Skocz do zawartości

Audiostereo.pl: Audiostereo Forum - Audiostereo.pl


Logo Magazyn
Witamy ponownie, Gość

Test systemu Moon i-1/CD-1

29.09.2008 02:11 | audiostereo.pl w Recenzje
  • Nie możesz edytować tego wpisu
Nie mieliśmy jeszcze dotąd na Audiostereo żadenej recenzji sprzętu Moona. Oficjalną znajomość z tym producentem zaczynamy dzisiaj, poczynając od dołu katalogu, który zajmują dwa, stosunkowo skromnie wygladajace urządzenia: zintegrowany wzmacniacz i-1 oraz odtwarzacz CD-1. Simaudio i jego marka Moon cieszą się bardzo dobrą opinią i wszędzie można znaleźć bardzo pozytywne opinie o elektronice tej firmy, zwłaszcza o wzmacniaczach, które uczyniły markę znaną. Nie tylko wielkie końcówki mocy Simaudio znajdowały uznanie w oczach recenzentów, bowiem jednym z często testowanych i pozytywnie przyjmowanych urządzeń był wzmacniacz Moon i-3 z dołu katalogu. Teraz w katalogu nastąpiły zmiany i pojawiła się jeszcze tańsza seria, którą możemy dziś zaprezentować.

Nowe klocki Moona oglądane z daleka nie wyróżniają się ekstrawaganckim wzornictwem. Dopiero z bliska widać jakość wykończenia obudowy, wykraczającą nie tylko ponad standard przyjęty w budżetówce, ale także ponad tzw. klasę średnią, do której można je zaliczyć. Jakość obróbki i wykończenia aluminium ścian czołowych jest bardzo wysoka, satynową powierzchnię i delikatne sfazowania przyjemnie jest pieścić dłonią. Można powiedzieć, że to nic nadzwyczajnego, ale byłaby to nieprawda, gdyż 90% znanego mi sprzętu w tej cenie (oraz droższego) jest wykończona gorzej, a dlaczego, to już nie wiem.

Odtwarzacz CD na czytelnej przedniej ściance ma ładny wyświetlacz w typowym dla Moona czerwonym kolorze, kilka przycisków, a także wąską szufladę napędu, jak twierdzi producent, gruntownie przebudowanego dla potrzeb Simaudio. Tylna ścianka wygląda standardowo, zawiera analogowe wyjścia RCA, wyjście cyfrowe SPD/IF na RCA, gniazdo IEC oraz porty komunikacyjne i serwisowe. Wnętrze mieści zasilacz z jednym transformatorem z ośmioma regulowanymi stopniami, układ upsamplingu z obróbką 24-bity/352,8 kHz, konwerter Burr-Brown PCM1793 z ośmiokrotnym oversamplingiem oraz precyzyjny zegar taktujący, gwarantujący (według producenta) niski jitter. Jedna duża płyta mieszcząca cały układ ma ścieżki z czystej miedzi i jest złocona. Oprogramowanie napędu także jest autorstwa Simaudio. Wzmacniacz umieszczono w obudowie o takich samych rozmiarach, która zawiera stosunkowo duży transformator toroidalny i ponownie jedną dużą płytkę z całym układem. W stopniu końcowym pracuje po jednej parze transformatorów bipolarnych na kanał, dających całkiem przyzwoitą moc 50W przy 8 omach, z czego pierwsze 5 W oddawane jest w klasie A. Ciepło przekazywane jest na obudowę, która pracuje jako radiator. Układ z tyłu jest równie typowy, co w odtwarzaczu: pięć wejść RCA, wyjście pre, para zacisków głośnikowych (umieszczonych za blisko siebie, co utrudnia stosowanie widełek), komplet portów komunikacyjnych i gniazdo IEC. Plusem funkcjonalnym jest znajdujące się na przedniej ścianie wejście do wzmacniacza słuchawkowego.

