Skocz do zawartości

Audiostereo.pl: Audiostereo Forum - Audiostereo.pl


Logo Magazyn
Witamy ponownie, Gość

Dwie blondynki pod "Ścianą" w 3-ce

01.03.2012 21:00 | Fr@ntz w Recenzje
  • Nie możesz edytować tego wpisu
Nie od dziś wiadomo, że mężczyźni wolą blondynki. Dawniej wcieleniem ideału klasycznego piękna była boska Marylin Monroe, potem Brigitte Bardot i nawet przez chwilę (w „Gone in 60 seconds”) Angelina Jolie.  Obecnie do grona sławnych blondynek można zaliczyć … Berliny, czyli Isophony Berlina RC 11, które nie dość, że blondynkami są od urodzenia, a przynajmniej odsłuchiwana parka, to w dodatku bliźniaczkami, więc i radość podwójna. Przynajmniej teoretycznie i dotyczy to wyłącznie odsłuchu. Na razie przez wzgląd na czytelnika nie będę wspominać o cenach, ale zapewniam, że są równie poważne, co waga tych smukłych, germańskich ślicznotek.

Jednak po kolei. Dawno, dawno temu, a dokładnie we wrześniu zeszłego roku, podczas trzeciego spotkania z cyklu wrocławskiego Audiofila miałem okazję zostać perfidnie zarażonym brzmieniem zestawu Vitus & Isophon. Co prawda patrząc z perspektywy ostatnich odsłuchów był to jedynie wierzchołek góry lodowej (Berliny 7RC zasilane końcówką Vitus Audio SS-101), o tyle zapobiegliwy dystrybutor, niczym dealer „śnieżnobiałych dóbr sypkich” (prawie jak „Mr. Tambourine Man” z utworu Dylana), postarał się by ziarno zasiane jesienią dostało odpowiednią dawkę „witamin” podczas Audio Show 2011. Wspomnę tylko, że dawka była podwójna, gdyż amplifikacja rozrosła się do dwóch Vitusów SM-101 a i Isophona reprezentowała zjawiskowa para Tofan. To wszystko jednak miało okazać się jedynie przygrywką, zapowiedzią, na usta ciśnie się preludium, do tego, czego okazję miałem doświadczyć w lutym b.r. O ile pan Roger Adamek już na wystawie wspominał o „czymś specjalnym”, jednak były to dość luźne plany. Aż tu w któreś zimowe, sobotnie przedpołudnie zadzwonił z pytaniem, czy nie miałbym ochoty na... małą wycieczkę krajoznawczą do Katowic, w celu zupełnie niezobowiązującego odsłuchu topowych Isophonów model Berlina RC 11. W tym momencie uśpione uzależnienie od mlecznobiałej porcelany napędzanej duńską elektroniką wzięło górę nad zdrowym rozsądkiem i w te pędy rezerwowałem bilety na pociąg.

Wspomniana przed chwilą Marylin swojego czasu śpiewała „Diamonds are a girl's best friend”, a Berliny nie dość, że jak to u bliźniaczek wszystko muszą mieć takie samo, to i gust mają niezwykle kosztowny. Oprócz diamentowych kopułek za drobne 15 tys. zł, mają też wykonane z tego samego drogocennego materiału przetworniki średniotonowe, co nieszczęśnika, który je pokocha będzie kosztowało kolejne 50 tys. zł. … za sztukę. Jednak dajmy spokój z finansami, w końcu tłumacząc się metroseksualnością i figurą wiotką jak trzcina zawsze można niedojadać (jakieś kilkadziesiąt lat) i w końcu je spłacić. Byleby tylko bank był na tyle uprzejmy i zakwalifikował Berliny, jako dość kosztowną … nieruchomość. W moim przypadku wiotkość i metroseksualność są pojęciami na tyle odległymi, że Małżonka mogła spać spokojnie, kiedy ja siedząc w InterCity popijałem serwowaną przez przewoźnika lekko lurowatą kawę i mknąłem z zawrotną (jak na polskie możliwości) prędkością na Śląsk.

