Skocz do zawartości

Audiostereo.pl: Audiostereo Forum - Audiostereo.pl


Logo Magazyn
Witamy ponownie, Gość

Gigawatt PC-3 SE Evo

21.11.2012 18:20 | Fr@ntz w Recenzje
  • Nie możesz edytować tego wpisu
Z akcesoriami poprawiającymi, choć w dzisiejszych czasach zdecydowanie lepiej pasowałoby określenie uzdatniającymi prąd jest jak z ubezpieczeniem. Do czasu aż się coś nie wydarzy większość uważa wydawanie na nie jakiś poważniejszych kwot za bezcelowe. Pytanie jednak, co będzie, jeśli jednak coś się wydarzy, bądź to, co mamy w gniazdku jest boleśnie dalekie od tego, co być w nim powinno. Krótko mówiąc ile warte są nasze nerwy i czy przypadkiem za jednym zamachem nie można zapewnić sobie zarówno komfortu psychicznego, jak i ułatwić życia, bądź nawet znacząco je przedłużyć, naszym urządzeniom audio/video. O ile z wycenieniem zszarganych nerwów dam sobie tym razem spokój, bo akurat taki rachunek sumienia każdy, wcześniej, czy później na własny użytek wykona, to z zabezpieczeniem posiadanego sprzętu nie powinno być najmniejszych problemów. Wystarczy wziąć nagromadzone przez lata rachunki, usiąść i na spokojnie policzyć. Sporo? Ano właśnie. W dodatku próba odbudowania w przypadku tfu, tfu, odpukać w niemalowane, zniszczenia systemu składającego się często z już nieprodukowanych i czasem niemożliwych, bądź niezwykle trudnych do rekonstrukcji urządzeń może pochłonąć dodatkowe kwoty. Nie chcę w tym momencie roztaczać apokaliptycznych wizji, choć jakoś tak za miesiąc zgodnie z kalendarzem Majów ma być (kolejny?) koniec świata, to czasem warto dmuchać na zimne.

Oczywiście pierwszym krokiem, jaki wykonuje początkujący audiofil jest, podyktowany względami czysto użytkowymi, zakup taniej listwy, tzw. przedłużacza dysponującego określoną liczbą gniazd umożliwiającą podłączenie posiadanych audio \ video i coraz częściej PC zabawek. Kiedy już wszystko gra i buczy przepełniony szczęściem ludź dowiaduje się, że takie nic nie mające przedłużacze to czyste „zuuooo” i powinien w te pędy zaopatrzyć się w porządną listwę komputerową z, choćby śladową, filtracją. W porównaniu z pierwszym zakupem za kilkanaście złotych wydatek kilkukrotnie, a czasem kilkanaście razy większej kwoty z pozoru wydaje się pozbawionym sensu i logiki, jednak dla świętego spokoju można odżałować te sto, czy dwieście złotych. W końcu jak szaleć to szaleć! Zamiana hipermarketowego badziewia na przeciwprzepięciową listwę z jakąś, dość symboliczną filtracją, oprócz spokoju ducha przynosi również zauważalną poprawę brzmienia. Przekaz ukulturalnia się, wysokie już tak nie sieją a i bas jakby mniej dudni. Jeśli zamiłowanie do dobrego dźwięku w międzyczasie się rozwinęło, to logicznym jest, że i posiadany sprzęt powoli, acz systematycznie ewoluował. I w tym momencie dochodzimy do pytania, przed którym staje rzeczony audiofil. Dalej słuchać na listwie PC, czy może warto sprawdzić jak bez porównania lepszy niż ten sprzed lat sprzęt zagra na czymś bardziej do systemów A/V przeznaczonym. Tylko tym razem jest już łatwiej. O ile akcesoriów komputerowych wypożyczyć na próbę raczej się nie da, o tyle salony audio, oraz sami producenci bez problemu udostępniają na testy w domowych warunkach konkretne urządzenia.  Dopiero w takim, konkretnym otoczeniu, w konkretnym systemie i z konkretną instalacją „w ścianie” będzie można przekonać się czy warto podążać „drogą czystego prądu”. Jeśli usłyszymy na własne uszy zmiany wprowadzone przez daną listwę i uznamy je za korzystne jesteśmy w domu. Może nie kupimy pierwszej testowanej listwy, ale zaczniemy drążyć temat i szukać czegoś, co spełni nasze oczekiwania zarówno pod względem ergonomii i  ceny a przede wszystkim brzmienia. Tak brzmienia, bo dla osób, które same przekonały się, co daje ich systemom czysty prąd jest to sprawa równie oczywista, jak wpływ podłoża, bądź wybór standów, czy kolców pod kolumny. Praktycznie w tym momencie można byłoby zakończyć poszukiwania, jednak raz rozbudzoną ciekawość nie tak łatwo uśpić. W końcu nawet najbardziej zaawansowana listwa za główne zadanie ma dystrybuować a dopiero potem chronić i filtrować. Co innego kondycjonery, czyli urządzenia, których ochrona idzie w parze z dystrybucją a czasem nawet całkowitą regeneracją pobranego „ze ściany” prądu.