Choć ascetyczny design najtańszego zestawu Moona może się niektórym podobać (mnie skojarzył się z dawnymi produktami Musical Fidelity) to jednak surowość, zwłaszcza czarnej wersji, sprawia ogólnie dość przygnębiające wrażenie. Zdecydowanie nie jest to sprzęt, który przyciągnie uwagę osób kupujących oczami, a już na pewno, w przeciwieństwie do wyższych modeli Sim Audio, nie posłuży jako intrygująca ozdoba salonu. Okazało się jednak, że niepozorne pudełka kryją w sobie naprawdę duży potencjał.

W dźwięku reprodukowanym przez zestaw słychać szlif godny urządzeń z wysokiej półki – jest gładki, przestrzenny, przyjemny dla ucha, a przy tym ponadprzeciętnie rozdzielczy. Concerti Grossi Handla we wspaniałym wykonaniu Arte Dei Suonatori po raz kolejny posłużyły mi w teście do obalania stereotypów na temat dźwięku „lampowego” i „tranzystorowego”. Tym, czym ujmował kanadyjski zestaw (jakby nie było, zrobiony na półprzewodnikach) było przede wszystkim niezwykle pieczołowite oddanie barw . Dźwięki dawnych instrumentów nie raziły ostrością i nie kłuły nieprzyjemnie uszu, były natomiast wybitnie neutralne i bogate w alikwoty.

Wrażenia przestrzenne to także mocny punkt zestawu. Plany w Concerti Grossi nie są może nadzwyczajnie zróżnicowane, ale już samo rozstawienie poszczególnych grup instrumentów, czytelność i „napowietrzność”  robiła wielkie wrażenie.  Słuchając gęściej zaaranżowanych utworów muzyki dawnej, między Koncertów Brandemburskich i suit orkiestrowych Bacha, nie trzeba się było wysilać, żeby śledzić skomplikowaną i zmieniającą się jak w kalejdoskopie fakturę. Wszystko było podane jak na tacy, a przy tym w sposób niemęczący. Ogólnie rzecz biorąc: gładkość i muzykalność połączona z przejrzystością i precyzją brzmienia. Duża klasa.

Kiedy  przyszedł czas na wielką symfonikę , mój początkowy entuzjazm nieco przygasł. „Planety” Holsta pod dyrekcją Slatkina, nagrane w technice 24/96, bywają bezlitosne jeśli chodzi o obnażenie niedostatków dynamiki czy też szczupłości basu. Tak było i tym razem. „Mars” nie sprawił, że ziemia zadrżała w posadach, a ze ścian posypał się tynk. Zestawowi zabrakło po prostu solidnej podstawy basowej, która pozwoliłaby bogowi wojny wydawać niskie, przeciągłe pomruki. Nie miałem natomiast żadnych zastrzeżeń do dynamiki i czytelności. Dźwięk przy bardzo wysokich poziomach głośności był idealnie uporządkowany. Akurat w przypadku tego nagrania, uporządkowanie pięciu bądź sześciu płaszczyzn dźwiękowych to naprawdę wyzwanie dla sprzętu. Chciałoby się powiedzieć, że w kwestii czytelności Moon zachowuje się jak końcówka  mocy, której niestraszne duże natężenia dźwięku, a jednak do poziomu końcówki brakuje owych tonów z czeluści, które przesunęłyby równowagę tonalną nieco w dół. Nadal jednak wielkie wrażenie robiła przestrzenność. Dźwięk za nic miał ustawienie kolumn i skromne rozmiary pokoju. Przy zwiewnej „Wenus” przestrzeń była na tyle przekonująca, że wystarczyło zamknąć oczy żeby do końca podać się koncertowej iluzji.