Katowice przywitały nas (na wycieczkę zdecydowało się jeszcze dwóch niestrudzonych audiofilów) koszmarną pluchą, błockiem i … brakiem dworca. Całe szczęście z peronu do salonu RCMu jest rzut beretem (nawet namokniętym) i w ciągu paru minut mogliśmy schronić się w przytulnym wnętrzu i delektować aromatyczną kawą. Jednak nie na ploteczki i łyk smolistej cieczy przyjechaliśmy.

comp_RCM_Katowice-48.jpg comp_RCM_Katowice-4.jpg comp_RCM_Katowice-5.jpg

comp_RCM_Katowice-7.jpg comp_RCM_Katowice-10.jpg comp_RCM_Katowice-11.jpg

comp_RCM_Katowice-21.jpg comp_RCM_Katowice-22.jpg comp_RCM_Katowice-27.jpg

comp_RCM_Katowice-30.jpg comp_RCM_Katowice-34.jpg comp_RCM_Katowice-35.jpg

comp_RCM_Katowice-38.jpg comp_RCM_Katowice-40.jpg comp_RCM_Katowice-41.jpg

W dość oszczędnie zaadaptowanym, ok. 32 metrowym pomieszczeniu odsłuchowym, oprócz monobloków, przedwzmacniacza, odtwarzacza CD (wszystko sygnowane logiem Vitusa) i gramofonu Kuzma Stabi Reference z wkładką Benz Ebony SL wzrok przyciągały białe, monumentalne, ponad dwumetrowe (202 cm) Isophony. Berliny RC 11w niewielkim pomieszczeniu dystrybutora wyglądały niczym dwa Kolosy Rodezyjskie wciśnięte do chatki któregoś z hobbitów z „Władcy Pierścieni”. Efekt z pozoru może i wydawał się komiczny, jednak to, co dobiegało naszych uszu nic a nic z komizmem nie miało wspólnego. O tym dźwięku można było powiedzieć wszystko - że był spektakularny, potężny i diabelnie szybki, jednak na pewno nie śmieszny. Z czysto teoretycznego punktu widzenia granie takimi kolosami, w tak niewielkim pomieszczeniu, wydaje się absurdalne, jednak jak to zwykle bywa, teoria sobie, a życie sobie. Patrząc na te smukłe albinosy przypomniał mi się pewien reportaż z Japonii, w którym omawiany był system oparty na zdecydowanie mniej zgrabnych „pralkach” Bowersa wystawionych do iście azjatyckich rozmiarów domku. Różnica polegała natomiast na tym, że dystrybutor ściągnął Isophony na premierowy odsłuch najnowszej reedycji "The Wall" Pink Floyd, które miało mieć miejsce w Studiu Polskiego Radia im. Agnieszki Osieckiej, a właściciel 800-ek po prostu żył w takich warunkach.

Wracając do Isophonów. Kiedy udało nam się wyjść z pierwszego szoku i oswoiliśmy się z gabarytami kolumn, można było spokojnie usiąść i ich posłuchać, na co mieliśmy zarezerwowane ładnych parę godzin. Choć z tym siadaniem to tak nie do końca prawda. Ponieważ Berliny do małych nie należą, to siedząc na kanapie w dość bliskiej odległości ma się wrażenie, że część informacji przelatuje gdzieś nad głową słuchacza. Jak się później miało okazać efekt ten spokojnie można zniwelować zwiększając dystans między bazą a miejscem odsłuchowym do jakiś 10 – 15 metrów. Warto o tym pamiętać i jeśli nawet ktoś akurat nie wie, co zrobić z kilkusettysięcznym zwitkiem biletów NBP, powinien również zapewnić niemieckim olbrzymkom, co najmniej 50 – 60 metrowe lokum. Całe szczęście Berliny prezentują się, pomimo swoich „koszykarskich” wymiarów, zadziwiająco zgrabnie. Są smukłe, eleganckie i mogą znaleźć zdecydowanie szersze grono zwolenników niż zwaliste flagowce B&W, T.A.D’a, czy Wilson Audio. Lekkości nadają im modułowa budowa, z wciętą, średniotonowo – wysokotonową talią spiętą chromowanymi „fiszbinami” i zwężający się ku tyłowi kształt obudów. Z uwag czysto praktycznych warto wspomnieć o białym lakierze fortepianowym (nomen omen lakiernia jest w Polsce), który o niebo lepiej sprawdza się, jeśli chodzi o zachowanie w czystości od czarnego, który palcuje się od samego patrzenia. Na słuszną 200 kg. wagę każdej z kolumn, oprócz 50 kg granitowej podstawy, złożonej z przypominających okrętowe wręgi klepek obudów, składa się komplet czterech 222 mm ceramicznych basowców, jednego również ceramicznego 173 mm średniotonowca, oraz diamentowy zestaw 20 mm kopułki wysokotonowej i 50 mm przetwornika średniotonowego. Wszystkie przetworniki chronią zamontowane na stałe metalowe maskownice. Całością zarządza dość skomplikowana zwrotnica o bardzo stromym nachyleniu zbocza wynoszącym 50dB / oktawę.
Z czysto kronikarskiego obowiązku wspomnę tylko, że sekcję średnio – wysokotonową zasilaliśmy podczas odsłuchów za pośrednictwem okablowania Argento Audio Flow Master Reference (osoby o słabym sercu niech darują sobie sięganie po cennik), a sekcję niskotonową niepozornymi, ale idealnie sprawdzającymi się w tej roli Organic Audio. Próby z zastąpieniem miedzianych przewodów srebrnymi Argento z serii Serenity nie przyniosły satysfakcjonujących efektów, więc dłuższą część odsłuchów przeprowadziliśmy na miedziano-srebrnym mixie.