Właśnie do grona kondycjonerów należy obiekt niniejszego testu – Gigawatt PC-3 SE Evo. O samym producencie nie będę się zbytnio rozpisywał, gdyż to nie pierwsza i mam nadzieję nie ostatnia recenzja jego wyrobów na łamach Audiostereo. Co prawda ostatnio pan Adam Szubert, właściciel Gigawatta, skupiał się głównie na rynkach zagranicznych, gdyż po entuzjastycznych recenzjach, m.in. samego Srajana Ebaena z 6moons.com, to właśnie tam znajdował zbyt, lecz coroczna obecność na Audio Show świadczy, że i wśród rodaków szuka potencjalnych klientów. Jednak, przynajmniej na razie fakty mówią coś zupełnie innego. Wystarczy wspomnieć np. o Francji, gdzie w latach 2010-2012 nabywców znalazło więcej listew i kondycjonerów Gigawatta, niż w Polsce w okresie 1998 – 2012. Całe szczęście świadomość możliwości oferowanych przez tego typu akcesoria i otwartość na urządzenia najwyższej klasy a przy tym pochodzących od rodzimych producentów w Polsce powoli rośnie i coraz częściej promowanie niegdyś hasło „Dobre, bo polskie” nie oznacza wcale ślepego, a w tym wypadku głuchego, nacjonalizmu i ksenofobii, lecz świadomy wybór najlepszego towaru dostępnego na rynku.

Kondycjoner dotarł do mnie w solidnym, podwójnym kartonie a oprócz standardowej papierkologii, elegancko wydanego minikatalogu i instrukcji obsługi producent dołączył również komplet białych, bawełnianych rękawiczek. Pełna kultura. Standardowo na wyposażeniu znajduje się również sztywny i sprężysty przewód sieciowy LC-3, choć z tego, co można wyczytać w zagranicznych recenzjach i informacji uzyskanych od producenta równie popularną, choć zdecydowanie droższą kombinacją jest zestaw PC-3 SE Evo z LS-1 MK2. Skoro więc inni taką konfigurację chwalą, to i ja również poprosiłem o dostarczenie topowej, jak na razie, sieciówki do porównania. Wróćmy jednak do kondycjonera.


Comp_Gigawatt_PC-3_SE_Evo-1.jpg Comp_Gigawatt_PC-3_SE_Evo-9.jpg

Comp_Gigawatt_PC-3_SE_Evo-11.jpg Comp_Gigawatt_PC-3_SE_Evo-14.jpg

Comp_Gigawatt_PC-3_SE_Evo-26.jpg Comp_Gigawatt_PC-3_SE_Evo-29.jpg

Sama bryła urządzenia wręcz idealnie wpisuje się w kanony Hi-Fi i High-Endu. Prosta forma, wzorniczy minimalizm i brak przejawów chęci szokowania, bądź usilnego przyciągania wzroku potencjalnego nabywcy ekstrawaganckimi dodatkami bronią się same. Płaska i pozbawiona jakichkolwiek ozdobników płyta frontowa z centralnie umieszczonym akrylowym oknem, za którym skrywa się rubinowy wyświetlacz to wszystko, nie licząc czterech łbów śrub montażowych, co można dostrzec. Oczywiście nie zabrakło logo producenta i symbolu modelu, jednak nawet w półmroku jedynie wskaźnik napięcia będzie widoczny z większej odległości.
Pokrywa górna z wytłoczoną nazwą producenta ma kształt litery U, dzięki czemu pełni równocześnie funkcję boków kondycjonera. Ściana tylna niczym nie zaskakuje, bo akurat w kondycjonerze zaskakiwać za bardzo nie ma czym, choć znam przypadki, gdzie oprócz standardowych gniazd można spotkać jeszcze takie atrakcje jak port Lan umożliwiający zdalne zarządzanie, oraz monitorowanie urządzenia.  Gigawatt jeszcze do tego stopnia usieciowienia się nie posunął i poprzestał na wyświetlaczu na froncie. Może to i dobrze, bo świadomość, że jakiś pryszczaty haker z drugiego końca świata byłby łaskaw włamać się do naszej „prądooczyszczalni” mogłaby spędzać sen z powiek co wrażliwszych użytkowników. Wracając do tematu, a raczej przedmiotu niniejszej recenzji – sześć firmowych gniazd schuko zostało ułożonych w trzy dedykowane sekcje, Patrząc od lewej są to pary przeznaczone dla urządzeń cyfrowych, analogowych, oraz tych wykazujących największy apetyt na prąd. Dodatkowo, blisko krawędzi umieszczono główny włącznik sieciowy, oraz trójbolcowe gniazdo IEC. Jest jeszcze dioda potwierdzająca poprawność polaryzacji, oraz uziemienia. W tym momencie warto, choć przez chwilę zatrzymać się przy wykorzystanych w kondycjonerze gniazdach schuko o symbolu G-040 zaprojektowanych pod listwy dystrybucyjne drugiej generacji. Otóż nie dość, że mosiężne styki gniazd zostały posrebrzone bez udziału metali pośrednich, to całe gniazda poddano modyfikacji kriogenicznej i demagnetyzacji. Z rzeczy czysto użytkowych zadbano o takie szczegóły jak podwyższona ochrona przed dziećmi, oraz zamieszczenie oznaczeń graficznych ułatwiających poprawną identyfikację polaryzacji zasilania. Przy czym akurat to ostatnie udogodnienie można docenić jedynie w przypadkach, gdy dostęp do kondycjonera jest mało konfliktowy. Jeśli wsadzimy kondycjoner w szafkę, lub na półkę to i tak, czy siak bez próbnika napięcia za parę złotych się nie obejdzie, chyba, że posiadamy w torze, przynajmniej jedno urządzenie z kontrolką polaryzacji.

