Skocz do zawartości

Audiostereo.pl: Audiostereo Forum - Audiostereo.pl


Logo Magazyn
Witamy ponownie, Gość


Lavardin IS Reference

07.11.2011 22:30 | Fr@ntz w Recenzje
  • Nie możesz edytować tego wpisu
Ze swoich audiofilskich podróży wracam z reguły bogatszy o bagaż nowych doświadczeń, nowe znajomości, setki zdjęć i pokaźny spis płyt do wpisania na listę „do kupienia”. Czasem jednak gdzieś w zakamarkach duszy utkwi jakaś zadra, która kiełkując wzmaga objawy uśpionej, bądź zaleczonej ostatnim nabytkiem audiophilii nervosy. Tak też było i tym razem. Od momentu, kiedy mogłem spędzić kilkanaście godzin w towarzystwie A.R.T. Deco 15 Signature napędzanych jubileuszowym Lavardinem IT-15 powoli i mimowolnie dążyłem do tej wymarzonej, niesamowicie gładkiej i namacalnej średnicy, jaką zaoferował mi szkocko-francuski duet.
Marzenia marzeniami, jednak proza życia wymusza pewne kompromisy. W moim przypadku kompromis okazał się całkiem znośny i w dość niespodziewanych okolicznościach stałem się posiadaczem filigranowych A.R.T.ów Moderne 6. Kiedy tylko urocze podłogówki na dobre zadomowiły się w moim systemie i teoretycznie powinienem spocząć na laurach delektując się dźwiękami płynącymi z nowych zabawek, ja, o zgrozo, nie przestawałem zastanawiać się czy można jeszcze bardziej zbliżyć się do tego, co dane mi było słyszeć we Wrocławiu.
Prawdę powiedziawszy ponad rok temu robiłem już pierwsze podejście do najtańszej integry Lavardina, jednak ze względu na dość minimalistyczną konstrukcję miałem z nią nie tyle krzyż pański, co nielichy zgryz. Z jednej strony czarowała muzykalnością i eterycznością, a z drugiej grymasiła jak francuska pokojówka (z premedytacją powtarzam użyte wtedy porównania), która nie dość, że zmanierowana, to jeszcze, w przypadku nieprzemyślanej konfiguracji, zamiast grzecznie przyjąć krytykę potrafiła wymierzyć siarczysty policzek. Tak było podczas prób współpracy z konstrukcjami DIY z linią transmisyjną a nawet Mini Utopiami JMLaba, za to z Avalanche Reference Monitor Avcona stworzyła zaskakująco zgrany zestaw. W dodatku mocno spontaniczny odsłuch zaowocował kooperacją dystrybutorów, a raczej dystrybutora francuskiej marki i polskiego producenta kolumn. Tyle wspomnień i najwyższy czas powrócić do teraźniejszości. Skoro IS’a miałem już odsłuchanego i opisanego warto sprawdzić, co zgotował dla potencjalnych nabywców usytuowany oczko wyżej w cenniku model IS Reference.

comp_-avardin_IS-Reference-16.jpg comp_-avardin_IS-Reference-1.jpg comp_-avardin_IS-Reference-3.jpg comp_-avardin_IS-Reference-5.jpg comp_-avardin_IS-Reference-6.jpg comp_-avardin_IS-Reference-7.jpg

comp_-avardin_IS-Reference-9.jpg comp_-avardin_IS-Reference-10.jpg comp_-avardin_IS-Reference-11.jpg comp_-avardin_IS-Reference-12.jpg comp_-avardin_IS-Reference-13.jpg comp_-avardin_IS-Reference-14.jpg


