Skocz do zawartości

Audiostereo.pl: Audiostereo Forum - Audiostereo.pl


Logo Magazyn
Witamy ponownie, Gość


Druga edycja AUDIOFIL'a - pożegnanie Isophonów

19.03.2012 22:55 | Fr@ntz w Reportaże
  • Nie możesz edytować tego wpisu
Szans na posłuchanie topowych zestawów audio w ciągu roku przeciętny audiofil nie ma zbyt wielu. O ile większości musi starczyć listopadowe Audio Show, to bardziej mobilni a przy tym gorliwi wyznawcy potrafią udawać się z „pielgrzymkami” do Monachium na High End, bądź do Las Vegas na CES. Co prawda w innych krajach również odbywają się przeróżne wystawy wszelakiej maści urządzeń audio-video, jednak oprócz cyklicznego High Endu w czeskiej Pradze i kilku podobnych imprez w UK szansa na załapanie się na odsłuch naprawdę topowych modeli jest niewiele większa od trafienia szóstki w totka. Całe szczęście, dzięki zaangażowaniu pana Piotra Guzka i części branży od zeszłego roku polscy miłośnicy dźwięku wysokiej jakości mają okazję zapoznawać się z propozycjami systemów składanych przez dystrybutorów, bądź konkretne sklepy. Mowa o wrocławskim Audiofilu, którego druga edycja „ruszyła” w zeszłym miesiącu. Niestety, o ile odsłuch Isophonów Casiano z elektroniką Luxmana (CD-08, C-1000F, M-800A) pokrzyżowały mi okoliczności rodzinno – zdrowotne, to już na kolejnej prezentacji nie mogło mnie nie być. Powód był dość prozaiczny – była to ostatnia szansa na spotkanie (w moim przypadku już trzecie) z Isophonami Berlina RC11. Razem z diamentowymi „blondynkami” do Wrocławia zawitała znana z 3-kowej prezentacji „The Wall” duńska elektronika Vitus Audio (monobloki SM-101 i przedwzmacniacz SL-102), oraz gramofon SME 30/2 z firmowym ramieniem Series V i wkładką Dynavector XV-1s. Phonostagem był, jeszcze nienazwany, prototypowy autorski produkt RCMu, a cały system okablowano srebrnymi przewodami Argento Audio. Wyjątek stanowiły miedziane głośnikowce Organic Audio zasilające sekcję niskotonową Isphonów. Za dystrybucję prądu odpowiadała listwa Furutech e-TP609E z przewodem FP-3TS762 / FI-28R / FI-E38R (również Furutecha).

comp_Audiofil_RCM_Berliny-8.jpg comp_Audiofil_RCM_Berliny-10.jpg comp_Audiofil_RCM_Berliny-11.jpg

comp_Audiofil_RCM_Berliny-20.jpg comp_Audiofil_RCM_Berliny-21.jpg comp_Audiofil_RCM_Berliny-22.jpg comp_Audiofil_RCM_Berliny-24.jpg

comp_Audiofil_RCM_Berliny-28.jpg comp_Audiofil_RCM_Berliny-30.jpg comp_Audiofil_RCM_Berliny-31.jpg comp_Audiofil_RCM_Berliny-46.jpg

Zasadę, że grają całe systemy a nie poszczególne elementy znają chyba wszyscy, jednak oprócz tego warto pamiętać o takim drobiazgu jak … pomieszczenie. Nie pisałbym tego, gdyby nie możliwość porównania ww. systemu w trzech różnych salach. Począwszy od 32 metrowego pokoju w siedzibie dystrybutora, poprzez 256 metrowe Muzyczne Studio Polskiego Radia im. Agnieszki Osieckiej kończąc na ok.100 metrowej „Europie 2” we wrocławskim Sofitelu mogłem śledzić prawdziwą ewolucję tego, kosztującego małą fortunę, systemu. Świadomie napisałem ewolucję, gdyż zmiany wynikające z kubatury i charakterystyki akustycznej każdej z sal wcale nie były natury kosmetycznej i spokojnie można było je uznać, jako jeden z pełnoprawnych elementów składowych osiągniętego rezultatu brzmieniowego.
W katowickiej salce smukłe, lecz potężne Isophony oszałamiały i w sposób bezdyskusyjny czyniły ze słuchacza ubezwłasnowolnionego niewolnika. W radiowej 3-ce budziły szczery podziw skalą dźwięku i możliwościami dynamicznymi pozwalającymi praktycznie bez trudu prawidłowo nagłośnić pełna ludzi salę koncertową. Jednak to, co pokazały w ostatni weekend mogło, i wprawiało, w zachwyt. Śmiem twierdzić, że szczęśliwiec, którego stać byłoby na te kolumny powinien poważnie zastanowić się nad możliwością zamiany dołączanego w ramach promocji „gratisu” w postaci „jedynki” BMW na pokój odsłuchowy o podobnej do hotelowej sali powierzchni.