Comp_Gigawatt_PC-3_SE_Evo-30.jpg Comp_Gigawatt_PC-3_SE_Evo-31.jpg

Comp_Gigawatt_PC-3_SE_Evo-32.jpg Comp_Gigawatt_PC-3_SE_Evo-34.jpg

Comp_Gigawatt_PC-3_SE_Evo-35.jpg Comp_Gigawatt_PC-3_SE_Evo-36.jpg

Comp_Gigawatt_PC-3_SE_Evo-37.jpg Comp_Gigawatt_PC-3_SE_Evo-38.jpg

Comp_Gigawatt_PC-3_SE_Evo-40.jpg Comp_Gigawatt_PC-3_SE_Evo-41.jpg

Comp_Gigawatt_PC-3_SE_Evo-42.jpg Comp_Gigawatt_PC-3_SE_Evo-43.jpg

Zdjęcie dość ciężkiej i podklejonej matą bitumiczną pokrywy daje dostęp do uporządkowanego wnętrza o bardzo przejrzystej i logicznej topologii.  Wyraźnie wyodrębnione trzy gałęzie filtrujące, brak traf separujących, w zamian których producent zdecydował się zastosować wielostopniową filtrację separującą dają nadzieję na czysty i wartki prąd na wyjściu. Tym bardziej, że ośmiokrotnie zwiększono ilość miedzi przeznaczonej na ścieżki i dodatkowo je posrebrzono. Ponadto, aby nie wstawiać limitujących przepustowość bezpieczników topikowych sięgnięto w bloku startowym po iskierniki plazmowe, oraz wykonywany zgodnie z wytycznymi Gigawatta amerykański wyłącznik hydrauliczno-magnetyczny Carling Technologies.


A teraz wrażenia nauszne, jakie odnotowałem po tym, jak Gigawatt zagościł w moim systemie. Doskonale zdaję sobie sprawę, że kablosceptycy, miłośnicy negowania wpływu ostatniego metra i zagorzali zwolennicy teorii rozpylonej mgły już sobie ostrzą zęby, ale co mi tam.