Pomimo pobieżnego śledztwa nie udało mi się znaleźć nawet dwóch różnic między wersją standardową i o połowę droższą wersją Reference. Zarówno przednia, jak i tylna ścianka są po prostu identyczne. Generalnie obudowy obu modeli są takie same. Skromne, eleganckie i patrząc na nie przez pryzmat ceny zaskakująco niewielkie. Anodowane na czarno, oszczędne w formie i ozdobione jedynie, również aluminiowymi, toczonymi pokrętłami wyboru źródeł i regulacji głośności nie dają punktu zaczepienia nawet największym ortodoksom minimalizmu. No dobrze, mogłoby nie być selektora źródeł, ale wtedy byłby to prawdziwy ergonomiczny hardcore a zamiast integry Klient dostawałby końcówkę mocy z regulacją głośności. Lepiej więc nie przesadzać z tym minimalizmem, bo audiostereo to portal dla audiofilów, a nie działkowców i ogrodników(to tak a'propos przesadzania). Wgląd w dane techniczne również nie przynosi spodziewanych różnic. Jak było, tak jest nadal 45 Watów przy iście piórkowej wadze 6,5 kg.
Tylna ściana, lekko cofnięta w stosunku do opasującej ją płyty górnej i boków wykonanych z jednego płata aluminium, mieści cztery pary złoconych gniazd RCA i pojedyncze, dość lichej jakości, terminale głośnikowe. Z bananami i wtykami BFA nie będzie żadnego problemu, jednak posiadacze kabli głośnikowych zakończonych widełkami mogą być w nie lada rozterce. Ryzykować zwarcie, czy wymienić końcówki. Jest jeszcze trzecia i uważam, że najlepsza alternatywa. W dodatku nie tylko dla widełkowców, ale dla wszystkich zainteresowanych zakupem Lavardina. Zamiast kombinować jak koń pod górę i błądzić jak dziecko we mgle proponuję tym razem pójść na łatwiznę i niezależnie od klasy posiadanych przewodów okablować cały system firmowymi francuskimi drutami (włącznie z sieciówką do wzmacniacza). Zupełnie nie wiem, na czym polega ich fenomen, ale taki zestaw firmowy po prostu się sprawdza i tyle. W dodatku można akurat w tym przypadku udowodnić, że kable po prostu nie grają. Z tym, że jest jedno małe "ale". Nie grają, bądź robią to, co najwyżej po japońsku, czyli „jako-tako”, kable konkurencji, za to te "od Lavardina" grają tak, że ja … przepraszam. W związku z powyższym, lepiej nie udawać, że jest się mądrzejszym od telewizora i po prostu w tym przypadku posłuchać zaleceń producenta. Aha i jeszcze jedno – kabel sieciowy należy wpiąć bezpośrednio w ścianę i to niezależnie od klasy posiadanej listwy, bądź kondycjonera. Niesubordynacja skutkować będzie dźwiękiem na pewno innym, lecz czy lepszym śmiem wątpić. Warto też pamiętać o zachowaniu prawidłowej polaryzacji (pomaga w tym oznaczenie na sieciowym, trójbolcowym gnieździe IEC)

Wnętrze w porównaniu z protoplastą doczekało się dwóch zmian. Podwoiła się pojemność filtrująca a reszta zasilania została ukryta w szczelnej blaszanej puszce. Praktycznie ze wszystkich komponentów starto oznaczenia fabrycznie i jedynie przekaźniki Findera, oraz niebieski potencjometr Alpsa zdradzają swoje pochodzenie. Gniazda wejściowe z płytką drukowaną łączą cieniutkie miedziane solid-cory, za to sygnał do terminali głośnikowych płynie miedzianą skrętką, w której zamiast standardowej izolacji użyto warstwy lakieru. Do aluminiowego kątownika oddzielającego zasilanie od płytki drukowanej przytwierdzono dwie pary tranzystorów wyjściowych. Oczywiście nie zabrakło też tajemniczych czarnych puszek kryjących w sobie sekret umożliwiający pozbycie się zniekształceń pamięciowych.


