Skocz do zawartości

Audiostereo.pl: Audiostereo Forum - Audiostereo.pl


Logo Magazyn
Witamy ponownie, Gość

USB DAC Hegel HD2

21.10.2011 16:00 | Fr@ntz w Źródła
  • Nie możesz edytować tego wpisu
Czując na barkach coraz mocniejszą presję otoczenia, że moje, jak najbardziej subiektywne obserwacje natury audiofilskiej, prowadzą mnie po równi pochyłej do krainy obłędu pełnej urojeń zbudowanych na zwykłej autosugestii niniejszy test  postanowiłem przeprowadzić inaczej niż zwykle. A co z tego wynikło okaże się za chwilę. Do tej pory będąc sobie sterem, żeglarzem, okrętem bez zbytniej frasobliwości dryfowałem po wodach Hi-Fi starając się nie osiąść na mieliźnie. Były (do niedawna sądziłem, że ciągle są) rejony, w których czułem się jednak dosyć pewnie i w związku z powyższym uważałem, że na pewnych "akwenach" niespodzianek nie było, nie ma i nie będzie, bo być nie powinno. Mowa tu m.in. o coraz popularniejszych przetwornikach cyfrowo-analogowych dedykowanych do komputerów, czyli w skrócie o USB DACach maści wszelakiej. Poczynając od zaskakująco dobrego a jednocześnie praktycznie najtańszego z sensownie wykonanych "maluchów" Audinst'a poprzez łudząco do siebie podobne produkty Styleaudio aż po Protona Wavelength Audio (z budżetowymi konkurentami mającego wspólne jedynie gabaryty) miałem możliwość wyrobić sobie zdanie co do możliwości tego typu urządzeń.

Traf jednak chciał, że do testów otrzymałem, zapakowane w pudełeczko niewiele większe od opakowania  dziurkacza biurowego, maleństwo Hegla o jakże działającym na wyobraźnię symbolu HD-2.  Firmę znam, bo od prawie roku jestem szczęśliwym posiadaczem integry H100, a w międzyczasie miałem okazję przesłuchać większość, jeśli nie całość, ich oferty. Jednak o tym , że odsłuchy "wyjazdowe" dają jedynie mgliste pojęcie o możliwościach danego urządzenia, bądź systemu, nikogo przekonywać chyba nie muszę. Dopiero kiedy dany element zostanie wpięty w system docelowy, w docelowym (czytaj - naszym) pomieszczeniu wszystko staje się jasne jak słońce i proste jak drut. W przypadku HD-2 drut okazał się jednak ... kolczasty. Kiedy tylko pierwsze dźwięki dobiegły mych uszu a niczego nie spodziewająca się mózgownica przetworzyła otrzymane impulsy zakląłem szpetnie (małoletnia latorośl całe szczęście przebywała w tym czasie poza domem) i poczułem, że misternie układany domek z kart runął. Dysonans pomiędzy tym co widziałam, a tym co dobiegało z głośników był wprost porażający. Szybki rzut oka w cennik, drugi rzut. Nie no, 4 cyferki to nawet bez okularów dam rade przeczytać. Jednak dalej czułem, że albo jestem w ukrytej kamerze, albo w cenniku jest błąd. Najwyższy czas na telefon do ... dystrybutora, który ze stoickim spokojem potwierdził zarówno kwotę znajdującą się w odpowiedniej rubryce, jak i walutę - PLN a nie np. $ czy £  (bo i taką możliwość brałem pod uwagę). Cóż, widocznie Hegel wyprodukował urządzenie, które idealnie spełnia moje oczekiwania i albo nie potrafię zdobyć się na nawet śladowy obiektywizm, albo czas stanąć przed lustrem, spojrzeć sobie głęboko w oczy i przyznać, że jest się ... głuchym a w najlepszym razie niedosłyszącym. W tym momencie zrodził się w moim umyśle plan awaryjny. Kilka maili, rozmów i tak oto mamy na audiostereo.pl pierwszy potrójnie - potrójny test. Potrójnie, bo wykonany niezależnie przez trzech recenzentów i potrójny, bo w trzech zupełnie różnych systemach.

Ponieważ przypadła mi rola pierwszego słuchacza i zarazem osoby odpowiedzialnej za opis techniczny pozwolę sobie, po nad wyraz wybujałym wstępie, rozpocząć ten recenzencki maraton.