Uczestnicy poprzedniego spotkania w ramach Audiofila dość krytycznie wypowiadali się o akustyce pomieszczenia, w którym dane im było słuchać mniejszych Isophonów z Luxmanami. Tym razem o sali nie dało powiedzieć się złego słowa, a prosty zabieg z kawałkami folii skutecznie zlikwidował „dzwonienie” klimatyzacji.

comp_Audiofil_RCM_Berliny-36.jpg

Dźwięki reprodukowane przez Berliny odsunięte od tylnej ściany na ok. 5m nie tylko miały gdzie „się rozpędzić”, ale i zapewniały słuchaczom komfortowe warunki odsłuchu niezależnie od rzędu, w którym przyszło im usiąść. W dodatku pokazały swoje, nieznane do tej pory, nowe oblicze. Zagrały niemalże... ciemno. Oczywiście ciemno jak na siebie. Dalej było to na wskroś spektakularne granie, ale ze zmniejszoną ekspresyjnością przełomu średnicy i wysokich tonów. Im dłużej się ich słuchało, im bardziej temperatura przetworników zbliżała się do temperatury otoczenia, tym bardziej można było mówić o czymś, co do tej pory nie kojarzyło się z berlińskimi kolumnami – o pewnej kremowości a nawet słodyczy. Jednak nie była to taka zwykła, ulepkowata, tania słodycz. Mowa tu o intensywnym smaku szlachetnej, przynajmniej 85% gorzkiej czekolady podanej z podwójnym, diabelnie mocnym espresso. Jednak w przeciwieństwie do włoskiej cafeterii nie udało mi się zaobserwować nikogo, kto wpadłby tylko na chwilę rzucić uchem i lecieć dalej. Zachowania typowe dla Audio Schow, gdzie większość zwiedzających z trudem jest w stanie wysiedzieć jeden utwór były zupełnie niezauważalne. Bardzo możliwe, że część osób wyrwała się z domu z takim właśnie chytrym planem, jednak dziwnym trafem kilka minut z reguły kończyło się kilkudziesięciominutowym, bądź nawet i dłuższym odsłuchem. Ze sporą dozą prawdopodobieństwa mogę założyć, iż przyczyną tego typu zachowań było źródło sygnału. Otóż słuchając winyla osiąga się troszeczkę inny poziom skupienia, nie mówię tu o przechodzenie ze stanu stałego w ciekły, bądź gazowy, lecz o przestawieniu uwagi słuchaczy w tryb analogowy, pociągający za sobą zmianie podstawowej jednostki wykorzystywanej podczas odsłuchów z utworu na... stronę. Niby drobnostka, lecz z 3-5 minut przechodzimy do 20-30. Różnica jest taka jak między papierosem a fajką, bądź cygarem, lub między szybkim wychyleniem "setki" a delektowaniem się wybornym single-maltem.


Pisząc ten tekst uświadomiłem sobie, że był to bodajże mój szósty odsłuch na przestrzeni ok. półtora miesiąca, podczas którego rola głównego źródła przypadała zawsze gramofonowi. W dodatku za każdym razem, jeśli tylko nadarzała się okazja porównania czarnej płyty ze srebrną, wygrywał poczciwy winyl. Zdaję sobie doskonale sprawę, że dla większości populacji ten archaiczny i nietrwały nośnik kojarzy się raczej z muzeum techniki i jest jedynie ciekawostką, swoistym kuriozum w dobie coraz bardziej rozpowszechniających się plików, jednak śmiem twierdzić, iż High End i dobry gramofon są ze sobą nierozerwalnie złączone niczym syjamscy bracia.