Tym, na co nie dało się nie zwrócić uwagi była niesamowita czystość i szybkość dźwięku. Jeśli ktoś liczył, że przy takich gabarytach i liczbie przetworników będzie słychać szycia między poszczególnymi sekcjami, oraz ewentualny brak spójności połączony z tzw. rozjeżdżaniem się dźwięku mógł czuć się srodze zawiedziony. Berliny grały jak monstrualne, ale jednak monitory studyjne, oferując czysty jak kryształ, w tym wypadki nawet diament, całkowicie pozbawiony podbarwień dźwięk, potrafiący w ułamku sekundy, szybciej niż namydlona błyskawica przejść od szumu traw i cykania świerszczy do ryku startującego, na tle eksplodujących bomb kasetonowych, odrzutowca. Im bardziej szalony repertuar gościł na talerzu gramofonu tym bardziej odsłuch przypominał jazdę ekstremalnym rollercoasterem po dwudziestu podwójnych espresso, zakropleniu do oczu atropiny i bez zapiętych pasów. Każde uderzenie stopy perkusji, szarpnięcie basowej struny było nie tylko słychać, ale i czuć i to nie tylko w trzewiach, lecz również w kośćcu. Tym bardziej, że przesympatyczny gospodarz wcielając w życie maksymę „czym chata bogata, tym rada” zapewniał nam iście koncertowe poziomy głośności. Poczynając od wczesnych albumów Metallicy, AC/DC, Marillion („Misplaced Childchood”) poprzez „New Blood” Petera Gabriela, po … jeszcze ciepłe, najnowsze tłoczenie „The Wall” Pink Floyd, z którym w trakcie odsłuchu pojawił się roześmiany przedstawiciel EMI. Możliwość przedpremierowego odsłuchu kultowej „Ściany” dodatkowo podniosła nam i tak już wysokie ciśnienie. Kilka pierwszych taktów i … tutaj pozwolę sobie nie cytować jakże polskich oznak zachwytu. Było dobrze, ba było ku… znaczy się zdecydowanie lepiej niż dobrze. Wreszcie udało się nagrać remaster, który nie robi z klasyki rocka karykaturalnego, cykającego prosektorium. Słychać było wszystko, ale bez epatowania drugorzędnymi detalami, robienia wielkiego wow z rzeczy nieistotnych, szatkowania muzyki na poszczególne dźwięki. Tutaj wszystko było na swoim miejscu, dokładnie na swoim miejscu. Diabelnie precyzyjne Berliny były cholernie krótko trzymane przez końcówki Vitusa i nie mając szans nawet na najmniejszą niesubordynację z iście niemiecką precyzją wykonywały duńskie rozkazy. Przy całym tym germańsko-skandynawskim „ordnungu” zachowana została analogowość i naturalność winylowego grania. Nie było mowy o bezdusznej, stechnicyzowanej reprodukcji pachnącej sterylizacją i perhydrolem. Choć stereotypowego ciepła i słodyczy było jak na lekarstwo, obiektywnie rzecz biorąc dźwięk był praktycznie idealnie neutralny i naturalny, a pojawiające się od czasu do czasu podbarwienia wynikały nie tyle z grającego systemu, co z nazbyt małego pomieszczenia, w którym dane nam było odsłuch prowadzić.  I w tym momencie można byłoby skończyć opis naszego spotkania z flagowymi kolumnami niemieckiego producenta, gdyby nie … zbliżająca się wielkimi krokami prawdziwa audiofilsko – melomańska uczta. Mowa tu o oficjalnej i odpowiednio promowanej w mediach premierze ww. reedycji „The Wall” Pink Floydów i europejskiej premierze Berlin RC 11 w Muzycznym Studiu Polskiego Radia im. Agnieszki Osieckiej. Dzięki uprzejmości pana Rogera Adamka, również w tej imprezie mogliśmy wziąć udział, z czego krótką relację pozwolę sobie poniżej dołączyć.