Hegel_HD2-1.jpg Hegel_HD2-2.jpg

Hegel_HD2-3.jpg Hegel_HD2-5.jpg

Hegel_HD2-6.jpg Hegel_HD2-9.jpg

Hegel_HD2-13.jpg Hegel_HD2-24.jpg

Hegel_HD2-27.jpg

Zgodnie z obietnicą parę słów o budowie lilipuciego Hegla. Ponieważ użytkownik do dyspozycji otrzymuje urządzenie jedynie z wejściem USB aluminiowy front można określić mianem szczytu minimalizmu, gdyż zdobią go jedynie delikatnie świecąca błękitna dioda i „wypiaskowane” logo producenta, oraz drobną czcionką usytuowana w prawym dolnym rogu nazwa modelu. Tył HD2 prezentuje się zdecydowanie bardziej interesująco. Ba, w porównaniu z płytą czołową można mówić nawet o  tłoku. Oprócz pary wyjść RCA jest cyfrowe wyjście koaksjalne, oraz gniazdo USB. Brak jakichkolwiek sposobów wpięcia zasilacza (którego w opakowaniu nie było) wskazuje jasno na to, że podobnie jak w recenzowanym niegdyś przeze mnie  Protonie Wavelength Audio, Heglowi do szczęścia powinno wystarczyć to, co dostanie z USBkowej dziurki komputera. Obudowa, choć sprawia wrażenie dość spartańskiej wykonana jest porządnie i dzięki kompaktowym wymiarom nie można mieć zastrzeżenia do jej sztywności - składa się z dwóch nasuniętych na siebie ceowników, z czego jeden stanowi front (z dokręconym płatem czołowym), spód i tył urzucenia a drugi płytę górną i boki.  Całość usytuowana jest na trzech nóżkach wykonanych z twardej gumy.




Hegel_HD2-14.jpg Hegel_HD2-15.jpg

Hegel_HD2-17.jpg Hegel_HD2-18.jpg

Hegel_HD2-19.jpg Hegel_HD2-20.jpg

Wnętrze w całości wypełnia płytka drukowana ze schludnie zamontowanymi elementami i przykuwającym wzrok kontrolerem USB Tenor TE7022. Powoli zaczynam bać się otwierać lodówkę, aby i tam nie znaleźć ww. chipa, ale skoro okazuje się, że nie wstyd montować go w kosztujących przecież niemałe pieniądze wysokich modelach odtwarzaczy CD (np. Ayona) to i obecność w mikroheglu bynajmniej powodem do rozpaczy być nie powinna. Jednak Tenor, Tenorem, ale zastosowana kość to jedno, a efekt końcowy to zupełnie inna bajka. Po drodze sygnał cyfrowy natrafia na AKM AK 4127, gdzie dokonywany jest upsampling do 24 bit/192 kHz a następnie do DACa Burr Brown PCM 1754. Nadajnikiem sygnału koaksjalnego jest AKM AK4118.
I na koniec jeszcze jedna, a raczej dwie uwagi natury technicznej. Po pierwsze poziom sygnału na wyjściu analogowym wynosi jedynie 1,25 V, więc w porównaniu z innymi urządzeniami Hegel będzie grał ciszej, chyba, że dysponujemy wzmacniaczem (bądź pre) umożliwiającym odpowiednią regulację parametrów poszczególnych wejść. Drugą sprawą jest obsługa dostarczanego sygnału cyfrowego. Otóż o ile brak możliwości nakarmienia „malucha” sygnałem 192 kHz jest oczywistą oczywistością ze względu na wyraźne informacje podane na opakowaniu , jak i dla bardziej obeznanych z tematem PC Audio wynika z ograniczeń systemowych. Ponieważ HD2 z założenia jest urządzeniem typu plug&play (włącz i graj) korzysta z oryginalnych sterowników systemu operacyjnego a Windows sygnału 24 bit /192 kHz bez „zewnętrznego” wspomagania nie wyśle. Podobnie ma się sprawa ze 176.4kHz. Jednak od czasu do czasu na rynku (np. HDtracks) pojawiają się nagrania o częstotliwości 88.2kHz, których Hegel też nie trawi. Powód jest w tym przypadku troszkę inny. Otóż Brent Holter, założyciel firmy i główny konstruktor, uważa, że w celu zapobiegania powstawania zniekształceń wysokoczęstotliwościowych układ powinien pracować z natywną częstotliwością próbkowania a ww. częstotliwość do natywnych dla kości Tenora nie należy. Oczywiście można wymusić na niej obsługę sygnałów dla niej „ciężkostrawnych”, ale poprawiając „PR” świadomie pogarszaliby właściwości soniczne, co przynajmniej dla Norwegów nie wchodzi w grę. Przesył danych między komputerem a DACiem odbywa się synchronicznie, lecz nie ma co przejmować się jitterem. Dzięki własnej (opatentowanej) technologii dane trafiają najpierw do bufora a dopiero później są taktowane ultra precyzyjnym zegarem. Oczywiście DAC bezproblemowo współpracuje również komputerami MAC i PC z zainstalowanym Linuxem (Ubuntu).