Oprócz firmowego okablowania razem ze wzmacniaczem otrzymałem budzącą respekt sklejkę o grubości 4cm i wadze dorównującej testowanemu urządzeniu. To kolejna „sugestia” producenta, który zaleca stawianie swoich produktów na drewnianych półkach. Co ciekawe, choć moja dyżurna "audiokomoda" wykonana jest z litej brzozy i waży ładnych paręnaście, jeśli nie dziesiąt, kilo, to podłożenie pod Reference'a dodatkowej platformy było całkiem zauważalnym tuningiem. Poprawa dotyczyła głównie brzmienia, bo jeśli chodzi o walory estetyczne to wolałbym nie poruszać tego drażliwego tematu, szczególnie po ostatniej dyskusji z Małżonką, która jakoś nie była w stanie odnaleźć piękna drzemiącego w tej surowej formie.

Wiedząc, że Lavardin z A.R.T.ami to praktycznie gwarancja dobrego brzmienia i mając "błogosławieństwo" dystrybutora w postaci topowych kabli sieciowych, głośnikowych i łączówek z radością przystąpiłem do testów. O taryfie ulgowej mowy, być nie mogło i na pierwszy ogień poszła Dadawa "Sister Drum". Ten z pozoru senny i spokojny album kryje w sobie wieloplanową, złożoną strukturę, o której istnieniu można przekonać się jedynie na odpowiedniej klasie urządzeniach. Na niepoprawnie skonfigurowanych, bądź po prostu słabych zestawach słuchacz otrzyma jedynie, z pozoru bardzo atrakcyjny, pierwszy plan i coś na kształt szkicu wydarzeń rozgrywających się w głębszych warstwach.  Ponadto o ile w pierwszych sześciu kompozycjach dialog prowadzony jest głównie w orientacji przód - tył, o tyle w "The turning scripture" z tzw. „nienacka” scena przejmuje we władanie cały pokój odsłuchowy i w oka mgnieniu dematerializuje na pozór fizyczne bariery w postaci ścian pomieszczenia. Przynajmniej Lavardin potrafił wyczarować takie cuda-niewida z ww. srebrnego krążka. Nie jest to bynajmniej odosobniony przypadek, gdyż wystarczy wspomnieć zeszłoroczne Audio Show, gdzie właśnie tym nagraniem zestaw Reimyo wielokrotnie wprawiał w osłupienie zgromadzonych zwiedzających. W porównaniu do swojej podstawowej wersji zdecydowanej poprawie uległy nasycenie i namacalność dźwięku nawet w bardziej złożonych aranżacjach. Nie ma już tego zmatowienia dalszych planów, o którym wspominałem recenzując zwykłego ISa. Niezależnie, czy w odtwarzaczu lądowały „Planety” Holsta, czy wspominany, a ‘propos zmatowienia, Ayreon wgląd w dalsze plany był wzorcowy i zależał jedynie od umiejętności realizatora odpowiedzialnego za mastering. Całość jest niesamowicie gładka i lśniąca, w swej barwie zupełnie odbiegająca od typowego, stereotypowego tranzystorowego brzmienia, a pozbawienie oznak swoistej lepkości podczas ślepych testów mogłoby kierować domysły, co do budowy wzmacniacza, w stronę konstrukcji opartych na lampach 300B. Tańsza wersja dysponowała bardziej zaokrągloną, słodszą górą, zbliżoną do tego, co oferował Air Tight ATM-1s, za to Reference bardziej zmierza w kierunku eteryczności, jaką dane mi było słyszeć np. z Air Tighta ATM-300 i innych wysokiej klasy triodowych wzmacniaczy SE.
Również prowadzenie linii basu zostało zdecydowanie lepiej zdefiniowane a zdyscyplinowanie najniższych składowych automatycznie poprawiło czytelność całości. Warto o tym wspomnieć, gdyż na albumach typu Lars Danielsson "Tarantella" jakiekolwiek odstępstwo od założonych przez muzyków ram czasowo - przestrzennych rujnuje całą misterną jazzową układankę, która w oka mgnieniu zamienia się w kakofoniczny koszmar.
A właśnie, skoro poruszyłem temat dźwięków nie zawsze miłych i uczesanych. Wydaje mi się wystarczająco dobrym przykładem, na taką właśnie muzykę jest My Riot "sweet_noise". Ilość negatywnych emocji drzemiących np. W "Botoxie" została oddana przez Lavardina bez jakiejkolwiek cenzury, bez poprawności politycznej, bez lukru. Właśnie przyłapałem się na tym, że poprzednio poszukując bólu istnienia sięgnąłem również po polską formację ("Totentanz"), która niestety od tamtego czasu uznała, że lepiej dla niej będzie eksplorować "okołofeelowe" klimaty. My Riot jest o wiele bardziej brutalny, bardziej dosadny i po prostu prawdziwy. Jeśli ktoś nie wie, co to klasyczny, nasz narodowy, za przeproszeniem "wkurw" na otaczającą rzeczywistość, to po pierwsze koniecznie powinien ww. krążka posłuchać, a po drugie zrobić to za pośrednictwem Lavrdina. Niesamowite, jak ten, jakby nie patrzeć słabowity tranzystor, potrafił zagrać z dynamiką, w skali zarówno mikro jak i makro, na poziomie konkurencji dysponującej zdecydowanie potężniejszą muskulaturą (watażem). Nie jest to, co prawda, niemiecka brutalność germańskich najeźdźców, jaką oferują piece Aarona, czy niesamowita skandynawska precyzja końcówek mocy Vitus Audio, jednak nienaganne maniery skrywające stalową wolę szlachetnie urodzonych w zupełności wystarczają. Kilkadziesiąt minut z Glacą skłoniło mnie do wirtualnej wycieczki w mroczne lata 90-te i „3-ki” Illusion. Jakże apokaliptycznie zabrzmiały słowa "Vendetty": "Miłość swoją zakopałeś litość mocno śpi, chciałbyś cały świat utopić w oceanie krwi." Czyżby konstruktor podczas prac nad tym modelem zerkał kątem oka na historię rewolucji francuskiej? Kto wie, ale właśnie takie teksty brzmiały na testowanym wzmacniaczu zaskakująco dobitnie. Niesamowicie krystaliczna czystość dźwięku mimowolnie powodowała prowadzenie odsłuchów na wyższych niż zwykle poziomach głośności. Odgłosy burzy rozpoczynające tytułowy utwór na "Brothers in arms" Dire Straits powodowały niespokojne spojrzenia domowników w kierunku okien i nerwowy wypad sąsiadki na balkon po wietrzoną pościel.