Choć „Planety” powiedziały w zasadzie wszystko w kwestii gęstej symfoniki, postanowiłem jeszcze trochę pomęczyć zestaw V Symfonią Szostakowicza.  Tutaj, pod względem rysunku przestrzeni, rozmieszczenia instrumentów na scenie oraz szczegółowości, Moon zaczął mi coraz bardziej przypominać zestawy YBA. Od tych ostatnich, kanadyjski duet różni z pewnością barwa dźwięku, zwłaszcza wysokich tonów, która w Moonie jest bardziej wyrafinowana. Oczywiście brak najniższego basu był słyszalny również przy Szostakowiczu. Lekkie wyszczuplenie tego zakresu miało jednak tę zaletę, że pozwalało na bardzo dokładne śledzenie linii melodycznych kontrabasów i wiolonczel, które nie zlewały się w jedną, lepką pulpę. Ideałem byłoby połączenie niskiego basu i czytelności, ale nie zapominajmy o cenie zestawu. Brak kompromisów zaczyna się dużo powyżej tego pułapu. Piąta symfonia ujawniła natomiast inne zalety Moona, wcale nie tak oczywiste dla zestawu kompaktowych rozmiarów: szybkość narastania dźwięku, precyzyjne wygaszanie impulsów i odporność na „zdławienie”. Wprawdzie transformator we wzmacniaczu wielkości małego garnuszka dużo już obiecywał samym wyglądem, mimo to nie spodziewałem się że w dźwięku znajdę tyle cech zarezerwowanych dla urządzeń o znacznie większej mocy.

Po próbach symfonicznych przyszedł czas na odsłuchy klimatyczne. Słuchając „Gåte ved gåte” Kari Bremnes, dźwięki można było niemal łapać rękami w różnych częściach pokoju. Każdy, kto zna produkcje Kirkelig Kulturverksted dobrze wie, co potrafią realizatorzy dźwięku z Rainbow Studio, gdzie nagrywają podopieczni Manfreda Eichera z ECM. Muzyka dosłownie rozlewała się po pokoju, a głos Kari zawieszony był w olbrzymiej, wyczarowanej przez Moona przestrzeni. Linię każdego instrumentu można było śledzić z osobna, choć z analitycznością na siłę nie miało to nic wspólnego. Dźwięk był spójny i czytelny zarazem – na tyle czytelny, że fuszerka w postaci przesteru w trzecim utworze zabrzmiała wyjątkowo boleśnie dla uszu ( to też potrafią realizatorzy z Rainbow Studio). Linia kontrabasu była zwinna, szybka i tworzyła bardzo przyzwoitą podstawę, choć o potężnych tąpnięciach można było oczywiście zapomnieć. Gdybym miał się nieco uskarżać na ogólną równowagę tonalną, powiedziałbym że momentami było (przynajmniej jak na mój gust) odrobinę za jasno. Była to jednak na tyle niewielka „odchyłka”, że przy odpowiednio dobranych kolumnach i kablach można ją znakomicie zrównoważyć.

Na płytach z dobrze nagranym fortepianem (min. „Utwory fortepianowe” Mariana Sawy) natychmiast wyszły na wierzch przewagi Moona, które kazały mi nieco zweryfikować  wyrażony wcześniej pogląd na temat szczupłości dołu. Basu nigdy nie brakowało, było go dokładnie tyle ile trzeba, a czytelność niskich oktaw była wzorcowa. Wydawałoby się, że słuchając pojedynczego instrumentu, wrażenia przestrzenne zejdą na dalszy plan. Nic bardziej mylnego! Fortepian, razem z kształtem studia nagraniowego, można sobie było wręcz wyrysować. Wrażenie robiła liniowość brzmienia fortepianu, dźwięczność i to, co na swój prywatny użytek nazywam „otwarciem dźwięku”– czyli przejrzystość (nie jaskrawość!) połączona ze ponadprzeciętną dynamiką i czytelnością. Po przejściu na mój roboczy duet Soneteer/Meridian natychmiast dawało o sobie znać lekkie zmatowienie dźwięku i rozmycie konturów.