Opinia 1

Już na wstępie pozwoliłem sobie trochę Hegla obcmokać, więc najwyższa pora na doprecyzowanie co, jak i na czym. Nad wyraz pyskata latorośl płci męskiej opuszczając domostwo była łaskawa zostawić swoją ustawioną play listę a ja niczego nie podejrzewając po prostu wpiąłem HD2 między laptopa i Aktimaty, kliknąłem w JRiverze play i … „f#&k me” (zgubny wpływ „Californication”). Utwór „Danza Kuduro” ze ścieżki dźwiękowej „Fast & Furious 5 - Fast Five” po prostu urwał mi tą część ciała, gdzie plecy tracą swą szlachetną nazwę. Serio, serio. Dynamiczny, spontaniczny i nad wyraz namacalny dźwięk błyskawicznie wypełnił cały pokój. Efekt był porównywalny do zastąpienia miniaków wersją Maxi. Kolumienki wreszcie zaczęły grać na tzw. maxa. Nie mam na myśli odkręcenia gałki głośności do oporu, ale brak jakichkolwiek oznak kompresji, przyklejenia dźwięków do przetworników, ściśnięcia. Pomimo, że pierwszy utwór jest masakrycznym muzakiem  nogi same rwały się do przytupywania a latynoskie rytmy działały jak cudowny antydepresant. Czuć było zwykłą, prozaiczną radość i beztroskę. Szybko jednak zmieniłem płytę na ścieżkę dźwiękową z „Californication Season 2” i z głośników popłynął cudownie jazgotliwy kawałek „Rock & Roll”  Poets & Pornstars. Uuuaaa, ale chłopaki dają czadu. Proste rockowe granie, ale drive jaki potrafił wykrzesać z tego Hegel zasługiwał na duże uznanie. Stopa perkusji może nie była nakreślona zbyt precyzyjnie i nie schodziła na najniższy poziom parkingu pod moim blokiem, ale z drugiej strony grałem na niewielkich podstawkowcach a nie wielodrożnych mastodontach. Liczył się ładunek emocjonalny a ten docierał do mnie szybciej niż namydlona błyskawica. Okazało się jednak, że HD2 nie tylko łobuzować potrafi i w spokojniejszym repertuarze radził sobie równie dobrze. Zarówno na „My Shit's Fucked Up” Warrena Zevona, jak i uroczym wykonaniu Sheryl Crow hitu Limp Bizkit „Behind Blue Eyes” potrafił skupić się na detalach, które w nagraniach akustycznych są najważniejsze. Moment trącenia struny, praca ręki na gryfie - to wszystko zostało podane na tyle blisko, by słuchacz miał możliwość odnieść wrażenie, że dana gwiazda gra specjalnie dla niego. Pytanie, czy i z fortepianem mały Norweg sobie poradzi. Na pierwszy ogień poszło „… Tales” Jorgos Skolias & Bogdan Hołownia z niesamowitym „Little wing”. Aura pogłosowa została w tym nagraniu zaznaczona, jednak nie miała tej swobody, płynnej gradacji nie tyle planów, co półcieni i płynnych przejść od jasno oświetlonej „klawiatury” fortepianu do praktycznie całkowitego mroku zakamarków studia. Jednak o dziwo zupełnie mi to nie przeszkadzało. Liczyła się tylko Muzyka (z premedytacją napisana przez duże „M”), spektakl rozgrywający się przed moimi oczami. Całe szczęście rozmiar instrumentu został zaprezentowany poprawnie, bez tendencji do odchudzania najniższych składowych, czy też efektownego na pierwszy rzut ucha, ale taniego efekciarstwa w postaci sztucznego powiększenia.  Na „The Law and The Fist” z albumu „Komeda” Leszka Możdżera fortepian bezdyskusyjnie objął scenę we władanie. Blisko „zdjęty” brzmiał ciepło, dostojnie, świadom swojej klasy i szlachetnego pochodzenia. W porównaniu z HD20, czy moim Ayonem CD07s zauważalna była mniejsza precyzja i wgląd w dalsze plany. Warto jednak w tym miejscu pamiętać o tym, że HD2 jest ponad dwukrotnie tańszy od … kabla sieciowego Harmonixa (X-DC2), którego od pewnego czasu nie jestem w stanie wypiąć z dyżurnego systemu.
Na koniec postanowiłem trochę zaszaleć i sięgnąłem po bardzo rzadko słuchany „Kill 'Em All” Metallicy z chropawym i powodującym u większości słuchaczy grymas bólu utworem „(Anesthesia) Pulling Teeth”. I również na takim, mało wdzięcznym materiale, Hegel zaprezentował drapieżne, odpowiednio wypełnione „mięsem” prawdziwie rockowe granie. Żadnego pitu, pitu, żadnego cukrowania, lakierowania i grania pod publikę. Na krążku „Load”  kończyny same podrygiwały i tylko zbyt późna pora powstrzymywała mnie przed podkręceniem głośności.  Przy „S&M” już odpuściłem, bo duży aparat orkiestrowy plus banda metalowców z piekła rodem to było zbyt dużo jak na możliwości Hegla.  Jednak … gdy tylko nastał kolejny dzień wprowadziłem w życie niecny plan i z laptopem pod pachą przeniosłem się przed główny system. Przeprowadzka bynajmniej nie miała na celu odpoczynku przed TV z butelką piwa w ręku, lecz dalszy ciąg testów. Ponieważ HD2 oprócz standardowych wyjść analogowych posiada również „na stanie” cyfrowe wyjście koaksjalne może pełnić nie tylko rolę USB DACa, ale i konwertera USB/Coax. I właśnie tą funkcjonalność postanowiłem przebadać. Dzięki brakowi dodatkowego zasilania wpięcie malucha odbyło się błyskawicznie i od tej chwili funkcję DACa przejęły mój dyżurny Ayon na zmianę, z przebywającym na gościnnych występach starszym bratem testowanego malucha – Heglem HD20. W obu przypadka różnica między graniem bezpośrednio z laptopa i z wpiętym HD2 była zauważalna i przynajmniej w moim odczuciu ze wszech miar pozytywna. Dźwięk zyskiwał na klarowności, czystości, polepszała się detaliczność i wgląd w nagranie. Efekt mógłbym w tym momencie porównać do zmian jakie „potrafił czynić” najnowszy Furutech DeStat II. Jednak w tym momencie wkraczam na niebezpieczne tereny audio voodoo i nie chcąc być posądzonym o szamanizm pozwolę sobie ten temat zakończyć. Lepiej zasiąść wygodnie na kanapie i z kieliszkiem dobrego toskańskiego wina w ręku oddać się przyjemności płynącej z obcowania z dobrze zagraną, a w tym przypadku również zgraną, muzyką.
Czytając zagraniczne recenzje najtańszego w ofercie Hegla urządzenia natknąłem się na nader ciekawe porównanie. Otóż Ron Doering z „GoodSound!” określił HD2 jako „scyzoryk armii szwajcarskiej  w High-end audio, wyposażony w ostrze Kikuichi Yanagi*”. Pomimo całego szacunku i sympatii do Hegla ja tak daleko się nie posunę i nie będę próbował udowodnić, że oto za 1500 zł można stać się szczęśliwym posiadaczem urządzenia aspirującego do miana rzeczonego High-endu. Nic z tych rzeczy. Wystarczy, że jeszcze nie opadł kurz po podobnej zawierusze z rDACiem Arcama, którego kupiło wielu omamionych huraoptymistycznymi recenzjami audiofilów a potem nausznie weryfikując nabyty domniemany ósmy cud świata za bardzo nie wiedzieli co z tym kukułczym jajem zrobić.  Ze swojej strony mogę jedynie napisać, że w cenie, za jaką oferowany jest Hegel HD2 klasa brzmienia jakie oferuje jest zadziwiająca i podobnych „walorów” można byłoby się spodziewać za dwa, czy trzy razy tyle.  Jeśli miałbym dokonywać jakichkolwiek porównań to z pewną dozą przekory powiedziałbym, że najmniejszy Hegel to taka Skoda Fabia RS. Jak na swoją klasę to naprawdę bardzo dużo i zaskakująco dobrze, jednak aby mierzyć się z Mustangiem Shelby GT500 a nie daj Boże Bugatti Veyron potrzeba zawodnika ze zdecydowanie innego pułapu, a czy takowego w swojej ofercie Norwegowie posiadają … czas pokaże.
*- noże Kikuichi Yanagi kosztuja po kilkaset $ za szt.
Tekst i zdjęcia Marcin Olszewski