comp_The_Wall_w_3ce-4.jpg comp_The_Wall_w_3ce-6.jpg comp_The_Wall_w_3ce-5.jpg

Niezależne zasilanie dla gramofonu - listwa sieciowa Mogami PowerGuard 7 Digital i kabel sieciowy Andromeda by Vitus Audio
comp_The_Wall_w_3ce-10.jpg comp_The_Wall_w_3ce-16.jpg comp_The_Wall_w_3ce-12.jpg

Wkładka Dynavector DRT XV-1 S w pełnej krasie
comp_The_Wall_w_3ce-46.jpg comp_The_Wall_w_3ce-47.jpg comp_The_Wall_w_3ce-13.jpg

comp_The_Wall_w_3ce-15.jpg comp_The_Wall_w_3ce-20.jpg comp_The_Wall_w_3ce-22.jpg

comp_The_Wall_w_3ce-32.jpg comp_The_Wall_w_3ce-38.jpg comp_The_Wall_w_3ce-39.jpg

comp_The_Wall_w_3ce-42.jpg comp_The_Wall_w_3ce-44.jpg comp_The_Wall_w_3ce-57.jpg

Pomimo swoich dość znacznych rozmiarów Ispohony Berlina RC 11 zostały zaprojektowane, jako kolumny do zastosowań domowych. Informację taką, tłumnie zgromadzonej w budynku na Myśliwieckiej publiczności, na wstępie swojej wypowiedzi przekazał sam konstruktor - dr.Roland Gauder. Doskonale rozumiem obawy znamienitego gościa, gdyż Studio M-1 (dawna nazwa) o powierzchni 256 metrów kwadratowych (ok. 1500 m3!!) do tej pory służyło, jako miejsce koncertów takich gwiazd jak Tori Amos, Pat Metheny, czy Tomasz Stańko, a z bardziej jazgotliwych np. IRA, Voo Voo i Hey. Widać było, że również organizatorzy (panowie Piotr Metz i Roger Adamek) czują na swoich barkach presję wynikającą z miejsca samej prezentacji jak i z samego „ciężaru gatunkowego” całego przedsięwzięcia. W końcu nie co dzień można posłuchać w świetnych warunkach akustycznych (o czymś tak oczywistym jak działająca klimatyzacja nawet nie wspomnę), kultowego albumu legendarnej formacji, z referencyjnego zestawu audio, kosztującego setki tysięcy złotych. Gdyby coś poszło nie tak… lepiej nawet nie myśleć.
Ze względu na bardzo duże zainteresowanie 28 lutego zorganizowano dwa seanse (o 17ej i 20ej), a i tak lwia część chętnych musiała obejść się smakiem. W dodatku część obecnych na pierwszym odsłuchu wyrażała chęć na „powtórkę z rozrywki”, co ze względu na obłożenie sali w drugiej turze nie miało szans powodzenia.

comp_The_Wall_w_3ce-56.jpg

Kolumny zostały ustawione na scenie dość szeroko, zworki umożliwiające regulację wysokich i niskich tonów miały pozycję neutralną, a obecny podczas katowickich odsłuchów gramofon Kuzmy zastąpił SME 30/2A z ramieniem V i wkładką Dynavector DRT XV-1 S. Z ciekawostek i to tych mało reklamowanych warto wspomnieć o prototypowym phonostage’u RCMa.