Chcą podsumować zestaw Moona w krótkich żołnierskich słowach, można by zaryzykować twierdzenie, że to trochę taki Mark Levinson dla niezamożnych. Słychać wyraźnie, że dla konstruktorów wartością nadrzędną była jak największa neutralność i przejrzystość dźwięku w połączeniu z doskonale wyrysowaną przestrzenią. Neutralność, dodajmy, nieosiągalna dla innych znanych mi urządzeń z tej grupy cenowej. Mankamentem może być dla niektórych lekkie uprzywilejowanie góry i środka na rzecz uszczuplonego (czy też może nie podbitego) basu. Jednak osoby, które bardziej od masażu brzucha cenią sobie liniowe brzmienie na pewno nie będą narzekać.
Bartosz Luboń
Alek Rachwald

Szczegółowe dane:
Dystrybutor: Audio Forte
Cena: 5000 zł wzmacniacz, 5500 zł odtwarzacz, 8000 zł zestaw.
Wzmacniacz:
-Wejścia: 5xRCA
-Wyjścia: 1xRCA pre
-Moc 50 W (8 Ohm); 100 W (4 Ohm)
-Pasmo przenoszenia: 10 Hz – 100 kHz.
-THD: 0,02% (50W)
-Współczynnik tłumienia: >200
-Stosunek S/N: -101 dB
-Impedancja wejściowa: 11 kOhm
-Pojemność w zasilaczu: 20 000 uF
-Wymiary: 43 (S) x 7,6 (W) x 32,4 (G) cm
-Masa: 10 kg

Odtwarzacz:
- Wyjścia analogowe: 1xRCA (100 Ohm)
- Wyjście cyfrowe: 75 Ohm S/P-DIF (RCA)
- Zakres dynamiki: 120 dB
- jitter:

Załączone miniatury

  • 1169049_3.jpg
  • 1169049_2.jpg
  • 1169049_1.jpg

9 komentarzy


Redaktor
29.09.2008 03:12
I zdjęcia wzmacniacza:

Załączone miniatury

  • 1169050_3.jpg
  • 1169050_2.jpg
  • 1169050_1.jpg
  • Zgłoś
Autor napisal: "Po przejściu na mój roboczy duet Soneteer/Meridian natychmiast dawało o sobie znać lekkie zmatowienie dźwięku i rozmycie konturów. "
W zwiazku z tym mam pytanie: czy Autor probowal moze zlokalizowac przyczyne owego zmatowienia dzwieku po przejsciu na swoj zestaw, czy to zmatowienie i utrata konturow to zasluga Alabastra czy moze Meridiana?
  • Zgłoś
Każdego po trochu, choć ani Meridian ani Alabaster z pewnością nie należą do tzw. "zamulaczy". Tym niemniej w bezpośrednim porównaniu z wyjątkowo przejrzystym, a wręcz lekko rozjaśnionym zestawem Moona różnica była zauważalna.
  • Zgłoś
Dzieki za odpowiedz!
  • Zgłoś
Czy do szczuplosci basu bardziej przyczynila sie integra czy tez odtwarzacz CD?
  • Zgłoś
Mam pozyczony wzmacniacz I-1. Jesli chodzi o jakosc i neutralnosc srednicy i gory, mamy do czynienia z rzecza absoultnie niezwykla na tym pulapie cenowym. Bas w istocie troche problematyczny. Zobaczymy co sprzet pokaze po paru godzinach pod pradem...
  • Zgłoś
Pierwsze wrazenia: przez perwsze pol godziny wzmacniacz w ogole nie gra: dzwiek jest zamkniety, wolny i ma matowa gora. Po okoko pol godiznie otwieraja sie wysokie tony i dzwiek nabeira prawdziwiego ksztaltu. Slychac jednak dosc wyraznie ostrosci i pewne niedobarwienie srednicy. Pozniej powoli dzwiek sie uspokaja i efekt finanlny (u mnie obecnie po 10 godzinac grania) jest dosc zaskakujacy jak na ta polke cenowa. Jesli chodzi o jakosc, rozdzielczosc i przede wszsytkim NEUTRALNOSC srednich i wysokich tonow, mamy tutaj do czynienia ze swoista rewelacja. Drobre sklady, muzyka kameralna wypadaja znakomicie. Dzwiek jest bardzo neutralny, niczego nie dobarwaia, ale przy tym nie popada tez w bezdusznosc. Naprawde to poziom znany z innych, wyzszych polek cenowych.