Dystrybutor: Hegel Polska
Cena: 1490 zł

Dane techniczne:
Rozdzielczość DACa: 24 bit /96 kHz (sigma-delta DAC)
Poziom sygnału wyjściowego dla 0 dBFS: 1,25V RMS
Wejście cyfrowe: USB
Wyjście cyfrowe: pozłacane koaksjalne
Wyjścia liniowe: RCA
Pasmo przenoszenia: 10 Hz – 50 kHz
Zniekształcenia: < 0,005 %
Zasilanie: poprzez kabel USB
Wymiary (W x S x G) : 50 x 98 x 120 mm
Waga: 1 kg

System wykorzystany w teście:
CD/DAC: Ayon 07s
DAC: Asus Xonar Essence One; Audinst HUD-mx1; Hegel HD20
Odtwarzacz multimedialny: LG DP1W ; laptop Dell Inspiron 1764 + JRiver Media Center
Selektor źródeł cyfrowych: Audio Authority 1177
Wzmacniacz: Hegel H-100
Kolumny: A.R.T. Moderne 6, Aktimate Mini
IC RCA: Antipodes Audio Katipo
IC XLR: Sevenrods ROD2
IC cyfrowe: Fadel art DigiLitz; Monster Cable Interlink LightSpeed 200; Harmonic Technology Cyberlink Copper
Kable USB: Wireworld Ultraviolet, Wireworld Starlight
Kable głośnikowe: Harmonix CS-120
Kable zasilające: GigaWatt LC-1mk2; Harmonix X-DC2
Listwa: GigaWatt PF-2 + kabel LC-2mk2