Czas najwyższy przejść do tego jak i kiedy co grało. A jest, o czym opowiadać.
Jako „rozbiegówki” pan Roger Adamek użył audiofilskiego tłoczenia (Clearaudio Audiophile Edition 180g) albumu Bernreuter/Bayer & Kossowska (United Blues Experience) "The Cologne Concert". Szybkość, detaliczność i precyzja dźwieku były fenomenalne, jednak to była tylko przygrywka, forma rozgrzewki zarówno dla kolumn, jak i słuchaczy do tego co miało nastąpić później.

comp_Audiofil_RCM_Berliny-15.jpg comp_Audiofil_RCM_Berliny-18.jpg

Krótką mowę powitalną wygłosił pan Piotr Guzek, przekazując omówienie prezentowanego systemu na ręce pana Rogera Adamka.Została też zapowiedziana pewna atrakcja, ale o tym dalej.

comp_Audiofil_RCM_Berliny-41.jpg


Miejsce wyśrubowanego do granic możliwości wydawnictwa zajął fenomenalny Nat King Cole z „Just One Of Those Things”. Dla osób znających tego wokalistę o aksamitnym głosie jedynie ze spokojnych ballad w stylu "Unforgettable", czy "Mona Lisa" kontakt ze zdecydowanie żywszym, bardziej klubowym repertuarem mógł być ciekawym przeżyciem i impulsem do poznania wielu pięknych, choć niecieszących się jakąś specjalną popularnością nagrań.

comp_Audiofil_RCM_Berliny-43.jpg

Dość gwałtowną zmianą klimatu była przesiadka ze swingu na ambitną klasykę w postaci „Rhapsodies” w wykonaniu Leopolda Stokowskiego. Orkiestra zabrzmiała potężnie, spójnie i dostojnie. Lokalizacja poszczególnych muzyków była wzorcowa a osoby bardziej osłuchane z tego typu nagraniami bez trudu mogły wyłowić nie tylko grupy konkretnych instrumentów, ale i poszczególnych muzyków je tworzących.

comp_Audiofil_RCM_Berliny-44.jpg

Równie symfoniczna, lecz zdecydowanie lżejsza gatunkowo „The Pink Panther" Henry’ego Manciniego zaprezentowana została za to zdecydowanie bardziej zwiewne, z polotem i humorem właściwym dobrej komedii. Bez zbędnego zadęcia, czy sztucznego usztywnienia płynąca muzyka wywoływała lekkie uśmieszki na twarzach słuchaczy, zapewniając im wysokiej klasy rozrywkę w słoneczne sobotnie popołudnie.

Na takim pokazie nie mogło zabraknąć oczywiście takich „żelaznych” pozycji jak Tsuyoshi Yamamoto Trio „Midnight Sugar” ze sceną zbliżoną do słuchacza na granicy dobrego wychowania.Z początku odniosłem wrażenie, że fortepian był zgaszony na górze. Może źle się wyraziłem, on nie był zgaszony, lecz brzmiał tak jak powinien i tylko nie został uprzywilejowany / dopalony, jak ma to miejsce w innych nagraniach/ systemach. Wielkie brawa za precyzyjną reprodukcję gabarytów kontrabasu, który podobnie jak w naturze był mniejszym od fortepianu instrumentem. Bardzo oszczędne nagranie i niewielki skład z łatwością przykuły uwagę słuchaczy na długie minuty. Co ciekawe podczas ostatniego Audio schow miałem okazję wysłuchać paru utworów z tego albumu na kolumnach Harbeth M40.1 Domestic, które akurat kontrabas dość wyraźnie faworyzowały rozdmuchując go do mocno absurdalnych rozmiarów.

comp_Audiofil_RCM_Berliny-47.jpg

O właśnie. Całkiem mimochodem udało mi się poruszyć przewijający się w hotelowych kuluarach temat. Otóż część osób, dokonując analizy wielkości kolumn (o cenie nie wspominając) uważała, że z takie kolosy powinny generować powalający i przepotężny bas. Takie wnioski mogły z początku prowadzić do pewnego rozczarowania. Nic nie dudniło, nie łomotało a bas pojawiał się i schodził nisko, jednak tylko wtedy, gdy było to na prawdę potrzebne, czyli zarejestrowane na płycie. DSOTM Pink Floyd była właśnie taką płytą, która ściągała w dół lepiej niż betonowe buty podczas biegu po Wiśle. W dodatku dość niepostrzeżenie osiągnięte zostały niemalże koncertowe poziomy głośności. O takich detalach, jak budziki mogące poderwać umarłego nawet nie piszę, ale proszę mi wierzyć, że efekt był niesamowity. Tak jak podczas 3-kowego odsłuchu „The Wall” trafili się malkontenci narzekający na zbyt dużą ilość przyjętych decybeli, tak tym razem nikt reklamacji nie składał i śmiem twierdzić, że jeśli na talerzu SME wylądowałaby np. Metallica, bądź Rage Against The Machine, to spokojnie można byłoby jeszcze trochę podkręcić głośność. Brak jakichkolwiek zniekształceń, wyostrzeń i innych znamion świadczących o problemach wydajnościowych amplifikacji był pretekstem do osiągania dość wysokich poziomów dźwięku, lecz tego typu atrakcji nie należy serwować sobie zbyt często – szkoda słuchu.

