeba troche uwazac. Inna sprawa, ze jak sie nie uslyszy czegos innego/lepszego to moze sie wydawac ze jest super.
  • Zgłoś
Nie masz uprawnień do pisania komentarzy. Zarejestruj się lub zaloguj.
Jeśli posiadasz już konto na Facebooku, możesz się zalogować bez rejestracji ( logowanie przez Facebook).



Zobacz też

Odtwarzacz CD North Star Design Sapphire

Test dyfuzora WB Acoustics 1D/1/7

Xavian Primissima wersja 2

Kondycjoner sieciowy Enerr ACpoint ONE

ModWright LS36.5

Wyszukaj Artykuł

Przystępując do Klubu zyskujesz:

  • Dostęp do dodatkowych artykułów i testów sprzętu
  • Zniżki na zakupy w sklepach partnerskich
  • Kartę członkowską Klubu
  • Możliwość udziału w cyklicznych spotkaniach klubowiczów:
    • spotkania ze specjalistami z branży audio
    • spotkania z innymi audiofilami
    • darmowy catering
  • Przypisanie do grupy "Klubowicz" na forum, a co za tym idzie:
    • większą skrzynkę na wiadomości PW
    • możliwość edycji własnych postów przez 30 minut od publikacji
    • większe limity na umieszczane załączniki
    • większe limity w zakładce Galeria
    • większe limity w zakładce Blogi
    • możliwość tworzenia blogów prywatnych i tylko dla przyjaciół


Najnowsze komentarze





Klub.AudioStereo.pl - Artykuły, porady, felietony, konkursy, recenzje audio, testy sprzętu i wiele innych ciekawych informacji.
Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

Audiostereo dokłada wszelkich starań, aby traktować użytkowników uczciwie i otwarcie, przy uwzględnieniu najlepszych praktyk. Korzystając z naszej strony wyrażasz zgodę na wykorzystywanie przez nas plików cookies, w celu zapewnienia Ci wygody podczas przeglądania naszego serwisu. Aby dowiedzieć się więcej na temat cookies oraz w jaki sposób z nich korzystamy, kliknij tutaj