Opinia 2

Nie jestem jedynym miłośnikiem muzyki, który już jakiś czas temu pogodził się z faktem, że przyszłość muzyki leży w plikach, a nie mocno już przestarzałej srebrnej płycie. I choć wydawcy tych ostatnich robią co mogą by utrzymać się jak najdłużej na powierzchni (vide wysyp sporej ilości nowych formatów CD, którym trzeba przyznać, że w większości faktycznie coś wnoszą, acz pozostaje kwestia czy to z powodu nowych formatów czy może raczej bardziej starannego podejścia od obróbki materiału muzycznego) to jednak nie ma już chyba wątpliwości, że prędzej czy później pliki zapanują niepodzielnie. Oczywiście jako miłośnik czarnej płyty mam nadzieję, że te nadal będą sobie radzić równie dobrze jak dzisiaj. Pozostaje zatem pytanie, jak te pliki odtwarzać. Urządzeń do tego przeznaczonych pojawia się na rynku coraz więcej, ale mnie osobiście jakoś żadne z nich do siebie nie przekonało. Przynajmniej żadne w rozsądnej cenie, bo w sumie odsłuchiwana przeze mnie obecnie Oliva 6HD (recenzja wkrótce) gra naprawdę dobrze, ale to nie moja liga cenowa. Wykorzystując jakiś czas temu bezczelnie okazję w postaci testu jednego z DSów Linna, do którego dostałem także RipNASa, zrzuciłem większość swojej kolekcji płyt do plików flac i… od tego czasu jeśli ich słuchałem to za pomocą bardzo prostych środków. Posiadam mianowicie urządzenie firmy EGreat, które odtwarza mi filmy, pokazuje zdjęcia na telewizorze, a nawet w zasadzie służy też za prymitywnego magazyn plików. To urządzenie potrafi jednakowoż odtworzyć również pliki flac i wysłać sygnał audio optykiem do DACa. Przetwornika do tej pory porządnego się nie dorobiłem – kiedyś kupiłem „słynny” na tym forum DAC Zhaolu i on właśnie służył mi do ewentualnego odtwarzania muzyki z plików. Oczywiście jakość dźwięku z takiego źródła nie powalała, ale dało się słuchać, gdy ogarniało mnie lenistwo, które nie pozwalało wstawać z kanapy, żeby zmieniać czarne lub srebrne płyty.

Tak naprawdę ciągle jeszcze bez specjalnego przekonania rozglądałem się po rynku za czymś, co pasowałoby mi po każdym możliwym względem użytkowym i na dodatek grało tak jak lubię, czyli za przeproszeniem, z braku lepszego określenia, „analogowo”. I oto nałożyły się na siebie, zupełnie przypadkiem, dwa wydarzenia. Po pierwsze mój wysłużony netbook Samsunga zaczął szwankować (rzecz głównie w wyświetlaczu), a po drugie dostałem do recenzji malutkie pudełeczko z Norwegii. Ta pierwsza okoliczność popchnęła mnie do zakupu nowego laptopa, więc Samsung stał się elementem „luźnym”, jako że zapewne nie da się go sprzedać za żadne rozsądne pieniądze, a wyrzucić szkoda. Ta druga sprawiła, że wpadłem w stupor. To małe magiczne pudełko nazywa się Hegel HD2 i jest DACiem USB odtwarzającym również pliki 24/96, lub konwerterem USB/koaksjal (można wykorzystywać tak i tak) i kosztuje circa 1500 PLN (to się pewnie będzie zmieniać w zależności od kursów walut). To małe, niepozorne urządzonko, połączone tanim kablem USB Belkina (tanim, acz polecanym w swoim czasie przez jednego z redaktorów bodaj Stereophile’a, które testował go z DACiem dCsa) z moim netbookiem, i dalej świetnym interkonektem Antipodes Cables Komako z przedwzmacniaczem Modwrighta, przykuło mnie do kanapy na wiele godzin.

Jak pisałem wcześniej rozglądając się niespiesznie za takim czy innym sposobem odtwarzania muzyki z plików, szukałem nie czegoś, co gra świetnie w kategoriach audiofilskich, ale czegoś, co gra tak, jak lubię – analogowo. Ja wcale nie chcę mieć dźwięku ostrego jak żyleta, nie chcę wywlekania na wierzch każdego potknięcia wykonawcy czy realizatora nagrania, nie chcę chłodu mrożącego serce. Dla mnie najważniejsza jest muzykalność urządzenia, wolę odrobinę ciepełka w średnicy i górze pasma, niż absolutną neutralność, potrzebuję „lampowej” trójwymiarowości, namacalności dźwięku, chcę być wciągany w kreowany przez muzyków świat. I to wszystko dostarczył mi DAC za 1,5k PLN połączony z przeznaczonym do kasacji netbookiem, który (poza sterownikami ASIO4ALL) nie był w żaden sposób skonfigurowany do pracy w charakterze źródła dla audiofilskiego systemu. Oczywiście nie zamierzam twierdzić, że to był high-endowy dźwięk – jasne, że nie było aż tak dobrze. Ale za te pieniądze dostałem dźwięk nieosiągalny dla wielu kilka razy droższych urządzeń.