A teraz muzyka i to przez duże „M”. O ile uczestnicy katowickiej wycieczki wiedzieli, czego można się po prezentowanym systemie spodziewać, o tyle patrząc na miny pozostałych słuchaczy skalę zaskoczenia spokojnie można uznać za powszechną. Pomimo wykraczającej daleko poza standardy mieszkalne kubatury dźwięk był potężny, ale jednocześnie precyzyjny, choć przy takim metrażu i zapełnieniu sali wysokie tony nabrały krągłości, nie były już tak krystaliczne i bezpośrednie, jak w mniejszym pomieszczeniu. Całe szczęście spektakularność przekazu, o której wspominałem wcześniej nie tylko nie została osłabiona, ale miała możliwość rozwinąć skrzydła. Dźwięk samolotu, płaczącego dziecka i inne atrakcje zostały oddane z takim realizmem, że część słuchaczy rozglądała się w poszukiwaniu ich realnych źródeł. Również bas pokazał swoje drugie, bardziej ludzkie oblicze. Gdyby scena była betonową wylewką prawdopodobnie byłby twardy jak węglik spiekany i punktualny jak gdański zegar pulsarowy, a tak przypominał bardziej to, co można usłyszeć na dobrym klubowym koncercie. I właśnie słowo „koncert” jest tutaj kluczowe. Prezentacja najnowszej reedycji „The Wall” zarówno ze względu na miejsce, jak i jakość nagłośnienia, była zdecydowanie bliższa estetyce koncertowej, niż konwencjonalnemu, audiofilskiemu odsłuchowi. Nawet zamknięte i z założenia ekskluzywne pokazy referencyjnego sprzętu High-End podczas ostatnich edycji Audio Show przy wtorkowym odsłuchu wypadały po prostu blado. To nie ta skala, nie ten kaliber. Zaprezentowany przez RCM system dał słuchaczom bardzo realne wrażenie uczestnictwa w prawdziwym koncercie. Koncercie, w którym najważniejsza była muzyka. Bez laserów, mrugających świateł, efektów pirotechnicznych i spoconego tłumu odciągających uwagę od tego, co najważniejsze. W dodatku zgromadzeni mieli możliwość pełnego wglądu w nagranie, żaden szczegół, niuans, smaczek nie został pominięty. Tak podstawowe i całkowicie naturalne podczas domowych prezentacji aspekty jak gradacja planów, stereofonia i lokalizacja źródeł pozornych łączyła się z niemalże koncertowymi poziomami głośności. O ile nawet przy niezwykle wyrozumiałych sąsiadach od czasu do czasu można zaszaleć, to przy takim natężeniu decybeli, jakie panowało na Myśliwieckiej bardzo możliwe, że już przy „The Thin Ice” (drugi utwór na pierwszym krążku) moglibyśmy tłumaczyć się przed dzielnicowym. Podczas całego odsłuchu publiczność zachowywała wysoki poziom skupienia, by po wybrzmieniu ostatniej nuty nagrodzić organizatorów gromkimi brawami. W końcu jak koncert, to koncert.

Na koniec zostawiłem małą anegdotkę związanym z 3-kową imprezą. Po odsłuchu do pana Rogera podeszło urocze dziewczę i z rozbrajającą szczerością w głosie spytało, czy ma w sprzedaży zestawy podobne do tych, co właśnie grały, tylko do zastosowań domowych, bo sprzętu estradowego to Ona nie ma gdzie rozstawić.


I jeszcze mała, acz bardzo istotna informacja:
Dla tych, do których podczas losowania zaproszeń szczęście się nie uśmiechnęło, oraz tych, którzy byli, słyszeli i chcą jeszcze, mam dobrą wiadomość. Otóż w ramach drugiej edycji spotkań wrocławskiego Audiofila w dniach 17-18 marca w Sali Berlin/Brussels Hotelu Old Town SOFITEL, będzie okazja, by na spokojnie i zdecydowanie dłużej niż przez „radiowe” półtorej godziny posłuchać prezentowanego w 3-ce zestawu. Oczywiście można spodziewać się zdecydowanie bardziej zróżnicowanego repertuaru i pomieszczenia o mniej spektakularnej powierzchni.