No i niestety, tytulem sprawiedliwosci, trzeba przejsc do ograniczen. Basu najnizszego Moon i-1 wlasciwie nie ma - po prostu w rejonach sejsmicznych nie slychac nic. W rejonach semi-sejsmicznych bas jest podany wyraznie jest go calkiem sporo- jednakze nie ma tam zadnej selektywnosci i kontroli - taka pomieszana pulpa. Bas wyzszy - tam jest czysto szybko i konturowo, jednak calosiowo jego charkter jest zbyt lekki, aby nadac muzyce ciezszej (rock, symfonika) odpowiednia mase i atak.

Wzmacniacz jest wiec niejednoznaczny w ocenie - wybitny pod pewnymi wzgeldami ale tez obaerczony dosc wyraznym ograniczeniem (specyficzny bas). Mysle, ze jego slabe strony da sie okielznac doborem odpowiedniego sprzetu towarzyszacego i kabli. Bedziemy wtedy mieli sprzet budzetowy, zahaczajacy gdzies tam o hi-end. Zdecydowanie warto posluchac.
  • Zgłoś
Czy miał ktoś porównanie Moon cd 1 z Cary cd 308
  • Zgłoś
Jestem szczęśliwym posiadaczem integry Moon i-1. Po 16 godzinach wygrzewania urządzenie zaczyna pokazywać swój charakter. To co mnie ujeło to  szczegółowość brzmienia i budowanie przestrzeni dzwiękowej co jest bardzo miłe dla ucha. W porównaniu z Creek Evo, Naim 5, Naim 5i oraz Naim XS nie mam wrażenia deficytu basu.
  • Zgłoś
You do not have permission to leave comments on this artykuł



Zobacz też

Patriotyczne karaoke

Wkładka gramofonowa Dynavector DV-20X2

Tannoy Revolution XT 8F

Taga Harmony Coral F-120

Yamaha R-N803D

Wyszukaj Artykuł

Przystępując do Klubu zyskujesz:

  • Dostęp do dodatkowych artykułów i testów sprzętu
  • Promowanie zamieszczonych ogłoszeń sprzedaży lub kupna
  • Zniżki na zakupy w sklepach partnerskich
  • Kartę członkowską Klubu
  • Możliwość udziału w cyklicznych spotkaniach klubowiczów:
    • spotkania ze specjalistami z branży audio
    • spotkania z innymi audiofilami
    • darmowy catering
  • Przypisanie do grupy "Klubowicz" na forum, a co za tym idzie:
    • większą skrzynkę na wiadomości PW
    • możliwość edycji własnych postów przez 30 minut od publikacji
    • większe limity na umieszczane załączniki
    • większe limity w zakładce Galeria
    • większe limity w zakładce Blogi
    • możliwość tworzenia blogów prywatnych i tylko dla przyjaciół

Najnowsze komentarze





Klub.AudioStereo.pl - Artykuły, porady, felietony, konkursy, recenzje audio, testy sprzętu i wiele innych ciekawych informacji.
Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

Na naszej stronie wykorzystujemy ciasteczka (ang. cookies), dzięki którym nasz serwis może działać lepiej - więcej o tym w Naszej polityce prywatności. W każdej chwili możesz wyłączyć ten mechanizm w ustawieniach swojej przeglądarki. Korzystanie z naszego serwisu bez zmiany ustawień dotyczących cookies, umieszcza je w pamięci Twojego urządzenia.

Akceptuję   Zmiana ustawień