Jako miłośnik gitary odsłuchy zacząłem od duetu Rodrigo y Gabriela, którego płyty znam niemal na pamięć. Od dawna twierdzę, że najlepiej byłoby testować klocki audio nie znając ich ceny, bo świadomość wartości danego urządzenia powoduje mimowolne podnoszenie lub obniżanie oczekiwań. Oczywiście w dzisiejszym świecie trzeba by się wyjątkowo starać, żeby nie znać choćby przybliżonej ceny dowolnego urządzenia, więc to taka uwaga retoryczna.
Wiedząc (niestety) ile kosztuje Hegel, nie miałem wygórowanych oczekiwań i pewnie dlatego doznałem przysłowiowego „opadu szczęki”. Dźwięk obydwu gitar był precyzyjnie umiejscowiony w przestrzeni i rzecz nie tylko w określeniu miejsca, z którego dochodził dźwięk, ale i wyraźnie pokazanej naturalnej wielkości instrumentów. Hegel pokazał dwójkę muzyków dość blisko, co tylko zwiększyło poczucie realizmu. Nieoczekiwanie wysoka rozdzielczość i detaliczność pozwoliły śledzić każde, najdelikatniejsze nawet trącenie struny (choć tych delikatnych za wiele w muzyce tego duetu nie ma), stuknięcia w pudło, i to nawet w bardzo gęstych (jak na tworzone przez ledwie dwie gitary) kawałkach, w których jasno przebija heavy metalowe zacięcie sympatycznej meksykańskiej pary. Im dłużej słuchałem tym bardziej przemawiał do mnie sposób prezentacji HD2, który najprościej mogę określić mianem naturalnej i muzykalnej – czyli dokładnie takiej, jakiej oczekuję. Dźwięk był pełny, gładki, naturalnie miękki (co wcale nie oznacza, że był zaokrąglany!) i nadzwyczaj wciągający - całkiem jak z dobrego urządzenia lampowego. Kolejne gitarowe płyty jedynie potwierdziły moje odczucia – DAC za niewielką kwotę, z sygnałem dostarczanym z komputera, grał po prostu lepiej niż wiele kilka razy droższych odtwarzaczy CD.

Można oczywiście powiedzieć, że dwie gitary to żadne wyzwanie dla jakiegokolwiek elementu systemu audio i choć ja się z tym zupełnie nie zgadzam, to oczywiście przesłuchałem również sporą ilość innego rodzaju nagrań. Saksofon Gene'a Ammonsa z „Boss tenor” czarował naturalnie ciepłą barwą, wibrującym, przejmującym dźwiękiem. Wszystkie te drobne elementy typu: nabieranie oddechu, cichutki świst powietrza wdmuchiwanego do ustnika, etc., były ładnie zaznaczone, podkreślając kompletność i naturalność prezentacji. Dla odmiany trąbka Curtisa Pope'a na „Inner city blues” zespołu Midnight Blue potrafiła być ostra jak żyletka, a jej wibrujący, momentami wręcz świdrujący dźwięk przykuwał uwagę i nie pozwalał mi się oderwać od słuchania. Tak właśnie ta trąbka ma brzmieć – ostro, jak przystało na instrument blaszany, ale rzecz w tym, by była to naturalna ostrość tego instrumentu bez jakichkolwiek dodatków ze strony odtwarzającego ją systemu, bez rozjaśniania czy wyostrzania – i tak właśnie było tym razem. Na tej samej płycie znakomite, bardzo autentycznie brzmiące głosy Seleny McDay i Artie Shermana przeniosły mnie  do małego, zadymionego klubu na intymny, pełen emocji spektakl, a „Ain't no sunshine” w ich wykonaniu to niezapomniane przeżycie.
„Love over gold” Dire Straits udowodniło czarno na białym, że HD2 prezentuje muzykę rockową z równie wielką swobodą co jazz czy blues. W kawałkach tego zespołu zazwyczaj to ciężka gitara basowa wyznacza cały rytm, puls muzyki – czy takie miniaturowe urządzenie, zasilane tylko przez USB może sobie z tym poradzić? Znam kilka urządzeń, które z tych nagrań potrafią wydobyć jeszcze nieco cięższy, bardziej fizycznie odczuwalny bas, tyle, że kosztują one x-krotność HD2. A ten maluch radzi sobie po prostu bardzo dobrze, zachowując właściwe proporcje między tym pulsem nagrania, a całą resztą. Płynność i swoboda prezentacji małego Hegla sprawiają, że człowiek daje się ponieść muzyce w ogóle nie myśląc o tym, że jakiś dCs czy inny Ayon zagrał dany kawałek lepiej. Uwaga skupia się w 100% na muzyce i przynajmniej ja automatycznie akceptowałem ją taką, jaką Hegel ją dostarczał – no questions asked. Przy jeszcze cięższym graniu – z płyty „Metallica” brakowało mi już nieco lepiej dociążonej gitary basowej, czy stopy perkusji, ale to już bardzo ciężkie, mocne granie, którego fani na pewno na małego Hegla nawet nie spojrzą. Poza tym, o ile brakowało dociążenia to szybkość impulsu, czy kontur basu były na naprawdę wysokim poziomie. Ale dla kogoś takiego jak ja, który sięgam po Metallicę jedynie okazjonalnie, prezentacja Hegla dostarcza mnóstwa radości i pozwala się cieszyć chwilami „metalowego szaleństwa” bez zwracania uwagi na to, że niektóre elementy mogłyby być przedstawione jeszcze lepiej.  