Tekst i zdjęcia Marcin Olszewski


5 komentarzy

Zazdroszczę udziału w "Trójkowych" odsłuchach. Do sklepu każdy może się wybrać aby posłuchać sprzętu - do "Trójki" nie każdy.

Bardzo podoba mi się ta idea pana Metza - ten człowiek ma prawdziwie nabożne podejście do muzyki. I chwała mu za to!
  • Zgłoś
Ja również "złapałem" się na prezentację w studiu Trójki. I widząc jednak dość spore pomieszczenie z dobrą akustyką (bez zbędnych odbić), miałem lekkie obawy czy 100 watowe końcówki dadzą radę "pociągnąć" te monstrualne "zebry" z odpowiednią głośnością nie produkując zniekształceń. Na szczęście nie zawiodłem się i było bardzo dobrze. Rzekłbym, że nawet lepiej niż u dystrybutora, gdyż siedziałem w odpowiedniej odległości od kolumn. Przy takich gabarytach 2-3 metry to trochę mało i dźwięk może być natarczywy (nawet z winylu), a przy odpowiednim miejscu odsłuchowym mamy ucztę muzyczną.
Jedna przesłuchana płyta to trochę mało na bliższe poznanie tych konstrukcji i na pewno udam się na pokaz do Wrocławia aby skorzystać z może ostatniej okazji posłuchania topowych Isophonów przed wyjazdem z Polski.
pozdr. Jacek
  • Zgłoś
Poniżej dwa zdjęcia nadesłane przez RCM:
Dołączona grafika

Dołączona grafika
  • Zgłoś
Byłem na słuchaniu o 20, siedziałem na końcu, za konsoletą po środku. Zestaw robi wrażenie. Nie pamiętam kiedy poprzednio słuchałem całej ściany. Podobała mi się scena (audio) i równowaga tonalna. Odniosłem wrażenie, że grały nieco powyżej uszu, lepiej było jak się wstało - no ale scena (podest) zmieniała nieco geometrię całości.
  • Zgłoś

zodiak86
31.03.2012 21:27
Arcydzieła  sztuki  nowoczesnej  ,  szkoda że nie miałem możliwości  odsłuchu  ..
  • Zgłoś
Nie masz uprawnień do pisania komentarzy. Zarejestruj się lub zaloguj.
Jeśli posiadasz już konto na Facebooku, możesz się zalogować bez rejestracji ( logowanie przez Facebook).



Zobacz też

Test odtwarzacz Accustic Arts CD-Player1

SEVENRODS AUDIO SOLUTIONS, ROD 1

PMC twenty 5.22

Polk Audio RTi A9

Yamaha na Musikmesse 2017

Wyszukaj Artykuł

Przystępując do Klubu zyskujesz:

  • Dostęp do dodatkowych artykułów i testów sprzętu
  • Promowanie zamieszczonych ogłoszeń sprzedaży lub kupna
  • Zniżki na zakupy w sklepach partnerskich
  • Kartę członkowską Klubu
  • Możliwość udziału w cyklicznych spotkaniach klubowiczów:
    • spotkania ze specjalistami z branży audio
    • spotkania z innymi audiofilami
    • darmowy catering
  • Przypisanie do grupy "Klubowicz" na forum, a co za tym idzie:
    • większą skrzynkę na wiadomości PW
    • możliwość edycji własnych postów przez 30 minut od publikacji
    • większe limity na umieszczane załączniki
    • większe limity w zakładce Galeria
    • większe limity w zakładce Blogi
    • możliwość tworzenia blogów prywatnych i tylko dla przyjaciół

Najnowsze komentarze





Klub.AudioStereo.pl - Artykuły, porady, felietony, konkursy, recenzje audio, testy sprzętu i wiele innych ciekawych informacji.
Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

Na naszej stronie wykorzystujemy ciasteczka (ang. cookies), dzięki którym nasz serwis może działać lepiej - więcej o tym w Naszej polityce prywatności. W każdej chwili możesz wyłączyć ten mechanizm w ustawieniach swojej przeglądarki. Korzystanie z naszego serwisu bez zmiany ustawień dotyczących cookies, umieszcza je w pamięci Twojego urządzenia.

Akceptuję   Zmiana ustawień