comp_Audiofil_RCM_Berliny-49.jpg

Art Tatum „Art Tatum meets Ben Webster”- co z tego, że to nagranie jest niemalże starsze od węgla, skoro cały czas buja, a obecny w nim swing daje się kroić niczym soczysty i lekko krwisty (taki lubię) befsztyk. Kwintesencja analogowości w najlepszym wydaniu. Osiągnięty poziom realizmu zachwycał.

Prawdę powiedziała jedna z osób mających dłuższy, praktycznie codzienny kontakt z Berlinami. Po jakimś czasie ma się ich dość. To, co miało być zrobione tydzień temu, dalej leży odłogiem. Znajomi, którzy wpadli tylko na chwilę siedzą godzinami, a nam kończą się UŻ-tki (jedzenie skończyło się już dawno). Podobne objawy zaobserwowałem u siebie. O ile na tego typu prezentacjach zwykle co kilka utworów ucinałem sobie pogawędkę z organizatorem, wystawcą, czy znajomymi, tym razem przesiedziałem bite siedem godzin robiąc dwie, na prawdę krótkie, przerwy na rozprostowanie kości.

comp_Audiofil_RCM_Berliny-50.jpg

Na tytułowym "The Healer" John Lee Hooker śpiewał głosem podanym z oddali, pierwsze skrzypce grały perkusjonalia. Kiedy tylko wchodził wokal pastelowa, ciemna i soczysta gitara Santany usuwała się w jego cień. Kolejny utwór - "I'm in the Mood" – w duecie z Bonnie Raitt przybliżył wokal, który stał się bardziej namacalny, bardziej "tu i teraz".

comp_Audiofil_RCM_Berliny-60.jpg

Jednak na prawdziwy bas trzeba było poczekać, do 14: 30, kiedy to chór z organowym akompaniamentem („Weinachts-Chorale”) spowodował transformację hotelowej sali we wnętrze katedry. Berliny okazały się wprost wymarzonymi kolumnami do reprodukcji tak potężnego instrumentu, jakim są kościelne organy. Dopiero w takim repertuarze nie tylko słychać, ale i czuć na własnym ciele ile „dołu” potrafią zgubić inne/mniejsze/gorsze (niepotrzebne skreślić) konstrukcje.

comp_Audiofil_RCM_Berliny-57.jpg

Dość niespodziewana przesiadka na „Misplaced Childhood” Marillion okazała się dla części słuchaczy takim szokiem estetycznym, że spora część zrobiła sobie przerwę na kawę. A szkoda, bo to zacny album a i dobry rock na niemieckich kolumnach potrafił sprawić dużo przyjemności.

comp_Audiofil_RCM_Berliny-53.jpg comp_Audiofil_RCM_Berliny-55.jpg

A teraz czas na zapowiadaną niespodziankę. Wstępem do niej były fragmenty z albumu „The Tube Only Violin” (TACET). Choć płyta zrealizowana była świetnie i poziom realizmu osiągał naprawdę wysoki pułap to … w pojedynku z prawdziwą skrzypaczką z krwi i kości nie miał szans.

comp_Audiofil_RCM_Berliny-61.jpg comp_Audiofil_RCM_Berliny-63.jpg comp_Audiofil_RCM_Berliny-66.jpg

A skrzypaczka nie dość, że wielce urodziwa, to i utalentowana, więc zebrała gromkie brawa od zgromadzonych na sali słuchaczy, by potem zagrać w hotelowym atrium pokazując dość drastyczne różnice między mocno wytłumioną salą a niezwykle żywą akustycznie otwartą przestrzenią.