Fenomen (tak, nie waham się użyć tego określenia!) dzielnego, norweskiego malucha to jego sposób prezentacji muzyki, który jest bardzo przekonujący, wciągający, przy tym dość dokładnie pokazuje to, co zawierają odtwarzane nagrania, nie dodając za wiele od siebie. Jeśli nawet gdzieś pojawiają się jakieś małe niedociągnięcia, które swoją drogą w zakresie basu mogą wynikać w dużej mierze z kwestii takiego a nie innego sposobu zasilania tego urządzenia, to mimo, iż je słychać, zupełnie nie przeszkadzają one w odbiorze muzyki. Nie zdarzyła mi się ani razu sytuacja, gdy słuchając dobrze znanego nagrania stwierdziłbym, że brakuje w nim jakiegokolwiek kluczowego elementu. Oczywiście to jeszcze nie jest źródło high-endowe, ale jak wieść gminna niesie HD2 wykorzystany jako konwerter USB/koaksjal spisuje się jeszcze lepiej, co zamierzam sprawdzić niedalekiej przyszłości. Będzie to możliwe również i dlatego, że ten maluszek został u mnie w systemie na stałe – za te pieniądze to moim zdaniem wyjątkowa okazja. Plan na najbliższą przyszłość jest prosty - zrobię porządek w notebooku, który stanie się wyłącznie źródłem muzyki i pewnie (po części przez wrodzone lenistwo) stanie się on moim głównym, obok gramofonu oczywiście, źródłem. Zamierzam jeszcze zweryfikować opinię krążącą po sieci, iż HD2 plus jeden z wyższych DACów Hegla to już źródło z ogromnymi aspiracjami. Jeśli tak będzie to odtwarzacz CD wyląduje w kącie, albo w ogłoszeniach.  
Tekst: Marek Dyba

System wykorzystany w teście:
Źródło: Netbook Samsung
Przedwzmacniacz: Modwright LS100
Wzmacniacz: Modwright KWA100SE, ArtAudio Symphony II
Kolumny: Tuby z głośnikiem FSAC-2B + Fostex T900A, Sundial Rapidus
Kable głośnikowe: PHY HP, Organic Audio
IC: Gabriel Gold Extreme mk2, Antipodes Audio Komako, Audio Metallurgy AG-0, Organic Audio
Sieciowe: Organic Audio, DIY Acrolink, Shunyata Diamondback Platinum