PC-3 SE EVO przyjechał do mnie praktycznie nowy, a więc wymagający wygrzania i ułożenia pod prądem, przez co najmniej tydzień. Choć korciło mnie wstawienie go gdzieś pod biurko, podpięcie laptopa i reszty desktopowego systemu uznałem, że co, jak co, ale przez jakiś czas mogę się przemęczyć z kosztownym zamulaczem w torze. Jakież było moje zdziwienie, gdy od pierwszych dźwięków dobiegających z włączonego systemu oczekiwanego koca na głośnikach i kompresji nie odnotowałem. Zmiana ECI-5 na zdecydowanie bardziej prądożerny KWI-200 również nie zrobiła wrażenia na polskiej konstrukcji a bezpośrednie porównanie z wpięciem w ścianę jednoznacznie, jako zwycięzcę wskazywało Evo. Ki czort?
Po pierwsze, do tej pory wpięcie kabli, bądź listew sieciowych Gigawatta powodowało efekt, że wszystkiego z pozoru było więcej. Więcej dźwięku, więcej masy, jakby jakaś niewidzialna ręka odkręciła mocniej kurek z muzyką. Z PC-3 było inaczej. Zero spektakularności, amerykańskiego wykopu z półobrotu i knockoutu w pierwszych kilkunastu sekundach. Zamiast tego zauważalnej poprawie uległy czytelność i stabilność sceny, znikły nerwowość, szczególnie przy operujących w wysokich tonach transjentach i dodatkowo poprawiła się artykulacja oraz zróżnicowanie najniższych składowych. Sceptycy i malkontenci z pewnością pomyśleli „Tylko tyle? Zero fajerwerków i okrzyków zachwytu?” Cóż, czasem z pozoru kosmetyczne, przynajmniej na papierze - jak to ma miejsce w przypadku recenzji, zmiany powodują dość radykalną zmianę na poziomie percepcji u odbiorcy - słuchacza. Przecież to właśnie detale decydują o tym, czy dany dźwięk odbieramy, jako naturalny, czy też od razu odrzucamy ze względu na niezgodność z zakodowanym w naszym umyśle kiedyś to zasłyszanym, bądź wyimaginowanym wzorcem. I właśnie Gigawatt do tego wzorca słuchacza zbliża. Nie oszałamia natłokiem informacji, nie epatuje mikrodetalami tworzącymi niczym elementy układanki przepiękną mozaikę, lecz podaje na srebrnej tacy obraz będący niemalże holograficznym odpowiednikiem rzeczywistości. Gdzieś po drodze usuwany jest dystans dzielący słuchacza od artysty, jeśli z głośników dobiega „Liberian Girl” (Michael Jackson „Bad” [24bit - 48 kHz]) to lekko zniewieściałego „Króla Popu” mamy na wyciągnięcie ręki, jeśli natomiast otacza nas falujący tłum długowłosych jegomości a z ich gardeł dochodzi fragment „One Second” to powinniśmy wiedzieć, że Paradise Lost powoli kończy swój show (Paradise Lost „Tragic Idol” MICP-11046). Wybór takiego dynamicznego materiału miał oczywiście swój cel. Większości i to nie tylko budżetowych kondycjonerów zarzuca się ograniczanie, limitowanie dynamiki. O braku takowych spostrzeżeń z dopiero co wypakowanym EVO już pisałem, jednak po kilkunastu dniach, kiedy poznałem jego możliwości wiedziałem, że nie tylko nie ma mowy o temperowaniu dynamicznych ambicji amplifikacji, ale o uwolnieniu drzemiącego w nich potencjału. Proszę się nie obawiać, nie chodzi o sztuczne pompowanie, kurację końskimi sterydami i wakacje w NRDowskim ośrodku lekkoatletycznym. Zamiast tego słuchacz odkrywa, że nawet mikrodynamika na tak niewinnym utworze jak „Breakfast In Baghdad” (Youn Sun Nah „Some Girl”) może być porywająca a jej starsza siostra – makrodynamika zdolna jest zrównać z ziemią wszystko, co napotka na swoje drodze. Wystarczą odpowiednio „donośne” kolumny (Everesty JBLa wydają się idealne), dwa monobloki Tenora i dziesięć minut z okładem na spotkanie z trochę nieokrzesanymi przyjaciółmi w stylowych wdziankach ( „Barbarian Horde” - Hans Zimmer and Lisa Gerrard „Gladiator”). A potem to, co się potłukło należy ładnie zmieść na kupkę i wezwać szklarza. Ww. utwór, z jednej najbardziej oklepanych ścieżek dźwiękowych, może i rozkręca się powoli, ale jeśli tylko zniecierpliwiony słuchacz zacznie nerwowo majstrować przy potencjometrze to co bardziej wrażliwi mogą zejść w kulminacyjnym momencie na zawał.  W dodatku Gigawatt niejako zachęca do zapuszczanie się w rejony głośności, które do tej pory przezornie omijaliśmy. Brak jakichkolwiek zniekształceń, czy śladów kompresji daje zielone światło do dalszych porób „wytrzymałościowych”. Dźwięk cały czas pozostaje, czysty, gładki i daleki od nawet najmniejszej nerwowości, więc czemu nie spróbować jeszcze o drobinę głośniej. Słuch się przyzwyczaił? No to jeszcze oczko w górę i tak można, albo do bólu, albo do wizyty przedstawicieli organów porządkowych z najbliższego komisariatu.
Jednak z perspektywy czasu, największe wrażenie robi wewnętrzny spokój i wszechogarniający ład i porządek. Nie ma miejsca na bałaganiarstwo, za to bez problemu można delektować się wirtuozerią połączoną z szaloną spontanicznością. Słuchając „Live in Japan” duetu Rodrigo Y Gabriela do niedawna mogłem jedynie zgadywać jak powinno to brzmieć na żywo. Całe szczęście 7 listopada mogłem przekonać się osobiście, co ten meksykańsku duet potrafi wyczyniać na scenie a po powrocie do domu jeszcze raz zweryfikować dopiero co wybrzmiałe nuty z tym co dobiega z domowego systemu. Oczywiście o odwzorowaniu podobnej skali i przestrzeni nie było mowy, ale wszystko zmierzało w dobrym kierunku i akurat jeśli chodzi o ewentualne limitowanie dynamiki i niesamowitego wykopu to akurat Gigawatt byłby ostatnim elementem toru audio, którego mógłbym o to podejrzewać.