Lavardin ma w sobie coś niesamowitego, jakieś przenikające do szpiku kości wrodzone szlachectwo, które udziela się każdemu systemowi, w jaki zostanie wpięty. Niezależnie od reprodukowanego repertuaru będzie odciskał swe piętno powodując u słuchacza pewien rodzaj uzależnienia. Przez większą część czasu, jaki spędziłem z tym francuskim wzmacniaczem odtwarzany repertuar był mi niemalże całkowicie obojętny. To tak jak śp. Pan Gustaw Holoubek czytałby program telewizyjny, albo książkę telefoniczną. Nieważne co, byleby to robił, gdyż w jego głosie słychać było życiową mądrość i umiejętność ukazywania piękna ludzkiej mowy. Podobnie jest z wybitnymi dyplomatami, którzy potrafią w taki sposób kazać iść precz, że rozmówca momentalnie czuje ekscytację przed czekająca go podróżą.
IS Reference też jest takim dyplomatą czarującym słuchacza barwą własnego głosu, a właściwie nie tyle własnego, co głosem odtwarzanych wokalistów. Nie jest przy tym przysłowiowym „drutem ze wzmocnieniem”, bo być nie musi. Wystarczy, że potrafi zabrać szczęśliwego posiadacza w wielogodzinną podróż po świecie muzyki, gdzie najważniejsze są emocje i możliwość obcowania z gwiazdami największego formatu i to zarówno tymi współczesnymi, jak i tymi, które odeszły.