comp_Audiofil_RCM_Berliny-68.jpg comp_Audiofil_RCM_Berliny-69.jpg

Po tym przeuroczym przerywniku uświadamiającym większości słuchaczy, iż nawet high-end jest jedynie dążeniem do ideału, którym jest muzyka na żywo przyszła pora na żelazny repertuar, bez którego pokazy z udziałem pana Rogera Adamka podejrzewam nie miałyby racji bytu. Mam na myśli 45kę „Satchmo Plays King Olivier – St. James Infimary” i Stevie Ray Vaughan and Double Trouble “Couldn’t Stand the Weather”. Po prostu trzeba było tam być i tego posłuchać. Prawdziwa muzyka przez wielkie “M” zagrana w sposób mistrzowski a przy tym praktycznie nieosiągalny dla 99,99% miłośników dobrego brzmienia, o zwykłych zjadaczach chleba nie wspominając.

Niestety wszystko, co dobre szybko się kończy, więc i na nas przyszła pora. Jeszcze tylko szybki rzut ucha, pożegnalny uścisk dłoni z organizatorami i w drogę. Perspektywa prawie sześciu godzin w samochodzie pokonującym kilkaset kilometrów po wyrobach jezdniopodobnych nie wprawiała nas w zbyt dobry nastrój, jednak satysfakcja płynąca z możliwości posłuchania tak wybitnego zestawu była wystarczającą rekompensatą. W dodatku spotkanie z ludźmi dzielącymi pasję podobna do naszej, kochającymi muzykę i dobre brzmienie pozwala z optymizmem patrzeć w audiofilską przyszłość. Cieszy też frekwencja podczas drugiej edycji Audiofila. Przeniesienie imprezy do zdecydowanie lepiej zlokalizowanego hotelu znajdującego się niejako na trasie sobotnio – niedzielnych rodzinnych spacerów wydaje się być przysłowiowym strzałem w dziesiątkę.

Niestety nie udało mi się zawrzeć w tekście wszystkich informacji o przesłuchiwanych płytach, więc pozwolę sobie jedynie zamieścić ich zdjęcia z nadzieją, że inni uczestnicy tego spotkania podzielą się swoimi wrażeniami:

comp_Audiofil_RCM_Berliny-35.jpg comp_Audiofil_RCM_Berliny-51.jpg comp_Audiofil_RCM_Berliny-52.jpg comp_Audiofil_RCM_Berliny-56.jpg

comp_Audiofil_RCM_Berliny-70.jpg comp_Audiofil_RCM_Berliny-71.jpg comp_Audiofil_RCM_Berliny-75.jpg comp_Audiofil_RCM_Berliny-76.jpg

Tekst i zdjęcia: Marcin Olszewski


3 komentarzy


JarlBjorn
20.03.2012 10:05
Ciekawy opis. Nm. szkoda ze nie udalo mi sie wziac udzialu podczas imprezy w "Trojce", tak blisko...
    • +
    • -
  • Zgłoś
Jarl, trzeba było zabrać się z nami.
A tak na poważnie.
Jak pisałem to mój trzeci kontakt z tym zestawem, za każdym razem w innym pomieszczeniu. I dopiero ten ostatni zbliżył się do mojej "bajki". Nie dlatego, że kolumny grały wcześniej źle, raczej warunki były nie do końca takie jak przewidział konstruktor. Pierwszy odsłuch u dystrybutora mimo adaptacji akustycznej nie pomieścił takiego otwartego przekazu. Na krótki odsłuch było nawet ok., ale dłuższe posiedzenie mogło być męczące. Jako  Harbeciarz lubię mocne podkolorowanie i mięsistość przekazu, a ten zestaw to prawdziwy "kiler" bezpośredniości. Swoboda grania z każdą głośnością w pełnym paśmie i powalająca konturowość zakresów jest wizytówką zestawionego systemu. Tak więc liczyłem na bardziej "moje" granie w studiu "Trójki". Niestety, tam znowu sala nie do końca pomagała kolumnom. Grały dobrze mimo iż musiały nagłośnić prawie 300 mkw. stojąc na drewnianym podeście.
Na szczęście ostatnia odsłona zorganizowana przez P. Guzka była wymarzona dla dystrybutora. Pomieszczenie hotelowe gabarytowo pasujące do Isophonów, do tego mocno wytłumione wykładziną na podłodze, ekranem projekcyjnym na jednej ze ścian. Trochę walki z żaluzjami klimatyzacji i zestaw pokazał co potrafi nawet takiemu zmanierowanemu słuchaczowi jak ja. Zniknęła natarczywość (z małych powierzchni) i zgaszenie (ze zbyt dużej odległości słuchacza) górnego zakresu. Wszystko gładko wyraziście i z kontrolowanym basem. Miód na uszy. Repertuar nie do końca był mój, jednak trudno na pokazie topowych konstrukcji puszczać cały czas ECM-owski jazz. Mimo to było kilka kawałków z mojego ogródka, wliczając w to stary amerykański jazz z zadymionej knajpy. Ten kawałek najbardziej mnie powalił partią saksofonu (mój ulubiony obok gitary instrument).
Reasumując, nie żałuję tych 700 przejechanych kilometrów i całego dnia w drodze. Wypad był warty każdej poświęconej na to minuty.
pozdr. Jacek
    • +
    • -
  • Zgłoś