Comp_Gigawatt_PC-3_SE_Evo-18.jpg Comp_Gigawatt_PC-3_SE_Evo-19.jpg

Jest tylko jedno małe, „ale”. O ile na LC-3 sprawdza się świetnie, to wymiana na topową sieciówkę LS-1 mk2 za bagatela 6350 zł przynosi kolejną i to bezdyskusyjną poprawę. Podpięcie tego przewodu dla Evo jest porównywalne do tego, co AMG robi z najdroższymi limuzynami Mercedesa, czy Shelby z Mustangami. Niby są to „tylko” detale i z pozoru niewiele się zmienia, jednak jak to zwykle bywa pozory mylą i jeśli tylko nie przewidujemy dość znacząco podnieść kwoty przeznaczonej na zakup kondycjonera to do LS-ki nawet nie powinniśmy się zbliżać.
Tak jak w standardowym zestawie wszystko było na swoim miejscu, o kompresji można było raz na zawsze zapomnieć, z resztą skoro z końcówką Soulution na Audio Show dawał sobie radę, to i KWI200 nie robił na nim najmniejszego wrażenia. Jednak pojawiło się coś więcej – lepszy wgląd w głąb sceny, precyzyjniejsze pozycjonowanie źródeł pozornych również na wysokość a nie tylko w głąb i wszerz, oraz niesamowita konturowość i precyzja w definiowaniu najniższych składowych. Czy to na bębnach KODO (Tataku „The Best of Kodo, Vol. 2 (1994-1999)”), czy na niepokojących, elektronicznych pejzażach Nilsa Petera Molvaera („Khmer”), czy wreszcie baśniowych dźwiękach Arilda Andersena („Kristin Lavrans Datter”) bas oprócz w pełni obecnej w tańszej konfiguracji potęgi zyskał na definicji, różnorodności i laserowej wręcz dokładności, Uderzał już nie tylko szybko i mocno, ale również z dokładnością naprowadzanego pocisku, choć akurat w tym wypadku skala dokładności była bliższa neurochirurgii niż destrukcyjnym działaniom wojennym.

Zamiast standardowego podsumowania dokonam profanacji klasyki:
„PC-3 SE EVO! Prądooczyszczalnio nie moja! ty jesteś jak zdrowie.
Ile cię trzeba cenić, ten tylko się dowie,
Kto cię stracił. Dziś prądozbawienność twą w całej ozdobie
Widzę i opisuję, bo tęsknię po tobie.”
Tak, tak. Może i legendy o zniżkach i prezentach, jakie otrzymują recenzenci w dowód wdzięczności za pełne lukru i kolorowej posypki opisy testowanych urządzeń urosły do poziomu baśni o żelaznym wilku, ale muszę, żądnych krwi i teorii spiskowych, czytelników rozczarować. Niestety nie stać mnie było na pozostawienie tytułowego kondycjonera i nieutulony w żalu zmuszony byłem po teście grzecznie go spakować i odesłać do producenta. Wyrwa pozostała jak po usunięciu ósemki przy pomocy kombinerek i młotka, ale cóż. Utrzymanie rodziny jest ważniejsze niż spełnienie własnych, snobistycznych, audiofilskich zachcianek.


Tekst i zdjęcia: Marcin Olszewski

Producent: Gigawatt
Cena:  Gigawatt PC-3 SE EVO + LC-3  - 15.350 PLN

Dane techniczne (wg, producenta):
- Dostępne typy gniazd: EU (Schuko), US (Nema)
- Napięcie zasilania: 220 240 V / 50 – 60 Hz
- Maksymalne obciążenie: 3 500 W
- Prąd maksymalny (ciągły): 16 A
- Pochłaniany udarprądowy: 20 000A
- Wyjścia: 1 x Stereo RCA preamp
- Wymiary (SxWxG):  440 x 115 x 400 mm
- Waga brutto: 16,20 kg
- Opcje dodatkowe: kolor wyświetlacza może być zielony, lub niebieski

System wykorzystany w teście:
CD/DAC: Ayon 07s
DAC & konwerter USB/Coax: Hegel HD2
Selektor źródeł cyfrowych: Audio Authority 1177
Odtwarzacz plików: Olive O2M; laptop Dell Inspiron 1764 + JRiver Media Center
Wzmacniacz: Electrocompaniet ECI 5; ModWright KWI200
Kolumny: A.R.T. Moderne 6 ustawione na Soundcare Superspikes
IC RCA: Antipodes Audio Katipo; Audiomago AS
IC XLR: LessLoss Anchorwave;  Siltech Classic Anniversary 550i
IC cyfrowe: Fadel art DigiLitz; Harmonic Technology Cyberlink Copper; Apogee Wyde Eye; Monster Cable Interlink LightSpeed 200
Kable USB: Wireworld Ultraviolet, Wireworld Starlight; Goldenote Firenze Silver; Digital Box USB Premium Link
Kable głośnikowe: Harmonix CS-120; Siltech Explorer 90L
Kable zasilające: GigaWatt LC-1mk2; Furutech FP-3TS762 / FI-28R / FI-E38R; Organic Audio Power; ReAr Power 71; Gigawatt LS-1 MK2; Harmonix X-DC350M2R Improved-Version; Gigawatt LC-3
Listwa: GigaWatt PF-2 + kabel LC-2mk2
Stolik: Missoni Audio Carpet Stradivari
Przewody ethernet: Neyton CAT7+
Akcesoria: Sevenrods Dust-caps; Furutech CF-080 Damping Ring; Gregitek Aerius, Aerius Graf & RG1