Opinia 3

Kiedy dostałem do ręki pudełeczko wielkości dwóch paczek papierosów zupełnie nie wiedziałem czego się spodziewać. Malutkie czarne urządzonko, z wejściem USB, wyjściem analogowym, cyfrowym SPDIF i diodką na przednim panelu. Bez wejścia na zewnętrzny zasilacz. I to ma zagrać? Nie byłem co do tego przekonany. Ale podreptałem do sprzętu, wpiąłem w gniazdo USB kabelek łączący z komputerem i interkonekty, przełączyłem wejście w przedwzmacniaczu i wróciłem na kanapę, gdzie zdalnie włączyłem odtwarzanie.
Na pierwszy ogień poszła Adele „I set fire to the rain” z płyty „21”. Jeden utwór i już szczęka wylądowała mi na podłodze. Amerykanie pewnie powiedzieli by „f**k”, niektórzy Polacy „ja p****lę” a mnie po prostu zatkało. Absolutnie nie byłem przygotowany na to co usłyszałem. To maleństwo zagrało tak, jakby było audiofilskim odtwarzaczem (SA)CD w pancernej obudowie i kosztujący tyle, że trzeba sprzedać nerkę. Zagrała Muzyka przez duże M. Wszystko było spójne, instrumenty powiązane ze sobą, ze sceną i z głosem wokalistki, ze sporą ilością audiofilskiego powietrza. Sama Adele śpiewała wyjątkowo zmysłowo i wciągająco. W kategoriach „spójność” i „muzykalność” to już prawie high-end.
Idąc za ciosem włączyłem jedyną płytę Anny Marii Jopek, którą naprawdę lubię „Upojenie”. Utwór siódmy – „Are you going with me?” już wokaliza Anny Marii wywołała gęsią skórkę. Naprawdę HD2 potrafi przekazywać emocje. Ten utwór pokazał, że balans tonalny Hegla jest bardzo dobry. Żaden z podzakresów nie wyrywał się przed szereg, wszystkie zostały pokazane z jednakową atencją. W porównaniu do Arcama rDaca (którego słyszałem u siebie jakiś czas temu) miałem wrażenie, że jest ustawiony nieco niżej. Ale wynikało to raczej z bardziej rozbudowanego dołu HD2 niż z braku góry, bo tej na pewno nie brakowało. Właśnie – bas. Nie spodziewałem się, że będzie schodził tak nisko. I przy tym będzie tak dobrze kontrolowany. Z drugiej strony przy tym utworze wyszło też na jaw, że za ponadprzeciętną muzykalność Norweskiego urządzenia musimy ponieść pewien koszt. Jest nim rozdzielczość. Chcę być dobrze zrozumiany – jest jak na cenę tego DACa dobra, ale trochę odstaje od reszty aspektów brzmienia.
Skoro jednak wspomniałem o basie, to postanowiłem sprawdzić jak HD2 poradzi sobie z motoryką i ogólnie pojętym „drajwem”. Zapodałem więc Kraftwerk z koncertowej płyty „Minimum Maximum”. Mój ulubiony kawałek, „Elektro Kardiogramm”,  zagrał bardzo fajnie. Hegel trzymał rytm jak metronom, a bas schodził całkiem nisko. Fajnie :-)
Trochę klasyki – „Pasja Mateuszowa” w wykonaniu Dunedin Consort  - zabrzmiała bardzo ciekawie. Instrumenty i głosy zostały oddane bardzo naturalnie, tak „bez wysiłku”. Jednak scena muzyczna nie była specjalnie rozbudowana, ani wszerz ani w głąb. Także pozycjonowanie wykonawców na scenie nie było wzorcowe. Ale absolutnie nie przeszkadzało to w odbiorze muzyki. I w kontekście ceny oraz słyszanych przeze mnie innych DACów napędzanych przez USB i tak było dobrze.
Na koniec spróbowałem jeszcze trochę jazzu: Możdżer, Danielsson, Fresco – „Between us and the light”. I znowu było fajnie, nie mogłem się od tej płyty oderwać. Znowu grała Muzyka, znów były emocje. Później słuchałem jeszcze wielu płyt ale w zasadzie mógłbym powtarzać jedynie to co napisałem już wcześniej. Hegel grał zawsze muzykalnie, zawsze rytmicznie, zawsze wciągająco.
Jak wspomniałem na początku, HD2 ma wyjście SPDIF. Może więc działać jako konwerter USB/SPDIF. Wyposażony w układ Tenora obsługuje rozdzielczości do 24/96. I świetnie się sprawdza jako takie „międzymordzie”. Wpiąłem go między komputer a mój używany na co dzień DAC. Trudno dać mi jednoznaczną odpowiedź czy było lepiej niż bez HD2 w torze, ale na pewno nie było gorzej (mój DAC to Hegel HD20, wyposażony w taki sam odbiornik USB jak HD2). Mogę go więc z czystym sumieniem polecić jako „upgrejd” do DACów nie wyposażonych w wejście USB.
Reasumując – za niewielkie pieniądze otrzymujemy DACa, który gra pliki do rozdzielczości 24/96 w sposób właściwy raczej dla droższych urządzeń, gdzie Muzyka jest zdecydowanie na pierwszym miejscu, przed szpanowaniem nadmiernymi szczegółami czy efekciarstwem. Oczywiście nie jest to high-end, za te pieniądze chyba nie jest to możliwe, nawet przy obecnym zaawansowaniu techniki, ale zapewni swoim użytkownikom mnóstwo przyjemności ze słuchania muzyki.
Tekst: Krzysztof Kalinkowski
System odniesienia:
Komputer: Asus Eeebox PC, Windows XP Home, Foobar2000, sterowniki ASIO Teralink
DAC: Hegel HD20
CD/SACD/DVD-A: Linn Unidisk 1.1
Przedwzmacniacz: Manley Labs Shrimp
Końcówka mocy: Linn Akurate A2200
Kolumny: B&W 804S
Interkonekty: Linn Silver, Linn Black, Mogami Pure Resolution
Kable głośnikowe: Harmonix CS-120
Zasilanie: GigaWatt PF-2, GigaWatt LC-2, AudioNova Starpower Mk2


Zapraszamy do konkursu, w którym można wygrać rzeczonego DACa:
http://www.klub.audiostereo.pl/konkurs_hegel


Zobacz też

Xindak MT-3

Drobne kłamstwa audio

Relacja z Audio Show 2009 cz.1

Kupujemy słuchawki

Pathos ClassicRemix

Wyszukaj Artykuł

Przystępując do Klubu zyskujesz:

  • Dostęp do dodatkowych artykułów i testów sprzętu
  • Promowanie zamieszczonych ogłoszeń sprzedaży lub kupna
  • Zniżki na zakupy w sklepach partnerskich
  • Kartę członkowską Klubu
  • Możliwość udziału w cyklicznych spotkaniach klubowiczów:
    • spotkania ze specjalistami z branży audio
    • spotkania z innymi audiofilami
    • darmowy catering
  • Przypisanie do grupy "Klubowicz" na forum, a co za tym idzie:
    • większą skrzynkę na wiadomości PW
    • możliwość edycji własnych postów przez 30 minut od publikacji
    • większe limity na umieszczane załączniki
    • większe limity w zakładce Galeria
    • większe limity w zakładce Blogi
    • możliwość tworzenia blogów prywatnych i tylko dla przyjaciół

Najnowsze komentarze





Klub.AudioStereo.pl - Artykuły, porady, felietony, konkursy, recenzje audio, testy sprzętu i wiele innych ciekawych informacji.
Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

Na naszej stronie wykorzystujemy ciasteczka (ang. cookies), dzięki którym nasz serwis może działać lepiej - więcej o tym w Naszej polityce prywatności. W każdej chwili możesz wyłączyć ten mechanizm w ustawieniach swojej przeglądarki. Korzystanie z naszego serwisu bez zmiany ustawień dotyczących cookies, umieszcza je w pamięci Twojego urządzenia.

Akceptuję   Zmiana ustawień