Tekst i zdjęcia Marcin Olszewski

Dystrybutor:  Moje Audio
Cena:  14 250 zł
Dane techniczne:
- Wejścia: 4 liniowe
- Impedancja wejściowa: 10 kom
- Czułość wejścia: 330 mV
- Moc wyjściowa: 2x45 W RMS przy 8 omach
- Impedancja wyjściowa: Nominalnie 8 omów
- Zniekształcenia harmoniczne: 0,005% przy maksymalnej mocy
- Rozmiary W  x S  x G : 80 x 430 x 340 mm
- Waga: 6,5 kg netto
- Pobór mocy: 32 W bez sygnału ; 180 W maksymalnie
- Wyjście liniowe: Opcjonalne
- Przedwzmacniacz gramofonowy MM: Opcjonalny
- Wybór wejść: Przekaźniki hermetyczne
- Kontakty przekaźników: Złoto, srebro i stop palladu


System wykorzystany w teście:
CD/DAC: Ayon 07s
DAC: Hegel HD2
Odtwarzacz multimedialny: LG DP1W; laptop Dell Inspiron 1764 + JRiver Media Center
Selektor źródeł cyfrowych: Audio Authority 1177
Wzmacniacz: Hegel H-100
Kolumny: A.R.T. Moderne 6
IC RCA: Antipodes Audio Katipo; Lavardin CLR 83
IC XLR: Sevenrods ROD2
IC cyfrowe: Fadel art DigiLitz; Monster Cable Interlink LightSpeed 200; Harmonic Technology Cyberlink Copper
Kable USB: Wireworld Ultraviolet;  Wireworld Starlight
Kable głośnikowe: Harmonix CS-120 ; Lavardin CX 317; Lavardin CHR 317
Kable zasilające: GigaWatt LC-1mk2; Harmonix X-DC2; Lavardin CMR
Listwa: GigaWatt PF-2 + kabel LC-2mk2


1 komentarzy


neomammut
08.11.2011 21:39
Bardzo fajny artykuł, ciekawe jak zagrało by to z moimi kolumnami. Bardzo fajnie wyszło im wnętrze, zasilanie w ekranie, no prawie, ale chyba działa :) Bardzo ładnie wygląda PCB, pachnie garażem u Wujka Staszka hehe. Ogólnie, kolejny dobry artykuł!
  • Zgłoś
Nie masz uprawnień do pisania komentarzy. Zarejestruj się lub zaloguj.
Jeśli posiadasz już konto na Facebooku, możesz się zalogować bez rejestracji ( logowanie przez Facebook).



Zobacz też

Relacja z Audio Show 2009 cz. 3

Test słuchawek Lindy 20425

Sevenrods ROD2

Audio Show 2014 część 3: hotel Bristol

Diy na wystawie AudioVideoShow 2016

Wyszukaj Artykuł

Przystępując do Klubu zyskujesz:

  • Dostęp do dodatkowych artykułów i testów sprzętu
  • Zniżki na zakupy w sklepach partnerskich
  • Kartę członkowską Klubu
  • Możliwość udziału w cyklicznych spotkaniach klubowiczów:
    • spotkania ze specjalistami z branży audio
    • spotkania z innymi audiofilami
    • darmowy catering
  • Przypisanie do grupy "Klubowicz" na forum, a co za tym idzie:
    • większą skrzynkę na wiadomości PW
    • możliwość edycji własnych postów przez 30 minut od publikacji
    • większe limity na umieszczane załączniki
    • większe limity w zakładce Galeria
    • większe limity w zakładce Blogi
    • możliwość tworzenia blogów prywatnych i tylko dla przyjaciół


Najnowsze komentarze





Klub.AudioStereo.pl - Artykuły, porady, felietony, konkursy, recenzje audio, testy sprzętu i wiele innych ciekawych informacji.
Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

Audiostereo dokłada wszelkich starań, aby traktować użytkowników uczciwie i otwarcie, przy uwzględnieniu najlepszych praktyk. Korzystając z naszej strony wyrażasz zgodę na wykorzystywanie przez nas plików cookies, w celu zapewnienia Ci wygody podczas przeglądania naszego serwisu. Aby dowiedzieć się więcej na temat cookies oraz w jaki sposób z nich korzystamy, kliknij tutaj