68 komentarzy


meloman 62
21.11.2012 21:06
Zwrotu kondycjonera szczerze współczuję. Mam Gigawatta o szczebelek niższego, czyli PC 3 Evo i nie wyobrażam sobie pozbycia się tego urządzenia. Miałem podobne odczucia jak recenzent przy ostatecznym wpięciu tego urządzenia w system.
  • Zgłoś
Mam to samo, Fr@ntz...
  • Zgłoś
A ja chciałem zacytować fragmenty recenzji owego cudownego Gigawata autorstwa jozwy maryna, która ukazała się w Magazynie HiFi 1/2012. Wrażenia odnoszą się do stanu po przełączeniu z plastikowej listwy:

"Przy wsłuchaniu się w szczegóły, różnice okazały się możliwe do wychwycenia."

"(...) chciałem wyraźnie podkreślić, że zmiany miały charakter subtelny, nieporównywalny zwłaszacza z wymianą wzmacniacza. Warto także podkreślić, że nastąpiły po przejściu z mizernego zasilania (...)"

"Po stwierdzeniu, że pewne różnice po podłączeniu kondycjonera występują, powstaje pytanie, jaki jest charakter tych zmian. Jak opisać jego wpływ? Otóż nie wiem. Jak wspomniałem, różnica jest subtelna, choć niekiedy wyraźna."

I chyba tyle by wystarczyło.
  • Zgłoś

goliatpl
21.11.2012 22:03
Gigawatt robi świetne rzeczy. Miałem okazje recenzować modele niższe, PC-2 EVO i PC-3 EVO. Wrażenia i odczucia jakie na mnie wywarły są bardzo podobne do Kolegi Fr@nza. Niestety, również musiałem je oddać - decydował czynnik finansowy. Nie mniej jednak PC-2 EVO chodzi mi cały czas po głowie.

Poniżej wrażenia z odsłuchu PC-2 EVO :

http://www.facebook.com/media/set/?set=a.382655548427258.110753.350637121629101&type=1
  • Zgłoś

jozwa maryn
21.11.2012 22:05
Cholera, w roli autorytetu czuję się nie na miejscu. A gdzie "chciwy żywot pismaka"?
  • Zgłoś
Goliatpl, czemu nie wspominasz, że handlujesz Gigawattem w salonie q21 ? Gdzie musiałeś oddać ten kondycjoner po "teście", z powrotem na półkę?
  • Zgłoś

goliatpl
21.11.2012 22:47
Oczywiście standardowo Cię pozdrawiam, miło, że znowu z nami jesteś! :)))))
  • Zgłoś
Również Cię pozdrawiam, miło, że "obstawiasz" ten artykuł :)
  • Zgłoś
W kwestii formalnej Panie Redaktorze - amerykański standard gniazd to NEMA
  • Zgłoś
Ja powiem tylko że kupiłem sobie kiedyś same srebrzone gniazda tablicowe gigwata, a na nich zrobiłem sobie listwę i różnica jest naprawdę spora w stosunku do bardzo dobrych gniazd zachodnich które robiły u mnie za listwę. Kupując je przede wszystkim kierowałem się niską rezystancją styku, bo nie bardzo wierzę w sens jakiejś filtracji i zasilania, ale mogę potwierdzić najwyższą jakość produktów gigawata. Zresztą faktem jest, że są znacznie lepsze i tańsze sposoby na poprawę brzmienia sprzętu jeżeli ktoś jest zaznajomiony z budową sprzętu grającego, niż tylko grające przewody.
  • Zgłoś
Uhu, cenzura czuwa :-) Ukamieniujcie przy okazji jozwę za recenzję cytowaną przez mczaja :-)))
  • Zgłoś
Mczaj - Alek testował, a raczej opisywał budowę wersji PC-3 Evo bez SE a wrażenia nauszne popełniła Ola - niby mała rzecz, ale warto byłoby o tym wspomnieć;-)
  • Zgłoś
cytowane wrażenia "nauszne" na 100% popełnił jozwa maryn, co do SE to pewnie masz rację
  • Zgłoś
Prawda jest po środku - brzmienie opisywała zarówno Ola, jak i Alek ;-) - we wcześniejszym poście zamieściłem link do pełnego tekstu recenzji
  • Zgłoś
Niedługo to się zrobi portal dla energetyków, tylko kable i kondycjonery i kable :) No i podstawki pod te kable :D

Czy są już jakieś podstawki pod kondycjonery? No bo chyba nie leżał zwyczajnie na podłodze narażony na straszliwe wibracje i pole magnetyczne jądra ziemii?
  • Zgłoś
"Jakież było moje zdziwienie, gdy od pierwszych dźwięków dobiegających z włączonego systemu (...)"