thomo_lca
26.03.2012 17:35
Witam, drogi Panie redaktorze - dziękujemy za obfitą w zdjęcia relacje.
Spędziłem tam cały sobotni dzień i żałowałem, że sam nie mogłem tego powtórzyć w niedzielę.
Najbardziej zbiła mnie z tropu powściągliwość tak wielkiej konstrukcji, spodziewałem się bardziej sugestywnego i mięsistego przekazu, a tutaj nic z tych rzeczy, wszystko z schludnie czysto i z największymi manierami. Zabrakło mnie tylko porównania z samplerem manger'a the ozone percussion group, gdzie prezentowany Luxman wysiadał prądowo przy tych najdynamiczniejszych partiach. z pozostawionych bez opisu płyt chciałbym powiedzieć, że sam lubię i faworyzuję album brubeck quartet, który tutaj zagrał naprawdę ze świetną rytmiką i dużym wolumenem instrumentów, aż chciało się ustawić raz jeszcze ramię gramofonu na samym początku. Z dedykacją poleciała też była Petere Gabriele utwór dont give up - i też wspaniale się wybronił.  Imponowało mi wierne oddanie skali pomieszczeń w których dokonywano nagrań w budowanym przez berliny przekazie. Dobrze że cena nie pozwala ich mieć, w ten sposób mogłem bezpiecznie wrócić do domu.
Pozdrawiam Tomek
    • +
    • -
  • Zgłoś
Nie masz uprawnień do pisania komentarzy. Zarejestruj się lub zaloguj.
Jeśli posiadasz już konto na Facebooku, możesz się zalogować bez rejestracji ( logowanie przez Facebook).



Zobacz też

Odtwarzacz plików Blacknote DSS 30 Tube Improved

Harbeth M30 Domestic

ModWright KWI200

Peachtree Audio Deepblue2

Onkyo BD-SP353

Wyszukaj Artykuł

Przystępując do Klubu zyskujesz:

  • Dostęp do dodatkowych artykułów i testów sprzętu
  • Zniżki na zakupy w sklepach partnerskich
  • Kartę członkowską Klubu
  • Możliwość udziału w cyklicznych spotkaniach klubowiczów:
    • spotkania ze specjalistami z branży audio
    • spotkania z innymi audiofilami
    • darmowy catering
  • Przypisanie do grupy "Klubowicz" na forum, a co za tym idzie:
    • większą skrzynkę na wiadomości PW
    • możliwość edycji własnych postów przez 30 minut od publikacji
    • większe limity na umieszczane załączniki
    • większe limity w zakładce Galeria
    • większe limity w zakładce Blogi
    • możliwość tworzenia blogów prywatnych i tylko dla przyjaciół


Najnowsze komentarze





Klub.AudioStereo.pl - Artykuły, porady, felietony, konkursy, recenzje audio, testy sprzętu i wiele innych ciekawych informacji.
Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

Audiostereo dokłada wszelkich starań, aby traktować użytkowników uczciwie i otwarcie, przy uwzględnieniu najlepszych praktyk. Korzystając z naszej strony wyrażasz zgodę na wykorzystywanie przez nas plików cookies, w celu zapewnienia Ci wygody podczas przeglądania naszego serwisu. Aby dowiedzieć się więcej na temat cookies oraz w jaki sposób z nich korzystamy, kliknij tutaj