Nie macie wrażenie, że wszystkie bajki ostatnio zaczynają się tak samo? :)

A poza tym, czy minimum żetelności w przypadku takiego urzadzenia nie wymaga podania pomiarów na wejściu i na wyjściu? Akurat pomierzenie parametrów prądu zmiennego przed i za kondycjonerem to nie jest żadna filozofia, nawet recenzent audio powinien dać radę...
Uczą tego w profilowanych liceach, a na studiach to jest temat na dwie laborki ;)
Ale nic to! Nauka zapewne wkrótce się ugnie przed prorokami audio i elektryk będzie na robocie u klienta przykładał ucho do kontaktu :)
  • Zgłoś
Oj tak, tak, SE zmienia wszystko :-) A SE + podstawka na siecióweczkę zapiętą pierścieniem Furutecha dodaje nawet LFE czy Limited Fr@ntz Edition i robi się TUH czyli TOP ULTRA HI-END :-)
  • Zgłoś
"Tak, tak. Może i legendy o zniżkach i prezentach, jakie otrzymują recenzenci w dowód wdzięczności za pełne lukru i kolorowej posypki opisy testowanych urządzeń urosły do poziomu baśni o żelaznym wilku, ale muszę, żądnych krwi i teorii spiskowych, czytelników rozczarować."

Jak się jest etatowym bajkopisarzem, to ciężko oczekiwać bonusów za swoją standardową bajkopisarska robotę, nie?
  • Zgłoś

Audio Academy
22.11.2012 10:38

Użytkownik mczaj dnia 21.11.2012 - 22:37 napisał

Goliatpl, czemu nie wspominasz, że handlujesz Gigawattem w salonie q21 ? Gdzie musiałeś oddać ten kondycjoner po "teście", z powrotem na półkę?

Co miało wnosić to zdanie? Czy jeżeli produkt jest dobry, to nie można tego napisać? Czy nie może tego zrobić osoba, która sprzedaje te rzeczy?
  • Zgłoś

Użytkownik Audio Academy dnia 22.11.2012 - 10:38 napisał


Użytkownik mczaj dnia napisał

Goliatpl, czemu nie wspominasz, że handlujesz Gigawattem w salonie q21 ? Gdzie musiałeś oddać ten kondycjoner po "teście", z powrotem na półkę?
Co miało wnosić to zdanie? Czy jeżeli produkt jest dobry, to nie można tego napisać? Czy nie może tego zrobić osoba, która sprzedaje te rzeczy?


Może, dopóki nie zachowuje jak Goliatpl i pociska farmazony o łzawym rozstaniu z urządzeniem, które cały czas zalega mu na sklepowej półce  :-)
  • Zgłoś

Audio Academy
22.11.2012 11:18
Nadal nic nie rozumiem. Dlaczego miałby ci przeszkadzać sposób, w jaki rozstaje się ktoś z kondycjonerem? Co ma do tego półka sklepowa? Generalnie wszystko jest na miejscu i wszystko się zgadza; Goliat nie ma kondycjonera w domu, bo się z nim łzawo rozstał i odłożył go na sklepową półkę, czyli nie ma go w domu.
To, że pociska farmazony o łzawym rozstaniu, to są jego emocje i należy tylko współczuć tobie, że nie potrafisz ich odpowiednio odebrać. Po drugie nie możesz tego też nazwać farmazonem, no bo niby na jakiej podstawie?
  • Zgłoś
...trzeba zaznaczyć ze tzw. opad szczęki uzyskujemy tylko w komplecie Gigawatt PC-3 SE Evo z przewodem sieciowym Gigawatt LS-1 MK2 i obowiązkowo pod tym wszystkim akcesoria Gregitek Aerius, Aerius Graf & RG1 które to nie kosztują oczu z głowy... czego dowiadujemy się tu:
http://www.klub.audiostereo.pl/artykuly/gregitek-aerius-aerius-graf-art332.html
  • Zgłoś

Użytkownik Audio Academy dnia 22.11.2012 - 11:18 napisał

Nadal nic nie rozumiem. Dlaczego miałby ci przeszkadzać sposób, w jaki rozstaje się ktoś z kondycjonerem? Co ma do tego półka sklepowa? Generalnie wszystko jest na miejscu i wszystko się zgadza; Goliat nie ma kondycjonera w domu, bo się z nim łzawo rozstał i odłożył go na sklepową półkę, czyli nie ma go w domu.
To, że pociska farmazony o łzawym rozstaniu, to są jego emocje i należy tylko współczuć tobie, że nie potrafisz ich odpowiednio odebrać. Po drugie nie możesz tego też nazwać farmazonem, no bo niby na jakiej podstawie?


Czy wy branżowcy macie to udawanie we krwi ? Aha, naprawdę nic nie rozumiecie :-))) Udawanie Greka wyssaliście z mlekiem matki  :-)
  • Zgłoś

goliatpl
22.11.2012 14:36
O jest i zyzio :)) Jest zyzio, jest impreza! :)
  • Zgłoś
"PC-3 SE EVO przyjechał do mnie praktycznie nowy, a więc wymagający wygrzania i ułożenia pod prądem, przez co najmniej tydzień."

Prawie sie usmarkałem ze śmiechu. Jak wy recenzenci możecie wypisywać takie brednie bez mrugnięcia okiem? Odsłuchy kondycjonera podnoszącego jakość dźwiękiu, kable zasilające, które grają... Ciekawe, co powiedziałby laryngolog, gdyby pacjent zeznał, że słyszy jak prąd płynie w kablu :)
  • Zgłoś
Audio Academy, nie dziwi mnie, że nie rozumiesz o co chodzi, skoro wg Ciebie w dobrym tonie jest produkować na forum oświadczenia, że Twoje kolumny biją na głowę dwukrotnie droższą zagraniczną konkurencję. Słuchasz ich, więc możesz jak każdy inny wyrażać swoją opinię.  Ba, rzekłbym nawet, że Twoja opinia jest zdecydowanie istotniejsza od opinii postronnych słuchaczy, bo Ty znasz te kolumny na wylot, mam rację? W ogóle to chyba naturalne, by opinie nt. jakości produktów i usług ferowali sami producenci czy sprzedawcy tychże produktów. Znają je najlepiej, a klient może ocenić zbyt pochopnie...
  • Zgłoś
Fr@ntz,
Violet,
Goliat,

nie płaczcie, bo mam dla Was dobrą wiadomość.

Jako, że nie możecie się pogodzić z oddaniem tego kondycjonera do sklepu (lub na półkę), znalazłem Wam super ofertę - prawie nówka za 40% ceny !!!
http://allegro.pl/gigawatt-pc-3-se-kondycjoner-sieciowy-kabel-lc-1-i2806416815.html
(Co prawda kabelek to tylko LC-1, ale przy tej cenie nie ma co stroić fochów)

Zatem jeden z Was może być szczęśliwym posiadaczem tego obiektu Waszych westchnień i szlochów.

P.S. Tylko nie zapomnijcie dać nam znać, który spełnił swoje marzenie i ją kupił :))
  • Zgłoś
To nie jest Evo, więc okazja taka sobie. Pierwsze zdjęcie jest chyba na zachętę, ale opis i real foto pokazują z czym mamy do czynienia.
  • Zgłoś

goliatpl
22.11.2012 19:22
Niestety, to nie wersja EVO. Starsze modele mają zupełnie inną konstrukcje dystrybuowania prądu, jeżeli dobrze pamiętam są one oparte na transformatorach? Waga od razu zdradza wersje wcześniejsze. EVO jest lżejsza.

No ale nic, szukajmy dalej...? Kto wie, może komuś się uda? :)))
  • Zgłoś
Dobry wieczór wpadłem podpisać listę.
Widzę, że prawie wszyscy już tutaj są.
  • Zgłoś
Nie masz uprawnień do pisania komentarzy. Zarejestruj się lub zaloguj.
Jeśli posiadasz już konto na Facebooku, możesz się zalogować bez rejestracji ( logowanie przez Facebook).



Zobacz też

Test wzmacniacza KR Audio VA-340

Leonard Cohen po audiofilsku

Słuchawki Bowers & Wilkins P5

Furutech FP-314Ag II/FI-11R/FI-E11R; Organic Audio Power

Taga Harmony Coral F-120

Wyszukaj Artykuł

Przystępując do Klubu zyskujesz:

  • Dostęp do dodatkowych artykułów i testów sprzętu
  • Promowanie zamieszczonych ogłoszeń sprzedaży lub kupna
  • Zniżki na zakupy w sklepach partnerskich
  • Kartę członkowską Klubu
  • Możliwość udziału w cyklicznych spotkaniach klubowiczów:
    • spotkania ze specjalistami z branży audio
    • spotkania z innymi audiofilami
    • darmowy catering
  • Przypisanie do grupy "Klubowicz" na forum, a co za tym idzie:
    • większą skrzynkę na wiadomości PW
    • możliwość edycji własnych postów przez 30 minut od publikacji
    • większe limity na umieszczane załączniki
    • większe limity w zakładce Galeria
    • większe limity w zakładce Blogi
    • możliwość tworzenia blogów prywatnych i tylko dla przyjaciół

Najnowsze komentarze





Klub.AudioStereo.pl - Artykuły, porady, felietony, konkursy, recenzje audio, testy sprzętu i wiele innych ciekawych informacji.
Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

Na naszej stronie wykorzystujemy ciasteczka (ang. cookies), dzięki którym nasz serwis może działać lepiej - więcej o tym w Naszej polityce prywatności. W każdej chwili możesz wyłączyć ten mechanizm w ustawieniach swojej przeglądarki. Korzystanie z naszego serwisu bez zmiany ustawień dotyczących cookies, umieszcza je w pamięci Twojego urządzenia.

Akceptuję   Zmiana ustawień